Lekarze? Już im nie ufam

Tekst: Agnieszka Wirtwein-Przerwa
10.08.2009 , aktualizacja: 10.08.2009 15:22
A A A Drukuj
Znasz to? Podczas wizyty lekarz mówi do Ciebie, rodzica, jak do dziecka. Na wszelkie pytania odpowiada lekceważąco "Co tam Pan/Pani znowu wyczytała", a gdy coś zrobicie źle, syczy "Tak nie można. Nikt Pana/Pani nie nauczył?". Czy Ty też boisz się lekarza i denerwujesz się na samą myśl o wizycie w jego gabinecie?

W każdej grupie zawodowej zdarzają się ludzie omylni i aroganci. Jednak w przypadku lekarzy dotyka to nas najbardziej, zwłaszcza, gdy pacjentami są nasze dzieci. Od lekarza oczekujemy większego zrozumienia niż np. od hydraulika czy dziennikarza, bo w grę wchodzi zdrowie nasze i naszych dzieci. W tym artykule celowo nie zajmuję się drastycznymi przypadkami błędów lekarskich, tylko "drobnymi" zaniedbaniami i przykładami ignorancji, z którymi stykamy się praktycznie na co dzień.

Lekarz zapobiegliwy, tylko prywatnie

- Już w szkole rodzenia uprzedzano nas, żeby koniecznie zrobić dziecku w 6. tygodniu życia badanie usg stawów biodrowych - wyznaje Kaja, mama rocznego Kuby. - I w żadnym razie nie dać się namówić ortopedzie, że zbada bioderka dziecka tylko za pomocą tzw. badania manualnego, które często bywa mylące. - Gdy przyszło do pierwszej wizyty w przychodni, natychmiast zapytaliśmy o usg stawów biodrowych, pani doktor stwierdziła wtedy, że zleca to badanie tylko, jeśli stwierdzi, że jest taka potrzeba, a nie rutynowo. Co było robić, zrobiliśmy to badanie prywatnie. Kosztowało 100 zł. Tu spotkaliśmy się ze skrajnie innym podejściem lekarza. Choć usg wyszło bardzo dobrze, lekarz zapowiedział, że badanie trzeba powtarzać co trzy miesiące. Co za zapobiegliwość.

Wkuwaj szczepienia

Zostaniesz wkrótce rodzicem? Podszkol się lepiej zawczasu ze szczepień, bo nie na każdym lekarzu można w tej kwestii polegać.

- Trzeba wkuwać szczepienia. Ja tego nie zrobiłam i się przejechałam - ostrzega Gabi mama 2-letniej Zosi. - Na pierwszej wizycie pani pediatra z przychodni rejonowej zarządziła, że zaszczepi córkę tylko na żółtaczkę, a na pozostałe choroby za miesiąc. Zgodziliśmy się z mężem, uznaliśmy że wie co robi. W międzyczasie mieliśmy kontrolę u pediatry szpitalnego. Jakież było nasze zdziwienie, gdy lekarka warknęła na nas: "Czemu nie zaszczepiliście córki na błonicę i tężec? Życie dziecka Wam niemiłe?". Drżącym głosem odpowiedziałam, że tak zarządziła pediatra z przychodni. W odpowiedzi usłyszałam tylko: "To proszę zmienić lekarza". Zmieniliśmy. Odtąd szczepimy dziecko prywatnie - na szczepionki obowiązkowe i nieobowiązkowe. Koszt? Pierwsza seria - 3 zastrzyki co 6 tygodni, każdy: 750 zł. Następna seria - szczepienie na pneumokoki, 3 zastrzyki co 6 tygodni, każdy 500 zł. Wzięliśmy kredyt.

Śmiać się czy płakać

- W 2008 roku nie dostałam się z dzieckiem do lekarza. Powód prozaiczny - limity - opisuje "pitahaya1" na forum eDziecko. - W 2009 roku, wiedząc co mnie czeka, już w pierwszych dniach lutego zapisuję dziecko do lekarza na czerwiec, pierwszy dzień po długim weekendzie. Na wizytę mam przynieść komplet badań, które robię prywatnie (limity). Wydaję ok. 1500zł na badania i w czerwcu jadę z dzieckiem do owego lekarza. Już jestem w W-wie, gdy odbieram telefon, że wizyty nie będzie, bo pani doktor ma dzień urlopu. Wizytę przesunięto mi na sierpień, konkretnie na środek naszego urlopu. Wiem, nikogo mój urlop nie interesuje, ale ja pod tą wizytę wszystko podciągnęłam, poprzesuwałam inne rzeczy, zrezygnowałam z wcześniej zaplanowanego wyjazdu wakacyjnego. Proponują inny termin. A ja w sierpniu nie mogę, błagam niemal o przesunięcie na dowolny inny termin, innego lekarza, cokolwiek, dopasuję się. Niestety, nowe dzieci przyjmuje tylko JEDEN LEKARZ w szpitalu i UWAGA!!!! tylko jedno dziecko tygodniowo. Nie wiem, czy śmiać się czy płakać. W takim razie, skoro "Pani nie pasuje" to mam dzwonić w październiku lub listopadzie i próbować się zapisać na... 2010 rok. Nie wytrzymałam, zapisałam się do owej pani doktor prywatnie, przyjęła nas następnego dnia. Dziecko od ponad roku powinno być objęte leczeniem.

- Mnie też ręce czasami opadają - pisze "mama.frania" na forum eMama. - Pediatra krzyczy na moje płaczące dziecko (niespełna 2-letnie) i stwierdza, że to moja wina że dziecko płacze, bo mu na to pozwalam (!!!). (...) Kilka lat temu paskudnie się zaziębiłam, od lekarki rodzinnej dostałam antybiotyk. Mówię, że karmię a ona na to "To musi pani przestać" (!!!) Poszłam do naszej pediatry, dała mi inny antybiotyk (który nie ma przeciwwskazań dla karmiących). Przyznam, że strach pomyśleć co by było, gdyby ktoś z nas, nie daj Boże, poważniej chorował (bo ja już z przeziębieniami do lekarzy nie chodzę - zawsze dostaję antybiotyk, którego nie biorę, bo jestem w stanie wyleczyć się miodem, cytryną i syropem z cebuli).

Każdy mówi co innego

- Mój synek urodził się wcześniej, na szczęście był zdrowy i szybko dochodził do siebie. Po 10 dniach lekarka powiedziała nam, że za 3 dni można będzie zabrać go do domu - wspomina Piotr, tata 2-letniego Tomka. - Jednak następnego dnia inna lekarka stwierdziła, że to zdecydowanie za wcześnie i wcale nie wiadomo, czy dziecko poradzi sobie w domu. Mocno się z żoną rozczarowaliśmy, ale mając na uwadze przede wszystkim dobro dziecka, przyjęliśmy ten werdykt z pokorą. Naprawdę zdębieliśmy, kiedy rzeczywiście w dniu, gdy mieliśmy według pierwszej lekarki zabrać syna do domu, odebraliśmy ze szpitala telefon - w słuchawce zdenerwowany głos pediatry wrzeszczał, czemu do cholery nie odbieramy dziecka ze szpitala, skoro mamy czas do godziny 12. Dobrze, że mieszkamy niedaleko, dzięki temu udało nam się w pół godziny odebrać syna.

Lekarz się na mnie obraził

- Miałem przedziwną sytuację z pewnym lekarzem - opowiada Michał tata 5-letniej Julki i rocznej Frani. - Ten pediatra był już u nas na wizycie domowej i nawet poprosiliśmy go z żoną, żeby prowadził naszą miesięczną wtedy córeczkę. Umówiliśmy się z nim na kolejną wizytę domową. Pół godziny przed terminem wysłał sms`a o treści "Nie mogę przyjechać". Ok. Umówiliśmy się na inny dzień. Znów dał znać, że nie może, ale się odezwie. Ok. Nagle zadzwonił po trzech dniach i oświadczył, że dziś może przyjść. Akurat nam to nie pasowało, więc przemówiliśmy go na następny dzień. Nie przyjechał. Przestał odbierać telefony. Nie odpisał na żadnego sms`a. Chyba się obraził.

Upierdliwy hipochondryk

- Dla większości lekarzy ideałem pacjenta jest potulny, posłuszny osobnik , który grzecznie wykonuje polecania i nie szuka żadnych wiadomości o innych możliwościach leczenia. Każdy inny to "upierdliwy hipochondryk" - pisze "mucta" na forum eMama.

- Jestem cholernie rozżalona, że osoba której zawodem jest diagnozowanie i leczenie chorób, nie zadaje sobie często trudu, żeby uważnie przeczytać wyniki badań, żeby sprawdzić dawkowanie leku, żeby potraktować mnie jak człowieka, a nie jak pozycję na liście do odhaczenia - potwierdza "teraz_asia" na forum eMama.

Dlaczego lekarze traktują nas jak "upierdliwych hipochondryków" i lekceważą nasze sugestie co do diagnozy i leczenia? - Lekarze kierują się staromodnym, paternalistycznym podejściem do pacjenta - tłumaczy etyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Paweł Łuków. - Przejawia się to w przekonaniu, że wiem od kogoś lepiej, więc mogę za niego decydować. Dlatego sporo informacji zatajają, ograniczają przez to rodzicom pole wyboru, czasem nawet ich okłamują, i to są częste przykłady ich nieetycznych zachowań. Sam miałem takie przykre doświadczenie, gdy moja córka miała wypadek i była operowana. Lekarz wyszedł na chwilę z sali. Poderwaliśmy się z żoną, żeby zapytać o jej stan, a on bez słowa trzasnął nam drzwiami przed nosem.

Ale od zaniedbań stricte lekarskich, trzeba odróżnić zwykłe chamstwo i grubiaństwo, które występuje u lekarzy, np. gdy na oddziałach położniczych lekarz mówi do pacjentki per "ty".

Łuków wykłada w Szkole Zdrowia Publicznego CMPK. Według filozofa, to zawód szczególny, bo polega na tym, że lekarz ma troszczyć się o innych, a jednocześnie musi troszczyć się o siebie (czytaj: zarabiać). To już rodzi konflikt. Dlatego często, gdy odwiedzamy tego samego lekarza raz w przychodni, raz prywatnie, mamy wrażenie, że w tym drugim miejscu jest bardziej empatyczny.

- W gabinecie prywatnym lekarz wyraźniej widzi swoje uzależnienie finansowe od pacjenta. Tego związku w przychodni już nie zauważa - podpowiada Paweł Łuków.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 453 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    38 głosów

  • Polecam Lekarzy w Irlandii babcia_tosia 24.08.09, 17:30

    Niedawno urodzila mi sie coreczka i nie moge marudzic z powodu opiekimedycznej - wszystkie szczepionki i badania darmowe do tego lekarze odrazu pourodzeniu wykryli wade w jednym oczku i »

  • Winni są pacjenci no_kto_to 24.08.09, 21:44

    Tak, sami sobie jesteśmy winni. To my uczyniliśmy z lekarzy nieomylne świętekrowy które zawsze mają rację i mogą nami pomiatać. Wszelkie błędy uchodzą imna sucho, bo o winie decyduje sąd »

  • Lekarze? Już im nie ufam czesikova 25.08.09, 11:01

    Ta... To wszystko prawda... niestety:( Nasza pediatra niby miła i fachowa, aleBroń Boże się odezwać, że zasięgneło się informacji w książce albo w necie! Odrazu cyniczny ton: no tak »