1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dzień Dziecka 2013: prezentów nie będzie. Chyba!

Nieubłaganie zbliża się święto moich dzieci. Właściwie innych dzieci też, ale moje dylematy dotyczą tych własnych. Trzeba wam bowiem wiedzieć, że im bliżej 1 czerwca tym większą porażką się czuję i tym bardziej łamię wszelkie obietnice. Przede wszystkim te złożone samej sobie.
W teorii mam to wszystko pięknie opanowane i długo mogę perorować o wyższości rozrywek duchowych nad dobrami materialnymi. Pięć lat temu, w przypływie rozpaczliwego dążenia do perfekcji, tudzież właściwej sobie kompulsywnej potrzeby kontrolowania rzeczywistości, założyłam, a małżonek entuzjastycznie mi przytaknął, że w naszym domu prezentów na Dzień Dziecka nie będzie. Nieodwołalnie. Zabawki i tak dajemy dziecku (a teraz już dwójce) bez żadnej okazji, krewni wprost zasypują nas plastikowym badziewiem, dlatego właśnie - tadam! - Dzień Dziecka będzie ze wszech miar wyjątkowy. Bezprezentowy. Zgadnijcie, jak nam wychodzi trwanie w tym postanowieniu?

5 lat później

Czas na mały rachunek sumienia. W założeniu Dzień Dziecka miał więc obfitować w rodzinne atrakcje: zoo, wesołe miasteczko, kino, lody, gry, zabawy, cuda, wianki. Dwa lata temu dołączył do tego mały upominek od pracodawcy mojego męża. Rok temu dorzuciliśmy podarunek od siebie - propagatorów idei bezprezentowego obchodzenia tego święta. W tym roku moje starsze, prawie sześcioletnie, dziecko wręczyło mi listę życzeń: lalka-potworzyca, absurdalnie drogi zestaw do robienia breloczków, klocki z serii Ninjago. "Albo cokolwiek" - dodało z desperacją. Ja do listy dorzuciłam cztery gry planszowe, które chciałabym córce podarować (i zagrać w nie!) oraz trzy książki. Mój trzyletni syn chciałby otrzymać autko i naklejki. Do jego listy nie dorzucam niczego, bo po co mu kolejna resorówka, prawda? A gry dla trzylatków to mamy pewnie wszystkie. Zatem Dzień Dziecka świętujemy wspaniałymi atrakcjami i wspólnie spędzonym czasem, a prezenty to tylko taki mały bonus. Nieistotny całkiem.

20 lat wcześniej

Ze swojego dzieciństwa zapamiętałam tylko jeden Dzień Dziecka: wycieczkę szkolną do Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, gdzie z tej okazji zorganizowano konkursy i zabawy dla uczniów szkół podstawowych. Ha! Czyli jednak! Skoro zapamiętałam tylko ten jeden Dzień Dziecka, to moja teza o świętowaniu atrakcjami, a nie prezentami, musi być słuszna, nieprawdaż? Niestety nie. Tę wycieczkę pamiętam dlatego, że tego dnia miałam na sobie nowy komplecik z dekatyzowanego dżinsu, wprost z bazaru, różową bluzkę i soczyście fluorescencyjną kokardę we włosach. Czułam się w tym przebraniu absolutnie wspaniale, zwłaszcza, gdy podsłuchałam rozmowę moich dorosłych kolegów z ósmej klasy, w której to padło stwierdzenie, że "ta małolata z VIa wygląda dziś tak fajnie, że można zapomnieć, że jest taka młoda"... Naprawdę?! Z wszystkich 18 Dni Dziecka, które były mi poświęcone, z całej tej litanii "Pust wsiegda budiet sonce i 'Wszystkie dzieci nasze są", zapadło mi w pamięć właśnie to? Komplecik dżinsowy ozdobiony ćwiekami i banda obgadujących mnie wyrostków? O próżności!

10 lat wcześniej

Pytam koleżankę, młodszą ode mnie o całą dekadę, czy pamięta, jak obchodziła w dzieciństwie 1 czerwca. Nie pamięta. Coś tam jej świta, ale nie bardzo. "Niedobrze" - myślę sobie. Mój mąż też nie ma żadnych specjalnych wspomnień, inna znajoma przebąkuje coś o słodyczach, ale wszystko to jakoś bez szału, błysku w oczach i rozrzewnienia w głosie. Momencik, może ten Dzień Dziecka to jakaś nikomu niepotrzebna ściema, zawracanie głowy i nic więcej? Patrząc jednak na moją córę, skreślającą kolejne dni w kalendarzu i odliczającą noce dzielące ją od święta, widzę, że jednak nie. Czy to znaczy, że moje dzieci będą pamiętać rodzinne celebrowanie tego dnia, bo uczynimy 1 czerwca wyjątkowym? Uczciwie przyznaję, że w to wątpię. Ale nie byłabym sobą (patrz: dążenie do perfekcji, kompulsywna potrzeba kontrolowania rzeczywistości), gdybym chociaż nie spróbowała...

Teraz, zaraz

Głowę mam więc zaprzątniętą poważnymi myślami, rozterek w bród, decyzje do podjęcia - innymi słowy, jestem bardzo zajętą kobietą. Gdyby tak to jednak połączyć, wycofać się z tego nieobdarowywania prezentami i dać dziecku tę wymarzoną wampirzycę (i jeszcze na przykład niedrogą grę, i książkę jakąś, trochę słodyczy...)? Wszak pierwsze kroki w tym kierunku już poczynione i czy to ma sens tak uparcie tkwić przy starych postanowieniach, trzeba przecież być elastycznym - wiedzą o tym nawet rówieśnicy mojej córki: "tylko krowa nie zmienia zdania" - mówią emfatycznie.

Atrakcji w naszym mieście 1 czerwca będzie sporo, kino obiecałam dzieciom już dawno, do tego ulubione smakołyki i koszmar każdego rodzica, czyli spotkania z ludźmi z balonami (za 25 złotych sztuka), watą cukrową (8 złoty za watę gigant, której i tak nie zjedzą do końca) oraz sprzedawcami plastikowych, grających i świecących mieczy/pająków/bransoletek/rozkładanych piłek (niepotrzebne skreślić). No dobrze, w takim razie, schodząc na ziemię i zaspokajając własną (samokrytyka niniejszym złożona) potrzebę kupowania zabawek, przy lojalnym wsparciu małżonka, postanawiam co następuje: będzie rodzinnie, full wypas, atrakcji co niemiara, a do tego mały prezent. Przecież i tak tego nie zapamiętają... A co Wy planujecie? Łamiecie obietnice czy podejmujecie nowe?

Więcej o:
Komentarze (4)
Dzień Dziecka 2013: prezentów nie będzie. Chyba!
Zaloguj się
  • janka2

    Oceniono 9 razy 5

    Mój starszy ma niespełna 3 lata, córa 2 lata młodsza. Nie widzę żadnego sensu w kupowaniu im czegokolwiek na 1. 06 i przyzwyczajaniu do tego - syn jest kompletnie nieświadomy 'wyjątkowości' tego dnia i pewnie jeszcze przez kilka lat tak zostanie - potem pomyślimy co z tym zrobić, żeby nie dać się zwariować.
    Dziwi mnie natomiast niepomiernie, że wszyscy znajomi już niemowlakom robią prezenty - tak, jakby im czegoś brakowało. Przyznaję, że póki co nie robię dzieciom prezentów ani na święta, ani na urodziny - dostają wtedy tyle badziewia, że ho ho... A to, co chcę żeby miały, i tak im kupuję bez żadnych 'specjalnych' okazji.
    Nie mogę się też nadziwić, ze ludzie naprawdę kupują córkom te tragiczne wampirzyce - czy ktoś się w ogóle zastanawia, czym te dzieci się bawią??? Czy już mózgi są tak wyprane przez TV, że bez cienia refleksji przyjmuje się, że trzeba kupić wszystko, co wcześniej pozwala się dzieciom oglądać???

  • 123k321

    Oceniono 3 razy 3

    Jakbym siebie czytał. Mam nastolatki już i nie ma żadnych prezentów na dzień dziecka. Mogą się nie myc ;) telewizora tez nie ma. Dzieci są zadowolone, bo wolą mieć rodziców, a nie prezenty. Kasy mają dość by sobie kupić cokolwiek, jednak nie kupują, bo nie czują takiej potrzeby.

  • anasz

    Oceniono 5 razy 3

    A ja kupię kilogram pierwszych truskawek, potem razem zrobimy wspaniały deser dla całej rodzinki.

  • kloceklego

    Oceniono 3 razy 1

    jezó

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX