Wychować w dobrym stylu
17.06.2009
, aktualizacja: 18.06.2009 11:03
Czy zastanawialiście się kiedyś, jaka forma rządzenia panuje w waszym domu? Czy waszej rodzinie nie grozi przypadkiem anarchia a może wręcz przeciwnie - totalitaryzm?
Rodzina jest grupą społeczną i jak każda grupa ma swoją strukturę. Żeby mogła dobrze działać musi mieć jasne reguły, musi mieć przywódcę, jakiś cel działania, określone role członków. Dobrze jest, jeśli wszyscy zgadzają się co do podstawowych norm, jeśli wiedzą co ich czeka i jakie mają zadania. Rodziny, tak jak grupy bywają bardzo różne i są w różny sposób zarządzane. Wygląda na to, że jedne sposoby zarządzania bardziej służą dzieciom a inne mniej. Spróbujemy się temu przyjrzeć bliżej.
Posłuszeństwo przede wszystkim
Przez setki lat, jeszcze w wieku XIX nie uznawano autonomii dziecka, uważano że dzieci nic nie rozumieją i niewiele czują. Rodzina w swoim konserwatywnym wydaniu miała jednego szefa w postaci ojca, który na tę rodzinę zarabiał - pozostali członkowie byli mu bez reszty podporządkowani. Choć wiele się zmieniło, styl autorytarny, oparty na posłuszeństwie można nadal spotkać w wielu rodzinach.
• Monarchia absolutna
W takich rodzinach jedną z podstawowych wartości jest posłuszeństwo. Dzieci mają słuchać starszych, podporządkowywać się ich decyzjom, spełniać oczekiwania. Uznaje się, że rodzice z samego tylko faktu, że mają taką pozycję w rodzinie, wiedzą wszystko lepiej. To oni decydują o wszystkim albo prawie wszystkim, i oczekują, że dzieci uznają ten porządek. Tu nie dyskutuje się o poglądach, nie rozważa się alternatywnych rozwiązań, nie szuka się kompromisów. Na pytanie "dlaczego mam tak zrobić?" dziecko słyszy "bo tak ci powiedziałem. Na pytanie "dlaczego nie mogę tego robić" odpowiedź brzmi "bo nie".
• Zawiedziony władca
Bardzo często w takiej rodzinie władzę sprawuje samodzielnie ojciec, oczekując od pozostałych członków rodziny, że się podporządkują. Taki władca absolutny, (czasem tyran) często nieświadomie powiela wzorce wyniesione z własnego domu rodzicielskiego w którym jego ojciec również grał rolę monarchy. Tak naprawdę często za tą rolą kryje się strach przed okazaniem słabości, smutku, rozczarowania czyli uczuć, które każdy człowiek od czasu do czasu przeżywa - nawet najsilniejszy mężczyzna.
• Posłuszeństwo zniewala
Dzieci, które wyrastają w takich rodzinach, mogą potem pójść bardzo różnymi drogami. Niestety na ogół nie są to drogi łatwe. Dziecko przyzwyczajone do tego, że wychowuje się w kulcie posłuszeństwa i w lęku przed karą - nie bardzo umie polegać na sobie. Często jest przepełnione lękiem (w domach autorytarnych posłuszeństwo egzekwuje się surowo). Ma niskie poczucie własnej wartości, nie miało bowiem okazji przekonać się, że umie samo podejmować mądre i dobre decyzje. W okresie dojrzewania może nadal być uległe i podporządkowane (dotyczy to szczególnie dziewcząt) może też gwałtownie "zerwać się z krótkiej smyczy", zbuntować się, uciec z domu, zerwać wszelki kontakt z rodzicami. Będzie to tylko pozorne odzyskanie wolności - wybierze po prostu inną, często destrukcyjną formę podporządkowania się.
Wolność przede wszystkim
Jako bunt wobec stylu autorytarnego powstał styl liberalny, nazywany przez niektórych demokratycznym. W tych rodzinach uznano, że dziecko jest takim samym człowiekiem jak dorosły. Powinno mieć więc takie same prawa jak dorosły - przede wszystkim prawo do nieograniczonej swobody. Liberalni rodzice buntowali się wobec wszelkich norm i rygorów narzucanych przez autorytety zewnętrzne. To w tych czasach zaczęto karmić dzieci na żądanie i brać je w nocy do łóżka. Wtedy wróciły do łask cygańskie chusty i nosidła, które ułatwiały matce stałe noszenie dziecka przy sobie.
• Bez stresu?
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zeszłego wieku niezwykle popularny, zwłaszcza w Ameryce, stał się termin "wychowanie bez stresu". Chodziło o to, by dziecku oszczędzić wszelkich przykrości i cierpień, by tak dalece spełniać jego potrzeby, żeby nie miało okazji do łez. Można to zrozumieć - po latach nieuznawania faktu, że dzieci coś czują, próbowano "zadośćuczynić" dziecięcym cierpieniom i dokonaniom "czarnej pedagogiki" starając się minimalizować strach i łzy. Jednak pomysł choć w założeniu szlachetny, był całkowicie utopijny. Wychowanie bez stresu, jest iluzją a jeśli nawet miewa miejsce to owocuje cierpieniem - tyle że odroczonym w czasie. Dziecko nie przyzwyczajone do tego, że życie czasem boli, cierpi podwójnie kiedy styka się z pozarodzinną rzeczywistością do której trzeba się dostosować.
• Dzieciaki u steru
Liberalne rodziny, których i dzisiaj możemy wiele spotkać, charakteryzują się przede wszystkim tym, że nie wiadomo za bardzo kto w nich rządzi. Ponieważ nie jest jasne, kto pełni rolę szefa, a raczej wszystko wskazuje na to, że na tym stanowisku jest wakat - próżnię wypełniają ochoczo dzieci dyktując rodzicom porządek dnia, pory posiłków, porę kładzenia się spać, to kto z kim śpi, co będzie na obiad, czy można rozmawiać przez telefon a nawet kiedy kto idzie do toalety. Takie przyzwalające postawy rodziców kryją bezradność i zagubienie, nieumiejętność jasnego określenia swoich wymagań. Tacy rodzice nie czują się pewnie w swojej roli. Być może mają mało oparcia w sobie w i w najbliższym otoczeniu, być może są przepełnieni lękiem. Pozwalając jednak dzieciom na wszystko - nie wychowują ich, tylko pozostawiają samym sobie.
• Kto tu jest dorosły?
Liberalni rodzice nie chcą dzieciom robić przykrości, boją się swojej stanowczości. W wielu takich rodzinach pokutuje fałszywe przekonanie, że stawiając dziecku granice, można mu zafundować traumę. Tymczasem, wbrew pozorom dzieci wychowywane w takich domach nie wyrastają na szczęśliwych i niezależnych ludzi. Są to często osoby bardzo zagubione, o zachwianym poczuciu bezpieczeństwa. To co miało być wolnością, jest często przeżywane jako porzucenie albo opuszczenie, z którego potem trudno jest się w życiu dorosłym otrząsnąć.
Rozsądek przede wszystkim
Trzecia opcja jest pewnego rodzaju kompromisem pomiędzy dwiema wymienionymi powyżej. Mówi się o niej, że jest oparta na autorytecie. To o niej pisali Janusz Korczak, Benjamin Spock, Penelopa Leach i Thomas Gordon. W tej koncepcji uznaje się zarówno prawo dziecka do samostanowienia jak i prawo rodziców do trzymania rodzinnego steru w rękach. W przeciwieństwie do poprzednich - ten styl rządzenia wymaga wiele wysiłku i twórczej inwencji. Trzeba bowiem wiedzieć w jakich sprawach można pozostawić dziecku swobodę, a w jakich trzeba samemu decydować.
• Dzieci szybko rosną
Posłuszeństwo przede wszystkim
Przez setki lat, jeszcze w wieku XIX nie uznawano autonomii dziecka, uważano że dzieci nic nie rozumieją i niewiele czują. Rodzina w swoim konserwatywnym wydaniu miała jednego szefa w postaci ojca, który na tę rodzinę zarabiał - pozostali członkowie byli mu bez reszty podporządkowani. Choć wiele się zmieniło, styl autorytarny, oparty na posłuszeństwie można nadal spotkać w wielu rodzinach.
• Monarchia absolutna
W takich rodzinach jedną z podstawowych wartości jest posłuszeństwo. Dzieci mają słuchać starszych, podporządkowywać się ich decyzjom, spełniać oczekiwania. Uznaje się, że rodzice z samego tylko faktu, że mają taką pozycję w rodzinie, wiedzą wszystko lepiej. To oni decydują o wszystkim albo prawie wszystkim, i oczekują, że dzieci uznają ten porządek. Tu nie dyskutuje się o poglądach, nie rozważa się alternatywnych rozwiązań, nie szuka się kompromisów. Na pytanie "dlaczego mam tak zrobić?" dziecko słyszy "bo tak ci powiedziałem. Na pytanie "dlaczego nie mogę tego robić" odpowiedź brzmi "bo nie".
• Zawiedziony władca
Bardzo często w takiej rodzinie władzę sprawuje samodzielnie ojciec, oczekując od pozostałych członków rodziny, że się podporządkują. Taki władca absolutny, (czasem tyran) często nieświadomie powiela wzorce wyniesione z własnego domu rodzicielskiego w którym jego ojciec również grał rolę monarchy. Tak naprawdę często za tą rolą kryje się strach przed okazaniem słabości, smutku, rozczarowania czyli uczuć, które każdy człowiek od czasu do czasu przeżywa - nawet najsilniejszy mężczyzna.
• Posłuszeństwo zniewala
Dzieci, które wyrastają w takich rodzinach, mogą potem pójść bardzo różnymi drogami. Niestety na ogół nie są to drogi łatwe. Dziecko przyzwyczajone do tego, że wychowuje się w kulcie posłuszeństwa i w lęku przed karą - nie bardzo umie polegać na sobie. Często jest przepełnione lękiem (w domach autorytarnych posłuszeństwo egzekwuje się surowo). Ma niskie poczucie własnej wartości, nie miało bowiem okazji przekonać się, że umie samo podejmować mądre i dobre decyzje. W okresie dojrzewania może nadal być uległe i podporządkowane (dotyczy to szczególnie dziewcząt) może też gwałtownie "zerwać się z krótkiej smyczy", zbuntować się, uciec z domu, zerwać wszelki kontakt z rodzicami. Będzie to tylko pozorne odzyskanie wolności - wybierze po prostu inną, często destrukcyjną formę podporządkowania się.
Wolność przede wszystkim
Jako bunt wobec stylu autorytarnego powstał styl liberalny, nazywany przez niektórych demokratycznym. W tych rodzinach uznano, że dziecko jest takim samym człowiekiem jak dorosły. Powinno mieć więc takie same prawa jak dorosły - przede wszystkim prawo do nieograniczonej swobody. Liberalni rodzice buntowali się wobec wszelkich norm i rygorów narzucanych przez autorytety zewnętrzne. To w tych czasach zaczęto karmić dzieci na żądanie i brać je w nocy do łóżka. Wtedy wróciły do łask cygańskie chusty i nosidła, które ułatwiały matce stałe noszenie dziecka przy sobie.
• Bez stresu?
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych zeszłego wieku niezwykle popularny, zwłaszcza w Ameryce, stał się termin "wychowanie bez stresu". Chodziło o to, by dziecku oszczędzić wszelkich przykrości i cierpień, by tak dalece spełniać jego potrzeby, żeby nie miało okazji do łez. Można to zrozumieć - po latach nieuznawania faktu, że dzieci coś czują, próbowano "zadośćuczynić" dziecięcym cierpieniom i dokonaniom "czarnej pedagogiki" starając się minimalizować strach i łzy. Jednak pomysł choć w założeniu szlachetny, był całkowicie utopijny. Wychowanie bez stresu, jest iluzją a jeśli nawet miewa miejsce to owocuje cierpieniem - tyle że odroczonym w czasie. Dziecko nie przyzwyczajone do tego, że życie czasem boli, cierpi podwójnie kiedy styka się z pozarodzinną rzeczywistością do której trzeba się dostosować.
• Dzieciaki u steru
Liberalne rodziny, których i dzisiaj możemy wiele spotkać, charakteryzują się przede wszystkim tym, że nie wiadomo za bardzo kto w nich rządzi. Ponieważ nie jest jasne, kto pełni rolę szefa, a raczej wszystko wskazuje na to, że na tym stanowisku jest wakat - próżnię wypełniają ochoczo dzieci dyktując rodzicom porządek dnia, pory posiłków, porę kładzenia się spać, to kto z kim śpi, co będzie na obiad, czy można rozmawiać przez telefon a nawet kiedy kto idzie do toalety. Takie przyzwalające postawy rodziców kryją bezradność i zagubienie, nieumiejętność jasnego określenia swoich wymagań. Tacy rodzice nie czują się pewnie w swojej roli. Być może mają mało oparcia w sobie w i w najbliższym otoczeniu, być może są przepełnieni lękiem. Pozwalając jednak dzieciom na wszystko - nie wychowują ich, tylko pozostawiają samym sobie.
• Kto tu jest dorosły?
Liberalni rodzice nie chcą dzieciom robić przykrości, boją się swojej stanowczości. W wielu takich rodzinach pokutuje fałszywe przekonanie, że stawiając dziecku granice, można mu zafundować traumę. Tymczasem, wbrew pozorom dzieci wychowywane w takich domach nie wyrastają na szczęśliwych i niezależnych ludzi. Są to często osoby bardzo zagubione, o zachwianym poczuciu bezpieczeństwa. To co miało być wolnością, jest często przeżywane jako porzucenie albo opuszczenie, z którego potem trudno jest się w życiu dorosłym otrząsnąć.
Rozsądek przede wszystkim
Trzecia opcja jest pewnego rodzaju kompromisem pomiędzy dwiema wymienionymi powyżej. Mówi się o niej, że jest oparta na autorytecie. To o niej pisali Janusz Korczak, Benjamin Spock, Penelopa Leach i Thomas Gordon. W tej koncepcji uznaje się zarówno prawo dziecka do samostanowienia jak i prawo rodziców do trzymania rodzinnego steru w rękach. W przeciwieństwie do poprzednich - ten styl rządzenia wymaga wiele wysiłku i twórczej inwencji. Trzeba bowiem wiedzieć w jakich sprawach można pozostawić dziecku swobodę, a w jakich trzeba samemu decydować.
• Dzieci szybko rosną
1
2
następne »
- 8 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
16 głosów
-
to samo powtarzalem szefowi i zonie
koham.mihnika.copyright
28.07.09, 15:50
(dwie osoby!) - ja mam zawsze racje (I am always right).Przy odrobinie uporu, wychodzi na moje.»
-
czytaj GW to wychowasz sobie Biedronia
jan_sobczak1
28.07.09, 21:06
Wstyd w całej rodzinie»
-
Re: Wychować w dobrym stylu
olsza7
08.08.09, 16:06
A czemu zaraz musi być coś nowego? Tak wielu ludzi nie ma zielonego pojęcia dlaczego taki właśnie autorytatywny, zdroworozsądkowy sposób wychowania jest najlepszy dla dziecka i jak on działa»
Najczęściej czytane
- 1.Dziecko to nadal tabu! Ranking niewygodnych tematów
- 2.Co dziadkowie naprawdę myślą o współczesnych rodzicach?
- 3.Po czym poznać tzw. tatuśka?
- 4.Pierwsza Komunia - 8 najdroższych prezentów
- 5.10 rzeczy, do których nigdy nie przyznają się matki
- 6.7 trików na zakamuflowanie zbędnych kilogramów po porodzie
- 7.Po czym poznać "mamuśkę"?

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród





