Rodzice często, rozmawiając z osobami bezdzietnymi, czują, jakby posiadanie dzieci było posiadaniem trzeciego oka: zmieniało percepcję i sposób przeżywania świata tak bardzo, że kto tego dozna, zawsze będzie już innym człowiekiem. Z drugiej strony często sami zachowują się, jakby wraz z urodzeniem dziecka posiedli wiedzę tajemną o życiu. W ten sposób tworzą się bariery pomiędzy osobami jeszcze do niedawna mającymi tak wiele wspólnego ze sobą, a dzietni przechodzą do jednego obozu z tymi, którzy wcześniej niczym by ich nie zainteresowali.
O dzieciach i smaku utraconej wolności czytaj w serwisie Kobieta.gazeta.pl.
>
Nieprzekładalne przeżycia- Kiedy zastanawiam się nad tym, skąd się bierze moje poczucie niezrozumienia - opowiada bezdzietna Kaja - to myślę o fizycznej stronie macierzyństwa: ciąży, porodzie, karmieniu. To wszystko wydaje mi się nie do pojęcia. Mam wrażenie, że po tego rodzaju przeżyciach miłość do tej istoty, którą się osobiście wydało na świat, musi być nieporównywalna z niczym innym.
- Jasne, że świadomość, że to jest twoje własne biologiczne dziecko, i pamięć tych ekstremalnych chwil, kiedy to życie się pojawiało, są szalenie ważne - mówi Ela, mama siedmioletniej Natalii. - Ale życie nie polega na wzniosłym kontemplowaniu momentów przejścia. Na co dzień nie pamiętam o tym, że Natka jest krwią z krwi, kością z mojej kości, tylko o tym, że na zajęcia do szkoły trzeba przynieść jesienne liście.
Macierzyństwo - wybór czy instynkt? czytaj w serwisie edziecko.pl.
>
Nie poruszać tematuIlość energii i czasu, jakie poświęca się na wychowanie dziecka, może przerażać i powodować, że zaczyna się patrzeć na dzietnych tylko przez pryzmat ich dzietności. Często sami to ułatwiają, rezygnując z wielu rzeczy, bez których kiedyś nie wyobrażali sobie życia. Ulegają presji otoczenia, które widząc ich z dzieckiem za rączkę, automatycznie zakłada im kapcie.
- To błędne koło - mówi Majka, mama półrocznego Kubusia. - Mam parę bezdzietnych przyjaciół, uwielbiam się z nimi spotykać. Im są mi bliżsi, tym bardziej mam ochotę się z nimi dzielić tym, co jest dla mnie ważne. Gadamy o książkach, podróżach czy podatkach i jest okej. Ale kiedy tylko wejdę na temat mojego synka, zaczynają traktować mnie jak mamuśkę bez horyzontów! Więc staram się go nie poruszać, udaję, że tego nie ma, no i w ten sposób zupełnie się od nich oddalam.
Istota ludzka ma to do siebie, że lubi dzielić się werbalnie z innymi tym, co dla niej ważne. Dlaczego opowiadanie o tym, jak niemowlę się uśmiecha, miałoby być gorsze od wyznawania, z kim było przyjemnie na randce? Bezdzietni nie chcą się zaangażować w świat opowiadany im przez dzietnych, bo boją się, że naraz znajdą się w różowym, pachnącym oliwką pokoju bez okien, z którego nie będzie ucieczki.
O życiu towarzyskim matek czytaj w Wysokich Obcasach.
>
Nudny nowy samochódOstry podział na osoby z dziećmi i bez dzieci bierze się jeszcze z czasów, gdy życie człowieka było traktowane linearnie i posiadanie dziecka stanowiło kolejny, przewidywalny etap. Teraz dziecko pojawia się w przeróżnych momentach życia. Dosyć niedorzeczne jest zakładać, że szalona studentka zmieni się nagle w stateczną matronę, tylko dlatego, że urodziła córeczkę. A jednak często na własne oczy obserwujemy, jak to się naprawdę staje. Składa się na to z jednej strony fakt, że opieka nad dzieckiem jest zajęciem bardzo absorbującym, które zwłaszcza na początku nie pozostawia wiele psychicznej wolności. Z drugiej strony, oczekiwania społeczne wobec młodych rodziców - aby stali się odpowiedzialni, rozsądni i nie myśleli o takich głupotach jak grupa przyjaciół czy własne zainteresowania, jest naprawdę silne. Trudno mu nie ulec.
- Chętnie pogadałbym z kumplami na piwie o najnowszej płycie Sigur Ros - zwierza się Artur. - Ale cóż z tego, kiedy zawsze, jak ich widzę, to oni wołają: O, Artek, popatrz, tutaj jest Krzysiek, jemu też urodziło się trzecie dziecko, pogadacie sobie! No i ląduję w towarzystwie Krzyśka na kilkugodzinnej rozmowie o planach jego domu czy większym samochodzie. To prawda, w czasie tej rozmowy mam poczucie, że ktoś mnie rozumie. Ale wolałbym sam móc wybrać, z kim, kiedy i o czym chcę rozmawiać.
Wchodzić w czyjąś skóręPosiadanie dziecka jest wielkim wyzwaniem logistyczno - materialno - mentalnym. Trzeba zawsze być w pogotowiu. Już zawsze będzie ktoś, kto potrzebuje właśnie nas. Taka sytuacja rzeczywiście zmienia perspektywę, a co za tym idzie, sposób postępowania, rodzaj wyborów. Ale to nie znaczy, że zmienia upodobania czy potrzeby.
O dzieciach i smaku utraconej wolności czytaj w serwisie Kobieta.gazeta.pl.
>
- Mam przyjaciółkę, która zajmuje się wychowywaniem swoich dzieci. Ja żyję zupełnie inaczej niż ona: mnóstwo pracuję, nie chcę się z nikim wiązać na stałe. Poznałyśmy się na jakiejś szalonej imprezie, bawiłyśmy się razem fantastycznie, i kiedy powiedziała, że musi wracać do dzieci, omal nie spadłam ze stołka ze zdziwienia. Okazało się, że jej bycie mamą jest tylko jedną z rzeczy, które robi w życiu. Nasza przyjaźń kwitnie, bo każda z nas stara się wejść w skórę tej drugiej, na ile się da.