1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Z dzieckiem pod pachą

Bycie rodzicem nie oznacza zamknięcia się w czterech ścianach. Dziecko może nam towarzyszyć w zdobywaniu świata tak, jak w zmywaniu czy oglądaniu telewizji.
Z niemowlakiem w bibliotece

Zabierałam Amosa na zajęcia na studiach podyplomowych Gender Mainstreaming [studia dotyczące równouprawnienia ze względu na płeć], bo chciałam karmić piersią, a on ciągle jadł, poza tym był za mały, żeby zostawić go w domu na dłużej.

Kierowniczka moich studiów bardzo chętnie się na to zgodziła: stwierdziła, że gdzie jak gdzie, ale na naszych studiach to wręcz pożądane. Byłam jej za to bardzo wdzięczna.

Także panie w bibliotece były bardzo przychylne - gdy przychodziłam tam przewinąć Amoska, pytały, czy mogą mi jakoś pomóc.

Amos jest spokojnym, ciekawym świata dzieckiem. Każda nowość, także nowi ludzie, jest dla niego bardzo atrakcyjna. Nie lubi jedynie ubierania i rozbierania, więc w zimie przy tym marudzi.

Jestem wielką zwolenniczką żłobków przyuczelnianych, gdzie można zostawić dziecko i skoczyć na zajęcia czy do biblioteki, cały czas będąc w pobliżu. To szokujące, że w Polsce nie ma takich instytucji, mimo że tak wiele jest studentek i pracownic naukowych. U nas, aby studiować, mając dziecko, trzeba mieć pieniądze na nianię.

W zeszłym roku byłam z Amosem na Manifie w Kids Block, specjalnym bloku dostosowanym dla ludzi z dziećmi w wózkach. Ludzie z dziećmi szli w pochodzie, żeby zamanifestować swoje poparcie dla haseł Manify. Myślę, że to dla dzieci bardzo ważne i rozwijające, widzieć, że ich rodzice się angażują obywatelsko.

Kiedy robiłyśmy z Anią Zdrojewską film "Podziemne państwo kobiet" (o aborcji w Polsce), obie byłyśmy w ciąży; potem obie miałyśmy małe dzieci. I przez cały czas tworzenia filmu opiekowałyśmy się jednocześnie naszymi dziećmi, nawet na nagraniach. W jednej ze scen wręcz słychać w tle Bronkę, córkę Ani - choć widzowie tego nie wychwytują, my wiemy. Dopiero podczas montażu zostawiłyśmy dzieci opiekunkom. Bo tego jednak nie dało się robić jedną ręką, drugą trzymając dziecko przy piersi. Myślę, że wszyscy rodzice muszą się tak rozdwajać: zajmować się swoimi sprawami, a przy okazji dzieckiem. Są dwa podejścia: zapewniać dziecku sto procent uwagi osoby, która się nim zajmuje, albo robić swoje rzeczy, jednocześnie spędzając czas z dzieckiem. Myślę, że ważne jest, żeby nie ograniczać się do tego pierwszego podejścia. Wtedy dziecko widzi, że mama też ma swoje ważne sprawy i nie istnieje tylko po to, by się z nim bawić.

Kawiarnia - w sam raz dla nas

Misiek zadebiutował w kawiarni, gdy miał niecałe cztery tygodnie. I było super. Śmiałyśmy się z koleżankami, że gdy ja zamawiałam kawę, to Michał od razu zamawiał mleko.

Spotykamy się na kawie z dzieciatymi koleżankami, mamy taką paczkę. Bardzo często jest nas w kawiarni pięć dziewczyn i wszystkie z dziećmi! Dzieci nawiązują ze sobą kontakt: wymieniają się zabawkami, swobodnie chodzą między stolikami.

Najmłodsze raczkują razem, bawią się łyżeczkami. Czasem zabieram starszą córkę Gabrysię (zazwyczaj do południa jest w przedszkolu). Kelnerka daje jej bitą śmietanę do małego kubeczka na esspresso, a Gabrysia mówi: "Maluteńką kaweczkę mam".

Osoby obsługujące bardzo pozytywnie reagują na dzieci, podobnie goście. Nigdy nikomu nie przeszkadzało ani dziecko, ani wózek, z którym przecież często się ładuję do środka. Jeśli zdarzy się w jakimś nowym miejscu mało przyjazna obsługa, to po prostu potem już je omijamy. Mamy miejsca znajome, w których, kiedy przyjdę sama, obsługa pyta, co u dzieci.

Przy wózku Michała jest specjalny uchwyt na kawę; w naszej paczce wszystkie takie mamy. Często nasza wspólna kawa zaczyna się w kawiarni, a potem bierzemy kawy ze sobą i zabieramy dzieci na przykład na kocyk do parku. Dzięki temu nie męczymy dzieciaków, a jednocześnie dostarczamy sobie dawkę kofeiny.

Zawsze staram się zabrać coś do zabawy dla dziecka, żeby mu się na mojej kawie nie nudziło. Misiek jest przyzwyczajony, że to chwila dla mamy, i grzecznie sam sobie ogląda książeczki. Zagaduje do obsługi, do gości. Krytyczna sytuacja, gdy rozdarł się na cały regulator, zdarzyła mi się tylko raz. Wtedy szybko zebrałam nasze rzeczy i wyszłam z nim, bo w końcu w kawiarni ludzie chcą się zrelaksować, a nie słuchać wrzasków.

Nie mam wyrzutów sumienia, że robię to dla własnej przyjemności, bo wychodzę z założenia, że mama zrelaksowana, to mama bardziej twórcza. Poza tym, wyjście na kawę z mamą uczy dziecko obycia w sytuacjach publicznych i w związku z tym może być bardzo stymulującym bodźcem do rozwoju dla malucha. Zwłaszcza że z reguły po kawie idziemy na długi spacer, na karuzelę albo do sklepu zoologicznego pooglądać zwierzątka.

Gdzie dziecko? Pod stołem!

W tym roku spędziliśmy sylwestra z Heleną na rękach, u nas w domu, w gronie 30 osób. To był bal kostiumowy. Przebraliśmy się za Chińczyków w tradycyjnych strojach, Helenie zrobiliśmy chiński kapelusik. Poszliśmy spać koło pierwszej. Obawiałam się trochę, czy nie będzie na drugi dzień płaczliwa, ale nie. Przyciszałam co chwila muzykę, ale jej to w ogóle nie przeszkadzało. Na ludzi też reaguje pozytywnie: nie boi się, uśmiecha. Wszędzie chodzimy z dzieckiem, zwłaszcza że nie mamy tu nikogo do pomocy. Karmię ją piersią, nie umie pić z butelki. Więc życie musieliśmy tak zorganizować, żeby się nie rozstawać, a jednocześnie robić to, co chcemy. Oboje pracujemy przez internet, więc Andrzej zajmuje się Heleną na równi ze mną. Nie jestem umęczona. Na zakupy zabieramy ją w chuście; cały czas wtedy śpi. Raz w miesiącu robimy rundkę po dziadkach, w sumie kilkaset kilometrów. Andrzej kieruje, z tyłu siedzę ja z Heleną w foteliku, z przodu w koszyku kot. I to wcale nie Helenka, tylko on całą drogę miauczy.

Gdy idziemy do restauracji, jedynym kryterium jest to, żeby była dla niepalących. Obsługa bywa niezorientowana, czasem proponuje nam menu dla dzieci i fotelik, mimo że Helenka jeszcze nie siedzi. Często podczas takiej kolacji muszę ją karmić piersią. Wcale mnie to nie krępuje, ale też nie epatuję nagością. Często jest tak, że jedną ręką trzymam Helenę przy piersi, a drugą jem, bo takie pyszne. Ja jem i ona je. System naczyń połączonych.

Kiedyś ze znajomymi z mojej pracy byliśmy we włoskiej restauracji. Helena spała, więc położyliśmy fotelik z nią pod stołem. Przyszedł kolega i pyta: "A gdzie Helenka?". A my się śmiejemy: "Pod stołem". On mówi: "No nie, żartujecie!". Zagląda, a tam nasze dziecko pod stołem sobie śpi.

Koncertowanie we trójkę

Urodziłam Nelsona dwanaście dni przed długo wyczekiwanym telewizyjnym koncertem, będącym zapowiedzią płyty "Herbert", czyli wspólnego projektu naszego zespołu Karimski Club i zaproszonych wybitnych gości. Przerażało mnie, że może mnie ten koncert ominąć.

Myślałam jednak: przecież 12 dni po porodzie nie można zagrać koncertu, nie można się pokazać wśród ludzi, nie ma się kondycji, jest się obolałą. I co ja mam zrobić z takim maluszkiem?!

Postanowiłam się mimo to zmobilizować. Mąż mi w tym bardzo pomógł i udało się pogodzić jedno z drugim. Zabraliśmy Nelsona ze sobą i na czas koncertu zostawiliśmy go w hotelu pod opieką położnej. Ten koncert stał się dla mnie przełomowy w pogodzeniu rodzicielstwa z pracą zawodową. Dzięki niemu nie stosuję wymówki: "Bo ja mam małe dziecko", i nadal jestem aktywna. Udowodniłam sobie, że można pogodzić wszystko. Że przysłowiowe bieganie z dzieckiem pod pachą jest realne.

Niedawno mieliśmy koncert w Trójmieście. Jednym autokarem jechał cały skład, około 30 osób. Nelson był tam absolutną gwiazdą i ani razu nie zapłakał. Za każdym razem, gdy go zabieramy, podczas koncertów spokojnie czeka na nas w garderobie, na przemian w towarzystwie cioć, wujków czy babci. Bardzo fajnie się komunikuje z ludźmi. Zresztą, przywykł do hałasu, bo przecież oboje jesteśmy muzykami i muzyka stale nam towarzyszy. Nawet zamiast kołysanek śpiewamy mu ballady Jimiego Hendriksa. Świetnie znosi hotele. Łatwo w nich zasypia, nie denerwuje się. Jest dzielnym chłopakiem. Myślę, że karmienie piersią w dużym stopniu ułatwia te wyjazdy. Odpadają wszelkie problemy techniczne typu podgrzewanie czy szukanie wrzątku do wyparzenia butelki. Mimo że mieszkamy na wsi, gdzie nawet pójście do apteki jest już jakąś wyprawą, uważam, że radzimy sobie z mobilnością dużo lepiej niż niektórzy mieszkańcy Warszawy, którzy wszelkie udogodnienia mają na wyciągnięcie ręki.

Zaprośmy dziecko do naszego świata

Wspólnie z marką LOVI organizujemy akcję, której celem jest zachęcanie rodziców do aktywnego życia.

Gdy w rodzinie pojawia się dziecko, wszystko się zmienia. Nasze potrzeby, marzenia, oczekiwania. Maleńki człowiek sprawia, że zaczynamy inaczej myśleć o życiu, sobie, rodzinie. Jesteśmy wszak rodzicami. I to my będziemy przez najbliższych kilkanaście lat najważniejszymi przewodnikami dziecka w poznawaniu świata.

To odpowiedzialne, ale jednocześnie wspaniałe zadanie. Bo rodzicielstwo to przecież nie tylko trud, ale także fascynująca przygoda.

W naszym nowym cyklu będziemy pokazywać, jak można wspierać emocjonalny i fizyczny rozwój dziecka, ciekawie spędzać z nim czas (w zgodzie z własnymi zainteresowaniami i potrzebami), uczyć samodzielności i jednocześnie być tuż obok, na wyciągnięcie ręki. I czerpać z tego prawdziwą radość.

Przeczytajcie o rodzicach, którzy dzięki swoim dzieciom lepiej poznali samych siebie, zdobyli niezwykłe doświadczenia, otworzyli się na świat. A co najważniejsze - stworzyli szczęśliwą rodzinę. Bo nic lepiej nie tworzy i nie umacnia więzi rodzinnych jak wspólne, aktywne spędzanie czasu.

Więcej o: