1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Alternatywa dla tradycyjnego związku: razem, ale osobno

Przybywa par, które nie decydują się na wspólne mieszkanie. Czasem wynika to z konieczności, coraz częściej z wyboru. Pytamy psychoterapeutkę, dlaczego niektórzy wolą mieć inne adresy i czy taki związek ma szansę na sukces.
Rutyna bywa zabójcza dla związków, ale jak jej uniknąć? Niektórzy rozwiązania upatrują w utrzymywaniu oddzielnych mieszkań. Czy można jednak tworzyć długoletni, poważny związek bez wspólnego dachu nad głową? Uznawani za udaną parę, Helena Bonham Carter i Tim Burton, mieszkają w sąsiadujących ze sobą domach, mimo że mają razem dwójkę dzieci. Simone de Beauvoir i Jean-Paul Sartre to kolejna sławna para, która mieszkała osobno.

W Polsce oddzielne domy mieli Agnieszka Fitkau-Perepeczko i Marek Perepeczko. Jednak model "razem ale osobno" (nazywany w języku angielskim LAT: "living apart together") to nie tylko fanaberia znanych i bogatych.

Dlaczego nie zawsze chcemy mieszkać razem i czy taki związek ma szansę się udać?

Coraz więcej "LAT-ów"

O tym, że model LAT staje się coraz bardziej popularny w Europie Zachodniej i w Stanach Zjednoczonych, świadczą dane statystyczne: w Wielkiej Brytanii już co 10 osoba decyduje się mieszkać oddzielnie (dane ESRC), w Niemczech żyje tak 14 proc. par (Niemiecki Instytut Badań Gospodarczych), a w Stanach Zjednoczonych oblicza się, że około 3 proc. małżeństw mieszka w oddzielnych domach (UCLA). Niewiadomo dokładnie, ile takich par tworzą Polacy, ale szacuje się, że w naszym kraju także zwiększa się ich liczba, m.in. poprzez emigrację zarobkową. Czasami decyzja o zamieszkaniu osobno jest wymuszona sytuacją ekonomiczną rodziny, ale nierzadko wynika ze świadomego wyboru partnerów.

Osobne adresy nie dla wszystkich

Brytyjska organizacja ESRC uznała, że zjawisko tworzenia związków na odległość zasługuje na dokładniejsze badanie i na jej zlecenie pracownicy Birkbeck University of London, University of Bradford i National Centre for Social Research przepytali 572 osoby pozostające w takich relacjach. Wśród Brytyjczyków pary LAT tworzą już 10 proc. wszystkich związków. W większości są to osoby poniżej 35. roku życia (61 proc.) oraz te pomiędzy 36. a 55. rokiem życia (28 proc.). Tylko 5 proc. z nich tworzy związki małżeńskie, a 30 proc. brytyjskich par mieszkających osobno decyduje się na takie rozwiązanie świadomie, bo przynajmniej jeden z partnerów nie chce wspólnego adresu. Często sytuacja jest wymuszona okolicznościami - z życiowej konieczności na taki model zdecydowało się 19 proc. badanych Brytyjczyków.

W Polsce przybywa par mieszkających osobno, w tym często małżeństw, ze względu na falę emigracji zarobkowej. Nie brakuje jednak osób, zwłaszcza w dużych miastach, które świadomie decydują się na taki model związku, mimo że okoliczności nie wykluczają wspólnego zamieszkania. Utrzymanie związku na odległość nie jest łatwym zadaniem.

Karolina Szczęsna-Czernuszczyk, terapeutka rodzin i par z warszawskiej Pracowni Terapii i Rozwoju, przyznaje, że trafiają do niej pary w kryzysie spowodowanym rozdzieleniem, np. zawodowym. Ich wspólne życie ogranicza się do weekendów, bo w tygodniu mieszkają oddzielnie, najczęściej w innych miastach. Nie wszystkim taka rozłąka wychodzi na dobre. - Podobnie jak w wielu innych sytuacjach, gdy więzi łączące partnerów są silne, taka sytuacja zwykle nie oznacza zagrożenia dla stabilności związku. Jeżeli jednak więzi są nadwątlone, może sprzyjać powstaniu problemów, które w innych okolicznościach wystąpiłyby później lub wcale - twierdzi terapeutka.

Bliskość bywa trudna

W przypadku, w którym decyzja o utrzymaniu oddzielnych adresów jest świadomym wyborem pary, jedną z głównych przyczyn jej podjęcia jest silna potrzeba zachowania niezależności. Taki wybór rodzi jednak wiele pytań ze strony otoczenia: czy oddzielne domy nie są wynikiem strachu przed zawodem i zaangażowaniem? Z psychologicznego punktu widzenia motywacja może być różna - od powielania wzorców z własnego domu, poprzez potrzebę dystansu w relacji z bliską osobą, aż do wątpliwości czy - i jak bardzo - chcemy się w taki związek naprawdę zaangażować. Czasem może to wynikać z kłopotów z bliskością.

- Każdy potrzebuje bliskości, jednak to, jak bardzo chce i może dopuścić do siebie innych jest w dużej mierze zdeterminowane poprzez osobiste doświadczenie - wyjaśnia Karolina Szczęsna-Czernuszczyk. - Takie doświadczenie zdobywa się w kontakcie z pierwszymi ważnymi osobami w naszym życiu, początkowo na ogół z matką. Na początku życia uczymy się jak być w relacji, a potem to z reguły powtarzamy. Jeżeli z mamą było przyjemnie i blisko, to w dorosłej relacji z partnerem dążymy do tego samego. Jeżeli było trudno, też to powtarzamy lub na różne sposoby próbujemy tego uniknąć. Jeżeli był dystans, wówczas staramy się dystansować. Czasami matka oferuje taki rodzaj bliskości, który jest nadmierny, niekiedy nadużywający. Wtedy w dorosłym życiu można przejawiać tendencję do unikania bliskości w obawie przed tym, że będzie zagrażająca - tłumaczy psychoterapeutka.

Kto mi szklankę poda?

Czy w takiej sytuacji można mówić o pełnym zaangażowaniu w związek, a może decyzja o oddzielnych mieszkaniach to przejaw zwykłego wygodnictwa? Chcę być z Tobą, ale tylko czasem? Wśród osób, które wzięły udział w brytyjskim badaniu, tylko 20 proc. spodziewa się, że ich partner zaopiekowałby się nimi, gdyby byli obłożnie chorzy. Ponad połowa wskazała na krewnego jako na osobę, która troszczyłaby się o nich w takiej sytuacji. W badaniu przeprowadzonym wśród tradycyjnych małżeństw, opieki partnera spodziewa się 92 proc. ankietowanych.

Tę kwestię można wykorzystać jako dowód na to, że pary mieszkające oddzielnie z wyboru nie są związkami trwałymi i w pełni zaangażowanymi, jednak Karolina Szczęsna-Czernuszczyk uważa, że należy być ostrożnym w formułowaniu takich sądów: - Wszystko zależy od potrzeb i poziomu ich spełnienia przez partnerów. Jeżeli obojgu taki układ odpowiada, nie widzę powodu, żeby z perspektywy terapeutycznej to kwestionować. Są pary, dla których nadmierna (a dla innych standardowa) bliskość, wyrażona poprzez wspólne zamieszkanie, jest nie do zniesienia. I tak, dla niektórych par taki związek rokuje lepiej, a dla innych oznacza nieuchronne rozstanie. Kluczowe w obu wypadkach jest zadowolenie z sytuacji i zgoda na nią - podkreśla terapeutka.

Dzieci wszystko komplikują

Helena Bonham Carter i Tim Burton, pomimo osobnych sypialni i mieszkań, stawiani są za przykład doskonałych rodziców. Osobno mieszkali też Woody Allen i Mia Farrow, ale wszyscy wiedzą, jak zakończyła się historia tej rodziny - niekoniecznie można ich stawiać za przykład. Jeśli modelujemy związki na podstawie własnych doświadczeń z dzieciństwa, wówczas rodzice, którzy są razem, ale nie chcą mieszkać ze sobą pod jednym dachem, przekazują swoim dzieciom dość niekonwencjonalny obraz rodziny, który może powodować pewne zagubienie w świecie bliskich relacji. Czy mając dzieci można z powodzeniem tworzyć związek typu LAT?

W takiej sytuacji sprawa się znacznie komplikuje - przyznaje Karolina Szczęsna-Czernuszczyk. - Gdy pojawią się dzieci, dobrze byłoby brać pod uwagę nie tylko własne ograniczenia i preferencje, lecz również niejednoznaczne dobro dziecka. Nie jest, jak sądzę, kontrowersyjną teza, że prawidłowemu rozwojowi dziecka sprzyja bliskość obojga rodziców, a także kontakt z rodzicami jako parą. Na ile da się to realizować mieszkając osobno? Myślę, że jest to wyzwanie. Oczywiście rozwiedzeni rodzice także przed nim stają, ale z powodu zupełnie innych ograniczeń - tłumaczy psychoterapeutka.

Za czy przeciw?

To, czy tworzenie stałego związku bez wspólnego adresu może się udać, jest w znacznej mierze uwarunkowane indywidualnymi potrzebami. - Jest to "oferta" dla osób, które potrzebują, dla własnego komfortu psychicznego, większego niż standardowy dystansu w relacji. Jest to też sytuacja adekwatna dla wstępnych etapów związku, bo daje szansę na stopniowe i rozważne wchodzenie w związek - zauważa terapeutka.

Poszukiwanie nowych dróg do tworzenia satysfakcjonujących relacji z drugim człowiekiem wydaje się naturalną reakcją na nietrwałość związków. Model LAT jest jedną z alternatyw, ale czy ma przed sobą przyszłość? - Jeżeli tak, to raczej ze względu na zmiany socjologiczne, cywilizacyjne i kulturowe - uważa Karolina Szczęsna-Czernuszczyk. - Myślę głównie o tym, iż dorośli ludzie obecnie mogą być coraz bardziej samowystarczalni ekonomicznie i społecznie, nie będąc członkiem rodziny. Nie zmienia to jednak faktu, iż emocjonalnie pragniemy bliskości, nawet jeśli z powodu ograniczeń psychologicznych nie zawsze ku temu dążymy - podsumowuje.



Więcej o:
Komentarze (33)
Alternatywa dla tradycyjnego związku: razem, ale osobno
Zaloguj się
  • pinup

    Oceniono 66 razy 34

    osobne mieszkanie przez cale zycie to chyba lekka przesada, ale osobne sypialnie jak najbardziej.

    to najlepszy sposob na zapewnienie sobie prywatnosci, podtrzymanie wzajemnego zainteresowania i dobry sen:) dzieki temu mozna doskonale polaczyc zalety wspolnego zycia z zachowaniem niezaleznosci. mieszkanie z druga osoba jest trudne dla kazdego czlowieka, ktory nie jest mentalnie ameba i zadna milosc tego nie zmienia. KAZDY potrzebuje wlasnej przestrzeni.

  • marrysienka

    Oceniono 77 razy 29

    Uwielbiam zasypiać z moim narzeczonym, uwielbiam brać z nim prysznic. Teraz, kiedy wyjechał bardzo daleko, tęsknię niewyobrażalnie i nie mogę się doczekać, aż wróci. Żaden telefon, skype, maile nie wystarczają.

  • loginyzajete

    Oceniono 100 razy 26

    Sprawdza się. Mój przykład 25 lat razem, szczęśliwi jak nowożeńcy jesteśmy, widzimy się codziennie i razem jesteśmy tylko w weekendy :)) Co ciekawe bardzo szczęśliwe jest również małżeństwo rodziców mojego. Też mieszkają osobno, w innych miastach. Słuchawka rozgrzana do czerwoności. Bardzo im dobrze w ten sposób. Stary wyjechał opiekować się sędziwym dziadkiem i został w mieście dzieciństwa. Nawet jak dziadek umarł. Teraz przyjeżdża tylko na Święta. Matko Mojego mówi, że pogadać sobie mogą i gadają wiele, ale na co dzień stary nie wkurza i vice versa, bo oboje charakterni... Mężowi albo się ufa, albo nawet w jednym mieszkaniu są podejrzenia i chore klimaty.

  • pani_basia

    Oceniono 29 razy 23

    Helena Bonham Carter powiedziała w jakimś wywiadzie, że przyczyna, dla której nie mieszka ze swoim partnerem jest taka: on chrapie! I nie chce tego chrapania leczyć.
    I ja ją rozumiem.
    Oczywiście, zwykle w takiej sytuacji wystarczą osobne pokoje do spania, ale jeśli jedna z osób w związku prowadzi nocny tryb życia, a druga wstaje o świcie (bo musi bądź lubi) to wariant z dwoma mieszkaniami wydaje się bardzo praktyczny,

  • alfalfa

    Oceniono 28 razy 22

    Nie brać ślubu, bezdzietnie, nie mieszkać razem, osobne konta bankowe i zero seksu (aż do okazjonalnego w weekend, albo i wtedy nie). W zasadzie idealny związek.
    A.

  • budhalinka

    Oceniono 41 razy 19

    My z meżem tak mieszkamy. Kupilismy dom na wsi.Ja tu mieszkam, a maż w miescie ze wzgledu na prace.Pomieszkujemy u siebie. Słuchawka tez rozgrzana do czerwonosci.Nie narzekamy.Nie widzę powodu, żeby nie ufać wlasnemu mężowi. Po co mi zwiazek bez wzajemnego zaufania?

  • zewszad_i_znikad

    Oceniono 23 razy 11

    Stawiam na to, że utrzymywanie związku na odległość może być dobrą strategią dla par aseksualnych (TAK. TAKIE OSOBY I PARY ISTNIEJĄ - celowo piszę wołami, bo nietolerancyjnym wobec wszelkiej odmienności trzeba to wbić do głowy) - dla osób, które chcą ze sobą być, a jednocześnie nadmiar bliskości może być dla nich krępujący. Mam różne "starokawalerskie przyzwyczajenia" (jestem kobietą, ale te przyzwyczajenia absolutnie nie są "panieńskie", tylko właśnie kawalerskie :]), których trudno by mi się było wyzbyć, poza tym... abstrahując już od mojej aseksualności, musiałabym być sadystką, żeby sugerować komuś spanie ze mną w jednym łóżku. Ja się do tego absolutnie nie nadaję, ilekroć sytuacja zmusiła mnie i mamę do spania w jednym łóżku (np. omyłkowo pokój jednoosobowy zamiast dwuosobowego na wyjeździe), mama prawie nie była w stanie zmrużyć oka przez moje kręcenie i przewracanie się w łóżku.

  • theorema

    Oceniono 9 razy 7

    jedyną przyczyną, dla której ludzie mieszkają razem w większości kultur świata, są względy ekonomiczne, uwarunkowane historycznie. Dokładając do tego coś, co jeszcze 100 lat temu było normą w wyższych sferach, czyli "kobieta nie pracuje", mamy jasny obraz - po prostu ona nie miałaby gdzie mieszkac. Nawet, gdyby była z bogatego domu, to jej brat dziedziczyłby włości, a nie ona. Pan i władca brał kobietę pod swój dach prosto z domu rodziców. Od kiedy kobiety powszechnie pracują, nie jest już takie oczywiste, kto kogo pod ten dach bierze. Nadal są mężczyźni myślący tradycyjnie, że to oni muszą zapewnic byt, ale są i tacy, co myślą tylko, jak się ustawic u bogatej kobiety. Wszystko się popaprało. Ale na pewno jest to zabawa dla bogatych. I ja, gdybym była bogata, a przede wszystkim miała męża, co mi raczej nie grozi, to też chciałabym mieszkac osobno. Argumenty o tym, "że ma się chłopa na oku", jakoś do mnie nie przemawiają, może dlatego, że znam pary, gdzie jedno i drugie ciągle wyjeżdża i widzą się dosłownie 1-2 dni w miesiącu. Ale mają dzieci, nie zdradzają się, są szczęśliwi, idąc ulicę trzymają się za rękę, a w restauracji za kolano. Można? Można. Nie wiem, czy takim znów wspaniałym spoiwem dla związku jest kłócenie się co rano, że ktoś jeden wlazł na grubsze posiedzenie do łazienki i naśmierdział, jak ktoś drugi miota się przed wyjściem do pracy i musi natychmiast tam wejśc umyc włosy. Nie wiem, czy sprzyja intymnosci, jak facet nakroi sobie gołymi rękami cebuli i czosnku, nażre się potem tego świństwa, leży na kanapie i puszcza bąki, a potem nagle zabiera się za kobietę tymi śmierdzącymi łapskami. Nie wiem, czy wzajemne wypominanie sobie, że ktoś się za długo myje, a ktoś za późno wstaje, albo śpi po południu, a drugi z kolei ciągnie do trzeciej nad ranem -czy to tak bardzo cementuje związek. Czy kłótnie o kaloryfer, bo jeden lubi ciepło, a drugi ciągle by wietrzył, budują dobrą atmosferę? Mnóstwo ludzi wiąże się w pary, choc są kompletnie niedobrani, a przecież to tylko parę spraw. Sporo ludzi jest kłótliwych, lubią po prostu "akcję', ze wszystkich stron słyszę tę "sielankę rodzinną" w bloku. Znam aż jedną parę, która nigdy się nie kłóci i nie obraża i jest idealnie kompatybilna jeśli chodzi o tryb życia. Reszta żyje w ciągłym napięciu, udręce, we własnym domu nie może się zrelaksowac po trudach całego dnia w pracy, często w pracy mają milej, niż w domu, gdzie już czeka obrażony, niezadowolony stwór, albo przychodzi ten stwór i zaczyna się rozliczanie - gdzie obiad, cały dzień w domu siedziałaś. Przy mieszkaniu osobno sprawy są jaśniej postawione, obiad jesz, jak sobie zrobisz, albo jak cię druga połówka zaprosi, ale musisz byc miły, bo nic ci się nie należy na pewno. Ludzie muszą się postarac o siebie i to jest fajne. Ogolic, czystą koszulę włożyc, a nie w przepoconym dresie tydzień łazic i straszyc szorstkim podbródkiem. raz miałam okazję tylko tak"pomieszkiwac" z kimś i to było przerażające, po trzech dniach z szuflady wyłaziły "przepierdziane" dziurawe majtki, z szafy wyjeżdżały kapcie w kratkę, żyletka jakoś się gubiła...a w życiu takiego amanta na co dzień.

  • maja2005

    Oceniono 10 razy 6

    Znam kilka par, które mieszkają nawet w różnych miastach (dzieci mają już odchowane, albo nie mieli wcale) a które są ze sobą ponad 20 lat takiego funkcjonowania i trudno te pary rozdzielić.

    W ich przypadku najpierw był to przymus, bo pojawiła się ciekawa praca, ale tylko przez krótki okres czasu, a potem pojawiły się zalety z życia osobno i wspólnie podjęta świadomie decyzja.

    Ale nie każdy człowiek jest w stanie odnaleźć się w takim związku. Obie strony a zwłaszcza kobiety muszą być bardzo samodzielne i kochać tę samodzielność. Obie strony muszą się w czymś realizować, w pracy, w biznesie, pracy społecznej, w kontaktach koleżeńskich, no i obie strony, muszą być odpowiedzialne i nie mogą być o siebie zazdrosne.

    Moja znajoma i jej mąż pomimo odległości prawie 1000 km zawsze wiedzą, gdzie jest druga strona w danym momencie i czy można w tej chwili do niej/niego zadzwonić. Znają swój rozkład dnia, znają swoje problemy, wiedzą co które ma w lodówce, kto kiedy i ile zapłacił za ratę, co kto kupił, etc. Potrafią ze sobą rozmawiać kilka a nawet kilkanaście razy dziennie. Żyją tak jak się żyje we wspólnym mieszkaniu, tylko daleko od siebie. Jeżdżą do siebie na weekendy, razem spędzają wakacje.
    Znajoma mówi, że teraz jest dopiero normalnie, bo przez telefon trudniej pokłócić się o skarpetki zostawione gdzieś w kącie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX