Rodzicielski lans
12.12.2008
, aktualizacja: 15.12.2008 10:59
Są wielkim skarbem? Za nic w świecie nie chciałoby się ich zamienić na cokolwiek innego? Jak się na nie patrzy, to aż się oczy śmieją? Zgadza się, ale to coś innego niż myślisz: dzieci, owszem, cieszą swoich rodziców, ale jeszcze bardziej cieszą ich okołodziecięce gadżety. Cały ten świat, do którego bilet stanowi córeczka czy synek.
Kiedyś nazywało się to szpanowaniem, dziś wszyscy wiedzą, że najlepiej ujmuje to słowo "lans". Są rodzice, którzy lansują się swoim dzieckiem przy lada okazji, na różne sposoby. To znaczy: popisują się możliwościami, jakie im stwarza jego spłodzenie, urodzenie i wychowywanie.
Atrakcyjne akcesoria
Lans rodzicielski zaczyna się od stroju. Ten rodzaj lansu umożliwia popis natychmiastowy i zazwyczaj bezbłędnie skuteczny. Wystarczy kupić małej Pameli najmodniejszą różową sukienkę znanej firmy, a rezultat odczuwalny będzie natychmiast. A jeśli sukienka będzie jeszcze przypominać którąś z kreacji, jakie pojawiły się na ciałach dzieci znanych osób, oszałamiające wrażenie murowane. Jeśli mała Pamela jest na tyle mała, że sukienka będzie wyglądać na niej cokolwiek dziwnie - dziewczynka na przykład dopiero się urodziła - można zaszpanować jednym z niemowlęcych akcesoriów.
Najczęściej takim akcesorium są wózki, z tej prostej przyczyny, że są najlepiej widoczne. Najmodniejsze są trójkołowe, możliwie najbardziej zwrotne. Miejsce dla dziecka im bardziej dyskretne tym lepiej - są wózki, na które patrząc zastanawiamy się, gdzie ten bobas się tam mieści... I o to chodzi! Znaczenie lansu w dziedzinie wózków najlepiej oddaje casus Marzeny.
- Kiedy nasz synek się urodził, woziliśmy go w wózku pożyczonym od kuzynki: starym, zniszczonym, całkowicie prostym i bez bajerów. Kiedy podróżowałam po mieście sama z synkiem, ludzie często wnosili mi wózek przy wsiadaniu do tramwaju, a ich miny mówiły: biedna, samotna mamo, ja ci ulżę choć na chwilę. Po kilku miesiącach moja mama sprezentowała nam nowy wózek, jeden z hitów tamtej zimy. I słowo daję, chociaż nosiłam tę samą kurtkę, czapkę i buty, ludzie traktowali mnie zupełnie inaczej. W żadnym sklepie nikt na mnie nie krzyczał, kiedy wjechałam wózkiem do środka, co zdarzało mi się wcześniej. Osoby, po których widać było, że mają dużo pieniędzy, spotykając mnie po raz pierwszy w życiu, mówiły od razu na "ty".
Pewna grupa rodziców nie poprzestaje na lansowaniu się ubrankami. Lubią mieć świadomość, że jest coś, co naprawdę wyróżnia ich dzieci. Taki efekt łatwo można osiągnąć przekłuwając dzieciom uszy i wsadzając w nie gustowne kolczyki. Jest wiele rodziców, których to oburza, ale są też tacy, dla których błysk w uchu przypadkowo spotkanej przedszkolaczki stanowi impuls do przemyśleń, które z grubsza wyglądają tak: Może ja też swojej zafunduję...?
Szachy, tenis ziemny i flet
Są rodzice, którzy preferują bardziej wyrafinowane formy lansu. Ubieranie synka pod kolor marynarki tatusia czy też wkładanie córeczce spodni z tego samego materiału co spodnie mamy, może dostarczać radości, lecz jest to radość krótkotrwała. Znajomi zachwycą się gustem i pomysłowością, lecz w trakcie rozmowy szybko o nas zapomną.
Wiele rodziców, wyczuwając to niebezpieczeństwo, zapewnia sobie uwagę otoczenia dbając o rozwój swojego potomstwa. Nic tak nie podkręci atmosfery towarzyskiego spotkania jak wymienione jednym tchem umiejętności intelektualne kilkulatka.
- Na imieninach mojej przyjaciółki - opowiada Kuba - furorę zrobił chłopak, którego czteroletnia córka zagrała w szachy z gospodynią, niemal ją ogrywając. Mała zrobiła swoje i pobiegła się bawić, a dumny ojciec przez cały wieczór odbierał ochy i achy.
Takie asy w rękawie działają nawet na towarzystwo kompletnie bezdzietne. W gronie innych rodziców, przy popisywaniu się osiągami umysłowymi swoich dzieci, należy zachować ostrożność. Nigdy nie wiadomo, czy wśród mam i ojców nie stoi ktoś, kto nie radzi sobie z zazdrością o geny do tego stopnia, by przekroczyć cienką granicę pomiędzy zazdroszczeniem bliźniemu - jakże w lansie pożądanym - a objawami agresji. Dlatego warto ograniczyć się do opowiadania o zajęciach dodatkowych, na które posyłamy dzieci. Warsztaty teatralne, czy nauka angielskiego metodą Helen Doron nie są może szczególnie spektakularne, ale przedstawione z podkreśleniem wysokiej częstotliwości i zaangażowania pociech mogą stanowić wartościowy przyczynek do budowania naszej pozycji w grupie.
Pełna wczuwka?
Jeszcze wyższą szkołą rodzicielskiego lansu są oryginalne - ale przede wszystkim skuteczne - pomysły wychowawcze. Nic tak nie wprawia w zazdrość, jak nowa amerykańska technika usypiania, dzięki której sąsiedzi z naprzeciwka, rodzice pięciolatka, już od dwóch miesięcy przesypiają całe noce. W tym rodzaju lansu trzeba jednak bardzo skrupulatnie dbać o wiarygodność.
- Mój syn długo miał problem z sikaniem do nocnika i mieliśmy już naprawdę dość pampersów - mówi Kamil. - Kolega z pracy polecił mi skuteczną metodę: nasączanie pampersów odrobiną soku jabłkowego przed założeniem dziecku. Nie chciało mi się wierzyć, ale mówił, że dzięki temu jego dzieci od dawna nawet nie pamiętają, co to jest pielucha. Chciałem nawet wypróbować tę metodę, ale moja partnerka mnie wyśmiała. Koledze strasznie się głupio zrobiło, gdy krótko po tym przez przypadek spotkaliśmy się w supermarkecie - obaj z naręczem jednorazowych pieluch.
Zaangażowanie w wychowanie dziecka nadal jest oczywiście wysoko notowane na liście towarzyskich pewniaków, ale jest coś, co zdecydowanie przewyższa je swoją lansiarską finezją. Aby skupić na sobie uwagę wszystkich, należy zabierając dziecko na spotkanie towarzyskie - nie zwracać na nie uwagi. A przynajmniej nie więcej, niż to konieczne.
Ludzie wokół są naprawdę przyzwyczajeni, że skupianie się na dziecku stanowi wprawdzie nie normę, ale szczytny ideał, do którego im bardziej dążysz tym lepiej. Więc, zaintrygowani twoją oryginalnością na pewno poproszą o prywatny numer telefonu, jeśli na pytanie swojego dziecka: "Czemu słońce jest żółte?" zamiast wyciągać atlas astronomiczny, odpowiesz: "Nie wiem", a na prośbę: "Pobaw się ze mną!" zamiast zostawiać rozmówczynię w pół zdania, bąkniesz: "Pobaw się sam".
Efekt będzie murowany, jeśli dodatkowo zaszpanujesz wiedzą na temat najnowszych teorii socjologicznych dotyczących wychowania. Zacytuj Franka Furediego stwierdzając, że dzieci wcale nie są takie słabe, jak przywykliśmy sądzić, i tak naprawdę niewiele może je złamać, więc zupełnie niepotrzebnie chuchamy na nie jak na nieugotowane jajka. Lans zostanie osiągnięty bez reszty, a ty wrócisz do domu z nietkniętą tarczą.
Można zadać jakże podstawowe pytanie: Po co? Po co ten lans, skoro dzieci i tak się ubrudzą, nie posłuchają, nie nauczą i czego byśmy im nie perswadowali - pójdą swoją drogą? No cóż, dzieci mogą sobie iść. Ale dopiero po tym, jak dzięki nim staniemy choć na chwilę w blasku jupiterów - albo przynajmniej lampek z Ikei - prężąc dumnie pierś nie tylko jako ich rodzice, ale raczej jako rodzice sami w sobie.
Atrakcyjne akcesoria
Lans rodzicielski zaczyna się od stroju. Ten rodzaj lansu umożliwia popis natychmiastowy i zazwyczaj bezbłędnie skuteczny. Wystarczy kupić małej Pameli najmodniejszą różową sukienkę znanej firmy, a rezultat odczuwalny będzie natychmiast. A jeśli sukienka będzie jeszcze przypominać którąś z kreacji, jakie pojawiły się na ciałach dzieci znanych osób, oszałamiające wrażenie murowane. Jeśli mała Pamela jest na tyle mała, że sukienka będzie wyglądać na niej cokolwiek dziwnie - dziewczynka na przykład dopiero się urodziła - można zaszpanować jednym z niemowlęcych akcesoriów.
Najczęściej takim akcesorium są wózki, z tej prostej przyczyny, że są najlepiej widoczne. Najmodniejsze są trójkołowe, możliwie najbardziej zwrotne. Miejsce dla dziecka im bardziej dyskretne tym lepiej - są wózki, na które patrząc zastanawiamy się, gdzie ten bobas się tam mieści... I o to chodzi! Znaczenie lansu w dziedzinie wózków najlepiej oddaje casus Marzeny.
- Kiedy nasz synek się urodził, woziliśmy go w wózku pożyczonym od kuzynki: starym, zniszczonym, całkowicie prostym i bez bajerów. Kiedy podróżowałam po mieście sama z synkiem, ludzie często wnosili mi wózek przy wsiadaniu do tramwaju, a ich miny mówiły: biedna, samotna mamo, ja ci ulżę choć na chwilę. Po kilku miesiącach moja mama sprezentowała nam nowy wózek, jeden z hitów tamtej zimy. I słowo daję, chociaż nosiłam tę samą kurtkę, czapkę i buty, ludzie traktowali mnie zupełnie inaczej. W żadnym sklepie nikt na mnie nie krzyczał, kiedy wjechałam wózkiem do środka, co zdarzało mi się wcześniej. Osoby, po których widać było, że mają dużo pieniędzy, spotykając mnie po raz pierwszy w życiu, mówiły od razu na "ty".
Pewna grupa rodziców nie poprzestaje na lansowaniu się ubrankami. Lubią mieć świadomość, że jest coś, co naprawdę wyróżnia ich dzieci. Taki efekt łatwo można osiągnąć przekłuwając dzieciom uszy i wsadzając w nie gustowne kolczyki. Jest wiele rodziców, których to oburza, ale są też tacy, dla których błysk w uchu przypadkowo spotkanej przedszkolaczki stanowi impuls do przemyśleń, które z grubsza wyglądają tak: Może ja też swojej zafunduję...?
Szachy, tenis ziemny i flet
Są rodzice, którzy preferują bardziej wyrafinowane formy lansu. Ubieranie synka pod kolor marynarki tatusia czy też wkładanie córeczce spodni z tego samego materiału co spodnie mamy, może dostarczać radości, lecz jest to radość krótkotrwała. Znajomi zachwycą się gustem i pomysłowością, lecz w trakcie rozmowy szybko o nas zapomną.
Wiele rodziców, wyczuwając to niebezpieczeństwo, zapewnia sobie uwagę otoczenia dbając o rozwój swojego potomstwa. Nic tak nie podkręci atmosfery towarzyskiego spotkania jak wymienione jednym tchem umiejętności intelektualne kilkulatka.
- Na imieninach mojej przyjaciółki - opowiada Kuba - furorę zrobił chłopak, którego czteroletnia córka zagrała w szachy z gospodynią, niemal ją ogrywając. Mała zrobiła swoje i pobiegła się bawić, a dumny ojciec przez cały wieczór odbierał ochy i achy.
Takie asy w rękawie działają nawet na towarzystwo kompletnie bezdzietne. W gronie innych rodziców, przy popisywaniu się osiągami umysłowymi swoich dzieci, należy zachować ostrożność. Nigdy nie wiadomo, czy wśród mam i ojców nie stoi ktoś, kto nie radzi sobie z zazdrością o geny do tego stopnia, by przekroczyć cienką granicę pomiędzy zazdroszczeniem bliźniemu - jakże w lansie pożądanym - a objawami agresji. Dlatego warto ograniczyć się do opowiadania o zajęciach dodatkowych, na które posyłamy dzieci. Warsztaty teatralne, czy nauka angielskiego metodą Helen Doron nie są może szczególnie spektakularne, ale przedstawione z podkreśleniem wysokiej częstotliwości i zaangażowania pociech mogą stanowić wartościowy przyczynek do budowania naszej pozycji w grupie.
Pełna wczuwka?
Jeszcze wyższą szkołą rodzicielskiego lansu są oryginalne - ale przede wszystkim skuteczne - pomysły wychowawcze. Nic tak nie wprawia w zazdrość, jak nowa amerykańska technika usypiania, dzięki której sąsiedzi z naprzeciwka, rodzice pięciolatka, już od dwóch miesięcy przesypiają całe noce. W tym rodzaju lansu trzeba jednak bardzo skrupulatnie dbać o wiarygodność.
- Mój syn długo miał problem z sikaniem do nocnika i mieliśmy już naprawdę dość pampersów - mówi Kamil. - Kolega z pracy polecił mi skuteczną metodę: nasączanie pampersów odrobiną soku jabłkowego przed założeniem dziecku. Nie chciało mi się wierzyć, ale mówił, że dzięki temu jego dzieci od dawna nawet nie pamiętają, co to jest pielucha. Chciałem nawet wypróbować tę metodę, ale moja partnerka mnie wyśmiała. Koledze strasznie się głupio zrobiło, gdy krótko po tym przez przypadek spotkaliśmy się w supermarkecie - obaj z naręczem jednorazowych pieluch.
Zaangażowanie w wychowanie dziecka nadal jest oczywiście wysoko notowane na liście towarzyskich pewniaków, ale jest coś, co zdecydowanie przewyższa je swoją lansiarską finezją. Aby skupić na sobie uwagę wszystkich, należy zabierając dziecko na spotkanie towarzyskie - nie zwracać na nie uwagi. A przynajmniej nie więcej, niż to konieczne.
Ludzie wokół są naprawdę przyzwyczajeni, że skupianie się na dziecku stanowi wprawdzie nie normę, ale szczytny ideał, do którego im bardziej dążysz tym lepiej. Więc, zaintrygowani twoją oryginalnością na pewno poproszą o prywatny numer telefonu, jeśli na pytanie swojego dziecka: "Czemu słońce jest żółte?" zamiast wyciągać atlas astronomiczny, odpowiesz: "Nie wiem", a na prośbę: "Pobaw się ze mną!" zamiast zostawiać rozmówczynię w pół zdania, bąkniesz: "Pobaw się sam".
Efekt będzie murowany, jeśli dodatkowo zaszpanujesz wiedzą na temat najnowszych teorii socjologicznych dotyczących wychowania. Zacytuj Franka Furediego stwierdzając, że dzieci wcale nie są takie słabe, jak przywykliśmy sądzić, i tak naprawdę niewiele może je złamać, więc zupełnie niepotrzebnie chuchamy na nie jak na nieugotowane jajka. Lans zostanie osiągnięty bez reszty, a ty wrócisz do domu z nietkniętą tarczą.
Można zadać jakże podstawowe pytanie: Po co? Po co ten lans, skoro dzieci i tak się ubrudzą, nie posłuchają, nie nauczą i czego byśmy im nie perswadowali - pójdą swoją drogą? No cóż, dzieci mogą sobie iść. Ale dopiero po tym, jak dzięki nim staniemy choć na chwilę w blasku jupiterów - albo przynajmniej lampek z Ikei - prężąc dumnie pierś nie tylko jako ich rodzice, ale raczej jako rodzice sami w sobie.
- 128 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos
-
Rodzicielski lans
dragica
28.01.09, 16:42
Poziom artykulu jest zenujacy,niemniej czytajac fora Niemowle czy Ciaza i porod mozna odniesc wrazenie takie same jak nieszczesny autor tejze pisaniny.»
-
Rodzicielski lans
jozub
28.01.09, 18:22
Moje dziecko ma teraz 11 lat. Trochę zmieniło się to całe lansowanie przez te lata. Przerobiłam angielski z Helen Doron i teraz z tego się śmieję - jeden wielki pic na wodę. Nie należałam do»
-
Rodzicielski lans
ninsei
29.01.09, 12:53
Przeczytalem artykul, poczytalem komentarze... No zesz, ale kij w mrowisko... Krzyki mamus: 'nikomu nic do tego, ile wydaje na dziecko', 'nie patrzcie mi do kieszeni', etc. Niestety drogie »
Najczęściej czytane
- 1.Dziecko to nadal tabu! Ranking niewygodnych tematów
- 2.Co dziadkowie naprawdę myślą o współczesnych rodzicach?
- 3.Po czym poznać tzw. tatuśka?
- 4.Pierwsza Komunia - 8 najdroższych prezentów
- 5.10 rzeczy, do których nigdy nie przyznają się matki
- 6.7 trików na zakamuflowanie zbędnych kilogramów po porodzie
- 7.Po czym poznać "mamuśkę"?

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród





