1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dzieci? Wszędzie, byle nie tutaj! Zakaz!

Odkąd mam dwójkę nieustannie gadających dzieci, doceniam ciszę. Nawet w samochodzie często nie włączam radia, chociaż jeszcze niedawno uważałam, że prowadzenie auta to najlepsza okazja do słuchania płyt. Już nie. Cicho. Ciiii.... Sza. Za to przed moim domem ma być głośno i już!
Niedawno odwiedziłam ciężarną znajomą. Zamknięta zielona przestrzeń starego żoliborskiego podwórka, dużo zieleni. Przyszłam do niej tylko po książkę, nie miałam czasu pogadać, bo spieszyłam się do czekających w domu dzieci. W pośpiechu zdążyłam zachwycić się podwórkiem. - Fajnie będzie miał tu Wasz syn. Ładnie tu - rzuciłam, dając po raz tysięczny upust swojej tęsknocie za przestrzenią do zabawy. - Owszem - odrzekła ona. - Ale sąsiedzi są straszni, krzyczą, nie pozwalają dzieciom tu przebywać.

Co za rozczarowanie! Wychodząc zauważyłam ją. Rzeczywiście wisiała groźnie na ścianie. Kartka: "Zakaz gry w piłkę na terenie posesji". Za rogiem kolejna, gdyby ta umknęła czyjejś uwadze: "Gra w piłkę zabroniona". No jasne, przecież piłka hałasuje, a dorośli nie lubią hałasu. Lubią zieleń, po której nie wolno chodzić ludziom, bo przeznaczona jest dla psów. Dzieci niech chodzą po wykładzinach w domu. Wykładzina być musi, bo bez niej za bardzo tupią, a tego ludzie też nie lubią. Wolą szczekanie.

Miejsce dzieci jest w domu

Oczywiście można zrozumieć, że starszej osobie przeszkadza dźwięk odbijającej sie od cementu piłki. Mnie też drażni. Ale czy zakazałabym tego dzieciakom? Nie. Mieszkamy w mieście. To nasza wspólna przestrzeń, a dzieci nie mają gdzie się bawić. Skwery są publicznymi psimi toaletami, parków jak na lekarstwo, pozostają podwórka, a i to nie zawsze (tu obraz podwórka-studni w starej części pewnego uwielbianego przez wszystkich miasta na południu Polski, byłego podwórza moich dzieci - wylanego cementem, wilgotnego, zastawionego śmierdzącymi koszami na śmieci: witamy w świecie wspomnień). Nawet jeśli jest miejsce przed domem to tam i tak bawić się nie wolno. "Za szkody wyrządzone przez dzieci odpowiadają rodzice"- głosi kartka na klatce schodowej w bloku mojej teściowej. Tak jakbym tego nie wiedziała. Tak jakby nie wiedzieli tego inni ojcowie i inne matki. Ale przecież nie o to tu chodzi. To po prostu zawoalowana forma prostego przekazu: nie lubimy tu dzieci. "Pilnuj swojego bachora, żeby mi się tu nie pałętał. Dzieci w mojej przestrzeni życiowej są niemile widziane. Poszły stąd. Do domu! Do komputerów!"

Wszystkie dzieci nasze są?

Czytałam, że w Wielkiej Brytanii zapytano 2 tys. dzieci w wieku od 7- 16 lat o to, co lubią robić. Okazało się, że najbardziej lubią bawić się z rówieśnikami na dworze - takiej odpowiedzi udzieliło 2/3 ankietowanych. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, przecież wszyscy to kiedyś lubiliśmy. Gorzej, że 80 proc. tych dzieciaków zebrało ochrzan za bawienie się na dworze. Na połowę z nich nawrzeszczano za przebywanie poza domem, a 1/4 grożono przemocą. Aj, nawet ulgę poczułam. To nie tylko Polacy nie lubią dzieci. Kosmpolitycznie sobie ich nie lubimy. Hura!

Czego doświadczali mali Brytyjczycy? Tego samego, czego zapewne doświadczają też mali Polacy - zakazów gry w piłkę, braku zgody na wybudowanie skateparku (mimo zebranych na ten cel pieniędzy i tysiąca podpisów pod petycją). Był też brak zgody na postawienie kosza do gry w koszykówkę, bo sąsiedzi "nie chcieli przyciągać dzieci".

Rodzina na balkonie

O, to zupełnie tak jak moi sąsiedzi! Oni też nie chcieli przyciągać dzieci. Zrobili naprawdę wiele, żeby swój cel osiągnąć. A my przybyliśmy. Rodzina. Jesteśmy. Przestrzeni do zabawy przed domem nie mamy żadnej, stąd moja nieustanna krucjata połączona z tęsknotą: oddajcie miejskim dzieciom zieleń! Mamy za to balkon. I wiecie czego się dowiedziałam? Że nikt tu nie przesiaduje na balkonach, bo tu WSZYSTKO słychać. A naprzeciwko, w tych małych blokach, to w ogóle patologia mieszka. A w tych domkach to my jesteśmy ponad to. W środku siedzimy.

Otóż ja nie jestem ponad to. Mam balkon, na którym wygodnie mieści się cała moja rodzina i chętnie jadam tam posiłki, koloruję z dziećmi, hoduję kwiatki i pietruszkę. Inne balkony pozostają puste. A ta "patologia" z naprzeciwka, ci "gorsi" znaczy się, jak tylko stopniał śnieg, wylegli przed blok. Panowie robią piwko. Panie rozmawiają, czasem zerkając na dzieci. Dzieci! Bawią się przed domem. Grają w piłkę. Słuchają muzyki. Uwaga: wiszą na trzepaku! Zastanawiam się, jakby wkręcić do tego towarzystwa moja dziatwę. chciałabym, żeby też się pobawiła, pograła, posłuchała i pozwisała. Na dworze.

"Haters gonna hate"

A potem się słyszy, że takie aspołeczne te współczesne dzieciaki, że w domach, że przed ekranami, że zachować się nie potrafią, miejsca w autobusie nie ustąpią, dzień dobry nie powiedzą. A właściwie, przepraszam, dlaczego miałyby to robić? Przez całe dzieciństwo słyszały, że przeszkadzają. I że mają sobie pójść. Gdzie indziej. Ale nie tam. I tam też nie. A jak już mają po kilkanaście lat, to w ogóle powinny w domach siedzieć (a z drugiej strony: "Ja w ich wieku miałem prawdziwych kolegów, nie takich z komputera, co za czasy!"). Nastolatki nic tylko się szwendają, na ławkach przesiadują, człowiekowi strach wyjść po zmroku, źle tej młodzieży z oczu patrzy, knuje, w bluzach chodzi, bo to wiadomo, do czego jest zdolna? Mało tego w gazetach piszą? Do domu by poszli, pouczyć się, a nie tak z kolegami się wałęsać.

Trzeba im było kiedyś dać w tę piłkę pograć, może teraz tak by na panią nie patrzyli, pani Czyścicka. Trzeba było nie krzyczeć, że za głośno w piaskownicy się zachowują, panie Iksiński. Może teraz by tę siateczkę po schodach wnieść pomogli. A tak? Dziwią sie im państwo?

Zabieramy dzieciom przestrzeń i beztroskę. Bloki budujemy, pieski wyprowadzamy, złom gromadzimy. Zabieramy im w ten sposób jeszcze coś: wolność, samodzielność, umiejętność budowania relacji z rówieśnikami, szacunek i sympatię do starszych. Nasza wina, wasza wina. Mam nadzieję, że syn moich znajomych da popalić swoim sąsiadom. Drogie dzieci, grajcie w piłkę przed domami, mieszkacie tam. Dzieciństwo ma swoje prawa, trawa jest do chodzenia (czy władze Łazienek kiedyś to zrozumieją?), a dzieci do bycia na dworze. 9 proc. Polaków jawnie deklaruje, że nie chce rodzin z dziećmi za sąsiadów. Na pohybel Wam, rodacy. Tu jesteśmy, tu zostaniemy, tu pozwolimy swoim dzieciom budować fantastyczne wspomnienia z dzieciństwa. Tylko jakoś musimy je wkręcić do tych z bloku naprzeciwko. Tych "gorszych", co to wiedzą, jak żyć w lokalnej społeczności.

Więcej o:
Komentarze (64)
Dzieci? Wszędzie, byle nie tutaj! Zakaz!
Zaloguj się
  • piehemoth

    Oceniono 179 razy 147

    Ja nienawidzę i dzieci i starych ludzi. Młodych też. Wszystkich nienawidzę.

  • czechy11

    Oceniono 210 razy 122

    Teraz z koilei czekam na artykuł o mamusiach i tatusiach terorystkach i terorystach, którzy uważaja, ze ich dzieci sa takie wspaniałe, ze wszytsko moga i moga każdemu wejść na głowę. W Warszawie wytworzyła sie cała grupa takich terorystów, którzy uwazaja, ze dzieci nie obowiązuja normy społeczne, moga one zakłócać spokój i życie wszystkim dookoła. Chodza takie ze swoim nawiedzonymi minami i poczuciem wyzszości przejawiajace się hasłem bo ja jestem matką ty debilu i uwazają, ze zładły wszytskie rozumy. Obecnie kultura osiaga szczyty debilizmu w zakresie szpanowania dziecmi i przelewania na nie sowjego chorego ego i poczucia kompleksów.

  • coco1000

    Oceniono 205 razy 107

    A ja wyłamię się z listy niezadowolonych i dołączę do grona "geriatów" - jak to pięknie ujęła autorka artykułu. Otóż mam 30 lat i średnio mi pasują drące się dzieciory za moim oknem. Wracam z pracy - dość obciążającej co jest normną w dzisiejszych czasach i w swoim mieszkaniu chcę po prostu odpocząć. Piłki przed oknem także sobie raczej nie życzę, może dlatego, że mieszkam na pierwszym piętrze i wolę by nie wpadła mi ona do któregoś z pokojów. Na większych osiedlach są Orliki czy inne miejsca zabaw przeznaczone dla dzieci - mogą się tam bawić. Ale tu pojawia się problem - bo oburzony rodzic musiałby ruszyć się z dzieckiem i w takie miejsce się udać. A po co - skoro dziecko może bawić się za onem a rodzic ma wówczas swięty spokój? Pewnie narażę się jeszcze bardziej - gdy idę do restauracji czy kawiarni - też wybieram miejsca gdzie nie ma dzieci. Ja także mam prawo do spędzania czasu tak jak lubię, w warunkach, które mi odpowiadają. A co do obsranych trawników - właściciele bezwzględnie powinni po swoich psach sprzątać... Gdy widzę, ze ktoś sra mi pod oknem - proponuję woreczek ;).

  • em-chan

    Oceniono 116 razy 76

    Autorka wcale nie lepsza od tych co znaki wywieszają.
    Miasto jest stworzone dla wszystkich, nie tylko dla kochających ciszę emerytów i rodzin z dziećmi, ale i dla tych, co mają psiego przyjaciela. Tak dla przypomnienia.

    Konkluzja ogòlnie jest w Polsce smutna. Ludzie są pełni nienawiści do wszystkiego co jest inne od nich. Emeryci nienawidzą dzieci, rodzice nienawidzą singli, a wszyscy nienawidzą zwierząt. Zero empatii.

    Od jakiegoś czasu mieszkam za grańicą na pięcioletnim blokowisku tuż za granicą miasta. Zaraz za blokami deweloper stworzył place zabaw, boiska do kosza, mikro skatepark, sztuczne jeziorko i wielki trawnik. Tuż obok młodzieży bawią się dzieci, kawałeczek dalej biegają psy a dorośli na kocykach relaksują się w najlepsze. Na jednych z droższych gruntów w europie się dało, w Polsce niet. I nikt nie narzeka, wszyscy pilnują żeby nie przeszkadzać swoim czasem pozostałym, a pozostali mają jakieś zrozumienie że każdy ma prawo do życia. Nie ma znaków zakazu wszystkiego. Żyje się dużo milej.

    Na koniec podkreślę że choć autorka porusza ważny temat to nie wykazuje się niestety tą cechą której oczekuje od innych. Sama żąda pełnego zrozumienia dla potrzeb jej dzieci a nie wykazuje go dla innych ludzi (anty-wykładzinowe oburzenie). Wstyd :(

  • wilczek1968

    Oceniono 118 razy 60

    A może zamiast mieć pretensje do otoczenia trzeba przeprowadzić się na młodsze osiedle, z młodymi rodzinami, pełnego dzieci?
    Tam z pewnością będzie placyk zabaw, będą bawiące się dzieci, będzie ruch i gwar i takie zachowanie będzie normą.
    Pani zaś wprowadza się do starej kamienicy, zamieszkałej przez starsze, spokojne osoby i chce im narzucić styl bycia swoich dzieci. Na tym polegają zasady współżycia społecznego, że mniejszość dopasowuje się do preferencji większości. To pani jest tam nie na miejscu, to pani chce zburzyć ich świat. Im jest dobrze z cichym podwórkiem i trawnikiem dla psów, niech to pani uszanuje.
    Wybierając miejsce zamieszkania nie można kierować się wyłącznie adresem, ale również tym, z kim przyjdzie nam mieszkać pod jednym dachem. Jak się ma żywe dzieci, to trzeba zamieszkać w miejscu, gdzie inni też mają dzieci, dopasować się. Problemy same się wtedy rozwiążą.

  • daghda.irish.pub

    Oceniono 54 razy 38

    Nie mam dzieci i nie wypowiem się na ich temat. Ale mam w domu kota - cicha, ułożona. Jak to kot, czasem lubi się pobawić i pobiegać po domu. Sąsiadce z dołu to przeszkadza... Inna sytuacja: w domu są panele, porzadnie wytłumione a sąsiadka z dołu zaś - że mamy sobie dywany położyć, bo stukamy (kurde, sprawdziłem - po pyskówce, jak to u niej słychać - faktycznie, jak jest grobowa cisza, to coś tam słychać ale jest to tak głuche, że brałbym to za bicie własnego serca...). Nie można mieć otwartego okna bo sąsiadce przeszkadzają normalne odgłosy (żebym to ja miał garkuchnię, gdzie gary latają w powietrzu i twardo ląduja gdzie popadnie...) z mieszkania. Poprzedni sąsiad na dawnym mieszkaniu - też, wymyślał. Przeszkadzała mu woda spuszczana w kiblu albo że ktoś sika o 23.

    Ale weź tu zwróć takiemu uwagę, że robi coś nie tak... polactwo-cebulactwo, kurde. Na starość jest tak zgredziałe, że kłóca się nawet z chodnikiem i wszystko im przeszkadza. Mam nadzieję, że taki nie będę (póki co, hałas mi przeszkadza, no bo po całym dniu w robocie to normalne) ale takie zachowanie do mnie nie przemawia :|

  • adoptowany

    Oceniono 34 razy 30

    powiedzmy sobie prawdę, angielskie dzieci nie sa dyskryminowane przez łaknących ciszy i spokoju sąsiadów. Wiem, bo mieszkam tu od lat i moge stwierdzić ,ze te dzieciaki maja mnostwo swobody i miejsca do brykania. Dzieci maja zorganizowany czas wolny albo przez szkole /mnóstwo zajec pozaszkolnych dla nich/albo przez rodzicow, ktorzy od wspolnego obiadu w restauracji razem wędrują przez atrakcyjne miejsca w okolicy. Natomiast póznym popołudniem dzieciaki bawia sie we własnych posesjach,gdzie rodzice caly czas mają kontrole nad ich zabawą. Inna sprawa,ze dzieci od najmłodszych lat uczone są odpowiedzialności i samokontroli w tym co i kiedy wolno w miejscu publicznym,a co mogą we własnym przydomowym ogrodzie.W polsce jest od zawsze jeden i ten sam kłopot, dzieciaki sa puszczane poza dom 'samopas' bez jakiejkolwiek kontroli ze strony rodziców, ktorzy są szczęsliwi kiedy moga pozbyc sie hałasujących pociech z mieszkania.

  • redyskutantka

    Oceniono 28 razy 28

    A ja pracuję w domu i to pracuję głową. Nie mam innego wyjścia. Potrzebuję ciszy, żeby zarobić na chleb. I sama nikomu tej ciszy nie zakłócam. Nie wiem co jest złego w unikaniu wszechobecnego hałasu. Wiem, że poprawność polityczna nakazuje teraz kochać dzieci i rowerzystów. Ale na świecie są jeszcze inni ludzie.

  • pepperann

    Oceniono 75 razy 27

    Pamiętacie smutny park w "Lecie Muminków"? I wszystkozabraniające tablice? "Zabrania się siadać na trawie" "Zabrania się śmiać i gwizdać"?

    Cieszę się, że mieszkam w "złych blokach". Wprawdzie i u nas wisi wywieszka "Zakaz gry w piłkę", ale nikt go nie przestrzega i nikt nie ma pretensji.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX