U źródeł siły
14.12.2009
, aktualizacja: 09.12.2009 15:40
Często w wolnych chwilach towarzyszy nam podenerwowanie, stres, niepokój. Nie umiemy odpoczywać. Czy tego można się nauczyć?
ZOBACZ TAKŻE
- Sprawdź swój poziom stresu (04-03-10, 08:00)
- Wciąż jesteś kobietą (05-03-10, 05:00)
- Sztuka odpoczywania (16-07-07, 13:00)
- Nie daj się stresowi (19-07-05, 12:42)
Wykonując chyba najcięższy i najbardziej odpowiedzialny zawód na świecie - wychowując małe dzieci - wydajemy tak dużo energii, że skądś musimy ją czerpać. Ale skąd? Można powiedzieć, że źródła są dwa - zewnętrzne i wewnętrzne.
Energia płynie do nas z zewnątrz wtedy, gdy dostajemy wsparcie od najbliższych. Gdy czujemy, że zmagamy się z trudami dnia codziennego nie w pojedynkę, że ktoś nam towarzyszy. Ktoś, kto rozumie, słucha (bez dawania rad), czasem pozwoli się wypłakać. To dodaje sił.
Energię można też czerpać z oddawania się jakiemuś zajęciu, które się bardzo, bardzo lubi. Ze spotkania z przyjaciółką, z pracy w ogródku, ze słuchania muzyki, z relaksującej kąpieli. Ale są też rozmaite wewnętrzne źródła energii, o których często zapominamy.
Naucz się dobrze oddychać
To może brzmi banalnie, ale podstawowym źródłem naszej życiowej energii jest oddychanie. Pierwszy oddech, pierwszy krzyk to początek życia, ostanie tchnienie - to jego koniec. Niby wszyscy wiemy, że oddech to życie, a przecież oddychamy nieuważnie, płytko, niechlujnie, zbyt rzadko lub zbyt pośpiesznie. Większość z nas ma fatalne nawyki oddechowe, często wyniesione jeszcze z dzieciństwa.
Kiedy dziecko nie chce być widoczne, próbuje się schować (na przykład, żeby nie dostać w pupę) - wstrzymuje oddech, nieruchomieje. Również wtedy, gdy się boi lub jest smutne, spłyca oddech, bo wtedy mniej czuje. Z pewnością znacie ten odruch - wstrzymywania oddechu na fotelu dentystycznym lub przed zastrzykiem. Tymczasem napięcie, które towarzyszy powstrzymywaniu oddychania, sprawia, że bardziej nas boli. Widać to wyraźnie w czasie porodu - rozładowywanie skurczów polega na odpowiednim oddychaniu. Kiedy kobieta przestaje dobrze oddychać, ból skurczu jest o wiele większy. Spłycamy więc oddech ze strachu (choć być może nie mamy się czego bać) i w ten sposób pozbawiamy się koniecznej dawki tlenu. Niedotlenienie przyczynia się do chronicznego zmęczenia.
Żyj „tu i teraz”
Nie ma na to po polsku dobrego słowa. "Uważność" brzmi dziwnie, "przytomność" źle się kojarzy. Anglicy używają określenia "mindfulness", które może się kojarzyć z "pełnią umysłu". Chodzi w tym wszystkim o taki stan umysłu, który odzwierciedla to, co się dzieje w tej właśnie chwili - tu i teraz. Wbrew pozorom, wcale niełatwo go osiągnąć.
Mamy taki nawyk, by zanadto wyglądać wprzód, martwić się na zapas, wyobrażać sobie, co będzie za chwilę - lub też dla odmiany rozpamiętujemy przeszłość. Zastanawiamy się, co trzeba było zrobić inaczej, żałujemy, tęsknimy, ogarnia nas nostalgia za tym, co minęło i już nie wróci. W ten sposób skutecznie uniemożliwiamy sobie cieszenie się tym, co jest. Uciekamy w tył i w przód, nie dostrzegając, że tylko to, co dzieje się w tym momencie, istnieje realnie i tylko na to mamy wpływ. Uciekanie myślami sprawia, że jesteśmy nieuważni - nie dostrzegamy, że dziecko jest zafrasowane i trzeba je przytulić, że mleko kipi, że mamy ochotę na chwilę się położyć.
Nie oceniaj
Łatwo powiedzieć, ale jak ciężko zrobić! Tymczasem powód większości stresów wiąże się nie z tym, co się dzieje wokół nas, tylko z tym, co sobie wyobrażamy. W odpowiedzi na to, co widzimy, w naszej głowie niemal automatycznie pojawiają się oceny (na ogół negatywne). I zaczynamy się zamartwiać własnymi wyobrażeniami. Wydaje nam się, że dziecko za mało je, za wolno rośnie, jest nazbyt nieśmiałe lub wręcz przeciwnie - zbyt beztroskie. Oceniamy siebie jako rodziców. Oczyma wyobraźni widzimy, że nasze dzieci będą miały w życiu pod górkę, ponieważ nie byliśmy dla nich wystarczająco dobrzy, troskliwi i ciepli.
W ten sposób zamartwiamy się tym, co będzie (choć tak naprawdę - w ogóle nie wiadomo, czy będzie). Wystawiamy sobie ostateczną cenzurkę, choć szkoła dopiero co się zaczęła (i trwać będzie jeszcze wiele lat), zamiast przygarnąć malca na kolana i cieszyć się tym, że jest.
Odpuszczaj
Warto od czasu do czasu pozwalać na to, by sprawy toczyły się swoim torem. Doświadczenie uczy nas, że większość problemów, którymi niepotrzebnie się zadręczamy, sama się rozwiązuje, że nie musimy stale stać w pełnej gotowości na posterunku i kontrolować tego, co się dzieje. Oczywiście tam, gdzie w grę wchodzi bezpieczeństwo, gdzie są małe dzieci - pewnych rzeczy nie wolno odpuścić. Dosłownie - nie wolno dwulatka ani na chwilę spuścić z oka, jeśli istnieje jakiekolwiek zagrożenie. Ale i dwulatkowi można od-puścić pewne rzeczy. Niech je, co chce, niech ubiera się, jak chce, a w czasie świąt czy weekendu może nawet niech idzie spać, kiedy chce. Warto uczyć się sztuki odróżniania tego, co trzeba zrobić koniecznie, od tego, co może poczekać. Odpuszczenie przyniesie ulgę wszystkim domownikom.
Pozwól sobie czasem na łzy
W naszej kulturze uważa się, że płakanie, a właściwie wszelkie "okazywanie słabości" jest niestosowne. Względnie tolerujemy to, że płacze małe dziecko (choć też zazwyczaj wkładamy dużo wysiłku w to, by ten płacz spacyfikować), ale płaczący dorosły? To rzecz rzadko spotykana. A przecież nam także zdarza się czasem czuć wielki, wszechogarniający smutek... Zresztą, jak wiemy, łzy mogą być reakcją na różne uczucia: złość, zawód, rozczarowanie, ale także nadmiar dobrych przeżyć.
Rzeczywiście, płacz realnych problemów nie rozwiąże, ale bardzo ważne jest móc od czasu do czasu dać wyraz gromadzącemu się w nas napięciu. Tak jak dziecko, które stłukło kolano, potrzebuje się wypłakać w ramionach mamy, by po chwili otrzeć buzię i ruszyć dalej na podbój świata - tak samo każdy dorosły człowiek (mężczyzna też!) potrzebuje od czasu do czasu wygadać się, wyżalić czy nawet wypłakać przed kimś, kto go wysłucha. Łzy są niezwykłym, rewelacyjnym wynalazkiem - są po to, by oczyszczać nas ze zmartwień i kłopotów.
O tym warto pamiętać
Masz małe dziecko, prowadzisz dom, stale dbasz o innych... W codziennej gonitwie pamiętaj również o sobie.
• Postaraj się przesypiać osiem godzin.
• Zadbaj o spokojny, głęboki oddech.
• Jedz jak najwięcej świeżych owoców i warzyw, pij dużo wody.
• Kiedy bawisz się z dzieckiem, postaraj się skupić tylko na tej chwili, spróbuj odnaleźć w tym przyjemność, a nie tylko obowiązek.
• Szukaj miejsc, gdzie jest cicho, nie ma tłumów, gdzie niewiele spraw będzie cię rozpraszać.
• W wolnym czasie spróbuj na nowo odkrywać możliwości swojego ciała - biegaj, zrób długi spacer po lesie, poszalej z dziećmi na sankach, sturlaj się z ośnieżonej górki...
• Obserwuj swoje uczucia tak, jakby były obłokami na niebie - czasem przesłaniają słońce, czasem niosą burzę, ale zawsze przemijają.
• Próbuj uwierzyć, że większość problemów znajduje swoje rozwiązanie.
Energia płynie do nas z zewnątrz wtedy, gdy dostajemy wsparcie od najbliższych. Gdy czujemy, że zmagamy się z trudami dnia codziennego nie w pojedynkę, że ktoś nam towarzyszy. Ktoś, kto rozumie, słucha (bez dawania rad), czasem pozwoli się wypłakać. To dodaje sił.
Energię można też czerpać z oddawania się jakiemuś zajęciu, które się bardzo, bardzo lubi. Ze spotkania z przyjaciółką, z pracy w ogródku, ze słuchania muzyki, z relaksującej kąpieli. Ale są też rozmaite wewnętrzne źródła energii, o których często zapominamy.
Naucz się dobrze oddychać
To może brzmi banalnie, ale podstawowym źródłem naszej życiowej energii jest oddychanie. Pierwszy oddech, pierwszy krzyk to początek życia, ostanie tchnienie - to jego koniec. Niby wszyscy wiemy, że oddech to życie, a przecież oddychamy nieuważnie, płytko, niechlujnie, zbyt rzadko lub zbyt pośpiesznie. Większość z nas ma fatalne nawyki oddechowe, często wyniesione jeszcze z dzieciństwa.
Kiedy dziecko nie chce być widoczne, próbuje się schować (na przykład, żeby nie dostać w pupę) - wstrzymuje oddech, nieruchomieje. Również wtedy, gdy się boi lub jest smutne, spłyca oddech, bo wtedy mniej czuje. Z pewnością znacie ten odruch - wstrzymywania oddechu na fotelu dentystycznym lub przed zastrzykiem. Tymczasem napięcie, które towarzyszy powstrzymywaniu oddychania, sprawia, że bardziej nas boli. Widać to wyraźnie w czasie porodu - rozładowywanie skurczów polega na odpowiednim oddychaniu. Kiedy kobieta przestaje dobrze oddychać, ból skurczu jest o wiele większy. Spłycamy więc oddech ze strachu (choć być może nie mamy się czego bać) i w ten sposób pozbawiamy się koniecznej dawki tlenu. Niedotlenienie przyczynia się do chronicznego zmęczenia.
Żyj „tu i teraz”
Nie ma na to po polsku dobrego słowa. "Uważność" brzmi dziwnie, "przytomność" źle się kojarzy. Anglicy używają określenia "mindfulness", które może się kojarzyć z "pełnią umysłu". Chodzi w tym wszystkim o taki stan umysłu, który odzwierciedla to, co się dzieje w tej właśnie chwili - tu i teraz. Wbrew pozorom, wcale niełatwo go osiągnąć.
Mamy taki nawyk, by zanadto wyglądać wprzód, martwić się na zapas, wyobrażać sobie, co będzie za chwilę - lub też dla odmiany rozpamiętujemy przeszłość. Zastanawiamy się, co trzeba było zrobić inaczej, żałujemy, tęsknimy, ogarnia nas nostalgia za tym, co minęło i już nie wróci. W ten sposób skutecznie uniemożliwiamy sobie cieszenie się tym, co jest. Uciekamy w tył i w przód, nie dostrzegając, że tylko to, co dzieje się w tym momencie, istnieje realnie i tylko na to mamy wpływ. Uciekanie myślami sprawia, że jesteśmy nieuważni - nie dostrzegamy, że dziecko jest zafrasowane i trzeba je przytulić, że mleko kipi, że mamy ochotę na chwilę się położyć.
Nie oceniaj
Łatwo powiedzieć, ale jak ciężko zrobić! Tymczasem powód większości stresów wiąże się nie z tym, co się dzieje wokół nas, tylko z tym, co sobie wyobrażamy. W odpowiedzi na to, co widzimy, w naszej głowie niemal automatycznie pojawiają się oceny (na ogół negatywne). I zaczynamy się zamartwiać własnymi wyobrażeniami. Wydaje nam się, że dziecko za mało je, za wolno rośnie, jest nazbyt nieśmiałe lub wręcz przeciwnie - zbyt beztroskie. Oceniamy siebie jako rodziców. Oczyma wyobraźni widzimy, że nasze dzieci będą miały w życiu pod górkę, ponieważ nie byliśmy dla nich wystarczająco dobrzy, troskliwi i ciepli.
W ten sposób zamartwiamy się tym, co będzie (choć tak naprawdę - w ogóle nie wiadomo, czy będzie). Wystawiamy sobie ostateczną cenzurkę, choć szkoła dopiero co się zaczęła (i trwać będzie jeszcze wiele lat), zamiast przygarnąć malca na kolana i cieszyć się tym, że jest.
Odpuszczaj
Warto od czasu do czasu pozwalać na to, by sprawy toczyły się swoim torem. Doświadczenie uczy nas, że większość problemów, którymi niepotrzebnie się zadręczamy, sama się rozwiązuje, że nie musimy stale stać w pełnej gotowości na posterunku i kontrolować tego, co się dzieje. Oczywiście tam, gdzie w grę wchodzi bezpieczeństwo, gdzie są małe dzieci - pewnych rzeczy nie wolno odpuścić. Dosłownie - nie wolno dwulatka ani na chwilę spuścić z oka, jeśli istnieje jakiekolwiek zagrożenie. Ale i dwulatkowi można od-puścić pewne rzeczy. Niech je, co chce, niech ubiera się, jak chce, a w czasie świąt czy weekendu może nawet niech idzie spać, kiedy chce. Warto uczyć się sztuki odróżniania tego, co trzeba zrobić koniecznie, od tego, co może poczekać. Odpuszczenie przyniesie ulgę wszystkim domownikom.
Pozwól sobie czasem na łzy
W naszej kulturze uważa się, że płakanie, a właściwie wszelkie "okazywanie słabości" jest niestosowne. Względnie tolerujemy to, że płacze małe dziecko (choć też zazwyczaj wkładamy dużo wysiłku w to, by ten płacz spacyfikować), ale płaczący dorosły? To rzecz rzadko spotykana. A przecież nam także zdarza się czasem czuć wielki, wszechogarniający smutek... Zresztą, jak wiemy, łzy mogą być reakcją na różne uczucia: złość, zawód, rozczarowanie, ale także nadmiar dobrych przeżyć.
Rzeczywiście, płacz realnych problemów nie rozwiąże, ale bardzo ważne jest móc od czasu do czasu dać wyraz gromadzącemu się w nas napięciu. Tak jak dziecko, które stłukło kolano, potrzebuje się wypłakać w ramionach mamy, by po chwili otrzeć buzię i ruszyć dalej na podbój świata - tak samo każdy dorosły człowiek (mężczyzna też!) potrzebuje od czasu do czasu wygadać się, wyżalić czy nawet wypłakać przed kimś, kto go wysłucha. Łzy są niezwykłym, rewelacyjnym wynalazkiem - są po to, by oczyszczać nas ze zmartwień i kłopotów.
O tym warto pamiętać
Masz małe dziecko, prowadzisz dom, stale dbasz o innych... W codziennej gonitwie pamiętaj również o sobie.
• Postaraj się przesypiać osiem godzin.
• Zadbaj o spokojny, głęboki oddech.
• Jedz jak najwięcej świeżych owoców i warzyw, pij dużo wody.
• Kiedy bawisz się z dzieckiem, postaraj się skupić tylko na tej chwili, spróbuj odnaleźć w tym przyjemność, a nie tylko obowiązek.
• Szukaj miejsc, gdzie jest cicho, nie ma tłumów, gdzie niewiele spraw będzie cię rozpraszać.
• W wolnym czasie spróbuj na nowo odkrywać możliwości swojego ciała - biegaj, zrób długi spacer po lesie, poszalej z dziećmi na sankach, sturlaj się z ośnieżonej górki...
• Obserwuj swoje uczucia tak, jakby były obłokami na niebie - czasem przesłaniają słońce, czasem niosą burzę, ale zawsze przemijają.
• Próbuj uwierzyć, że większość problemów znajduje swoje rozwiązanie.
- 6 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
11 głosów
-
U źródeł siły
biala7
25.12.10, 21:34
W zasadzie niezły tekst, tyle tylko że większość moich stresów jako mamy malucha (2 lata) nie wynika z obaw o moje zachowania czy o rozwój malucha (rozwija się jak należy, czasem z czymś »
-
Re: U źródeł siły
extrafresh
25.12.10, 22:12
Widziały gały co brały.»
-
Re: U źródeł siły
3-mamuska
26.12.10, 18:29
biala7 napisała:Wpienia mnie to że ja przewidA moim zdaniem robisz blad bo dziecko nie uczy sie na swoich bledach, tylko powtarza je bo nie wyciaga wnioskow bo ty interweniujesz.JAk 2 latek »
Najczęściej czytane
- 1.Dziecko to nadal tabu! Ranking niewygodnych tematów
- 2.Co dziadkowie naprawdę myślą o współczesnych rodzicach?
- 3.Po czym poznać tzw. tatuśka?
- 4.Pierwsza Komunia - 8 najdroższych prezentów
- 5.10 rzeczy, do których nigdy nie przyznają się matki
- 6.7 trików na zakamuflowanie zbędnych kilogramów po porodzie
- 7.Po czym poznać "mamuśkę"?

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród





