1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

?Siusiu"! Następnym razem, kiedy twoje dziecko zawoła tak na spacerze...

W ocenie rodziców małych dzieci kwestia czasu w dotarciu do ustronnego miejsca, w którym nienoszący pieluszki maluch może się załatwić, jest kluczowa. Jakie zasady obowiązują na łonie przyrody, a jakie w mieście? Czy możemy dostać mandat? Przeczytajcie, co mówią inni rodzice!
Instrukcja obsługi niemowlaka jest dość prosta - wiemy, jakich akcesoriów potrzebujemy i - z większym lub mniejszym powodzeniem - używamy ich przez pierwszy rok życia naszego dziecka. O ile pewne przedmioty porzucamy wcześniej, niektóre mogą nam towarzyszyć nawet przez kilka lat. Taki smoczek na przykład - niełatwo go zabrać uzależnionemu od ssania malcowi. Albo pieluszka.... Tak, pielucha to prawdziwie poważny temat! Jednorazowa odmieniła oblicze macierzyństwa, zdejmując z niego znaczną część stygmatu umęczenia. A jednak nie oszukujmy się: moment rozstania musi nadejść. Kiedy twoje dziecko pożegna pieluszki, wyjścia z domu staną się trochę bardziej skomplikowane, przynajmniej na początku. Jak inni rodzice radzą sobie poza domem?

Do utraty tchu: byle do drzewka!

Dla niektórych z nas odpieluchowanie dziecka to wyczekiwana chwila - ulga dla domowego budżetu i koniec, mniej lub bardziej zawoalowanych, aluzji babć ("Ty w jej wieku już od dawna robiłaś siusiu do nocnika!"). Są jednak wśród nas tacy, których myśl o bieganiu ze ścierką podczas nauki czystości nie napawa szczególnym entuzjazmem oraz tacy, którzy chcieliby, żeby ich dziecko pieluszki nosiło jak najdłużej. Dlaczego? Bo pieluchy są wygodne, zwłaszcza, kiedy przebywamy z dzieckiem poza domem.

Ale dobrze, oto nadszedł ten dzień. Nasze dziecko, ubrane w bawełniane majteczki, pomyka radośnie w dół parkowej ścieżki, ptaszki ćwierkają, słonko świeci.... "Mamaaaa, siiiikuuuuu!!!!". Pełna mobilizacja, szybka ocena otoczenia i bieg z przeszkodami do najbliższego odpowiedniego okazu flory.

Ania ma dwuletniego syna, Alka, który nie jest w stanie długo poczekać aż mama znajdzie odpowiednią toaletę. - Jestem przygotowana na atak, za każdym razem, jak "odsikuję" Alka. Ale myślę sobie wtedy, że to o wiele estetyczniejsze niż to, co robią psy: i wsiąka, i nie widać, w przeciwieństwie do zalegających wokół psich min! Mam zamiar wykrzyczeć to w razie słownego ataku. Ale do tej pory nikt nie wyrażał protestów. Zawsze wybieramy miejsce na uboczu, pod krzaczkiem, pod płotem, na trawniku.

Wolę krzaki od toitoia!

W idealnym świecie przy każdym placu zabaw powinna stać przestronna, jasna i pachnąca toaleta dla maluchów. To samo dotyczy właściwie każdej przestrzeni, w której znajdujemy się akurat z dzieckiem. Taki czarodziejski, czysty i duży toi toi, pojawiający się na żądanie dziecka w potrzebie. -Myślę, że "odsikiwać" dziecko należy w najbardziej dyskretnym i najmniej przeszkadzającym miejscu w okolicy. Świetnie byłoby, gdyby to była czysta toaleta blisko każdego placu zabaw. Niestety, takich miejsc brakuje, a czasem jak są to... brrr. Ostatnio prawie zwymiotowałam, jak weszłam z Hanią do toi toia przy takim placu! Nigdy więcej, wolę krzaki! - mówi Marta, mama 3,5-rocznej Hani oraz prawie 5-letniej Marysi.

- Mam obiekcje, pilnuję, żeby Ania załatwiła się przed wyjściem z domu, ale jak miałaby się zsikać w majty, znalazłabym coś ustronnego - twierdzi Asia, mama 4-letniej Ani. - Moja córka nienawidzi obcych toalet do tego stopnia, że jak była mniejsza, jeździł z nami nocnik w samochodzie. Tak czy siak, według Anki najgorsze miejsce pod chmurką jest i tak lepsze od najlepszej obcej toalety.

Miejsko i gastronomicznie

Spacerujecie jedną z głównych ulic miasta albo błądzicie wśród wąskich uliczek uroczej starówki, w tyle głowy kołacze myśl: "Żeby tylko teraz nie zachciało jej się siku!"... I jak na komendę, wasze dziecko musi - już teraz, natychmiast! Karolina, mama 4,5-letniego Franka i półotrarocznej Zosi, trafia w sedno: - Ostatnio wiele razy byłam w rozterce "co, gdzie i kiedy wolno, a kiedy nie". Ale w tym temacie z rozterkami kiepsko, bo trzeba działać szybko. Najgorzej w mieście, gdzie nie ma krzaków - u nas w wtedy w pierwszej kolejności wszelakie fast foody, a jak nie ma, to na trawniku - pod krzak, drzewko, żywopłot. Ze znacznym dyskomfortem z mojej strony, niestety. I w oczekiwaniu gromów ze strony przechodzących. Choć myślę sobie, że ci, co kiedykolwiek mieli własne małe dzieci, nie powiedzą nic w takich okolicznościach.

Marta nie ma problemu z wejściem do restauracji, żeby jej dziecko mogło skorzystać z ubikacji. - Wchodzę tam, chociaż chętniej do jakiegoś fast foodu, gdzie dużo ludzi, itd. Jeśli widzę jakieś nieprzyjazne spojrzenie, to pytam, czy mogę skorzystać i czy mam coś zapłacić. Jeśli idę do małej kawiarni, to czuję się zobowiązana kupić cokolwiek, chociaż 2 herbatniki. Ale generalnie nie mam z tym problemu, bo stosuję w tych sprawach zasadę "niech się wstydzi ten kto widzi". - Problem ma za to Joanna: - Ania ryczy, że musi siku, ja się płaszczę i błagam, żeby nas wpuścili do wc (np. w restauracji albo w hipermarkecie), a ona widzi ten, za przeproszeniem, kibel i nie można jej zmusić, żeby z niego skorzystała.

Plażowe potrzeby

Miejscem, które oddziałuje na stopień dyskomfortu rodziców odpieluchowanych maluchów równie mocno co miasto, jest plaża. Jak rozwiązać ten niecierpiący zwłoki problem? Wielu rodziców wybiera w krytycznych momentach wydmy lub lasek, ale nie czuje się z tym rozwiązaniem komfortowo. Jedna z mam opowiadała mi zdegustowana o tym, jak pewien ojciec pozwalał swojemu dziecku sikać tuż przy ręczniku, w pobliżu innych bawiących się w piasku dzieci. Wiadomo, że trudno pochwalać takie zachowania, ale gdzie powinniśmy się udać z dzieckiem w nagłej potrzebie? Ciekawe wyjście proponuje Renata, której córki (5 i 3 l.) od zawsze sikają na plaży do wiaderka. Z kolei inna mama poleca na forum internetowym przenośne, składane nocniki, które nie zajmują dużo miejsca, składają się z plastikowej części, do której wkłada się plastikową torebkę - a kiedy dziecko się załatwi, związujemy woreczek i po kłopocie!

Najczarniejsze scenariusze

Istnieją sytuacje, których zestresowani rodzice boja się najbardziej w kontekście pojawiającej się znienacka potrzeby fizjologicznej dziecka. Weźmy na przykład taką kupę - co zrobić, gdy dziecko nie może wytrzymać? Marta mówi, że gdy jej córki były młodsze, bywała w takich sytuacjach: - Potrafiło im się zachcieć nagle, w miejscu całkiem nieprzyjaznym takim akcjom, z daleka od jakiejkolwiek toalety, knajpy - zawsze to sprzątałam, jak po psie.

Innym mocno krytycznym momentem, w których znienacka pojawia się problem skorzystania z toalety, jest podróż samochodem. Jeśli pędzimy akurat autostradą, bez żadnych parkingów i stacji benzynowych w zasięgu wzroku i obawiamy się, że nasze dziecko może zażądać natychmiastowego zatrzymania pojazdu - na pewno tak się właśnie stanie. Prawo Murphy'ego, drodzy rodzice. Niektórzy wożą ze sobą na wszelki wypadek nocnik - zawsze to łatwiejsze niż awaryjne wysadzanie przy trasie. I bez wątpienia bezpieczniejsze, zakładając oczywiście, że nie jesteśmy jedynymi dorosłymi w samochodzie....



Czy za to należy się mandat?

Oprócz obawy o to, że ktoś postronny zwróci nam uwagę, że pozwalanie dziecku na załatwianie swoich potrzeb w miejscu publicznym jest niestosowne, wielu rodziców zastanawia się czy grozi im za to mandat. Zwróciłam się z prośbą o komentarz w tej sprawie do warszawskiej straży miejskiej i uzyskałam odpowiedź, która powinna ukoić sumienia praworządnych obywateli z dziećmi: - Nie ma obecnie artykułu w Kodeksie Wykroczeń, na podstawie którego strażnicy mieliby podstawę do interwencji wobec rodzica, który w miejscy publicznym (park, plac zabaw, ulica, brama ) "odsikuje" dziecko. Wykroczenie powstaje w chwili, gdy młodociany załatwiający potrzebę fizjologiczną ma ukończone 17 lat - art. 145, 140, 51 § 1 KW. W innym przypadku strażnicy mogą jedynie zwrócić uwagę by matka, po uzyskaniu informacji od pociechy , że "chce siusiu", pozwoliła dziecku na realizację powyższego w miejscu ustronnym. Jest to sytuacja "życiowa", nie dająca się przewidzieć w kontekście czasu i dlatego strażnicy powinni zachować się wyrozumiale. Wszystko opiera się o zdrowy rozsądek i kulturę osobistą rodzica - podsumowuje wyrozumiale Katarzyna Dobrowolska z Referatu Prasowego Straży Miejskiej m.st. Warszawy .

Czaić się czy nie?

Dobrze, wiemy już, że w mieście możemy udać się do restauracji oraz że rodzice chętniej wybierają sieci fast foodów niż eleganckie lokale. Dowiedzieliśmy, że na plaży możemy się wspomóc wiaderkiem albo specjalnym turystycznym nocnikiem. Uspokoiliśmy się wiedząc, że nawet strażnicy miejscy są wyrozumiali wobec rodziców dzieci sikających w miejscach publicznych. Ale pewien dyskomfort pozostaje, prawda? Przede wszystkim ten, że ktoś zwróci nam uwagę... Gosia, mama dwulatka, komentuje to następująco: - Wydaje mi się, że każdy normalny człowiek wie, że żadne dziecko w tym wieku nie jest w stanie wytrzymać za długo bez siusiania, więc są świadomi tego, że jak nie ma toalety w pobliżu, to trzeba dziecko gdzieś wysadzić.

- Myślę, że częściowo jest to szerszy problem - podsumowuje dyskusję Marta. - Problem braku publicznych toalet w naszym kraju. Bo często ich nie ma albo są takie (toi toi), że nie chce się z nich skorzystać. Jednak nadal odstajemy w stosunku do krajów zachodnich. Oczywiście nie tylko o to chodzi - małe dziecko często nie wytrzyma 7 minut i jak woła siku, to trzeba się zorganizować w 45 sekund.

Z kolei Marysia, mama dwójki chłopców w wieku bezpieluszkowym i jednego niemowlęcia, postanawia dorzucić jeszcze jeden temat do rozważań - A co z cmentarzem? Na Powązkach trzeba biec przez cały cmentarz i jak jest awaria, to co lepiej ? Na mur czy na drzewo?

No właśnie, drogie mamy i ojcowie, co lepiej? Jak wy radzicie sobie z tym tematem? Czy siusianie pod chmurką wprawia was w zakłopotanie?



Więcej o:
Komentarze (78)
?Siusiu"! Następnym razem, kiedy twoje dziecko zawoła tak na spacerze...
Zaloguj się
  • gshegosh81

    Oceniono 169 razy 121

    Jasne, las, park, daleko do kibla -- dziecko nie wytrzyma 10 minut, niech sika pod drzewem.
    Ale jak moje sąsiadki szczają dziećmi pod płotem 2 metry od piaskownicy, bo jest im ciężko zabrać dziecko z placu pod blokiem do kibla w domu, gdzie to jest 20 metrów i 3 piętra windą, to już jest przesada.

  • fomica

    Oceniono 69 razy 61

    W Polsce jest dramat w kwestii ilości i dostepności toalet publicznych. Nie powiem, że "w porównaniu z innymi krajami", bo sa owszem miejsca na świecie gdzie organizacja jest mądra i wygodna (i bezpłatna!) ale są i takie gdzie jest jeszcze większy dramat.
    Potrzeby fizjologiczne to nie jest cos czego można się "oduczyć", wstrzymac, nie okazywac. Zawszy były, są i będą. Nie sa objawem złego wychowania, chamstwa, głupoty jak niektórzy próbuja inteligentnie analizować "trzeba było nie pić, trzeba było nie jeśc, trzeba było nie wychodzić z domu". No ludzie, litości.
    Zreszta nie jest to tylko problem dzieci, dorośli tez potrzebują sikać. Najgorzej maja osoby starsze, z racji róznych schorzeń mający problemy z trzymaniem moczu, a odsikanie sie pod drzewkiem budzi znacznie więcej oburzenia niż u przedszkolaków.
    Jedyne rozwiązanie to budowanie, montowanie dostepnych, czystych toalet. To jest koszt dla gminy, ale tego sie nie przeskoczy - nie da się tej sprawy inaczej rozwiązać.

  • szary_user

    Oceniono 72 razy 46

    Nie mam problemu z sikaniem pod chmurką, z dziećmi sikającymi pod chmurką też, nawet staruszki i pieski sikające pod chmurką mi nie przeszkadzają. Nie ma czego się wstydzić, każdemu może się zachcieć, a małemu dziecku zwłaszcza. Nie przeszkadzają gołe dupy na bilbordzie i cycki w telewizji a sikające dziecko pod krzaczkiem już tak?
    Tak jak właściciel pieska teoretycznie powinien zebrać kupkę po swoim czworonogu tak i dorosły powinien sprzątnąć kupkę po dziecku.
    Wszystko jak zwykle jest kwestią kultury osobistej, niezakłócania spokoju innym i nienaruszania cudzych granic.
    A jak przeczytałam komentarze że dwulatek może wytrzymać 20metrów sprintu i 3 piętra windą albo że to kwestia wychowania... bez kitu, jak sie nie ma dzieci to nie powinno się wypowidać bo to żenujące.

  • hydrograf

    Oceniono 35 razy 35

    Wobec dzieci trzeba stosować te same zasady co wobec wyprowadzanych psów.... Jeśli można (i trzeba) sprzątać kupy po swoim psie to i można (trzeba) sprzątać kupy po swoim dziecku.... Analogia musi dotyczyć także mandatów za nie sprzątanie po swoim dziecku.
    Problem, jak zwykle można rozwiązać prosto i łatwi - wystarczy chcieć.

  • sherman-doberman

    Oceniono 21 razy 21

    Odsiusianie małego brzdąca w miejscu publicznym nie szokuje mnie w żadnym razie ż zdają sobie sprawę, że na tym etapie maluszek jeszcze trzymać nie potrafi,ponadto toalety publiczne są rzadkie i cząsto w stanie niezachęcającym do użytku.
    I to jest problem - nie tylko polski. Starsi panowie mają problemy z prostatą, starsze panie z reguły z pęcherzem
    (m.in. wskutek uprzednich porodów). A tolety ani widu.
    Gorzej. Publiczne siusianie jest najwyraźniej elementem wykazywania samczego wigoru i możliwością pochwalenia się staem posiadania.
    Oto we Francji, gdzie mieszkam, toalety też rzadko się spotykało - spotykało, bo w ciągu ostatnich 7 lat, po licznych protestach, złwaszcza kobiet, supermarkety zaczęły się wyposażać w toalety, pi razy oko czyste /Francja jak Polska, brudne kible i zerwane i ukradzione wszysto, co się da - zawsze tak było, ostatnio nastąpiła duża poprawa). Nawet na brakach przy autostradach pobudowano toalety - zawsze brakuje w nich papieru i czystością nie grzeszą.
    Tymczasem, panowie młodzi i sile wieku- czytaj super samcy - jakoś tego rozwoju nie zauważyli i nie ma dnia, by który nie wietrzył swojego narządu przy drodze - nieraz tuż obok publicznej toalety lub na ścianie supermarketu, w którym ów przybytek już jest dostępny.
    I pomyśleć, że są w Europie kraje, gdzie takie zachowanie skutkuje słną karą. Najwyraźniej. Francja jak nie była, tak nie jest w awangardzie higieny i dobrych byczajów - bliżsi są Polakom niż mogło by się im to kiedykolwiek przyśnić.

  • moriach

    Oceniono 28 razy 10

    Park czy inne okoliczności przyrody to jeszcze mały pikuś. Jestem akurat w trakcie odpieluszania synka i konia z rzędem temu, kto od momentu oznajmienia "siusiu" do czasu pojawienia się fontanny jest w stanie przebiec z dzieckiem ze środka marketu czy galerii handlowej do toalety!
    I od razu do malkontentów: nie, nie zamknę się w czterech ścianach domu do czasu, aż dziecko nauczy się wytrzymać choćby 5 minut potrzebnych od "zachcenia" do znalezienia wc.

  • jadziaporeba

    Oceniono 12 razy 10

    OK a jakie rozwiazanie jest z doroslymi, gdy sa w naglwj potrzebie a jak reka odjac w najblizszej odleglosci nie ma knajpy,ani publicznej WC?

  • qron

    Oceniono 72 razy 10

    większych bzdur dawno nie czytałem. toaleta przy placu zabaw - masakra. Ja robiłem w krzaczki moje dzieci robią w krzaczki i nie widzę żadnego problemu poza tym, że nie wszystkie mamusie i tatusiowie sprzątają kupki po swoich dzieciach - chociaż w torebce są chusteczki suche, chusteczki mokre ....

  • y.y

    Oceniono 81 razy 9

    "Taki smoczek na przykład - niełatwo go zabrać uzależnionemu od ssania malcowi"

    Dramat, a później się dziwią pindziusie mamusie i tatusiowie idioci, że dziecko sepleni i że trzeba z nim iśc do ortodonty. Bo jak były małe to się mu ładowało smoczek, no bo przecież mamusia z tatusiem muszą mieć spokój. A że zgryz niszczą dziecku, zaburzają naukę wymowy etc. no trudno, przecież nie ich:) No i później się zdarzają 3 latki ze zmoczkami, bo mamusi z tatusiem "trudno zabrać". Ja pierdzielę, nie wiadomo czy się śmiać czy płakać...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX