1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Chore? Marsz do przedszkola!

Z obawy o pracę rodzice wysyłają chore dzieci do placówek - nawet z gorączką, grypą żołądkową czy ospą
To problem numer jeden każdego pracującego rodzica: co zrobić, gdy maluch często łapie infekcje? Jedni mają wyrozumiałych szefów, którzy przymykają oko na częste nieobecności wywołane chorowaniem potomstwa, inni przy każdym odkaszlnięciu dziecka drżą o los swojej kariery. Lęk o utratę pracy sprawia, że coraz częściej rodzice decydują się wysłać do placówki dziecko chore albo niewyleczone. Beztroska, konieczność czy brak odpowiedzialności rodziców?

Dlaczego puszczacie chore maluchy do przedszkola?

- Wiem, że puszczacie, bo pracuję w przedszkolu i każdy weekend spędzam w łóżku. Pytam się: Dlaczego to robicie? Myślicie, że dziecko mi nie powie, że całą noc faszerowałyście je lekami żeby tylko poszło do przedszkola? - pyta na forum zdesperowana przedszkolanka mojemieszkanie24. - Jak patrzę na zachowanie niektórych rodziców, to porażka. Przeżyłam już chyba wszystko, nawet to, że rodzic przysłał do przedszkola dziecko z grypą, jelitówką, ospą wietrzną, świnką itd. - opowiada. - U nas zalecenia są inne i dziecko musi chodzić, jeśli nie ma gorączki czy czegoś bardzo zaraźliwego. Ostatnio nawet zaleca się chodzenie na zajęcia z ospą, o ile dziecko dobrze się czuje, bo ma tak długi okres wylęgu, że kto miał się zarazić, to zaraził się zanim pojawiły się objawy - tłumaczy matka o pseudonimie tijgertje.

Z banalnym katarem może iść

Inne mamy pracujące też bronią się zaciekle przed zarzutami o niehumanitarne wysyłanie chorego dziecka do przedszkola. - Choroba chorobie nierówna - protestuje mruwa9. - Banalny katar to nie powód, żeby siedzieć w izolacji a rodzic z tego powodu zarywał pracę. Większość przedszkolaków chodzi zasmarkana od ucha do ucha i nic się nie dzieje. W przypadku biegunki wirusowej "nie ma zmiłuj się"- można wrócić do przedszkola, jeśli od ostatnich wymiotów czy luźnego stolca minęło co najmniej 48 godzin - twierdzi forumowiczka. Jej zdaniem personel przedszkola niepotrzebnie dzwoni do pracy i w trybie pilnym każe odbierać dziecko nawet z wirusową infekcją oczu. - Fakt, infekcja mocno zaraźliwa, ale dziecko mimo wszystko w świetnej kondycji ogólnej, bez gorączki, bawi się, jest wesołe. Dlaczego rodzic ma w pracy wszystko rzucić i na sygnale przyjeżdżać odebrać młode, bo ma czerwone oko? - utyskuje mruwa9.

Dziękuję wam, rodzice wyluzowani

Inni rodzice skarżą się jednak, że przez takie podejście do niby banalnego kataru, ich dzieci muszą zrezygnować z zajęć w grupie, bo nieustannie są chore albo mają komplikacje zdrowotne po częstych infekcjach. Apelują o empatię i wyobraźnię rodziców niewyleczonych dzieci. - Moja córeczka miesiąc w miesiąc chodziła zasmarkana, co doprowadziło do gigantycznego przerośnięcia wszystkich migdałków - narzeka surusi81. - Ledwo ją wykurowałam, poszłam do klubu malucha, a tam zawsze znalazł się jakiś zakichany zasmarkany rodzynek rozsiewający bakcyla banalnego kataru. Dziękuję wam, rodzice wyluzowani, że katar nie choroba, że praca, że pieniądze, bo dzięki wam moje dziecko ma problemy z mową, tak jej wszystko przerosło. W nocy nasłuchuję czy czasem nie ma bezdechu a chrapie jak stary górnik - wymienia. - Dzięki wam to ja siedzę w domu, wydaję pieniądze na kolejne leki i wizyty u lekarza. Czekam tylko aż mała podrośnie i będzie miała usuwane migdały. Przez wasz banalny katar będzie poddana ryzykownej narkozie - denerwuje się mama.

Prędzej czy później wyzdrowieje

Poza lękiem o utratę zatrudnienia, rodzice nie chcą tracić premii czy dobrej opinii w pracy. - Dlaczego? Bo muszę iść do pracy i dziecko nie ma z kim zostać w domu - odważnie ripostuje lexie007. Proceder posyłania na siłę dziecka do placówki jest normą też w szkole. - Nie tylko do przedszkoli rodzice posyłają chore dzieci, ale i do szkół - zdradza deodyma. - Znam przypadek rodziców, którzy chorą na zapalenie oskrzeli córkę codziennie wysyłali do szkoły, ponieważ musieli wypracować premie. To było najważniejsze a że dzieciak chory? Przecież prędzej czy później wyzdrowieje - komentuje zgryźliwie forumowiczka. - Nie puszczam młodego chorego, tylko wiecznie myślę, co z nim począć w razie choroby. Jakbym miała chodzić na L4 w pierwszym i drugim przedszkolnym roku mojego dziecka, to mogłabym przesiedzieć większą część roku na zwolnieniach - podsumowuje alfa36.

Kiedy dziecko nadaje się do szkoły albo przedszkola?

A co o tym sądzą lekarze? - To brak odpowiedzialności, umiejętności myślenia i logiki - uważa dr Danuta Chrzanowska-Liszewska, pediatra. Jednocześnie przyznaje, że rozumie rodziców, którzy posłali chore dziecko do przedszkola czy szkoły. - Po pierwsze u dziecka choroba rozwija się jakiś czas i mogli nie zauważyć, że źle się czuje - wyjaśnia. - Poza tym boją się brać zwolnienia lekarskie z obawy o pracę, tym bardziej, że instytucja babci wymiera. Jej zdaniem, kłopot z opieką nad chorymi dziećmi będzie się pogłębiać, bo czeka nas perspektywa dłuższej pracy kobiet, do 67. roku życia. Ale zaznacza, że to bardzo zły proceder. - Biegunka, wymioty, gorączka czy kaszel są objawami, które wymagają konsultacji lekarskiej i bezwzględnie powinny zatrzymać dziecko w domu - tłumaczy lekarka. Według pediatry problem częstych chorób dzieci zmniejszyłby się wraz z mniejszą liczebnością grup przedszkolnych i szkolnych klas, ale wie, że to nierealne. Jej zdaniem powinny być organizowane większe akcje uświadamiające rodziców o tym jakie są konsekwencje wysłania chorego dziecka do placówki. Przedszkola też starają się przeciwdziałać temu procederowi - niektóre wymagają zaświadczenia lekarskiego, że dziecko jest już wyleczone albo cierpi na alergię i jego kaszel nie jest oznaką infekcji.

Wysypka? To może być szkarlatyna

Więcej o:
Komentarze (51)
Chore? Marsz do przedszkola!
Zaloguj się
  • kolizjatomowa

    Oceniono 197 razy 179

    To nie rodziców powinno się uświadamiać, jakie są konsekwencje posłania chorego dziecka do przedszkola czy szkoły, tylko pracodawców. Muszą wiedzieć, że pracownicy to ludzie, a nie roboty, mają rodziny i muszą się opiekować chorymi dziećmi, bo rzeczywiście dziś trudniej zostawić dziecko z babcią, bo np. mieszka daleko, pracuje, sama choruje itd.
    Dodatkowo ktoś z ministerstwa pracy powinien też przyjrzeć się, jak procentowo wygląda udział kobiet i mężczyzn w braniu zwolnień na dziecko w obrębie jednej rodziny. Uporczywe spychanie obowiązku brania zwolnienia na kobietę naprawdę powinno być jakoś sankcjonowane prawnie, bo inaczej nigdy się nie wygrzebiemy społeczeństwa (pracodawców przede wszystkim!) z przekonania, że jak pracownica ma małe dziecko, to na pewno będzie rzadziej w pracy niż mężczyzna w tej samej sytuacji.

  • natka-79

    Oceniono 124 razy 108

    Nie powinno się wysyłać chorych dzieci do przedszkola ani szkoły, ale ja tych rodziców rozumiem. Sama bym pewnie tak robiła, gdybym musiała. Zostałam po wychowawczym w domu z córką, bo w mojej okolicy nie ma pracy, którą dałoby się pogodzić z wychowaniem dziecka w wieku przedszkolnym. Mogłabym pewnie coś znaleźć w fabryce albo w sklepie, ale w systemie zmianowym i trzeba być dyspozycyjnym w pracy, szefa nic nie obchodzi moje chore dziecko. Przykro mi jednak, gdy dookoła słyszę komentarze, że siedzę w domu z dzieckiem i się opierdzielam. Zarabiam trochę przez internet na umowę o dzieło, ale co to za praca. Każdy uważa, że kobieta pracująca to tylko na etacie i tylko takiej się należy szacunek i mało ważne, że po odliczeniu kosztów dojazdu do pracy i kosztów przedszkola, nic tej kobiecie z pensji nie zostanie i wraz trzeba prosić pana- męża o kasę na życie.

  • nietylkochlebem

    Oceniono 85 razy 83

    Ja mam już na szczęście kwestie przypadłości dziecięcych dawno poza sobą ale obserwuję młode koleżanki z pracy i nie zazdroszczę, a w mojej firmie nie jest jeszcze najgorzej. Posiadanie obecnie dzieci to duży heroizm, ostatnio koleżanka jak wróciła z urlopu wychowawczego to prosto po wymówienie. Z jednej strony pazerność właścicieli firm, którzy uważają że z pracownikiem jak z niewolnikiem można zrobić wszystko a z drugiej strony rosnące stale koszty utrzymania tego pracownika skutkują tym, że wszelkie oszczędności firm odbywają się kosztem personelu, który generalnie jest przepracowany i zestresowany i każda nieobecność w pracy wiąże się z jeszcze większym obciążeniem pozostałych. Nikt nie zatrudnia w tej chwili matek małych dzieci bo każdy żąda dyspozycyjności. W tej sytuacji najbardziej cierpią dzieci i taka jest u nas pomoc rodzinie.

  • klarci

    Oceniono 98 razy 46

    głupota rodziców - jak we wszystkim - zasada, że gdyby wszyscy dostosowali się do nieprzyprowadzania dzieci chorych, to i problem by zniknął, albo przynajmniej się bardzo zmniejszył - bo dzieci zarażają siebie nawzajem. jakby nie było komu zarażać, to i dzieci rzadziej by chorowały. ale tu konieczne są: rozsądek rodziców (i umiejętność logicznego myślenia) i konsekwencja w egzekwowaniu zasad przez wychowawczynie i dyrekcję.

  • ma_gala

    Oceniono 29 razy 27

    Wcale nie dziwię się rodzicom, którzy - mając ciężką sytuację w pracy albo po prostu pracę, gdzie ważne są terminy i obecność w określonych godzinach przy biurku - posyłają chore dziecko do przedszkola czy żłobka. Sama mam 2-letniego syna, który właśnie zaczął chodzić do żłobka. W przeciągu 1,5 m-ca był chory 3 razy, w tym zaliczył 10-dniowy pobyt w szpitalu. Opiekowaliśmy się małym na zmianę z mężem, biorąc na zmianę: urlop, L-4, pracę w domu. Kolejny miesiąc mały spędził u dziadków. Teraz znowu jest w żłobku a ja boję się, że przyjdzie dzień, gdy zadzwoni telefon ze żłobka, że mam natychmiast przyjechać po chore dziecko. Mąż często wyjeżdża, mnie gonią terminy (jak to pod koniec roku), a koleżanka, która ostatnie 2 tygodnie spędziła z chorym dzieckiem w domu już dostała ostrzeżenie, że jak sytuacja się powtórzy to "rozwiążą problem definitywnie". Jak w tym chorym kraju mieć dzieci? Każdego dnia stres, że pożegnają się ze mną z powodu L-4, mimo brania komputera do domu i pracy po nocach. Babcie? Jedna pracuje, druga od razu powiedziała, że może zajmować się wnukiem okazyjnie. Niania? Mieliśmy nianię przez 9 m-cy, zanim dostaliśmy informację, że mały dostał się do żłobka, teraz zwyczajnie nas na nią nie stać. Zostać w domu z dzieckiem? Jasne, nie ma problemu, niestety nie spłacimy kredytu mieszkaniowego i nie wyżyjemy tylko z jednej pensji męża. Dlatego - nie dziwię się wcale, chociaż nie pochwalam "podrzucania" chorego dziecka do żłobka czy przedszkola.

  • anna81_4

    Oceniono 35 razy 19

    Moja córka chodzi właśnie drugi rok do przedszkola. Pediatra nie da zwolnienia na katar czy kaszel, jeśli osłuchowo jest czysta, gorączki nie ma. Raz dostałam 2 dni, bo katar lał się strumieniami. Więc muszę brać urlop, jak już jest bardzo źle (no bo nic miłego siedzieć w przedszkolu, jak z nosa cieknie katar). Siłą rzeczy córka musi chodzić z niewielkim katarem czy kaszlem, bo nie mamy w pobliżu babci ani tyle urlopu. Pediatra (a to skądinąd mądra kobieta) twierdzi, że tylko w ten sposób dziecko nabierze odporności. W przedszkolu córki również panie nie są przeciwne przyprowadzaniu podziębionych dzieci (raz nawet dyrektorka namawiała mnie, bym już córkę posłała, bo przecież katar to nie choroba).

  • rozbawiony0

    Oceniono 27 razy 19

    Należy przy każdym przedszkolu postawić urzędnika i pediatrę. Pediatra będzie oceniał stan zdrowia, a urzędnik będzie kontrolował czy wszystko odbywa się uczciwie.

  • nazwa_niepoprawna

    Oceniono 17 razy 11

    Tekst z zeszłego roku... Olaboga. Brakuje dopiska NOWE na głównej.

  • Oceniono 7 razy 7

    Mamy z mężem własną firmę, zobowiązania, podpisane umowy. Moje dziecko ciągle choruje, bo w przedszkolu notorycznie inne dzieciaki chodzą z glutem, w konsekwencji wylądowałyśmy w szpitalu. Nie puszczam chorego dziecka do przedszkola, siedzę w domu, zawalam kontrakty, płacę kary …. nie zarabiam. Dziadkowie pracują, nie pomogą. L4???? Co to jest dla przedsiębiorcy??? Komu mam je wręczyć? Sobie? Nikogo nie interesuje co się ze mną stanie. To ja mam dawać pracę innym i przyjmować zwolnienia od moich pracowników…. a sama mogę się jedynie popłakać ….tyle w temacie.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX