1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Lekarze? Już im nie ufam

Znasz to? Podczas wizyty lekarz mówi do Ciebie, rodzica, jak do dziecka. Na wszelkie pytania odpowiada lekceważąco "Co tam Pan/Pani znowu wyczytała", a gdy coś zrobicie źle, syczy "Tak nie można. Nikt Pana/Pani nie nauczył?". Czy Ty też boisz się lekarza i denerwujesz się na samą myśl o wizycie w jego gabinecie?
W każdej grupie zawodowej zdarzają się ludzie omylni i aroganci. Jednak w przypadku lekarzy dotyka to nas najbardziej, zwłaszcza, gdy pacjentami są nasze dzieci. Od lekarza oczekujemy większego zrozumienia niż np. od hydraulika czy dziennikarza, bo w grę wchodzi zdrowie nasze i naszych dzieci. W tym artykule celowo nie zajmuję się drastycznymi przypadkami błędów lekarskich, tylko "drobnymi" zaniedbaniami i przykładami ignorancji, z którymi stykamy się praktycznie na co dzień.

Lekarz zapobiegliwy, tylko prywatnie

- Już w szkole rodzenia uprzedzano nas, żeby koniecznie zrobić dziecku w 6. tygodniu życia badanie usg stawów biodrowych - wyznaje Kaja, mama rocznego Kuby. - I w żadnym razie nie dać się namówić ortopedzie, że zbada bioderka dziecka tylko za pomocą tzw. badania manualnego, które często bywa mylące. - Gdy przyszło do pierwszej wizyty w przychodni, natychmiast zapytaliśmy o usg stawów biodrowych, pani doktor stwierdziła wtedy, że zleca to badanie tylko, jeśli stwierdzi, że jest taka potrzeba, a nie rutynowo. Co było robić, zrobiliśmy to badanie prywatnie. Kosztowało 100 zł. Tu spotkaliśmy się ze skrajnie innym podejściem lekarza. Choć usg wyszło bardzo dobrze, lekarz zapowiedział, że badanie trzeba powtarzać co trzy miesiące. Co za zapobiegliwość.

Wkuwaj szczepienia

Zostaniesz wkrótce rodzicem? Podszkol się lepiej zawczasu ze szczepień, bo nie na każdym lekarzu można w tej kwestii polegać.

- Trzeba wkuwać szczepienia. Ja tego nie zrobiłam i się przejechałam - ostrzega Gabi mama 2-letniej Zosi. - Na pierwszej wizycie pani pediatra z przychodni rejonowej zarządziła, że zaszczepi córkę tylko na żółtaczkę, a na pozostałe choroby za miesiąc. Zgodziliśmy się z mężem, uznaliśmy że wie co robi. W międzyczasie mieliśmy kontrolę u pediatry szpitalnego. Jakież było nasze zdziwienie, gdy lekarka warknęła na nas: "Czemu nie zaszczepiliście córki na błonicę i tężec? Życie dziecka Wam niemiłe?". Drżącym głosem odpowiedziałam, że tak zarządziła pediatra z przychodni. W odpowiedzi usłyszałam tylko: "To proszę zmienić lekarza". Zmieniliśmy. Odtąd szczepimy dziecko prywatnie - na szczepionki obowiązkowe i nieobowiązkowe. Koszt? Pierwsza seria - 3 zastrzyki co 6 tygodni, każdy: 750 zł. Następna seria - szczepienie na pneumokoki, 3 zastrzyki co 6 tygodni, każdy 500 zł. Wzięliśmy kredyt.

Śmiać się czy płakać

- W 2008 roku nie dostałam się z dzieckiem do lekarza. Powód prozaiczny - limity - opisuje "pitahaya1" na forum eDziecko. - W 2009 roku, wiedząc co mnie czeka, już w pierwszych dniach lutego zapisuję dziecko do lekarza na czerwiec, pierwszy dzień po długim weekendzie. Na wizytę mam przynieść komplet badań, które robię prywatnie (limity). Wydaję ok. 1500zł na badania i w czerwcu jadę z dzieckiem do owego lekarza. Już jestem w W-wie, gdy odbieram telefon, że wizyty nie będzie, bo pani doktor ma dzień urlopu. Wizytę przesunięto mi na sierpień, konkretnie na środek naszego urlopu. Wiem, nikogo mój urlop nie interesuje, ale ja pod tą wizytę wszystko podciągnęłam, poprzesuwałam inne rzeczy, zrezygnowałam z wcześniej zaplanowanego wyjazdu wakacyjnego. Proponują inny termin. A ja w sierpniu nie mogę, błagam niemal o przesunięcie na dowolny inny termin, innego lekarza, cokolwiek, dopasuję się. Niestety, nowe dzieci przyjmuje tylko JEDEN LEKARZ w szpitalu i UWAGA!!!! tylko jedno dziecko tygodniowo. Nie wiem, czy śmiać się czy płakać. W takim razie, skoro "Pani nie pasuje" to mam dzwonić w październiku lub listopadzie i próbować się zapisać na... 2010 rok. Nie wytrzymałam, zapisałam się do owej pani doktor prywatnie, przyjęła nas następnego dnia. Dziecko od ponad roku powinno być objęte leczeniem.

- Mnie też ręce czasami opadają - pisze "mama.frania" na forum eMama. - Pediatra krzyczy na moje płaczące dziecko (niespełna 2-letnie) i stwierdza, że to moja wina że dziecko płacze, bo mu na to pozwalam (!!!). (...) Kilka lat temu paskudnie się zaziębiłam, od lekarki rodzinnej dostałam antybiotyk. Mówię, że karmię a ona na to "To musi pani przestać" (!!!) Poszłam do naszej pediatry, dała mi inny antybiotyk (który nie ma przeciwwskazań dla karmiących). Przyznam, że strach pomyśleć co by było, gdyby ktoś z nas, nie daj Boże, poważniej chorował (bo ja już z przeziębieniami do lekarzy nie chodzę - zawsze dostaję antybiotyk, którego nie biorę, bo jestem w stanie wyleczyć się miodem, cytryną i syropem z cebuli).

Każdy mówi co innego

- Mój synek urodził się wcześniej, na szczęście był zdrowy i szybko dochodził do siebie. Po 10 dniach lekarka powiedziała nam, że za 3 dni można będzie zabrać go do domu - wspomina Piotr, tata 2-letniego Tomka. - Jednak następnego dnia inna lekarka stwierdziła, że to zdecydowanie za wcześnie i wcale nie wiadomo, czy dziecko poradzi sobie w domu. Mocno się z żoną rozczarowaliśmy, ale mając na uwadze przede wszystkim dobro dziecka, przyjęliśmy ten werdykt z pokorą. Naprawdę zdębieliśmy, kiedy rzeczywiście w dniu, gdy mieliśmy według pierwszej lekarki zabrać syna do domu, odebraliśmy ze szpitala telefon - w słuchawce zdenerwowany głos pediatry wrzeszczał, czemu do cholery nie odbieramy dziecka ze szpitala, skoro mamy czas do godziny 12. Dobrze, że mieszkamy niedaleko, dzięki temu udało nam się w pół godziny odebrać syna.

Lekarz się na mnie obraził

- Miałem przedziwną sytuację z pewnym lekarzem - opowiada Michał tata 5-letniej Julki i rocznej Frani. - Ten pediatra był już u nas na wizycie domowej i nawet poprosiliśmy go z żoną, żeby prowadził naszą miesięczną wtedy córeczkę. Umówiliśmy się z nim na kolejną wizytę domową. Pół godziny przed terminem wysłał sms`a o treści "Nie mogę przyjechać". Ok. Umówiliśmy się na inny dzień. Znów dał znać, że nie może, ale się odezwie. Ok. Nagle zadzwonił po trzech dniach i oświadczył, że dziś może przyjść. Akurat nam to nie pasowało, więc przemówiliśmy go na następny dzień. Nie przyjechał. Przestał odbierać telefony. Nie odpisał na żadnego sms`a. Chyba się obraził.

Upierdliwy hipochondryk

- Dla większości lekarzy ideałem pacjenta jest potulny, posłuszny osobnik , który grzecznie wykonuje polecania i nie szuka żadnych wiadomości o innych możliwościach leczenia. Każdy inny to "upierdliwy hipochondryk" - pisze "mucta" na forum eMama.

- Jestem cholernie rozżalona, że osoba której zawodem jest diagnozowanie i leczenie chorób, nie zadaje sobie często trudu, żeby uważnie przeczytać wyniki badań, żeby sprawdzić dawkowanie leku, żeby potraktować mnie jak człowieka, a nie jak pozycję na liście do odhaczenia - potwierdza "teraz_asia" na forum eMama.

Dlaczego lekarze traktują nas jak "upierdliwych hipochondryków" i lekceważą nasze sugestie co do diagnozy i leczenia? - Lekarze kierują się staromodnym, paternalistycznym podejściem do pacjenta - tłumaczy etyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, Paweł Łuków. - Przejawia się to w przekonaniu, że wiem od kogoś lepiej, więc mogę za niego decydować. Dlatego sporo informacji zatajają, ograniczają przez to rodzicom pole wyboru, czasem nawet ich okłamują, i to są częste przykłady ich nieetycznych zachowań. Sam miałem takie przykre doświadczenie, gdy moja córka miała wypadek i była operowana. Lekarz wyszedł na chwilę z sali. Poderwaliśmy się z żoną, żeby zapytać o jej stan, a on bez słowa trzasnął nam drzwiami przed nosem.

Ale od zaniedbań stricte lekarskich, trzeba odróżnić zwykłe chamstwo i grubiaństwo, które występuje u lekarzy, np. gdy na oddziałach położniczych lekarz mówi do pacjentki per "ty".

Łuków wykłada w Szkole Zdrowia Publicznego CMPK. Według filozofa, to zawód szczególny, bo polega na tym, że lekarz ma troszczyć się o innych, a jednocześnie musi troszczyć się o siebie (czytaj: zarabiać). To już rodzi konflikt. Dlatego często, gdy odwiedzamy tego samego lekarza raz w przychodni, raz prywatnie, mamy wrażenie, że w tym drugim miejscu jest bardziej empatyczny.

- W gabinecie prywatnym lekarz wyraźniej widzi swoje uzależnienie finansowe od pacjenta. Tego związku w przychodni już nie zauważa - podpowiada Paweł Łuków.

Do szkoły, lekarze!

Jak to lekceważące podejście lekarzy do pacjentów zmienić? Jedynym rozwiązaniem, według socjologa, profesora UW, Ireneusza Krzemińskiego, jest posłanie ich na kursy z "ludzkiego" nastawienia do pacjentów.

- Mam kolegów - socjologów medycyny, którzy są zrozpaczeni, bo nie są w stanie wywalczyć kursów dla lekarzy z umiejętności psychologicznych, m.in. z nawiązywania kontaktu z pacjentem - zdradza Krzemiński. - Polskie uczelnie są kiepskie pod tym względem. Ładuje się do głowy studentom medycyny tylko wiedzę techniczną o budowie i chorobach człowieka, bez wiedzy psychologicznej. A to niezmiernie ważna sprawa. Dzięki umiejętnej, empatycznej rozmowie pacjent nabiera do lekarza zaufania, co jest warunkiem, żeby się przed nim otworzył. Gdy to się uda, lekarz dostaje od pacjenta więcej informacji. To jest z korzyścią dla obu stron. A w pediatrii takie "ludzkie" podejście do pacjenta jest szczególnie ważne. Lekarz musi umieć dotrzeć do małego pacjenta, który nie umie powiedzieć wprost, co mu dolega. Trzeba tu zobaczyć cały kontekst, np. dostrzec czy dziecko jest zestresowane lub nieszczęśliwe, co może być dodatkowym źródłem problemów ze zdrowiem.

Brak także warsztatów dla lekarzy, na których uczyliby się walczyć z własnym stresem, po to żeby nie przekładać swojej frustracji i problemów na kontakty z pacjentem. Umiejętności takich uczą się psychiatrzy i psychologowie.

Co na to wszystko lekarz?

Zapytałam pewną stołeczną pediatrę, dlaczego lekarzom tak często zdarza się traktować pacjentów jak "upierdliwego hipochondryka".

- Wszystkich narzekających pacjentów posłałabym na leczenie do Wielkiej Brytanii czy USA - komentuje lekarka, która prosi o anonimowość. - To jest dopiero bezwzględny system, gdzie jeśli nie jesteś ubezpieczony, nikt nie chce z Tobą gadać. Mało tego. Mam pacjentkę z Liverpoolu, która pokazała mi urodzoną tam 4-miesięczną córkę. Takiej krzywicy u niemowlaka od lat nie widziałam. Nikt matce nie powiedział, co to jest witamina D3. Dziecko nie miało sprawdzanych stawów biodrowych, teraz nie wiadomo czy w ogóle będzie chodzić. U nas 4-miesięczne dziecko miałoby już kilka razy skontrolowane stawy. W Japonii lekarze nie podają pacjentom nawet nazwy leku, który im przepisują, tylko sam numer, bo wychodzą z założenia, że ta wiedza nie jest im potrzebna. Nie mówię, że u nas jest rewelacyjnie, ale czego oczekiwać, gdy lekarz w przychodni ma 70 pacjentów dziennie? To ile on ma czasu na jednego pacjenta? Jeśli wypisanie samego zwolnienia z peselem itp. zajmuje tyle czasu.

Czy w takim razie choćby podczas tych 3 minut rozmowy lekarz nie może być bardziej "ludzki"? - pytam. - To nie zawsze jest najlepszy sposób - odpowiada lekarka - ja bardzo współczuję moim pacjentom i bardzo to, co się z nimi dzieje przeżywam. Ale czasem wolę pewne sprawy przemilczeć, bo rodzice różnie reagują. Miałam pacjentkę, mamę 3-tygodniowego dziecka, która nie chce karmić piersią, bo nie ma czasu, żeby półtorej godziny poświęcać na każdy posiłek. Zadzwoniła po mnie, że dziecko ma bardzo bolesne kolki. To jej tłumaczę, że pewnie źle toleruje humanizowane mleko krowie. Poza tym to nie jest dla dziecka najlepsze rozwiązanie. Jeśli matka może karmić piersią, to powinna to robić. Dziecko karmione sztucznie, w dodatku w tak wczesnym wieku, nie ma odporności i jest bardziej narażone na alergię pokarmową niż dzieci karmione mieszanką w późniejszym wieku np. od pół roku. Ostrzegłam matkę, a ona zareagowała bardzo nerwowo: "Nie po to panią wezwałam!" - mówi. Na marginesie, ja nawet hydraulika proszę, a ona mnie wzywa. Oczekiwała ode mnie tylko jednego, że pozwolę jej 3-tygodniowemu niemowlakowi podawać herbatkę z kopru, którą producent poleca dzieciom powyżej miesiąca życia. Niech mi teraz drogie czytelniczki odpowiedzą, co mam zrobić z taką pacjentką. Ja zostaje z emocjami, chodzę struta przez cały tydzień, bo szkoda mi tego dziecka. Ono jest niewinne. Co się dziwić, że pacjenci następujący po tej nieodpowiedzialnej matce moje emocje odczują.

Jednak moja rozmówczyni przyznaje, że w gabinecie prywatnym frustracja lekarza bywa mniejsza - Zdaję sobie sprawę, że czasem lekarze inaczej traktują pacjenta podczas wizyty prywatnej, to pewnie wynika z wyrachowania - wyjaśnia.

Co do dodatkowych kursów z psychologii na studiach medycznych lekarka też ma mieszane uczucia. - Rzeczywiście takich kursów brakuje. Miałam raz jednodniowy, co jest dziwaczne, bo w każdej większej firmie teraz pracownicy mają szkolenia jak z klientem rozmawiać. Nam, lekarzom, tym bardziej by się przydały. Chociaż z drugiej strony, mam styczność z psychologiem w firmie, w której dodatkowo pracuję. Próbowałam go podpytać, jak mam się zachować, gdy np. matka zaniedbuje dziecko, bo nie zakłada mu protezy na krótszą nóżkę. I wie pani co, w ogóle mi nie pomógł. Żadnej rady praktycznej mi nie dał. Zobaczyłam za to, jak można gadać przez godzinę nic nie mówiąc.

- Przede wszystkim trzeba edukować pacjentów, żeby pamiętali o zdrowej diecie, żeby się badali profilaktycznie, żeby mieli większą świadomość - klaruje lekarka. - A teraz jest tak, że częściej pamiętają o przeglądzie samochodu niż o badaniach kontrolnych.

- Kto ma ich edukować? - pytam

- Przede wszystkim ubezpieczyciel powinien zadbać o to, żeby pacjent dbał o profilaktykę, to wtedy jest większa szansa, że nie zachoruje. No i media, bo mają ogromny wpływ na ludzi - słyszę w odpowiedzi.

Zapomnij o serialowych lekarzach

"Pacjent powinien uczyć się z mediów" - to zalecenie pani doktor radzę tylko częściowo wziąć do serca. Na pewno pacjenci nie powinni czerpać wiedzy medycznej z tzw. szpitalnych seriali typu "Ostry dyżur", "Chirurdzy" czy "Na dobre i na złe". Prezentują one fałszywy obraz służby zdrowia. Widzimy tam rzeczy niesłychane - jak to lekarz zabiera bezdomnego pacjenta na ciepły posiłek i nocleg, albo pójdzie za dzieckiem, które leczy aż do domu, bo podejrzewa, że rodzice się nad nim znęcają . Seriale kłamią . Sprawdzili to Amerykanie: w serialach przeżywa 20 razy więcej pacjentów po resuscytacji niż faktycznie. Skutki serialowego oszustwa bywają dla rzeczywistych pacjentów bolesne.

- Słyszałem od znajomych lekarzy, że często trafia do nich pacjentka w starszym wieku i prosi, żeby ją skierowali do szpitala w Leśnej Górze (fikcyjna klinika z telenoweli "Na dobre i na złe" - przyp. red.), oczywiście tam nie trafić nie może, więc jest rozgoryczona - opowiada Łuków.

Wybij lekarza z rutyny

Prosić o skierowanie do Leśnej Góry to, jak już wiadomo, zdecydowanie nie jest rozwiązanie. Bardziej praktyczny pomysł podaje Krzemiński. - Gdy widzimy podczas wizyty, że lekarz jest wyraźnie "nie w sosie", powiedzmy mu coś miłego, tak żeby wybić go z tej rutyny. Może zobaczy w nas człowieka i z nami porozmawia.

Jeśli nie porozmawia, mówi się trudno, już się do tego przyzwyczailiśmy. Ale jeśli lekarz popełni poważny błąd w diagnozie czy leczeniu możemy egzekwować swoje prawa przed Sądem Odpowiedzialności Zawodowej, albo przed sądem powszechnym z powództwa cywilnego. Pojawili się już nawet w Polsce adwokaci, którzy specjalizują się w tego typu procesach.

Jeśli masz przykre doświadczenia w kontaktach z lekarzami, napisz nam o tym na forum.

Więcej o: