1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Szczęśliwa szóstka

Trudno zmieścić na kilku stronach choć zarys przeżyć związanych ze wszystkimi naszymi dziećmi. Zanim doszłam do czwartej latorośli, wykorzystałam ilość znaków dozwoloną w regulaminie konkursu ?Piszę o dziecku?.
Przechodzę przez park, ciągnąc jedno dziecko na sankach, drugie pchając przed sobą w wózku, a trzecie niosąc w kulistym jak piłka brzuchu. Starszy pan przystanął, żeby na nas popatrzeć, uśmiechnął się. "Prawdziwa mama" - wyraził uznanie i zdjął przede mną kapelusz.

Czułam, że z trzecim dzieckiem przekroczyłam jakiś próg - wielodzietności właśnie.

Kwiecień 2004

Tycjan przyszedł na świat 13 kwietnia - w urodziny taty. Był tak podobny do Matyldy i Noemi, że właściwie nie tęskniłam za nimi w szpitalu. Miałam je przy sobie w postaci synka. Dwa dni później Emcia (tak mówimy na Noemi) przywitała mnie w domu, jakbyśmy widziały się 10?minut temu.

- Mama, pomóż! - Podała mi klocki do połączenia.

Delikatnie złożyłam dzidziusia na kolanach Matyldy. Moja pięciolatka miała na twarzy taki sam wyraz zachwytu, jak dwa lata temu, kiedy po raz pierwszy ujrzała Noemi. Tym razem nie była tylko tak zaskoczona.

Emcia rzuciła okiem na braciszka.

- Dzidziuś! - ucieszyła się i... wróciła do klocków.

Pierwszego wieczoru w domu Matylda siedziała z Tycjanem na kolanach, śpiewając mu wymyślane przez siebie piosenki. Kiedy krzątałam się przy Emci, ukołysała braciszka, pomagając sobie zgiętym palcem, który dała mu do ssania.

Niestety, ten palec podpatrzyła Noemi, która od tej pory pakuje małemu do gardła wyprostowany paluch. Biedny Tycjan nie ma chwili spokoju. Emcia wozi go śpiącego w wózku, śpiewając "Lulaj, siulaj, koti ba". Z rozpędu wjeżdża na meble, wywołując gwałtownym wstrząsem odruch Moro. Wkładamy małego do łóżeczka, ale i tam siostrzyczka potrafi się wdrapać.

Mąż pognał już do roboty, zostawiając mnie samą z dziećmi. Emcia i Matylda układają się przy mnie (Tycjan przyssany do piersi) i nad główką noworodka biją się, a nawet kopią o to, która ma prawo go głaskać.

Maj 2004

Tycjan przyglądał się zdjęciom Matyldy na ścianie, emanując spokojem noworodka - stworzenia, które?przez?9?miesięcy żyło w głębinach morskich mojego brzucha. Czasem wydaje mi się bardzo samotny - wyrzucony w obcy świat z bezpiecznego, przytulnego schronienia, gdzie nigdy nie doznał głodu ani zimna.

Czerwiec 2006

Rok temu Matylda chodziła po Tatrach z moją siostrą Justyną. Teraz znów ganiały po Orlej Perci. Justyna mówi, że Matylda chodzi równie szybko i pewnie jak ona. Emcia stwierdziła, że ona po górach chodzić nie będzie. Bałaby się.

- Ale to bardzo łatwo - uspokajała ją Matylda. - Jak po drzewach.

Styczeń 2007

Emcia ma dopiero 4 lata, a świetnie sobie radzi z różnymi domowymi pracami i wspaniale pomaga. Umie ubrać młodszego braciszka. Pozmywała cały stos garów do czysta. Mówi, że uwielbia zmywać. Kiedy Tycjan zrzucił z parapetu kwiatka babci, Matylda poprosiła:

- Emciu, zmieciesz ziemię? Bo ja tak dobrze nie potrafię.

Kwiecień 2007

Dziś dzieci ratowały dżdżownice. Wyławiały je z kałuż. Matylda przenosiła je gołymi rękami. Emcia przybiegła do mnie:

- Mamo, chodź zobacz, ile gąsienic! I jakie są śliczne!

Wiele przeżyliśmy podobnych akcji.

Dwa lata wcześniej nad Stawem Echo w Zwierzyńcu Matylda, prawie szlochając, zbierała malutkie żabki, które wyległy masowo na ścieżkę, a ludzie, zupełnie nie przejmując się drobiazgiem, deptali po nich.

Było wydostawanie żaby z głębokiego zbiornika na kompost na działce u dziadków, wyjmowanie ropuszki z piaszczystego dołu w lesie, budowanie domku dla zaskrońca. Moje dzieci nie boją się pająków, zachwycają się ćmami. No cóż - moja krew (jestem biologiem).

Czerwiec 2007

- Kocham cię, mamo, i jestem tutaj. - Tycjan zacytował "Córeczkę Owieczkę" Wandy Chotomskiej.

Jako trzylatek nadal żywił do mnie wyjątkowe uczucia. Poruszał się po mieszkaniu samochodzikiem, informował, że musi iść do pracy, mówił do mnie "kiciu", całował i odjeżdżał. W jego wypowiedziach pobrzmiewał kompleks Edypa.

- Jak będzie tato mały, to będzie się boił, że go zabierze zbój. A jak ty będziesz mała?

- Ja już nie będę mała. Już byłam mała - przyznałam się.

- Jak będziesz już bardzo długo duża, to będziesz moją żoną - oznajmił, patrząc mi w oczy.

Dołączyła do nas Róża.

Czerwiec 2008

Wybraliśmy się całą rodziną w Bieszczady. Wszystkie dzieci (oprócz Róży) mają książeczki GOT, a debiutanci zarobili już na popularną odznakę.

Wspaniale wyglądali na szlaku na Połoninę Caryńską. Róża jechała uśmiechnięta w nosidle na plecach taty. Emcia trochę jęczała "ile jeszcze?", a Tycjan cierpliwie szedł i tylko chwilami - w mlaskającym błocie albo kiedy trzeba było podnosić nogi na wysokie kamienne stopnie - stwierdzał, że jest trudno.

Na jednej z polanek Tycjan zerwał koniczynkę. Dał wszystkim "popachnić" i schował do plecaka. Pod domkiem PTTK po powrocie zawołał w panice:

- Gdzie jest mój kwiatek?!

Na szczęście koniczynka odnalazła się w kieszonce.

Lipiec 2008

Na Wielkiej Rawce wpadliśmy na pomysł, żeby tata z Matyldą poszli na Kremenaros (tam schodzą się trzy granice - polska, słowacka i ukraińska), a my poczekamy. Kiedy stłumiłam w zarodku hałaśliwe konflikty maluchów, słychać było kruki krążące nad nami i odlatujące aż ku następnym graniom. Różyczka spacerowała ścieżką w sam raz dla siebie - bez błota i kamieni. Kiedy klapnęła na tyłek, zapadała się w nią zupełnie - ścieżka była głęboka, a ona malutka.

Tamci z Krzemieńca wrócili dumni i zadowoleni. Pospieszyliśmy na pyszności do bacówki. Takiego schroniska jeszcze nie widziałam. Można wziąć sobie gitarę, gdyby ktoś chciał pograć, na półkach książki dla dorosłych i dla dzieci, a jak coś się zamawia, panowie w bufecie pytają o imię i potem wołają: "Naleśniki dla Róży!", "Placki dla Matyldy!".

Maj 2009

Dwuletnia Różyczka mogłaby zdawać do szkoły muzycznej już teraz - z Noemi. Ma świetną pamięć, śpiewa lepiej niż mówi. Czysto i melodyjnie wykonuje egzaminacyjną piosenkę.

Październik 2009

Czekamy na Fryderyka. Niestety, ta ciąża jest trudniejsza. Przez 6 tygodni musiałam leżeć. Zainspirowało to dzieci do napisania własnej książki. Emcia była główną autorką, a Tycjan wykonał ilustrację na stronie tytułowej.

W rozdziale pierwszym czytamy, że "kotek bardzo pracował" i widać mamę-kotkę przy kuchni, chyba coś smaży, a przy podpisanych imionami miseczkach trzy małe kotki - uśmiechnięte.

Na kolejnej stronie dowiadujemy się, że "pies wylegiwał się w łóżku, a pieski musiały same gotować". Na rysunku widać cztery pieski - jeden przy rondlu. Trzy miseczki stoją z boku, bo pewnie są puste. Ot, satyra na "leniuchującą" matkę.

Sierpień 2010

Skończywszy "Nad poziomy", Matylda leżała w łóżku, nic nie chciała jeść. A to z powodu Adasia, który zginął w powstaniu styczniowym. Córeczka obraziła się, że kazałam jej czytać tę powieść, i zarzekła się, że nigdy więcej nie dotknie niczego, co ja polecam.

Najpiękniejsze i najciekawsze książki są straszliwie smutne. A ja i moje dzieci przywiązujemy się nawet do osób, które znamy z literatury, choćby były to postacie fikcyjne. Ale czytamy też beztroską literaturę dziecięcą - dzięki dzieciom mój repertuar się powiększa. Uwielbiamy Astrid Lindgren - Emil i Karlsson rozśmieszają do łez nawet małą Różę. Te wieczorne chwile to wielka przyjemność.

Grudzień 2011

Wkrótce będzie z nami Jonatan. Denerwowałam się, że nie będę miała gdzie schować jego rzeczy. Ale przeglądając meble na aukcjach internetowych, trafiłam na prześliczną prowansalską witrynę. Poczułam, że muszę ją mieć i cały niepokój o lary i penaty dziecka "w drodze" zniknął. "Ty nie masz dobrze w głowie, Madika" - powiedziałaby mi Lisabet z Czerwcowego Wzgórza, gdybym była jej siostrą.

Luty 2012

W poczekalni poradni preluksacyjnej jakaś babcia zagadnęła Różyczkę:

- Masz braciszka czy siostrzyczkę?

- Brata - odparła dziewczynka, przedstawiając miesięcznego Jonatanka, czekającego na badanie stawów biodrowych.

- To fajnie. Udało się!

Nawet pani nie wie, jak bardzo - potrójnie! Wygraliśmy szóstkę w totolotka!

Więcej o: