1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Rodzice pod presją. Czy jesteśmy własnością publiczną?

W naszym społeczeństwie każdemu wydaje się, że ma prawo nas - rodziców - pouczać, upominać i przywoływać do porządku. Każdy obywatel tego kraju ma lepszy sposób na wychowanie naszych dzieci niż my. Proszę państwa, to nas złości. Zostawcie nas w spokoju, pozwólcie żyć!
- Od razu widać, że to rozpieszczona jedynaczka! - usłyszałam od pewnej babci na jednym z warszawskich placów zabaw. Brakowało tylko wymierzonego we mnie oskarżycielsko palca. To był początek tyrady, dalej dowiedziałam się, że to jasne, że wychowuję swoje dziecko "bezstresowo" i bez żadnych konsekwencji, na wszystko mu pozwalam i dlatego właśnie jest takie "rozpuszczone".

A wszystko dlatego, że moja czteroletnia wówczas córka płakała rzewnymi łzami przy huśtawce, bo nie mogła doczekać się na swoją kolej. Wspomniana babcia niewzruszenie huśtała własną wnuczkę, jednocześnie usiłując naprawić moje metody wychowawcze, o których zdawała się wiedzieć wszystko na podstawie płaczu mojego dziecka.

Brzmi znajomo? Wiadomo nie od dziś, że rodzic - a matka szczególnie - jest własnością publiczną, i każdy - a starsze panie szczególnie - mają prawo, a nawet obowiązek - pouczać taką matkę w przestrzeni publicznej. Nauczać, edukować i przywoływać do porządku. Dla dobra ludzkości, rzecz jasna. Przy okazji, moja córka była już wtedy starszą siostrą, ale pani wiedziała lepiej. Jak zwykle.



Magda: "Problemy duszę w zarodku"

Magda ma dwóch synów: czterolatka i sześciolatka. Są żywiołowi i - jak mówi ich mama - zazwyczaj budzą sympatię otoczenia. Ale zdarza się też inaczej. - W takich sytuacjach zazwyczaj jestem tak spięta i zestresowana, że moi synowie wytną za chwilę jakiś numer, że zwracam im uwagę zanim coś się wydarzy. Duszę w zarodku. I zdałam sobie sprawę, że strasznie mnie męczy moja postawa. A na pewno męczy ona moje dzieci - przyznaje ze smutkiem. Nie jest osamotniona w takich przemyśleniach i reakcjach. Samej niejednokrotnie zdarzało mi się stresować się na zapas wyjściem z domu, a wszystko dlatego, że chciałam uniknąć jakichkolwiek sytuacji zapalnych: wyrwania innemu dziecku łopatki, wepchnięcia się na zjeżdżalnię itd.

Zdarzyło mi się też, pod wpływem oceny obserwujących nas ludzi, potraktować niesprawiedliwie własne dziecko. Zawsze potem czułam się z tym bardzo źle. Z czasem nauczyłam się radzić sobie w takich sytuacjach - z lepszym lub gorszym skutkiem, w zależności od sytuacji i skali zmęczenia. Jasno ustaliłam swoje priorytety: a tymi są moje dzieci, a nie obce panie na placu zabaw.

Magda wspomina wizytę na sali zabaw. Jej starszy syn szalał: - Ale w końcu miał do tego prawo, bo był w sali do tego przeznaczonej! Poza tym hałas, krzyki, masa bodźców potrafią na niego zadziałać bardzo pobudzająco - opowiada. - Potrącił kobietę, a ona miała bardzo zmęczony wyraz twarzy i ewidentnie dosyć wrzasków całej masy dzieciaków. No i jadowitym tonem powiedziała do mnie, a właściwie wysyczała, że tak nadpobudliwe dzieci trzyma się w domu. Z rozkosznym uśmiechem na twarzy, równie jadowitym tonem odpowiedziałam, że jej głupota w domu nie zatrzymała, a szkoda!

- Pani zabrała dziecko i w ciągu dwóch minut jej nie było - wspomina Magda. O dzieci walczy jak lwica, co potwierdza jej mąż. On uważa, że sam wyraz jej twarzy zniechęca większość osób do zwracania jej uwagi.



Agnieszka: "Kosztowało mnie to mnóstwo nerwów"

Czworo dzieci to z pewnością dobra okazja, żeby zebrać całą masę komentarzy na temat swoich metod wychowawczych, porad - od żywieniowych po odzieżowe, a także wyrazów współczucia. Agnieszka wie o tym najlepiej. - Jak dzieci były małe, to każdy, głównie starszy, zatrzymywał się i rzucał teksty w stylu: "bucik się rozwiązał". Doprowadzało mnie to do szału! - wspomina. Kiedyś jej córka wypadła z wózka i miała otarty nos. Wszyscy czuli się w obowiązku pytać, co się jej stało. Agnieszkę irytowały też ciągłe rady, np. "niech tak szybko nie biega", "niech się wysmarka" itp. - Dostawałam też porady żywieniowe, bo przecież w Polsce wszyscy są dietetykami... - mówi.

- Moja reakcja w takich sytuacjach to było głuche i złowrogie milczenie oraz wewnętrzna złość, bo chciałam być kulturalna, ale po mojej twarzy wszyscy i tak to widzieli - opowiada. W końcu nauczyła się asertywności, ale, jak przyznaje, kosztowało ją to mnóstwo nerwów. - I jeszcze te wszystkie matki po pięćdziesiątce, opowiadające, jak to one chowały dzieci i mówiące, że teraz to jest tak beznadziejnie, bo pampersy, gotowe zupki, mleka z puszki - Agnieszka wzdryga się na samo wspomnienie.

Pod pręgierzem opinii publicznej

Jako rodzice często czujemy się oceniani przez otoczenie. Jeśli nasze dziecko zachowuje się nie tak, jak oczekiwaliby inni, od razu dostajemy łatkę niekompetentnych rodziców. To trudne. Jak sobie z tym radzić? - Przede wszystkim dobrze jest sobie przemyśleć, czego chcemy. Jakie są nasze cele wychowawcze, jak chcemy się zachować w konkretnej sytuacji - podpowiada Jarek Żyliński, psycholog wychowawczy. - To można sobie przemyśleć wcześniej: nie w momencie, kiedy mamy już "pożar", tylko wcześniej. Zadajmy sobie pytania: co jest dobre dla mnie, co jest ważne dla mojego dziecka, co chcę, żeby wyniosło z danej sytuacji i jak chcę, żeby rozwiązywało problemy. To jest opoka. Fundament - podkreśla.

Kiedy dojdzie do konfrontacji z życzliwymi obserwatorami chętnymi napominać lub nieść "pomoc", wtedy warto sobie te przemyślenia przypomnieć. - W momencie, kiedy już dochodzi do "pożaru" i rodzic styka się z tą trudną sytuacją bycia ocenianym, ma szansę włączyć sobie prosty skrypt: kto tu jest ważniejszy? Pani, które mnie ocenia, czy to, do czego dążę w wychowaniu mojego dziecka? - mówi Żyliński.

- Może być oczywiście tak, że chcąc uszanować granice innych osób, weźmiemy dziecko i wyjdziemy z nim szybko np. ze sklepu - tłumaczy Jarek Żyliński. - W ten sposób możemy nauczyć dziecko, że z wyrażaniem własnych emocji nie wkraczamy w granice innych ludzi. Ale czasami jest tak, że ważniejsze jest, żeby moje dziecko mogło mi powiedzieć, co mu się nie podoba. Ludziom to może się nie podobać, ale my uważamy, że ma do tego prawo. Jeśli mamy to ustalone, to w sytuacji kryzysowej nie poddamy się presji. Tylko to trzeba ustalić przed, a nie w trakcie zdarzenia - przekonuje.



"Bo cię zabiorę!"

Do najbardziej irytujących zachowań obcych mi ludzi zaliczam właśnie ich próby wychowywania mojego dziecka lub przekonanie, że pomagają mi, mówiąc do niego rzeczy w stylu: "jak będziesz płakać to zabiorę cię ze sobą!". Kiedyś odpowiedziałam takiej pani, że nie życzę sobie straszenia mojego dziecka. Była autentycznie zdumiona: przecież chciała pomóc, a ja ewidentnie sobie nie radzę, skoro moje dziecko płacze w sklepie. "Wariatka!" - wysyczała do mnie i odeszła obrażona.

Wariatka czy nie, nie rozumiem, dlaczego obcym ludziom wydaje się, że rodzice potrzebują ich rad, pomocy czy wskazówek. Ja przecież nie udzielam rad żywnościowych w kolejce do kasy w supermarkecie, nie strofuję starszych pań, że się przegrzeją nosząc futra w październiku, nie zdarzyło mi się też zwrócić uwagi komuś, kto wyszedł z domu bez czapki. Nie znamy się, niech tak pozostanie.

To także może cię zainteresować:





Więcej o:
Komentarze (56)
Rodzice pod presją. Czy jesteśmy własnością publiczną?
Zaloguj się
  • kotbehemot6

    Oceniono 132 razy 118

    Dodam jeszcze,ze tak kiedy rodzic stoi bezczynny w chwili kiedy jego pociecha zachowuje sie ewidentnie niegrzecznie to obcy ma prawo zwrócic uwagę. Przykład z życia wzięty- młodzieniec na placu zabaw uparł sie zeby zniszczyć dzrewo-i urwanymi gałęziami gania koleżankę. Co robi tatuś? Idiota cieszy,ze chłopczyk taki silny....zwróciłam uwage i tatuś sie obraził, wog ole był oburzony,ze ktos smiał syneczkowi powiedzieć żeby czegoś zwyczajnie nie wolno.

  • ateofi

    Oceniono 85 razy 71

    Magda wspomina wizytę na sali zabaw. Jej starszy syn szalał: - Ale w końcu miał do tego prawo, bo był w sali do tego przeznaczonej! Poza tym hałas, krzyki, masa bodźców potrafią na niego zadziałać bardzo pobudzająco - opowiada. - Potrącił kobietę, a ona miała bardzo zmęczony wyraz twarzy i ewidentnie dosyć wrzasków całej masy dzieciaków. No i jadowitym tonem powiedziała do mnie, a właściwie wysyczała, że tak nadpobudliwe dzieci trzyma się w domu. Z rozkosznym uśmiechem na twarzy, równie jadowitym tonem odpowiedziałam, że jej głupota w domu nie zatrzymała, a szkoda!
    ---
    Pani Magdo a czy pani syn przeprosił za potrącenie tej kobiety na placu zabaw, czy nie uczy go Pani takich słów tylko zaraz pyskuje?!

  • kerkopithekion

    Oceniono 76 razy 50

    ech
    ja to bym młodym rodzicom zaleciła mniej netu, więcej myślenia
    starsi ludzie (powodowani życzliwością albo wręcz przeciwnie) zwracają uwagę wszystkim i zawsze
    zamiast wypisywać epistoły na blogach czy w "listach do redakcji" młode mamy powinny wypytać własne matki czy im się nigdy nie zdarzyło spotkać takich życzliwych (albo "życzliwych") staruszek
    teraz dodatkowo do wielu ludzi dotarła (bardzo poważnie wypaczona po drodze) info o "bezstresowym wychowaniu" więc się dodatkowo mądrzą... zmęczeni, zniechęceni, rozgoryczeni, zadreptani ludzie
    czy młode mamy są tak niepewne że odbierają każdą radę jako krytykę...?
    cóż, współczuję dzieciom, matka która nie jest pewna czy postępuje właściwie to poważny problem dla dziecka
    a najlepszą rzeczą jaką taka młoda mama może zrobić w konfrontacji z "dobrymi radami" obcych ludzi jest zwyczajny brak reakcji
    ewentualnie uśmiech i już... po co wdawać się w dyskusję, po co to rozpamiętywać...? czy to jest w jakikolwiek sposób ważne...? oj chyba nie

  • mam_a_a

    Oceniono 50 razy 34

    A może te dzieci naprawdę zachowują się tak, że przeszkadzają innym? Ja jestem matką dwójki dzieci (5 i 10 lat) i też jestem wielokrotnie oceniana, ale zawsze słyszę: "jakie miłe i kulturalne dzieci". NIGDY nikt nie zwrócił mi uwagi, że dzieci źle się zachowują, a często chodzimy do muzeum, do kawiarni czy do teatru. Dodam, że na placach zabaw czy w "kulkolandach" moje dzieci też nie robią scen... Po prostu nauczone są szacunku do innych ludzi i wiedzą gdzie jest granica dobrej zabawy.

  • kotbehemot6

    Oceniono 80 razy 28

    Kij ma dwa końce. Może nie wszyscy są dietetykmi, ale większośc 50-latek była młodymi matkami i czasami warto ich posłuchać. Rozumiem rozgorycznie mamy z artykułu, ale sama stawia się w pozycji wszechwiedzącej, sama taką łatkę przypina innym. Może czasem warto posłuchać tych innych.?
    Ja przepraszam ale czy pytanie co się stało w przypadku dziecka z odrapanym, noskiem, to taka zbrodnia? Z powyższego wynika zeby kazdy zajmował sie włąsnymi sprawami, nie rozmawaiła, nie pytał boze broń nie zwrócił uwagi bo to może kogos urazić. Kurcze, w sumie smutne. Kazdy sobie rzepke skrobie.

  • ko_menta_tors

    Oceniono 62 razy 24

    ...wydaje ni się, że ta mamuśka, która się tak skarży, odreagowuje jakieś swoje traumy. Krótkie opisy a z nich przebija satysfakcja, jak "zaatwiła" wredne przeciwniczki...

    coś nie wierzę w jej opowiadania

  • agra1

    Oceniono 48 razy 22

    Byłam kiedyś świadkiem, jak koleżanka konkursowo załatwila taką wszystkowiedzącą panią, która wyskoczyła z perorą na temat fatalnego zachowania córek koloeżanki. Faktycznie, małe wepchnęły sie w kolejkę do dmuchańca (chyba nie zorientowały sie, zę ta kolejka jest, ot, skłębiony tłumek rodziców). Mama przyszła, wyciągnęła panienki, spokojnie im powiedziała, zę nie wolno tak robić, a paniusia zaczęła pouczać. Na co koleżanka z uroczym uśmiechem poprosiła ją, by ta zaproponowała jej w takim razie jakieś skuteczniejsze metody wychowawcze. I panią zatkało.

  • malgojb

    Oceniono 30 razy 18

    Mnie baba groziła wręcz pobiciem jak zwróciłam jej uwagę, że jednak przeszkadza mi, jak jej smrody odbijają mi plecy skacząc jak małpy po fotelu w autobusie. No po czymś takim to z przyjemnością nie reaguję ustępstwem, gdy wiem, że krzyk dzieciaczka to po to by innych przyśpieszyć, pozbyć się, lub by samemu się wepchać, niech se mądralka poczeka. A narzekanka mamuś powyżej pokazują, że to dobra i niestety jedyna metoda.

  • jpsi

    Oceniono 21 razy 11

    Problem na pewno istnieje, bo widac go w samych komentarzach pod tym artykulem. Sa dwie grupy ludzi, ktorzy sadze, ze maja prawo pouczac innych i ci ktorzy nie chca byc pouczani.

    Proponuje rozwiazac problem przez zakladanie czerwonych tasiemek na ramienia dzieci, rodzicow, ktorzy by chcieli posluchac dobrych rad losowych przechodniow. Ci ktorzy takich nie beda mieli, najwidoczniej nie chca byc pouczani na sile.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX