1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Czekając na Wielki Dzień

Łzy napływają mi do oczu, rozpiera mnie duma - moja pięcioletnia córka recytuje wiersz, stojąc pośrodku przedszkolnej sali. Nagle coś mocno kopnęło. Ktoś się dobija na nasz świat. Oto kolejny pamiętnik nagrodzony w konkursie magazynu ?Dziecko?.
24 maja 2011

Dziś mamy "termin". Po czterdziestu tygodniach oczekiwania nareszcie nastąpi Ten Wielki Dzień. Zosia bardzo cieszy się na siostrzyczkę. Już dwa lata temu prosiła Gwiazdorka o rodzeństwo. Udało się. Masz siostrę, Zosiu, i nadasz jej imię - tylko Mała musi najpierw wyjść z brzuszka!

Wieczór. Niepokój. Mała nie kopie. Ostatni raz kopała w przedszkolu. Czyżby zmęczyło ją przedstawienie?! Tak długo śpi? Dzwonimy do naszego ginekologa. Każe szybko przyjechać na KTG.

Leżę na łóżku szpitalnym i nie mogę zasnąć. Myśli kłębią mi się w głowie. Pipip. SMS: "Zo zjadła płatki z mlekiem. Czytaliśmy książkę i zasnęła. Tęsknię. Kocham Cię". Kocham Ciebie, mój niesamowity, niebiesko-szaro-zielonooki mężu

25 maja 2011

Otwieram oczy. Sprzątaczka myje podłogę jakimś płynem, którego zapach przyprawia mnie o mdłości. Wychodzę do toalety. Po powrocie widzę moją współlokatorkę zajadającą się chipsami: "Jestem Karolina, a w brzuchu mam Mikołaja. A ty?". Ja jestem Basia i mam nadzieję, że dziś urodzę córeczkę.

Wychodzę na korytarz. Przechadzam się po nim, zaglądam do innych pokoi. Położna chwyta mnie za ramię. "Dobrze, że panią złapałam. Muszę Pani zrobić KTG przed obchodem lekarzy! Do łóżka!". Jak to, przecież w nocy byłam budzona dwa razy na KTG i raz przyszła położna ze słuchawką Ale posłusznie wracam do łózia.

26 maja 2011

Telefon dzwoni. "Mamusiu, z okazji Dnia Matki życzę Ci dużo zdrowia, żebym była grzeczna i żebyś urodziła dzidziusia". Rozmawiamy jeszcze chwilę. Wspominamy przedstawienie w przedszkolu i wiersz, który tak pięknie wygłosiła Znowu łzy napływają mi do oczu, tym razem z tęsknoty.

Chodzę po korytarzu w tę i z powrotem jak lwica w klatce. Przez cały odcinek "Na Wspólnej" skaczę na wielkiej piłce, biorę ciepły prysznic tak długo, że aż Karolina się dobija do drzwi Wszystkie rady nie dają pożądanego skutku. Oprócz jednej, której wypróbować nie mogę z wiadomych powodów

Moja mała córeczko, która zamieszkujesz mój brzuszek! Zrób mamusi prezent na Dzień Matki i wyjdź już, proszę Masz na to jeszcze cztery godziny. Twoja siostra przyszła na świat w trzy godzinki, więc zdążysz.

27 maja 2011

Nosorożec jest w ciąży 18 miesięcy. Podobno. Ja mu serdecznie współczuję. Czuję się, jakbym była w ciąży zawsze. Co trzy godziny mam podłączane KTG na 45 minut, a kiedy zapis jest niewyraźny, leżę przypięta pod to następne 45 minut Cierpnę przy tym strasznie, bo nie mogę się ruszyć. Gdyby nie to, że słyszę wtedy bicie serca mojej dzidzi, to na pewno bym uciekła. W nocy pielęgniarka przychodzi trzy razy i nasłuchuje specjalną słuchawą, co tam w brzuszku dzidzia robi. Najgorsze są kroplówki i pokłute ręce Tęsknię za Zosią, za mężem, za domem, za łóżkiem z mężem u boku, za wanną, za leżeniem na brzuchu, za szybkim bieganiem, za jazdą na rolkach, za normalnymi ciuchami

28 maja 2011

Rano. Dzwoni Krzysiek: "Kochanie, będę dzisiaj u Ciebie jak zwykle i przyniosę tę książkę, którą chciałaś. A teraz dam telefon Zosi".

Słyszę smutny głosik Pierworodnej: "Mamulku, tęsknię za Tobą ogromniaście! Kiedy urodzisz?".

Ostatnie zdanie długo jeszcze dźwięczy mi w uszach. Kiedy? Kiedy? No kiedy??? Każdy dzwoni i pyta kiedy. Mama, babcia, wujek, ciocia, koleżanka

Po południu wychodzę z oddziału patologii ciąży. Nie podoba się to położnej, ale obiecuję jej, że wrócę za piętnaście minut. Krzysiek nie chciał wejść na wizytę jak zwykle na oddział, tylko prosił, żebyśmy się spotkali na dole Otwierają się drzwi windy i widzę Zosię! Ale spisek! Rzucamy się sobie w ramiona. Nie widziałam jej wieczność. Tulimy się. Płaczemy.

29 maja 2011

Wczorajsze potajemne spotkanie z Zosieńką dodało mi skrzydeł. Na oddziale nie jest w końcu tak źle. Postanowiłam nie marudzić.

Poznałam parę fajnych babeczek, które tak jak ja są "przeterminowane". Jest nas tu spora gromadka: Marta, Asia, Paulina, Judyta i ja. Podziwiam Judytę, która jest na patologii już cztery miesiące. Lekarze w tym szpitalu wywołują poród oksytocyną dopiero w 42. tygodniu. Warunek jest jeden - dziecko musi być zdrowe, gdyby tak nie było - robią cesarkę.

Wieczór. Organizujemy spotkanie w jednym z pokoi. Gadamy sobie, podjadając truskawki i drożdżowe ciasto przyniesione przez rodzinę. To był upalny dzień. W oddali słychać burzę. "A gdyby tak rodzić podczas burzy?" - myśli głośno Judka. "Albo podczas jakiegoś śmiertelnego niebezpieczeństwa " - rozwija temat Asia. I tu pada parę pełnych grozy opowieści. Ja czytałam kiedyś artykuł o kobiecie, która urodziła dziecko, siedząc na gałęzi wysokiego drzewa, na które to wdrapała się podczas wielkiej powodzi. Kiedy ratownicy przybyli po nią, karmiła właśnie noworodka piersią. Kobieta potrafi. Kobiety są bohaterkami.

30 maja 2011

Dziś po obiedzie poprosiłyśmy położną o małą przepustkę i zrobiłyśmy spacerek do sklepiku szpitalnego. Musiał to być niecodzienny widok - pięć babeczek z globusikami w kolorowych szlafrokach przemierzało w pluszowych kapciach długi korytarz. Pokonałyśmy schody, następny długi korytarz, hol i znowu schody. Naturalnie, że można było windą, ale wszystkie już chcemy urodzić Kiedy bufet szpitalny został ogołocony z wszystkich brzoskwiń (bo smaczne i zdrowe), batoników czekoladowych (no kiedy mamy się rozpieszczać, jak nie teraz) i soczków pomidorowych (na skurcze łydek), ruszyłyśmy w drogę powrotną. Postanowiłyśmy iść trochę inną drogą. Zadowolone, z zakupami w rękach pokonałyśmy sporo schodów w górę. Potem parę krętych korytarzy. Przeszłyśmy niepostrzeżenie porodówkę, gdzie z zazdrością słuchałyśmy krzyku rodzącej. Na końcu korytarza złapała nas jednak oddziałowa i całą naszą piątkę wpakowała do windy, wciskając przycisk "patologia ciąży".

Tuż po wizytach, kiedy oddział został zamknięty na noc, spotkałyśmy się u Marty w pokoju. Zapadła cisza. Judyta przerwała ją pytaniem: "Dziewczęta, czujecie jakieś skurcze?". Ale po minach widać było, że żadna z nas nie czuła tego "błogiego" stanu

W nocy o 3.30 Judka urodziła zdrowego chłopca. 4 kg, 62 centymetry. Ma na imię Benio, czyli Bernard.

31 maja 2011

Dziewczyny z patologii są wspaniałe! Razem skaczemy na piłkach, razem ćwiczymy, razem jemy posiłki, razem przypominamy sobie kolejne fazy porodu i razem zastanawiamy się, jak on przebiegnie w naszym przypadku. Każda z nas tak bardzo chciałaby już trzymać w ramionach swoje dzieciątko. Dzielimy się tym, co przyniosą nam bliscy. Gramy w scrabble, oglądamy filmy, czytamy gazety, rozmawiamy o rzeczach poważnych, ale i śmiesznych, malujemy sobie nawzajem paznokcie u nóg, robimy na głowie francuzy i chałki, słuchamy bicia serduszek swoich dzieci

Brakuje nam Judki. Dostałyśmy zdjęcia Benia. Jest cały pomarszczony, czerwony, ma czarne włosy, oczka takie jakieś skośne, nos płaski. Jednym słowem śliczny!

1 czerwca 2011

Dzień Dziecka. Raniutko dzwonię do Zosieńki z życzeniami. Krzysio dał jej prezent, a po przedszkolu weźmie ją na rower. Żałuję, że nie mogę z nimi być.

Przez cały dzień chodzę niespokojna. Niby nic, a jednak coś. Krzysio dzisiaj nie przyjedzie. Upał. Zasuwam roletę. Nie mogę się skupić. Podwijam roletę. Patrzę na rozgrzane słońcem dachy budynków szpitalnych, na których wygrzewają się koty. Przyszła do mnie Marta: "Basiu, co taka niespokojna jesteś?". Sama nie wiem.

19.15. Dzwonię do Krzysia. Mówię, że byłam u położnej, ale odmówiła wezwania lekarza, bo KTG nie wykazało skurczy. Bolą mnie plecy, spojenie łonowe Raz już rodziłam nabieram pewności, że kroi się na dzisiaj jakaś grubsza afera Proszę męża, żeby odwiózł Zosię do Buni, przyjechał do szpitala i kupił na wszelki wypadek cegiełkę na poród rodzinny.

19.45. Skaczę na piłce. Wchodzi położna: "Proszę pana, żona jaka uśmiechnięta a pan mi tu chce już cegiełkę kupować ".

20.10. Mój Kochany masuje mi plecy - to bardzo pomaga. Boli mniej. My jesteśmy pewni, że zaczęło się, ale oni nie. Nie chcą mnie wziąć na porodówkę. Nie wołają lekarza. Tylko KTG podłączają, które faktycznie nie wykazuje skurczy

Bóle stają się mocniejsze. Idę pod prysznic. Ciepły strumień wody doskonale łagodzi tępy ból. Wiem, że w pozycji pionowej skurcze macicy są efektywniejsze, ale ból, który wyciska mi łzy z oczu, każe usiąść.

20.45. Wycieram się i chcę wyjść, ale nagle czuję, jak Mała "schodzi w dół". Dosłownie. Krzysio woła położną, która biegnie zadzwonić na porodówkę. Czuję się zupełnie nieobecna na tym dziwnym świecie. Słyszę głosy jakby z oddali: "Pełne rozwarcie!", "Nie zdążymy jej przewieźć, bo wyczuwam główkę!", "Zielone wody ". To ostatnie przywołuje mnie na miejsce akcji. "Jak to zielone? Dlaczego? Gdzie jest mój mąż?" - zaczynam się burzyć. Ekipa z porodówki przybiega do mnie, a za nią wchodzi mój mąż. Jest Trzyma mnie za rękę. Ciało podpowiada, co robić. Jedno parcie. Wyskakuje mała Kluseczka! Nie czuję już żadnego bólu Łzy szczęścia lecą po policzku.

21.05. Ona naprawdę już się urodziła. Patrzy na nas. Ma oczy po mężu. Wtula swoje ciepłe ciałko w moją pierś. Słucha bicia mojego serca, które odmierzało czas jej pobytu we mnie

41 tygodni i jeden dzień

Krzyś mówi, że masz uszy po nim - z wystającą z tyłu kosteczką i z "bimbołkami", jak to mówi Zosia, Twoja starsza siostra. Ona nadała Tobie imię: Jagódka.

Witaj, Jagódko, w naszej rodzinie! Jesteś cudowna!

Więcej o: