1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Życie to nie Disneyland. Rodzicielstwo to przede wszystkim wyrzeczenie. Cieszmy się z tego! [FELIETON]

Nie narzekajmy więc, że z powodu dzieci nie mamy czasu, by oddać się praktyce jogi, buddyzmu czy lekturze ulubionych książek - wszystkie cechy, jakie byśmy tam uzyskali, rozwinąć możemy jako rodzice, z uważnością, cierpliwością i oddaniem podejmując wyzwania kolejnego dnia. Że to żmudne? Każda praktyka duchowa jest żmudna, to tylko Hollywood robi z niej Disneyland.
Rodzicielstwo to przede wszystkim wyrzeczenie.

Im prędzej to zrozumiemy, tym lepiej. Im prędzej się z tym pogodzimy, tym lepiej dla naszych współmałżonków i dzieci. Wielu ludzi wstępuje w związek małżeński i poczyna potomstwo z przeświadczeniem, że wyłącznie na tym zyskują, że to przede wszystkim realizacja jakiegoś marzenia, kolejny etap życia, rozpatrywanego w kategoriach stałego posuwania się naprzód, wzrostu, przyrostu spełnienia i tym podobnych rzeczy.

Tymczasem rzeczywistość szybko weryfikuje nasze wyobrażenia.

Doświadczamy przemęczenia, wyczerpania, braku czasu i energii na prowadzenie stylu życia, do jakiego przywykliśmy, nierzadko problemów finansowych, a w końcu frustracji wywołanej problemami wychowawczymi. Stopniowo okazuje się, że małżeństwo, dom i rodzina, to przede wszystkim wyrzeczenie, często doświadczane bardzo boleśnie, co przejawia się rozgoryczeniem i złością, które, w postaci agresji, zdrad małżeńskich, ucieczki w nałogi, dotkliwie godzi w ludzi nam najbliższych. Krzywdzimy ich i siebie samych, bo nie przyswoiliśmy prawdy na temat wyrzeczenia, która jest też prawdą na temat dojrzałości.

Zaakceptuj to!

Prawda ta głosi po pierwsze, że każdy poważny życiowy wybór, nie tylko rodzicielstwo, wiąże się z wyrzeczeniem. Trzeba to sobie raz twardo powiedzieć, inaczej to, z czego zrezygnowaliśmy, by sięgnąć po inne sprawy, ciągnąć się za nami będzie niczym mroczny cień, co i raz wciągając nas w podstępne bagna melancholii.

Następnie jednak prawda ta głosi także, na czym chciałbym się tu skupić przede wszystkim, że wyrzekając się nie musimy niczego tracić, że prawdziwe głębokie wyrzeczenie jest w istocie wyłącznie zyskiem. Żeby to pojąć musimy odmiennie spojrzeć na życie i nas samych.

Wyrzeczenie jest podstawą każdej praktyki duchowej.

Zarówno religie wschodu, jak chrześcijaństwo, islam czy antyczne filozoficzne praktyki duchowe opierają się na idei wyrzeczenia jako fundamencie pracy nad duchowym postępem. Wyobraźcie sobie mnicha buddyjskiego lub chrześcijańskiego, który nie wyrzekł się rozmaitych młodzieńczych aspiracji, pragnień seksualnych, materialnych, potrzeb towarzyskich, potrzeby uznania, sukcesu zawodowego i tak dalej. Czy byłby w stanie skoncentrować się na swojej praktyce, tkwiąc w tych myślach, wyobrażeniach i oczekiwaniach?

Ideologia sukcesu

Współczesny człowiek, na skutek ideologii sukcesu, którą jesteśmy epatowani w reklamach, środowiskach korporacyjnych i hollywoodzkich mega-produkcjach, rozwinął osobliwą koncepcję spełnienia i szczęścia. Streszcza się ona w stereotypie, według którego spełnienie polega na zaspokojeniu jak największej liczby potrzeb w jak największym stopniu, mierzalnym przy tym różnymi zewnętrznymi oznakami sukcesu.

Jedna potrzeba wystarczy

Tymczasem cała dotychczasowa tradycja duchowa kultury zachodniej, ale nie tylko niej, głosi, że chodzi o wartości, a nie potrzeby. Żadna potrzeba nie jest konieczna - jedna wystarczy. Rzecz w tym, abyśmy, realizując ją, osiągnęli kondycję o wysokiej jakości, mierzalnej przede wszystkim oznakami wewnętrznymi, takimi jak harmonia, wytrwałość, dyscyplina, wierność, odpowiedzialność, cierpliwość czy mądrość.



Wyrzekając się części naszych potrzeb, prawdziwie się ich wyrzekając, zyskujemy energię niezbędną do wypracowania cech charakteru, dzięki którym stajemy się naprawdę wartościowymi ludźmi i mamy naprawdę wartościowe życie. Nie musimy tego nikomu udowadniać - dowodem jest to, jak czujemy się z samymi sobą.

Bo na tym właśnie polega rodzicielstwo

Oto dziecko okazuje mi karygodne nieposłuszeństwo, pyskując przy tym - zamiast zżymać się i złorzeczyć, zamiast sięgać po leki na uspokojenie, powiedzmy sobie tak: na tym właśnie polega rodzicielstwo, stawia mi ono takie wyzwania, abym ćwiczył(a) swoją cierpliwość, spryt, umiejętność rozmowy, godzenie się z przeciwnościami, w skrócie, człowieczeństwo. W ten sposób rodzicielstwo staje się jednym z najlepszych sposobów na rozwój duchowy.

Nie narzekajmy więc, że z powodu dzieci nie mamy czasu, by oddać się praktyce jogi, buddyzmu czy lekturze ulubionych książek - wszystkie cechy, jakie byśmy tam uzyskali, rozwinąć możemy jako rodzice, z uważnością, cierpliwością i oddaniem podejmując wyzwania kolejnego dnia. Że to żmudne? Każda praktyka duchowa jest żmudna, to tylko Hollywood robi z niej Disneyland.

Dr Tomasz Mazur (ur. 1972) - filozof, wykładowca akademicki, nauczyciel, założyciel Centrum Praktyki Stoickiej, współczesny stoik. Jest autorem książek: Zbawienie przez filozofię. (2003), Kapryśni bogowie Sokratesa. (2008), Kamyk filozoficzny - Nowożytność. Podręcznik filozofii do szkół ponadgimnazjalnych (2010), Fiasko. Poradnik nieudanej egzystencji (2012), O stawaniu się stoikiem (2014).

www.tomaszmazur.edu.pl

www.centrumpraktykistoickiej.pl



Więcej o:
Komentarze (33)
Życie to nie Disneyland. Rodzicielstwo to przede wszystkim wyrzeczenie. Cieszmy się z tego! [FELIETON]
Zaloguj się
  • manru84

    Oceniono 116 razy 76

    Bardzo sensowny artykuł, jeden z niewielu na tym portalu. Pozdrawiam:)

  • doradwan00

    Oceniono 105 razy 51

    Tzw. duchowe wyrzeczenia to ściema. Mnich, filozof, intelektualista żyje sobie beztrosko, bo bez rodziny właśnie (lub z rodziną poddaną sobie i zmarginalizowaną), a o wyrzeczeniach głównie pisze lub rozmyśla, sublimuje to pojęcie aż do granic fantazji i halucynacji. Prawdziwe wyrzeczenie w ogóle zdarza się bardzo rzadko, akurat rodzina to zwykle - tu się zgadzam - piękne marzenie, które potem roztrzaskuje się o smutną rzeczywistość. Ta rzeczywistość jest nie do zaczarowania, mówienie sobie, jacy to jesteśmy wspaniali, rezygnując dla dzieci ze wszystkiego, uważam za formę samooszukiwania się po prostu. Ból pozostanie, tyle że przytłumiony. Będzie wybuchał. Rodzinę "wymyśliła" ewolucja, biologia - chcemy jej, bo tak nam krzyczą nasze mózgi, hormony, geny. Tyle że to nie jest "racjonalne" pragnienie, dlatego go nie kalkulujemy zazwyczaj. Dlatego w głębi duszy często później żałujemy, zazdrościmy tym singlom. Oni się oparli zewowi natury - pewnie zwykle to też iluzja, takie przeświadczenie o "samych" i bezdzietnych. Pewnie zwykle żyją tak, bo nie ułożyło się inaczej. Jednak myśl, że można sprzeciwić się prawom biologii, nie powielać bezmyślnie swojego żenującego materiału genetycznego w tym żenującym i bolesnym świecie - pojawia się co i rusz. Czasu się jednak nie cofnie. Zostaje melancholia. Muza i napęd ludzi myślących od pradziejów. Nie bójmy się melancholii, ona oznacza ni mniej ni więcej, tylko - niezafałszowaną świadomość. Pozdrawiam serdecznie wszystkich stoików :)

  • kerkopithekion

    Oceniono 103 razy 49

    rodzicielstwo jest wyrzeczeniem, jeśli jest postrzegane jako wyrzeczenie
    dla osób świadomych i gotowych na rodzicielstwo jest ono tylko zmianą priorytetów

  • blasphemy

    Oceniono 19 razy 19

    Jakim cudem artykuł datowany na 1 lipca 2015 ma dziś, 24 lipca 2015 większość komentarzy sprzed 9 miesięcy? Komentarze pochodzą z życia płodowego artykułu czy to po prostu dobre dziennikarstwo za 99 groszy?

  • brodkins

    Oceniono 19 razy 17

    To są dwie różne rzeczy: POŚWIĘCENIE - bo bardzo muszę i ZAANGAŻOWANIE - bo bardzo chcę. Różnica mniej więcej jak przy jajecznicy na boczku - kura się zaangażowała, świnia poświęciła. Poświęcenie zawsze ma większe koszty niż zyski. Teoria Walkiewicza. Więc rodzice, przyszli rodzice - nie zapominać o sobie (sobie i wzajemnie o sobie) z dziećmi. Dzieciom nic dobrego nie przyjdzie od matki sfrustrowanej udomowieniem na siłę. Dzieci natomiast będą czerpać od matki i ojca spełnionych i realizujących się. Choć nie zawsze pobawi czy da tylko zupkę zamiast trzech dań - nauczy szacunku do siebie i innych, szacunku do zdania innego niż tylko moje. I dzieci same będą weselsze wzrastając obok - no może nie wesołych ze zmęczenia - ale przynajmniej pogodniejszych, spełnionych ludzi.

  • spalona_gora

    Oceniono 18 razy 12

    "Zarówno religie wschodu, jak chrześcijaństwo, islam czy antyczne filozoficzne praktyki duchowe opierają się na idei wyrzeczenia jako fundamencie pracy nad duchowym postępem. " I wszystkie też wymagają celibatu, bo oczywistym było dla ludzkości od zawsze, że posiadanie dzieci (i zajmowanie się nimi!) wyklucza uprawianie duchowych praktyk.

    "Żadna potrzeba nie jest konieczna - jedna wystarczy". Hmmm... Domyślam się, że to pewnie jakaś fizjologiczna, tylko nie wiem która, bo jest ich wiele i do tej pory wydawało mi się, że wszystkie są konieczne.

  • kto.24

    Oceniono 15 razy 11

    Ktoś pisał: "...brak babć, które przyjadą i pomogą..." - myślę, że nie tylko w pomocy problem. Brak też najzwyczajniej życzliwych więzi międzyludzkich - mama/babcia - niedzisiejsza, zacofana (wg młodych), koleżanka/przyjaciółka - przed nią też trzeba grać "twardą babę".
    Do tego życie młodych ( zwłaszcza tych po 30) toczy się "na mieście', fejsie. Oceniamy siebie i innych powierzchownie - po "efektownych efektach". A rodzinna monotonia (szczęście?) dnia codziennego nie błyszczy. Nie doceniamy "małej stabilizacji" - nie jest dla młodych źródłem satysfakcji, ale frustracji - bo kumpel pojechał nurkować w ciepłych morzach, koleżanka śle zdjęcia z wysp z extra facetem, a ja?- "niańczę" dziecię nad jeziorem, obok żony/męża, który nawet nie czyta, tylko gapi się dookoła?/leży plackiem?
    Przecież dziecko miało być piękne, zawsze zdrowe, grzeczne (ale rezolutne), mąż z kasą i przez 24 godz. romantyczny macho, żona zawsze chętna, "zrobiona", super laska, dom na błysk, ...
    A rzeczywistość? - małe ryczy (bo głodne, niewyspane, chore, znudzone), wieczny bałagan (sam się robi), noce zarwane, znajomi mają pretensję (o nasz brak czasu, zainteresowania, ograniczenia), my stale zmęczeni, podirytowani, zniewoleni (co chwilę coś trzeba), itp.
    Krótko mówiąc - jak żyć?

  • rzata58

    Oceniono 34 razy 8

    Po 16-u latach samotnych poświęceń i wyrzeczeń spotkała mnie nagroda, mam bydlaka, a nie syna, a jego ojciec stał się sponsorem, bo jego praca była tak ważna, że nie mógł się jej wyrzec, i swojego wolnego czasu poświęcić na wychowanie jedynaka

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX