Mam troje i chcę więcej! Wielodzietni z wyboru
23.01.2009
, aktualizacja: 23.01.2009 17:15
Nasza kultura i codzienne problemy nie sprzyjają dzietności. Często już decyzja o drugim dziecku odkładana jest w nieskończoność. Są jednak osoby, które idą całkiem pod prąd: postanawiają, że będą mieć dużo dzieci. I mają je. I są szczęśliwe. Czy na pewno?
ZOBACZ WIDEO
ZOBACZ TAKŻE
- Kiedy zdecydować się na następne dziecko? (30-08-10, 11:00)
- Rozpieszczone bachory? (08-01-09, 15:24)
- Dzieci i rodzice. Towarzyskie wpadki (22-12-08, 16:56)
- Geje i lesbijki: czy naprawdę mają dzieci? (19-12-08, 15:13)
- Dziecko - życiowy sukces czy porażka? (04-12-08, 18:28)
- Jak oszczędzać na dzieciach (26-11-08, 14:55)
Czy wybór posiadania wielodzietnej rodziny jest naprawdę świadomą decyzją? A kiedy już zrealizują swoje marzenie - czy nigdy nie plują sobie w brodę? Jak sobie radzą na co dzień z problemami, które osobom z jednym czy dwójką dzieci wydają się w rodzinach wielodzietnych zmultiplikowane nie do wytrzymania?
Czy na pewno z wyboru...?
Co oznacza - być wielodzietnym z wyboru? Przecież nawet, jeśli zaplanujemy ilość dzieci i czas, w jakim mają się one pojawić w naszym życiu, to przecież prokreacja jest procesem, w trakcie którego wiele może się wydarzyć. Nie zawsze to, co planowaliśmy. Jednak wielodzietne matki na forum.gazeta.pl podkreślają, że samo urodzenie dziecka jest już wyborem: wyborem między jego istnieniem a nieistnieniem. I, że nieważne, w którym momencie - poczęcia czy wahań nad aborcją - decyzja zostaje podjęta. Bo, jak się okazuje, osoby wielodzietne - wbrew stereotypom - to nie zawsze głęboko wierzący katolicy, którzy o aborcji nawet nie myślą.
- Ja mając swoją trójeczkę cieszyłam się, że rodzina już w komplecie - pisze mada352 - ale cóż, życie czasami płata figle i w lipcu będzie następne... Z początku wielka rozpacz i najgorsze myśli. W ostatniej chwili, w drodze do lekarza, który miał rozwiązać "ten problem", dokonałam wyboru. Myślę że właściwego, i teraz z każdym dniem kocham to dziecko coraz mocniej. Z początku nie było łatwo, musiałam uwierzyć, że dam radę, ale wiara przenosi ponoć góry.
Historie dochodzenia do "wielodzietności z wyboru" mogą zaskoczyć. Z jednej strony, wiele wielodzietnych rodziców naprawdę dosyć dokładnie planuje pojawianie się na świecie kolejnych pociech i zdaje się mieć nad tym procesem sporą kontrolę. Z drugiej, część rodzin powiększa się w sposób bardziej spontaniczny, nie unikając przy tym prawdziwych dramatów. Mimo to rodzice wielu dzieci, które tak naprawdę nie były planowane, podkreślają swoją racjonalność i refleksyjność i potrafią to uargumentować. Co jest dowodem na to, że życiowi planiści wcale nie mają na racjonalność monopolu.
- Zakładając rodzinę chcieliśmy mieć z mężem troje dzieci - pisze aisab6. - Pierwszy syn był planowany i oczekiwany, następne planowaliśmy mieć co trzy lata, ale życie przyspieszyło nasze plany i w ciągu czterech lat mieliśmy troje dzieci. Gdy druga córka miała trzy latka, wróciłam do pracy i nie chciałam już kolejnych dzieci. Na tym nowym etapie pojawiła się czwarta ciąża, którą (nie podejrzewałam siebie o to wcześniej) naprawdę byłam skłonna usunąć. Jednak dzięki przyjaciółkom i zachęcie męża nie zdecydowałam się na ten krok i pojawił się syn. Po trzech latach (już nie brałam aborcji pod uwagę) dołączył do niego braciszek, a obecnie spodziewam się szóstego berbecia. Czy planowane? W większości nie, ale bardzo kochane i zaakceptowane, więc z wyboru.
Pieniądze się nie rozmnożą
Jedną z najbardziej fascynujących kwestii, gdy myśli się o rodzinach wielodzietnych, jest: "Jak one sobie radzą?" Problemy, z którymi się borykają, ludziom ze standardową ilością dzieci, wydają się nie do ogarnięcia. Pierwsze, co przychodzi na myśl, to pieniądze. "Z czego oni żyją?!" - pojawia się w głowie, gdy widzimy najedzoną, ładnie ubraną, zadowoloną z życia gromadkę.
Na forum można odnaleźć kilka modeli. Pierwszy, na wskroś tradycyjny, to gdy ojciec rodziny pracuje na jej utrzymanie i zarabia dużo, a mama zajmując się dziećmi, nawet jeśli chodzi do pracy, to bardziej dla realizowania swoich pasji. Drugi model, gdy ojciec zarabia niewystarczająco, polega na tym, że mama rodziny wraca do pracy jak najszybciej po urodzeniu każdego z dzieci. Trzeci model to własna firma - posiadana przez parę lub tylko samą mamę - dzięki której życie rodzinne z zawodowym da się godzić dosyć elastycznie. Nie widać na forum rodzin, w których to mama utrzymuje rodzinę - ewentualnie nosząc w brzuchu kolejne dziecko - a tata zajmuje się dziećmi i domem. Znaczące jest także, że na forum nie widać nawet wypowiedzi ojców rodzin wielodzietnych i dyskusje prowadzą niemal wyłącznie mamy. Czy dbanie o dopływ pieniędzy staje się coraz trudniejsze z każdym kolejnym dzieckiem?
- Posiadanie trzeciego dziecka nie przynosi dodatkowych kłopotów, o ile jest ono zdrowe - pogodnie wypowiada się ingeborg_1. - Mam troje dzieci (5 lat, 3 lata, 10 mies.). Po urodzeniu drugiego dziecka udało mi się znaleźć taką pracę, w której nie jestem potrzebna codziennie, pół roku temu wróciłam do tej pracy i wszystko jest w porządku. W opiece nad najmłodszym synkiem pomagają mi na zmianę mama i opiekunka. Jednak nie wszystkie uczestniczki forum są tak hurraoptymistyczne.
- Finansowo odczułam posiadanie trzeciego dziecka nie od razu - pisze verdana. - Od razu, właściwie niewiele się zmienia. Ale, gdy dziecko miało tak 10 lat, okazało się, że to jednak bardzo duże obciążenie finansowe - ubrania po starszych już się nie nadają, kursu angielskiego po starszych się nie odziedziczy. Nie da się ukryć - jestem bardzo zadowolona z trzeciego dziecka, ale mniej z konieczności pracowania na dwóch posadach i dorabiania gdzie się da.
- Rodziny wielodzietne są normalnymi, zdrowymi rodzinami, a nie - jak głoszą obiegowe opinie - patologicznymi. Tych jest niewielki procent - relacjonuje Katarzynie Kolskiej wyniki przeprowadzonych przez Fundację "Głos dla życia" psycholożka Jolanta Próchniewicz w wypowiedzi na łamach artykułu "Dzieci to bardzo dużo radości" w Gazeta.pl. - Jednocześnie zauważyliśmy, że wiele z tych rodzin żyje na granicy ubóstwa.
Mam trzech braci, więc nie dam ci cukierka
Posiadanie dzieci to wyzwanie zarówno w dziedzinie materialnej jak i w dziedzinie, mówiąc górnolotnie, duchowej. Wychowywanie to skomplikowany proces, w którym, aby się udało, należy przyjąć też jakiś ideologiczny paradygmat. Czy ilość problemów wychowawczych rośnie wprost proporcjonalnie do ilości dzieci? Osoby wielodzietne często podkreślają, że nic podobnego: codzienne sytuacje związane z posiadaniem rodzeństwa kształtują dziecięce zachowania, uczą współpracy i grzecznego zachowania. Sztandarową zachętą wielodzietnych do posiadania większej ilości dzieci jest przekonanie, że im więcej dzieci, tym problemów mniej, bo, w pewnym sensie, dzięki dużej ilości ludzi w domu "problemy same się rozwiązują".
- Gdyby nie takie różne sprawy zawodowo - bytowo - lokalowe, to pewnie miałabym jeszcze jedno dziecko - deklaruje Anna Popek w wywiadzie dla eDziecka. - Bo fajnie jest mieć tyle ludzi w domu... Jak obserwuję rodziny wielodzietne, to stwierdzam, że tam są zupełnie inne relacje, które rodzą się dopiero od dwóch plus. Dzieci mają bezpośrednie związki nie tylko z rodzicami, ale też z kilkorgiem rodzeństwa.
Szwajcarscy naukowcy zbadali poziom altruizmu dzieci, sprawdzając, na ile chętnie będą się one dzielić cukierkami z innymi.
- Intuicyjnie wydaje się, że dzieci z rodzin wielodzietnych chętniej się dzielą, bo uczą się tego od małego - pisze w swoim artykule na łamach Gazety Wyborczej Margit Kossobudzka. - A tu niespodzianka. Jest odwrotnie. Badane jedynaki znacznie chętniej oddawały słodycze, często nawet wszystkie, które miały, niż dzieci mające rodzeństwo.
Wydaje się to prawdziwym paradoksem, ale gdy zastanowimy się nad możliwymi przyczynami, okaże się, że takie zachowanie dzieci z wielodzietnych rodzin może bezpośrednio wynikać z ich sytuacji w grupie zarówno rodzinnej, jak i rówieśniczej.
- Jedynaki pochodzą zazwyczaj z lepiej sytuowanych rodzin (bogaci częściej mają tylko jedno dziecko) i dlatego nagrody w postaci słodyczy mogą być dla nich mniej wartościowe niż dla dzieci biedniejszych - wyjaśnia Kossobudzka za naukowcami. - Druga możliwość jest taka, że jedynaki nie mają z kim się bawić. Dzielenie się może być w realnym świecie sposobem na zdobycie sympatii i przyjaźni, i ta chęć przeniosła się na eksperyment. Dzieci mające rodzeństwo mogą też mieć dosyć ciągłej rywalizacji o dobra z bratem lub siostrą i dlatego, mając okazję zdobycia czegoś tylko dla siebie, chętnie z niej korzystają.
Rodzice jednego lub dwojga dzieci bardzo często skarżą się na problemy ze swoimi własnymi emocjami: gdy czują się sfrustrowani, zachowanie dzieci ich złości, nie umieją się opanować i potem żałują wybuchu. Osoby wielodzietne, spośród rozlicznych rodzicielskich problemów właśnie ten mają zwielokrotniony. Bo gdy się ma wiele dzieci, można na rożne sposoby radzić sobie z różnymi wyzwaniami i funkcjonować o wiele lepiej niż niejedna matka czy ojciec jedynaka. Ale nie da się uciec przed faktem, że im więcej dzieci, tym więcej niegrzeczności, które mogą nam one zafundować. Są na to jednak sposoby. Nie odbiegają one od sposobów pozostałych rodziców, wymagają jednakże spełnienia jednego warunku: tego, że rodzice nie są przez otoczenie zostawieni sami sobie.
Czy na pewno z wyboru...?
Co oznacza - być wielodzietnym z wyboru? Przecież nawet, jeśli zaplanujemy ilość dzieci i czas, w jakim mają się one pojawić w naszym życiu, to przecież prokreacja jest procesem, w trakcie którego wiele może się wydarzyć. Nie zawsze to, co planowaliśmy. Jednak wielodzietne matki na forum.gazeta.pl podkreślają, że samo urodzenie dziecka jest już wyborem: wyborem między jego istnieniem a nieistnieniem. I, że nieważne, w którym momencie - poczęcia czy wahań nad aborcją - decyzja zostaje podjęta. Bo, jak się okazuje, osoby wielodzietne - wbrew stereotypom - to nie zawsze głęboko wierzący katolicy, którzy o aborcji nawet nie myślą.
- Ja mając swoją trójeczkę cieszyłam się, że rodzina już w komplecie - pisze mada352 - ale cóż, życie czasami płata figle i w lipcu będzie następne... Z początku wielka rozpacz i najgorsze myśli. W ostatniej chwili, w drodze do lekarza, który miał rozwiązać "ten problem", dokonałam wyboru. Myślę że właściwego, i teraz z każdym dniem kocham to dziecko coraz mocniej. Z początku nie było łatwo, musiałam uwierzyć, że dam radę, ale wiara przenosi ponoć góry.
Historie dochodzenia do "wielodzietności z wyboru" mogą zaskoczyć. Z jednej strony, wiele wielodzietnych rodziców naprawdę dosyć dokładnie planuje pojawianie się na świecie kolejnych pociech i zdaje się mieć nad tym procesem sporą kontrolę. Z drugiej, część rodzin powiększa się w sposób bardziej spontaniczny, nie unikając przy tym prawdziwych dramatów. Mimo to rodzice wielu dzieci, które tak naprawdę nie były planowane, podkreślają swoją racjonalność i refleksyjność i potrafią to uargumentować. Co jest dowodem na to, że życiowi planiści wcale nie mają na racjonalność monopolu.
- Zakładając rodzinę chcieliśmy mieć z mężem troje dzieci - pisze aisab6. - Pierwszy syn był planowany i oczekiwany, następne planowaliśmy mieć co trzy lata, ale życie przyspieszyło nasze plany i w ciągu czterech lat mieliśmy troje dzieci. Gdy druga córka miała trzy latka, wróciłam do pracy i nie chciałam już kolejnych dzieci. Na tym nowym etapie pojawiła się czwarta ciąża, którą (nie podejrzewałam siebie o to wcześniej) naprawdę byłam skłonna usunąć. Jednak dzięki przyjaciółkom i zachęcie męża nie zdecydowałam się na ten krok i pojawił się syn. Po trzech latach (już nie brałam aborcji pod uwagę) dołączył do niego braciszek, a obecnie spodziewam się szóstego berbecia. Czy planowane? W większości nie, ale bardzo kochane i zaakceptowane, więc z wyboru.
Pieniądze się nie rozmnożą
Jedną z najbardziej fascynujących kwestii, gdy myśli się o rodzinach wielodzietnych, jest: "Jak one sobie radzą?" Problemy, z którymi się borykają, ludziom ze standardową ilością dzieci, wydają się nie do ogarnięcia. Pierwsze, co przychodzi na myśl, to pieniądze. "Z czego oni żyją?!" - pojawia się w głowie, gdy widzimy najedzoną, ładnie ubraną, zadowoloną z życia gromadkę.
Na forum można odnaleźć kilka modeli. Pierwszy, na wskroś tradycyjny, to gdy ojciec rodziny pracuje na jej utrzymanie i zarabia dużo, a mama zajmując się dziećmi, nawet jeśli chodzi do pracy, to bardziej dla realizowania swoich pasji. Drugi model, gdy ojciec zarabia niewystarczająco, polega na tym, że mama rodziny wraca do pracy jak najszybciej po urodzeniu każdego z dzieci. Trzeci model to własna firma - posiadana przez parę lub tylko samą mamę - dzięki której życie rodzinne z zawodowym da się godzić dosyć elastycznie. Nie widać na forum rodzin, w których to mama utrzymuje rodzinę - ewentualnie nosząc w brzuchu kolejne dziecko - a tata zajmuje się dziećmi i domem. Znaczące jest także, że na forum nie widać nawet wypowiedzi ojców rodzin wielodzietnych i dyskusje prowadzą niemal wyłącznie mamy. Czy dbanie o dopływ pieniędzy staje się coraz trudniejsze z każdym kolejnym dzieckiem?
- Posiadanie trzeciego dziecka nie przynosi dodatkowych kłopotów, o ile jest ono zdrowe - pogodnie wypowiada się ingeborg_1. - Mam troje dzieci (5 lat, 3 lata, 10 mies.). Po urodzeniu drugiego dziecka udało mi się znaleźć taką pracę, w której nie jestem potrzebna codziennie, pół roku temu wróciłam do tej pracy i wszystko jest w porządku. W opiece nad najmłodszym synkiem pomagają mi na zmianę mama i opiekunka. Jednak nie wszystkie uczestniczki forum są tak hurraoptymistyczne.
- Finansowo odczułam posiadanie trzeciego dziecka nie od razu - pisze verdana. - Od razu, właściwie niewiele się zmienia. Ale, gdy dziecko miało tak 10 lat, okazało się, że to jednak bardzo duże obciążenie finansowe - ubrania po starszych już się nie nadają, kursu angielskiego po starszych się nie odziedziczy. Nie da się ukryć - jestem bardzo zadowolona z trzeciego dziecka, ale mniej z konieczności pracowania na dwóch posadach i dorabiania gdzie się da.
- Rodziny wielodzietne są normalnymi, zdrowymi rodzinami, a nie - jak głoszą obiegowe opinie - patologicznymi. Tych jest niewielki procent - relacjonuje Katarzynie Kolskiej wyniki przeprowadzonych przez Fundację "Głos dla życia" psycholożka Jolanta Próchniewicz w wypowiedzi na łamach artykułu "Dzieci to bardzo dużo radości" w Gazeta.pl. - Jednocześnie zauważyliśmy, że wiele z tych rodzin żyje na granicy ubóstwa.
Mam trzech braci, więc nie dam ci cukierka
Posiadanie dzieci to wyzwanie zarówno w dziedzinie materialnej jak i w dziedzinie, mówiąc górnolotnie, duchowej. Wychowywanie to skomplikowany proces, w którym, aby się udało, należy przyjąć też jakiś ideologiczny paradygmat. Czy ilość problemów wychowawczych rośnie wprost proporcjonalnie do ilości dzieci? Osoby wielodzietne często podkreślają, że nic podobnego: codzienne sytuacje związane z posiadaniem rodzeństwa kształtują dziecięce zachowania, uczą współpracy i grzecznego zachowania. Sztandarową zachętą wielodzietnych do posiadania większej ilości dzieci jest przekonanie, że im więcej dzieci, tym problemów mniej, bo, w pewnym sensie, dzięki dużej ilości ludzi w domu "problemy same się rozwiązują".
- Gdyby nie takie różne sprawy zawodowo - bytowo - lokalowe, to pewnie miałabym jeszcze jedno dziecko - deklaruje Anna Popek w wywiadzie dla eDziecka. - Bo fajnie jest mieć tyle ludzi w domu... Jak obserwuję rodziny wielodzietne, to stwierdzam, że tam są zupełnie inne relacje, które rodzą się dopiero od dwóch plus. Dzieci mają bezpośrednie związki nie tylko z rodzicami, ale też z kilkorgiem rodzeństwa.
Szwajcarscy naukowcy zbadali poziom altruizmu dzieci, sprawdzając, na ile chętnie będą się one dzielić cukierkami z innymi.
- Intuicyjnie wydaje się, że dzieci z rodzin wielodzietnych chętniej się dzielą, bo uczą się tego od małego - pisze w swoim artykule na łamach Gazety Wyborczej Margit Kossobudzka. - A tu niespodzianka. Jest odwrotnie. Badane jedynaki znacznie chętniej oddawały słodycze, często nawet wszystkie, które miały, niż dzieci mające rodzeństwo.
Wydaje się to prawdziwym paradoksem, ale gdy zastanowimy się nad możliwymi przyczynami, okaże się, że takie zachowanie dzieci z wielodzietnych rodzin może bezpośrednio wynikać z ich sytuacji w grupie zarówno rodzinnej, jak i rówieśniczej.
- Jedynaki pochodzą zazwyczaj z lepiej sytuowanych rodzin (bogaci częściej mają tylko jedno dziecko) i dlatego nagrody w postaci słodyczy mogą być dla nich mniej wartościowe niż dla dzieci biedniejszych - wyjaśnia Kossobudzka za naukowcami. - Druga możliwość jest taka, że jedynaki nie mają z kim się bawić. Dzielenie się może być w realnym świecie sposobem na zdobycie sympatii i przyjaźni, i ta chęć przeniosła się na eksperyment. Dzieci mające rodzeństwo mogą też mieć dosyć ciągłej rywalizacji o dobra z bratem lub siostrą i dlatego, mając okazję zdobycia czegoś tylko dla siebie, chętnie z niej korzystają.
Rodzice jednego lub dwojga dzieci bardzo często skarżą się na problemy ze swoimi własnymi emocjami: gdy czują się sfrustrowani, zachowanie dzieci ich złości, nie umieją się opanować i potem żałują wybuchu. Osoby wielodzietne, spośród rozlicznych rodzicielskich problemów właśnie ten mają zwielokrotniony. Bo gdy się ma wiele dzieci, można na rożne sposoby radzić sobie z różnymi wyzwaniami i funkcjonować o wiele lepiej niż niejedna matka czy ojciec jedynaka. Ale nie da się uciec przed faktem, że im więcej dzieci, tym więcej niegrzeczności, które mogą nam one zafundować. Są na to jednak sposoby. Nie odbiegają one od sposobów pozostałych rodziców, wymagają jednakże spełnienia jednego warunku: tego, że rodzice nie są przez otoczenie zostawieni sami sobie.
1
2
następne »
- 27 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Mam troje i chcę więcej! Wielodzietni z wyboru
undomestic_goddess
27.01.09, 18:52
Ale plytki artykul, juz wiem, ze Dziecka kupowac nie warto. Jaka to wielkawielodzietnosc troje dzieci? No ale grupa docelowa Dziecka sa rodzicejedynakow, ewentualnie dwojki, ale koniecznie »
-
Re: Mam troje i chcę więcej! Wielodzietni z wybor
zabeczka73
27.01.09, 22:44
Ja też znam szczęśliwych posiadaczy wielu dzieci. Ale żadna z tych rodzin to nie są biedni ludzie. Stać ich na to by ich dzieci żyły na takim poziomie jak inne dzieci - jedynaki. Większość »
-
Re: Mam troje i chcę więcej! Wielodzietni z wybor
dilmahh
28.01.09, 13:09
Myslę, że z wielodzietnością jest jak z wszystkim na tym najlepszym ze światów. Jedni są do niej powołani, inni nie, a i kwestia przypadku robi tu swoje. Są więc tacy, którzy szczerze ciesza»
Najczęściej czytane
- 1.Dziecko to nadal tabu! Ranking niewygodnych tematów
- 2.Co dziadkowie naprawdę myślą o współczesnych rodzicach?
- 3.Po czym poznać tzw. tatuśka?
- 4.Pierwsza Komunia - 8 najdroższych prezentów
- 5.10 rzeczy, do których nigdy nie przyznają się matki
- 6.7 trików na zakamuflowanie zbędnych kilogramów po porodzie
- 7.Po czym poznać "mamuśkę"?

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród


odtwórz


