1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Podróże z dzieckiem - odkrywamy wschód

Rozpoczynamy nowy cykl, który udowodni, że z dziećmi da się poznawać świat.
Broń boże nie wchodźcie do wody, bo będą strzelać z tamtej strony. Nawet dziecko ich nie powstrzyma! - straszą nas miejscowi.

Ale kto by tam wchodził do lodowatej wody? Chcemy tylko pokazać dziecku rzekę. Marianna na chwilę się budzi, ale Bug nie robi na niej wrażenia. Nic dziwnego. Ma dopiero osiem miesięcy. W tym wieku jak człowiek chce spać, to śpi i nie ma gadania. Po drugiej stronie rzeki Białoruś: dzikie drzewa, zachmurzone niebo i ani żywej duszy. Prawdziwy koniec świata.

Optymistyczna Białoruś

Wybraliśmy się z naszym bobasem na wyprawę wzdłuż wschodniej granicy Polski. A przy okazji - wzdłuż Bugu. Jedziemy z Warszawy do Terespola, a potem dalej w dół mapy. Droga jest pełna wybojów. A Bug kręty i niebezpieczny. Przygniatają go powywracane przez bobry drzewa. Słuchamy białoruskiego radia. Tam wszystko jest optymistyczne i najlepsze na świecie, jak w PRL. Samochód skacze więc w rytm radosnego disco naszych sąsiadów. Słuchają go lokalni gospodarze, bo mówi o tragicznej miłości, zdradzie i podrywaniu dziewczyn na zabawie. Zupełnie jak stare ludowe pieśni. Mariannie się podoba. Śmieje się do rozpuku i żwawo rusza pulchnymi nóżkami.

Zupki, papki i ciężary

Dopóki trzęsie, jest dobrze. Marianna najbardziej się cieszy, gdy samochód jedzie wyboistymi drogami. Podróż na wschód to więc świetny wybór - tam drogi są najbardziej wyboiste.

To dla nas pierwsza tak długa samochodowa podróż z dzieckiem. Pakowanie zaczynamy już dzień wcześniej. Rezygnujemy z wózka - zajmuje za dużo miejsca. Marianna waży tylko 10 kg i Tata obiecuje, że będzie ją nosił w chuście.

- Miłość nic nie waży. - Tata zgrywa siłacza i łaskocze stópki bobasa.

Zabieramy zapas pieluch, torebkę błyskawicznej kaszki i obiadki w słoiczkach.

- Co jak co, ale na wakacjach gotować nie będę! - buntuje się Mama, codziennie warząca zupki z ekologicznych warzyw.

Ciuchów tylko trochę, bo zawsze można uprać w Bugu. Ciepły swe-terek, kilka kocyków. Bierzemy też łóżeczko turystyczne. Ale najbardziej liczą się drobiazgi. Bo co zrobić, jeśli jadąc w głuchą dzicz, zapomni się smoczka lub ulubionej przytulanki? Płacz będzie taki, że przegoni z nadbużańskich puszcz wszystkie chronione gatunki zwierząt. Zabieramy więc zapasowego smoka i maskotkę krówkę, żeby Mania nad Bugiem czuła się jak w domu.

Marianna w aucie zasypia błyskawicznie, bo to właśnie pora jej snu. A my prujemy, żeby dojechać jak najdalej, zanim się obudzi.

Po szengenie

W Terespolu zatrzymujemy się naobiad. W przyjemnej pizzerii Mama karmi Mariannę piersią. Obsługa patrzy z sympatią.

Terespol wygląda jak wymarłe miasto. Odkąd weszliśmy do Unii, Białorusinom trudniej przedostać się przez granicę. Nie ma już handlarzy rajstopami, przemytników papierosów i drobnych cwaniaków kombinujących, jakby tu oszukać celnika.

- Pani, przed szengenem Terespol to było wielkie centrum handlowe - przekonuje Mamę pan z papierosem i długą brodą.

Śladu po tym centrum nie widać. Zostały tylko urocze drewniane kamienice, neogotycki kościół i cerkiew z XVIII wieku.

Dziecko najedzone i w dobrym humorze, więc chcemy jechać dalej.

Ale Mania na widok fotelika samochodowego zaczyna marudzić: "O nie, ja tam nie wejdę!" - zdaje się mówić. Pewnie ma dość siedzenia w tej samej pozycji. Właśnie zaczyna raczkować i chciałaby rozprostować kości, a tu ani centymetra czystej podłogi. Co robić? Mama przygotowuje jej na tylnym siedzeniu teatrzyk z butelki po wodzie i mapy. Pan Mapa poznaje Panią Butelkę. Idą razem na spacer. A my w tym czasie dojeżdżamy do następnej miejscowości.

Krzak do zjedzenia

Przystanek: Kostomłoty. Wkładamy dziecko w chustę (uśmiech na pyzatych policzkach). Przed nami stoi malutka drewniana cerkiew. To jedyny w Polsce kościół neounitów. Wyznanie powstało w międzywojniu, żeby przyciągnąć prawosławnych pod władzę papieża. W środku pachnie kadzidłem tak samo jak w innych podlaskich cerkwiach. Kolorowy ikonostas z XVII wieku przyciąga wzrok bobasa.

Oprowadza nas kościelny.

- Mało już jest neounitów. Ja sam jestem katolikiem, ale przychodzę tu, bo bliżej niż do kościoła - mówi i głaszcze Mariannę po rączce.

Pytamy go o życie nad Bugiem.

- Moja mamusia pochodzi z wioski po drugiej stronie rzeki. Oj, kiedyś, zaraz po wojnie, to się na zabawy na Białoruś chodziło nielegalnie, a teraz? Tylko jakieś głosy słychać, ale kto tam mieszka, to nikt nie wie - filozoficznie odpowiada kościelny.

Idziemy na spacer nad Bug, który tu jest szczególnie chaotyczny. Zakola, starorzecza - sami nie wiemy, gdzie rzeka przechodzi w bagno. Trudno przedrzeć się przez chaszcze. Mania łapie małymi rączkami łyse gałęzie krzaków i próbuje je brać do buzi.

Patrzymy po sobie. To chyba mimo wszystko lepsze niż plastikowe zabawki made in China

Zdrowe, zarumienione policzki, znowu do fotelika i jazda na południe!

Matka Boska Złodziejska

Nad Bugiem mieszka ukradziona Matka Boska. Zatrzymujemy się w Kodniu, żeby ją zobaczyć. Ukradł ją z Watykanu w XVII wieku polski magnat Mikołaj Sapieha. Kiedy zachorował, pojechał do Rzymu, by tam modlić się o uzdrowienie. Pomogła mu wisząca w watykańskiej kaplicy Matka Boska. Papież nie chciał jej magnatowi podarować, więc ten ją ukradł i z Maryją pod pachą wrócił na Podlasie. Podobno ukradziona Maryja cały czas czyni cuda. Wchodzimy do barokowego kościoła, w którym migdałowymi oczami patrzy na nas Królowa Podlasia. Marysi się nie podoba, bo wewnątrz jest ciemno i zimno. Ale łaskawie nie marudzi i pozwala nam pozwiedzać.

W zamian za to zabieramy ją na półwysep. Jest zaraz obok kościoła. Na nim - nadgryzione zębem czasu monumentalne budowle Sapiehów, czyli kościół i ruiny zamku. Wszystko otoczone przez zadbany park, w którym gęsto rozstawiono kapliczki ze stacjami Drogi Krzyżowej. Wchodzimy do jednej z nich, żeby schować się przed silnym wiatrem. Mania chwyta jednego z apostołów za wielki drewniany nos.

Śpimy w dawnym ośrodku wypoczynkowym PKP. Nie są to idealne warunki dla rodziny z dzieckiem. Trochę zimno, dobrze, że mamy łóżeczko! Ale miejsce jest rewelacyjne. Bug płynie sto metrów od nas. A obok naszego domku stoi biało-czerwony słupek graniczny.

Wielka broda za wielką wodą

Cuda zdarzają się nie tylko w Kodniu, ale też w Jabłecznej. Tu podobno Bugiem przypłynęła ikona św. Onufrego (pustelnika z brodą do kostek). Zatrzymała się na brzegu i tam właśnie w XV wieku stanął monastyr.

Docieramy tam drogą otoczoną z każdej strony przez mokradła i rozlewiska. Biała cerkiew jest widoczna z daleka. Przy niej wita nas młody mnich. Całą twarz przysłania mu broda. Widać tylko wielkie niebieskie oczy.

- Ooo, jaki mały pielgrzym! - cieszy się. - Dojechaliście bez problemu? Czasem roztopy oddzielają nas od reszty świata i można tu dotrzeć tylko łódką - opowiada. - Najlepiej przyjechać w czerwcu, na dzień św. Onufrego, bo wtedy mamy piękną nocną procesję ze świecami. Ale trzeba uważać na komary.

W cerkwi pachnie wilgocią. Tata przytrzymuje ręce Mani, bo bobas ma wielką ochotę pociągnąć szacownego mnicha za brodę.

W czasie naszej pogawędki Marianka robi się głodna, więc ruszamy dalej. W podróży najlepszym posiłkiem dla niej jest mleko z piersi.

Po drodze nie widzimy żadnego zajazdu, w którym można by podgrzać zupkę. "Latem na pewno będzie łatwiej" - myśli Mama i karmi swojego bobasa na tylnym siedzeniu.

Pełzanie po stole

Po prawej i lewej stare chałupy chylą się ku ziemi. Mijamy dziadka jadącego slalomem na rowerze. Salutuje nam i prawie traci równowagę. Zaczyna kropić, więc szykujemy peleryny. Chcemy pójść na krótki spacer po Włodawie.

Marianna, czując padający deszcz, wystawia języczek jak jaszczurka i łapie krople wody. Pewnie deszczówka nie jest tu tak zatruta jak w wielkich miastach, więc jej na to pozwalamy.

Jesteśmy na styku granicy polskiej, białoruskiej i ukraińskiej. Kościół stoi we Włodawie niedaleko cerkwi, a ulicę obok znajduje się synagoga (dziś muzeum). W jednej z knajp rozgrzewamy się kawą i zjadamy pierogi ruskie. Na deser kładziemy bobasa na stole, żeby chwilę popełzał pod naszym okiem. Staramy się zmęczyć Manię, żeby zasnęła w aucie. Przed nami długa podróż powrotna. Z samego końca świata.

Bezpieczny fotelik

Przepisy zobowiązują nas, byśmy dzieci - od pierwszych dni życia do osiągnięcia 12 lat lub 150 cm wzrostu - przewozili autem w dobranym do wagi foteliku samochodowym. I słusznie - bez fotelika nawet mała stłuczka może się dla malca skończyć tragicznie. Ważne, by kupić sprzęt nowy. Używany mógł brać udział w wypadku, a wtedy jego konstrukcja mogła zostać naruszona. Dobrze też pamiętać, że starsze modele mogą nie spełniać obecnych norm. Warto kupować foteliki renomowanych firm, dysponujących doświadczeniem i dobrymi wynikami testów zderzeniowych. Wtedy mamy pewność, że dziecko jest bezpieczne.

Więcej o: