1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Z wózkiem w miejskiej dżungli. Przewodnik dla rodziców

Spacer po mieście z niemowlakiem? Dla niewtajemniczonych brzmi całkiem zachęcająco: relaks z wózeczkiem w parku. Ale czar pryska zaraz po wyjściu z domu.
Niewinna wyprawa do sklepu, czyli kilkadziesiąt metrów do przejścia po mieście z wózkiem dziecięcym może zamienić się w horror. Wystarczy, że pan Miecio zatarasuje swoją furgonetką chodnik, a my będziemy zmuszeni zjechać wózkiem na ulicę. Przejeżdżający kierowca otrąbi nas wściekły, że ośmieliliśmy się wejść mu w drogę. Na dźwięk klaksonu nasz słodki, śpiący bobas zacznie wrzeszczeć a my wpadniemy w furię. Jeszcze w dodatku do sklepu musimy się wtarabanić po schodkach a w wąskim przejściu między półkami strącimy wózkiem słoik ogórków. Wszystko przy akompaniamencie ryku naszej pociechy. Nie ma chyba rodzica, który by tego nie przeżył. Mniej odporni zostawiają wózek w domu i przesiadają się do samochodu, bardziej zdeterminowani dalej próbują. Właśnie dla tych ostatnich przedstawiamy poniższy przewodnik wraz z listą przeszkód, jakie możemy napotkać z maluchem w mieście.

A jak autobusy i tramwaje. Na komunikację miejską w czasie naszych wózkowych podróży lepiej nie liczyć. Jeśli już uda nam się wyjść z domu, bo mamy w bloku windę a potem jakimś cudem dostaniemy się na przystanek, bo akurat nikt nie zastawił chodnika samochodem, to wcale jeszcze nie oznacza sukcesu. Przekonać się o tym można już w chwili, gdy przyjedzie autobus. Nawet, gdy będzie niskopodłogowy, co wcale nie jest normą, trzeba będzie jeszcze wypędzić pasażerów z upodobaniem zajmujących miejsca przeznaczone dla wózków i wysłuchać ich kąśliwych uwag. Albo zręcznie ustawić się obok innych wózków - jeśli ktoś przed nami oczyścił teren. Niskopodłogowe jeżdżą tak rzadko, że jak już się zjawią, to wsiadają do niego wszystkie mamy z okolicy. Jeszcze gorzej jest z tramwajami - na niskopodłogowy można czekać nawet trzy godziny. Tak jest w rozkładzie, ale to wcale nie oznacza, że się doczekamy.

B jak bicepsy. W czasie podróży z niemowlakiem po miejskiej dżungli na pewno je sobie wyrobisz, czy tego chcesz, czy nie. Brak wind, podjazdów, schodki, tramwaje starego typu czy autobusy marki Ikarus zmuszą cię do podnoszenia wózka co kilka minut. Dlatego tak ważne jest, żeby wózek, który kupimy na spacery z naszą pociechą był lekki i łatwy do noszenia. Te z dużymi, pompowanymi kołami są łatwe do prowadzenia, ale swoje ważą. W dodatku nie mieszczą się w drzwiach starych tramwajów i autobusów.

C jak chodniki. Stare czy nowe, są bardzo niewygodne dla naszych pociech. Dziury, wysokie krawężniki, nierówno ułożone płyty albo kostki - to wszystko powoduje silne wstrząsy, które mogą naszym maluchom poważnie zaszkodzić. Rozwiązać to może dobór właściwego wózka z miękkim zawieszeniem. Uwaga, wcale nie muszą tu pomóc pompowane koła - takie wózki, zwykle zaprojektowane na zagraniczne, gładkie chodniki potrafią straszliwie trząść na naszych polskich dróżkach.

G jak galeria handlowa. Chociaż są namiastką prawdziwego miasta, jeśli chodzi o wygodne poruszanie się z wózkiem dziecięcym, takie galerie są niezastąpione. Czekają tu na nas windy, podjazdy, szerokie przejścia i gładka podłoga bez schodków. Gdy więc naprawdę nie mamy wyjścia, na pewno można zrobić tam komfortowo zakupy. Ale nie zastąpi to nam ani dziecku prawdziwego spaceru. Zwłaszcza zimą.

I jak irytacja. To uczucie chyba najczęściej towarzyszy nam na naszych spacerach z dziećmi. Młodych rodziców denerwuje wszystko: od dziury w chodniku po tarasujący drogę samochód. Pomóc tu może staranny dobór trasy - wybierzmy szerokie chodniki, miejsca, do których można wjechać wózkiem.

K jak kierowcy. To chyba najwięksi wrogowie rodziców z wózkami. Parkują zastawiając chodniki, skręcają na zielonej strzałce nie bacząc na to, że na przejściu jest maluch w wózkiem, chlapią błotem na wlokącą się chodnikiem mamę. A najbardziej denerwuje ich, jak rodzic wejdzie z wózkiem na jezdnię - czasem nie ma wyjścia, bo chodniki są zastawione samochodami i nieprzejezdne. Co robić w takiej sytuacji? Najlepiej w miarę możliwości nie zwracać uwagi, nie denerwować się - nerwy szkodzą nam i naszemu dziecku.

M jak metro. Jeśli naprawdę bardzo chcemy korzystać z komunikacji miejskiej, pozostaje nam metro, oczywiście poza godzinami szczytu. Przy trasie metra jest kilka parków i dobrze utrzymanych placów zabaw. Zimą jest ciepło, latem panuje tam miły chłodek. Nie ma schodków, za to są podjazdy lub windy. Chyba, że akurat się zepsuły... Wtedy polecam tramwaj albo autobus - przy wszystkich swoich wadach schodków mają mniej niż wejście do metra!

N jak nosidełko. W czasie naszych miejskich wojaży jest niezastąpione, podobnie jak wszelkie rodzaje chust, w których możemy nosić niemowlę. Jeśli planujemy liczne wyprawy piesze po mieście, a nasza pociecha jest jeszcze dość lekka, z wózka lepiej zrezygnować. Przywiązane do nas niemowlę znacznie lepiej zniesie taką podróż niż podskoki na nierównych chodnikach, i wysokich krawężnikach. A my nie będziemy musieli co chwila podnosić ciężkiego wózka.

O jak omijanie. W każdym mieście są miejsca, które lepiej omijać, gdy się wiezie szkraba w wózku. Na pewno są to dworce. Zwykle nie ma tam wind (na warszawskim Centralnym, który jest pod ziemią, działa tylko jedna śmierdząca winda, prowadząca do galerii Złote Tarasy) i jest nieprzyjemnie. Niedostosowane do potrzeb ludzi z wózkami są też urzędy, starsze centra miast, wiadukty. Tu znów najbardziej pomocny może się okazać lekki, wygodny wózek albo nosidełko. Dopóki to się nie zmieni.

P jak platformy. W wielu miastach zamiast droższych wind stosuje się tzw. platformy. To oczywiście lepsze, niż schody, ale też ma swoje wady. Po pierwsze, nie mają ścian, więc trzeba uważać w czasie jazdy. Po drugie, żeby ją ściągnąć albo nią pojechać, trzeba cały czas naciskać przycisk - nie można go puścić, bo platforma staje. Po trzecie, platformy są znacznie częściej zepsute, niż windy. Po czwarte, są zwykle dużo brudniejsze i zaniedbane od wind. Kto nie wierzy, niech pójdzie pod warszawską rotundę - platformy są tak zapuszczone, że wejście tam z dzieckiem wymaga nie lada determinacji. Decydując się na podróż windą musimy się przygotować na kolejki. Sznureczki ustawiają się zwłaszcza przy windach w metrze (na marginesie: przeznaczonych wyłącznie dla osób niepełnosprawnych lub prowadzących dzieci w wózkach). Niestety, zwykle wind dopadają jako pierwsi rześcy zakupowicze w wieku ok. pięćdziesiątki, którzy świetnie poradziliby sobie na ruchomych schodach. Należy uzbroić się w cierpliwość albo pokazać im znaczki na drzwiach windy i regulamin.

S jak schodki. Nie wiadomo, dlaczego wszyscy sklepikarze i właściciele małych zakładów usługowych uważają, że do ich przybytku powinien prowadzić schodek. Pół biedy, jeśli jest jeden. Ale np. trzy to już duży problem. Może warto zasugerować właścicielowi, że przydałby się podjazd dla wózków?

W jak wystawa. W warszawskich muzeach coś jakby drgnęło i przy odrobinie cierpliwości można pójść tam na wystawę. Większość z nich mieści się w starych budynkach, przy projektowaniu których nikt nie myślał o ułatwieniach architektonicznych dla rodziców z wózkami. Jednak ochrona Zachęty nadrabia pomysłowością i przeprowadza wózkowiczów labiryntem korytarzy oraz wind, co czyni wycieczkę jeszcze ciekawszą. Można również śmiało pójść do Muzeum Narodowego, przy nieco większej determinacji poradzimy sobie również w Zamku Ujazdowskim. Pozostaje mieć nadzieję, że nowobudowane muzea będą przystosowane na medal!

Z jak zielone. Gdy już przedrzemy się przez pułapki miejskiej dżungli, czeka nas zasłużony odpoczynek w parku. Tu już raczej nie czyhają na nas żadne zasadzki i możemy się oddać błogiemu wypoczynkowi w towarzystwie naszej pociechy. Chyba, że zapragniemy skorzystać z toalety - takiej w naszych parkach raczej nie uświadczysz...

A jak Wy radzicie sobie w miejskich dżunglach? Na co należy zwracać uwagę i gdzie? Piszcie o swoich doświadczeniach na forum.

Artykuł w ramach akcji Aktywne Rodzicielstwo