1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

"Nie mam ubezpieczenia, prawa do urlopu, a moje dzieci będą pracowały na emerytury dla polityków. O co tu, u licha, chodzi?"

Rodzice na tzw. umowach śmieciowych - jak to jest, gdy masz dziecko i żadnych świadczeń?
Wiele dyskusji dotyczących przyszłości krąży wokół tego, że kobiety rodzą zbyt mało dzieci i na emerytury dzisiejszych trzydziestolatków nie będzie miał kto pracować. Sęk w tym, że dyskurs publiczny wydaje się nie zauważać jeszcze jednej sprawy: wszystko wskazuje na to, że może wcale nie będzie tak źle... bo wielu trzydziestolatków co prawda jest rodzicami, ale emerytura nie będzie im się należeć. Oto wiek XXI - czas umów śmieciowych. Może niezatrudnianie pracowników na zasadach umowy o pracę to sposób na niż demograficzny i ratowanie ZUS-u?

Według danych GUS z ubiegłego roku na umowach czasowych pracuje nawet 3,5 mln Polaków. Panuje przekonanie, że w ten sposób pracują głównie osoby młode, w trakcie studiów lub tuż po nich oraz dorabiający do emerytury ludzie po 60-tce. Tymczasem jest to również rzeczywistość wielu współczesnych rodziców - zapytaliśmy ich, jak to jest być rodzicem pracującym na "śmieciówce".

Polityka prorodzinna to żart!

- Polityka prorodzinna nie istnieje w Polsce, o czym najlepiej świadczy fakt, że można zatrudniać na śmieciowe umowy młodych rodziców - mówi Adam, dziennikarz motoryzacyjny. - Jakby tego było mało, co chwilę są zakusy na nasze 50-procentowe koszty uzyskania przychodu. Ostatnim, który chciał zlikwidować tę ulgę był Donald Tusk, który twierdził, że zna dziennikarzy zarabiających po 35 tys. miesięcznie. Ja znam takich, co tyle zarabiają w rok.

Adam podkreśla, że nie może odkładać niczego na emeryturę, bo po prostu go na to nie stać. Nie ma też urlopów - kiedy nie pracuje, nie zarabia. Jak wyglądają rodzinne wakacje ojca pracującego na "śmieciówce"? - Żona spędza czas z dziećmi, a ja pracuję. Wybieramy tylko miejsca, gdzie jest Internet, żebym mógł pracować. Jeśli nie będę tego robił - nie zarobię i zabraknie na życie, opłaty, mieszkanie czy nowe buty dla dziecka. Często pracuję nocami, żeby jednak coś z tych wakacji mieć. Później jestem niewyspany, ale coś za coś...

Ania, mama dwulatka, mówi: - Mój mąż tłumaczy na umowie śmieciowej w domu. Zarabia dużo więcej ode mnie, ale ja go ubezpieczam zdrowotnie. No i nie ma żadnych składek emerytalnych. Za to opiekował się przez rok naszym synem, pracując jednocześnie. Nie odkłada na emeryturę i pracuje w trakcie wakacji. I ma tego coraz bardziej dość. Od września syn pójdzie do żłobka i mąż pewnie będzie powoli rozglądać się za czymś innym.

Adam dodaje: - Jakiś czas temu chcieliśmy z żoną skorzystać z możliwości zatrudnienia niani. Okazało się, że aby zalegalizować jej pracę na preferencyjnych warunkach, rodzice muszą być zatrudnieni na etat lub ewentualnie umowę-zlecenie - żaden z nich nie może pracować na umowę o dzieło, a to już zakrawa o kpinę! Do tego na każdym kroku słychać, jak to zmniejsza się przyrost naturalny w Polsce... Jaki ma być ten przyrost, skoro ustawodawca nie wie, że spora część nowych rodziców pracuje na "śmieciówkach"?

Macierzyński? Dobre sobie!

Justyna, tłumaczka i lektorka języka angielskiego, opowiada, że gdy zaszła w ciążę, przystąpiła do dobrowolnego ubezpieczenia zdrowotnego. Opłacała składki przez kilka lat, a ubezpieczenie obejmowało całą rodzinę, bo mąż również pracował na podstawie umowy o dzieło. - Nie dało się inaczej. Z zazdrością patrzyłam na koleżanki, którym przysługiwał urlop macierzyński. Sama przepracowałam pięć lat w szkole językowej - na umowie o dzieło, oczywiście, mimo że pracowałam w jednym miejscu, miałam ustalony grafik... To powinno być nielegalne! Zresztą szkoły językowe prawie nigdy nie zatrudniają na etat... Najczęściej każą zakładać własną działalność gospodarczą, a ta forma samozatrudnienia też jest średnio przyjazna młodym matkom... Zwłaszcza, że w wakacje się nie pracuje, a trzeba mieć ciągłość w opłacaniu składek na chorobowe, inaczej przepadają...

Spirala zadłużania

Najtrudniejsze w wolnych zawodach i wśród osób pracujących na umowy o dzieło czy umowy-zlecenia jest to, że zarobki różnią się z miesiąca na miesiąc. Jacek, montażysta jednej z prywatnych stacji telewizyjnych w Polsce, mówi: - Najgorsze w umowach śmieciowych jest to, że przychody z ich tytułu są często nierównomierne. Tzn. w okresie produkcyjnym zarabiamy, a potem przychodzi przerwa, za którą pracodawca łaskawie płaci nam "postojowe" w wysokości tysiąca złotych. Co to oznacza? Niekończącą się spiralę zadłużania i spłacania kart kredytowych, debetów i pożyczek od rodziny, bez szans na odłożenie na przyszłość, nie mówiąc o ZUS-ach, itp.

Justyna, prowadząc rozważania o sytuacji swojej i męża - oboje przez długi czas na "śmieciówkach", ona właśnie zaczęła pracę na etat, ale na czas określony, on wciąż na umowie o dzieło, dwójka małych dzieci, poniżej piątego roku życia - stwierdza: "W tym wszystkim może fajne jest to, że nie wpakowaliśmy się dzięki temu w kredyt we frankach - śmieje się. - Ale tak naprawdę to bzdura. Zepsuła ci się pralka? Nie kupisz jej na raty, musisz od razu wyłożyć tysiaka albo obciążyć kartę. Nie masz gotówki, to nie kupisz samochodu, telewizora czy nawet roweru. Kredytu przecież nikt ci nie da, a łatwiej wydać 200 złotych miesięcznie niż od razu 2 tysiące...

Rodzice pracujący na umowach o dzieło boją się też o szansę na dostanie się dziecka do państwowego przedszkola. - W Krakowie, gdy moje dziecko szło do przedszkola, trzeba było przynieść zaświadczenie z pracy obojga rodziców, o tym, że mają zatrudnienie. Nie przespałam kilku nocy ze stresu. Co miałam zanieść do przedszkola? Nasze śmieciówki? Na szczęście nasi pracodawcy napisali nam oświadczenia, że jesteśmy stałymi współpracownikami i to wystarczyło, ale co się namartwiłam - to moje. Teraz często wystarcza samo rozliczenie roczne z urzędem skarbowym - to ma sens, przecież płacę podatki!

Umowa o dzieło to prezent od losu!

Joanna pracuje w wydawnictwie, w oparciu o umowę o dzieło. Należy do mniejszości "śmieciowych rodziców", bo jest zadowolona i sama chciała pracować na takich warunkach - akurat z końcem pierwszego urlopu macierzyńskiego wygasł jej stosunek o pracę z innym pracodawcą, a nowa oferta pojawiła się w dobrym momencie: - Nie chciałam oddać dziewczyn do żłobka - tłumaczy, - zresztą kto by mi ciągle siedział z chorymi dziećmi? Nie mam nikogo w Warszawie. Niania? To się już robi taka kasa, że nie opłaca się w sumie wracać na etat. No i chciałam być z nimi w domu przez jakiś czas, więc praca na umowę o dzieło to jakiś nieprzewidziany prezent od losu, o którym nie myślałam, jak podjęłam decyzję o wychowawczym - tak wyszło.

Jak tu zakładać rodziny?

Wojciech Orliński, dziennikarz "Gazety Wyborczej", napisał na swoim blogu krytyczny post o umowach śmieciowych: "(...) Pracodawca proponując taką umowę pokazuje pracownikowi, że traktuje go nie jak cenny kapitał ludzki, tylko jak śmiecia. Pracownik byłby w tej sytuacji szalony, gdyby swoje śmieciowe zatrudnienie traktował serio - powinien raczej odwalać byle jaką chałturę i szukać lepszej oferty gdzie indziej.

(...)W ostateczności za śmieciowe umowy zapłaci społeczeństwo, bo zaludniać je będą śmieciowi obywatele - pozbawieni ustawowego prawa do rozwoju i wypoczynku, nie mający czasu ani środków na czytanie książek czy chodzenie do kina. Życie społeczne zastąpi im sport i plotki o celebrytach. To się przecież już dzieje.

W szerszej perspektywie umowy śmieciowe są więc marnowaniem ogólnospołecznego kapitału ludzkiego dla krótkoterminowego zysku pracodawcy. Płacimy za to wszyscy, także szczęśliwcy na legalnych etatach - bo marnowanie kapitału ludzkiego uderza w całe społeczeństwo. Jak ludzie pracujący na śmieciówkach mają choćby zakładać rodziny?"

Moje dzieci będą pracować na innych

O prorodzinnej polityce rządu rodzice zatrudnieni w oparciu o śmieciowe umowy mogliby rozprawiać godzinami. Justyna po prostu nie rozumie, że ustawodawcy pozwalają na powszechne zatrudnianie ludzi na takich zasadach. Z kolei Iza, dokumentalistka w jednym z telewizyjnych programów, mówi z przekąsem: - Nie mam ubezpieczenia zdrowotnego, nie płacę ZUS-u, nie mam prawa do urlopu, nie mogę pobierać zasiłku dla bezrobotnych, a dwójkę dzieci, które będą pracowały na emerytury dla naszych polityków, dałam Polsce. O co tu, u licha, chodzi? - pyta retorycznie.

Wojciech Orliński kończy swój blogowy wpis tymi słowy: "Przeciwnicy tego określenia ("umowy śmieciowe" - przyp. red.) apelują o nieużywanie go, bo to określenie nie jest neutralne. Piętnuje i stygmatyzuje tę formę zatrudnienia. Otóż z przyczyn wyłożonych powyżej, zamierzam je piętnować i stygmatyzować, bo umowy śmieciowe na nic innego nie zasługują."

Absolutna większość znanych mi rodziców pracujących w oparciu o umowy śmieciowe - zwane ładnie "umowami cywilnoprawnymi" - zgodziłaby się z Orlińskim. I nadal będą pracować bez możliwości odkładania pieniędzy na emerytury (bo nierównomierne wynagrodzenie nie pozwala na oszczędności), bez możliwości wzięcia kredytu (co oczywiście może wyjść im na korzyść, nawet jeśli nie kupią sobie pralki - mogą prać ubrania rodziny u teściów) i bez prawa do wypoczynku.

Ich dzieci z kolei będą w przyszłości pracować na emerytury tych szczęśliwców, którzy teraz mają etaty i wspomagać swoich, pozbawionych środków do życia, starych rodziców. Tylko dlatego, że prawo pozwala na taką formę zatrudnienia. Chyba, że "śmieciowi rodzice" rzeczywiście zarabiają przynajmniej 35 tysięcy miesięcznie i odkładają pieniądze na przyszłość. W takim razie - przepraszam. Da się być rodzicem na umowie śmieciowej - to pewne. Ale nie jest to ani łatwe, ani przyjemne, a już z pewnością nie jest pożądane.

Więcej o:
Komentarze (82)
"Nie mam ubezpieczenia, prawa do urlopu, a moje dzieci będą pracowały na emerytury dla polityków. O co tu, u licha, chodzi?"
Zaloguj się
  • pisonyou

    Oceniono 311 razy 309

    Gazeta.pl proponuje bezpłatny staż......na który przeprowadza rekrutację jak do google...hehe..

    więc nie wiem, jak może ta sama gazeta w ogóle negować jakiekolwiek umowy...nawet śmieciowe, kiedy sami liczą na WOLONTARIUSZY

  • jam-agru

    Oceniono 180 razy 164

    W czerwcu zwolniono mnie z pracy, bo szef musiał wykroić miejsce dla dziewczyny wracającej z macierzyńskiego. Nie wiem, jak utrzymam siebie i dziecko - ale to nieistotne, jest na świecie, więc możemy iść choćby pod płot. Polityka prorodzinna, jeśli nawet istnieje, ogranicza się do urodzenia. Ze starszym dzieckiem można już zdychać z głodu.

  • dk7000

    Oceniono 113 razy 107

    Oj to fakt, jeszcze pamiętam parę lat temu na tym portalu zachwalnie "elastyczności" jako wspaniałym elemencie polityki prorodzinnej, teraz nikt nie chce być matką tego wątpliwego "sukcesu". Tu zresztą i tak opisuje się dosyć uprzywilejowanych rodziców, co maja powiedzieć pracujących na smieciówkach zwykli pracownicy fabryk czy biur pracujący po 10h dziennie za 1200-1500 na rękę. Oni już nie popracują na wakacjach, nawet jak by bardzo chcieli. Tłumacz nawet w czasie grypy coś tam może zarobić, zwykły praconik na śmieciówce co najwyżej może pracę stracić.

  • rutek75

    Oceniono 119 razy 107

    aaaaaaaaaaaaaa Nie kto inny tylko Gazeta wspierała elastyczne formy zatrudnienia. Kryzys, opóźnienia spowodowane latami gospodarki socjalistycznej kazały nam pracować więcej i więcej. Krótkowzroczność tzw. biznesmenów, polityków i tzw. dziennikarzy w dwóch ostatnich dekadach doprowadziła nas do tego, że mamy największy odsetek w Europie ludzi na umowach śmieciowych. Ale co tam! Zielona wyspa! Tylko ja pie... taką wyspę gdzie dzieci widuję tylko wtedy kiedy już, albo jeszcze śpią!

  • fantastic_maru

    Oceniono 108 razy 92

    Sama prawda - rząd prowadzi politykę antyrodzinną, w myśl której nam, młodym nic się nie należy. A dodatkowo sami Polacy mają dużą dozę okrucieństwa we krwi i menedżerowie czują tylko potrzebę dowartościowywania się niższą pozycją swoich pracowników. Nie dbają o ich rozwój, nie dbają o ich finansowe zabezpieczenie. W firmach jest to, co dzieje się przy kasie w markecie czy na stacji czy w restauracji - wyżywanie frustracji i ciągłe dowartościowywanie siebie przez pomiatanie innymi ludźmi. Dlatego też u nas są tylko montownie i BPO - bo sami Polacy potrafią podcinać sobie wzajemnie skrzydła i uniemożliwiać dojście do czegokolwiek. Nie ma wspólnoty, nie ma myślenia w kategoriach społeczeństwa, że to, co osiągnie inny, przyniesie nam też pośrednio korzyści. Że doskonały i zadowolony zespół przyniesie menedżerowi korzyści w postaci rozwoju firmy, że zadowolony pracownik jest kreatywny i coś na pewno we współpracy z innymi wymyśli, żeby jego firma miała lepiej, bo przecież w niej pracuje i będzie mógł się pochwalić jej osiągnięciami. Przeciętny polski menedżer myśli w innych kategoriach - że jego ferrari i willa dobrze się prezentują na tle ubranych w ciucholandy podwładnych - bo widać, że "on jest lepszy". A tego, że jego firma ponosi straty, bo ciągle musi szkolić nowych pracowników, że jest mniej konkurencyjna na rynku, bo jej pracownikom nie chce się za grosze dawać z siebie wszystko, albo już są oni tak wypaleni problemami, że po prostu tego nie potrafią i tylko myślą o tym, żeby znaleźć inną pracę, tego już nie widzi.

    A my naprawdę chcielibyśmy stabilizacji i żeby nie powiedzieć normalności, a nie ciągłej walki o byt. Smutna prawda, ale wątpię, że kiedykolwiek tak tutaj będzie.

  • didja

    Oceniono 53 razy 47

    Proponowałabym doprecyzować, co nazywamy umową śmieciową. Bo dla mnie śmieciówka to umowa zawierana z osobą, która świadczy pracę na identycznych zasadach jak pracownik etatowy, ale zamiast praw wynikających z kodeksu pracy ma jakieś świadczenia umowopodobne. Czyli dla mnie na umowie śmieciowej jest kasjerka w markecie, która jest związana z jednym pracodawcą, pracuje na jego sprzęcie, w jego lokalu, pracuje w trybie czasowym regulowanym kodeksem, tylko podpisuje umowę na niekorzystnych warunkach - jakieś zlecenia na 3/4 etatu plus nadgodziny, za 6 zł/h, co daje jej na rękę może i te 1200 miesięcznie, ale z urlopem średnio, chorobowe wcale albo średnio, nie dorobi, nie ustala sama czasu pracy
    itd. A już kompletnym łamaniem prawa, a podobno nie jest to rzadkie, jest podpisywanie umów o dzieło na sprzątanie itp. usługi. To przez takich !@#$% robi się zakusy na tzw. uzysk w prawdziwych umowach o dzieło.

    Czyli umowa śmieciowa to normalne świadczenie pracy etatowej na zasadach etatowych ochłapów.

    Natomiast przykład tłumacza czy dziennikarza jest bzdurny. Umowa twórcza (wydawnicza, licencyjna, o dzieło) NIE JEST umową śmieciową. To jest formalnie bardzo dobra umowa. Twórca wykonuje pewną pracę. Oczywiście, ma terminy, ale to nie jest termin z dnia na dzień, zwykle od kilku tygodni do kilku miesięcy. I twórca sam sobie reguluje, kiedy i z jaką intensywnością będzie pracował. Potrzebuje dwóch tygodni wolnego? To dwa wcześniejsze zapycha po 12 godzin, ale potem się byczy. Ma jakieś problemy i nie może poświęcić się pracy? Zrobi to kiedy indziej. Potrzebuję kilku dni na sprawy urzędowe? To będzie pracował od 20.00 do 2.00 w nocy.

    Ubezpieczenie? Jak mówił klasyk - po pierwsze primo w "dziełówkach" ma się wolność. Popatrzcie: ktoś na etacie zarabia 3000 brutto, na rękę ok. 2100. Emerytury i tak dostanie (o ile!) z 1000 zł i nie wie, kiedy. Dwa lata temu pracownica wiedziała, że może pójść na nią nawet w wieku 55 lat, a 60 - to norma. Dziś wie, że przed 67 r.ż. nie ma mowy. Czyli w dwa lata jej emerytura oddaliła się o 7-12 lat. Ale czy to koniec przesuwania terminu? Jeśli pechowo umrze przed wiekiem emerytalnym - cała kasa przepada. A i tak ją rząd szantażuje, że jak nie urodzi 5-tki dzieciaków, to figę dostanie, a nie emeryturę.

    Ale pracodawca ponosi koszty pozapłacowe. Czyli utrzymanie pracownika kosztuje go jakieś 4500 zł. Plus ewentualne zastępstwa na chorobowym itp. Powiedzmy - 5000 miesięcznie. A pracownik ma 40% z tego.

    Tymczasem na umowie o dzieło - taki tłumacz czy redaktor umawia się na 4000 brutto za te same obowiązki. Pracodawca zadowolony, bo ma taniej i odpada odpowiedzialność za pracownika. Wykonawca zapłaci podatku (uwaga, upraszczam teraz!) 360 zł, czyli ma ponad 3600 zł. Zapłaci sobie ubezpieczenie zdrowotne, dokupi sobie pakiet medyczny prywatny i ma jeszcze jakieś 3200 zł. Odłoży 500 zł na fundusz inwestycyjny (tudzież jakieś insze IKZE, co tam akurat będzie bezpieczne i opłacalne). Tak na szybko wrzuciłam w kalkulator oszczędzania - 30 lat po 500 zł plus na bezpieczne 2% (to chyba nie jest nierealne) i wypłacanie przez 15 lat (średni czas pobierania emerytury) daje w uproszczeniu 2000 zł. Dwa razy więcej niż emerytura z etatu. A jeszcze ma co miesiąc kilkaset złotych więcej, co np. może przeznaczyć na ratę za mieszkanie (malutkie albo na większą ratę niż przy etacie). Tak, upraszczam, ale generalnie dyskusja o śmieciówkach jest jednym wielkim uproszczeniem.

    Po drugie primo: ww. przykład nie do końca jest reprezentatywny, bo prawdziwy twórca nie pracuje dla jednego zleceniodawcy. Często współpracuje z innymi twórcami, od innych etapów projektu. Może więc prowadzić jednocześnie kilka zleceń, a wtedy ma jeszcze lepsze warunki.

  • rossonero9

    Oceniono 66 razy 34

    aa i wyższe emerytury dla sbeków ,ubeków ,jaruzelskich .. bo 6 -9 tysięcy złotych to zbyt mało...
    by szyło się lepi..fszystkim

  • rutek75

    Oceniono 42 razy 34

    Nie kto inny tylko Gazeta wspierała elastyczne formy zatrudnienia. Kryzys, opóźnienia spowodowane latami gospodarki socjalistycznej. Krótkowzroczność tzw. biznesmenów, polityków i tzw. dziennikarzy w dwóch ostatnich dekadach doprowadziła nas do tego, że mamy największy odsetek w Europie ludzi na umowach śmieciowych. Ale co tam! Zielona wyspa! Tylko ja pie... taką wyspę gdzie widuję tylko wtedy kiedy już, albo jeszcze śpią!

  • kandelabre

    Oceniono 15 razy 13

    Nie odróżnia się tu dwóch rzeczy - w artykule za "narzekaczy" robią przedstawiciele wolnych zawodów - dziennikarz, tłumacz, twórca filmowy, którzy właśnie WYKONUJĄ dzieła i zlecenia, więc o co ten krzyk? Siedzicie w domu, nie musicie przejmować się dziecięcymi chorobami i brakiem żłobków itd., nikt nie stoi nad Wami z batem i nie każe pracować po 8 godzin dziennie od 8 do 16 - wiem o czym mówię, bo jestem grafikiem i też zdarzały mi się takie etapy w życiu (np. zaraz po studiach siedziałem z dzieckiem w domu i pracowałem na zlecenie za 700 złotych miesięcznie).
    Druga sprawa to ludzie, którzy mając umowę cywilnoprawną pracują de facto na etacie - muszą stawiać się u pracodawcy codziennie i odbębniać swoją ósemkę - tylko że w tym przypadku jest to złamanie prawa i podpada pod sąd. Ja wiem, że sądzenie się z pracodawcą to jak kopanie się z koniem, ale jeszcze raz zaznaczam - umowy cywilnoprawne nie oznaczają z automatu wyzysku, a jeśli faktycznie są wyzyskiem, to są niezgodne z prawem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX