1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Nasze dzieci wyczekane...

Najpierw jest nadzieja, potem trudna decyzja, długie oczekiwanie i wreszcie upragnione dziecko. Ale to dopiero początek. O swoich radościach i troskach opowiadają adopcyjni rodzice.
Agnieszka i Kuba, syn Marcin - 4 lata, córka Zosia - 8 miesięcy

Agnieszka:

Przez pierwsze lata małżeństwa nie chcieliśmy mieć dzieci. Chcieliśmy podróżować, "wyjeździć się" tylko we dwoje. Po kilku latach powiedzieliśmy sobie: wystarczy, teraz zobaczmy, co los nam przyniesie, koniec z zabezpieczaniem się. Ale ciąża się nie pojawiała.

Nie martwiłam się. Chciałam, żeby nasza rodzina powiększyła się o dwoje maluchów, ale jak miałyby się u nas znaleźć

- niech los zadecyduje.

Kiedy jednak zaczęłam rozmawiać z mężem o adopcji, stwierdził, że musi się zastanowić. Dla niego kwestia genów miała większe znaczenie. Dałam mu tyle czasu, ile potrzebował. Po paru miesiącach Kuba zdecydował się. Zaczęliśmy odwiedzać ośrodki adopcyjne i odbyliśmy 10-miesięczny kurs przygotowawczy. A potem zadzwonił telefon.

Marcinek miał zaledwie 3 i pół miesiąca. Mąż od razu się zapalił: super, adoptujmy tego chłopczyka! Ja się trochę przestraszyłam. Takie małe dziecko?! Czy na pewno tego chcę? Kiedy jednak wzięłam Marcinka w ramiona, a on przytulił się do mnie, rozpłakałam się ze wzruszenia. Już wiedzieliśmy, że ten maluch do nas dołączy.

Na początku nie było łatwo. Marcinek miał kolki, płakał po kilka godzin dziennie. Wydawało mi się, że odczuł swoje odrzucenie.

Że ten płacz to tęsknota za biologiczną mamą. Mnie też było ciężko. Nagle mój świat ograniczył się do zajmowania się dzieckiem.

Kiedy trudny okres minął, zaczęliśmy myśleć o drugim dziecku. Niestety, kolejka chętnych do adopcji wydłużyła się i na córeczkę czekaliśmy aż trzy i pół roku. Do ośrodka adopcyjnego pojechaliśmy razem z Marcinkiem. Było dla nas naturalne, że będzie uczestniczył w adoptowaniu siostry.

Prawda o adopcji sama się ujawnia w codziennym życiu. Synek towarzyszył nam podczas rozmów o adopcji. Czasem czytamy mu książki dla dzieci na ten temat. Raz w miesiącu spotykamy się w klubie rodzin adopcyjnych.

Teraz to, że nasze dzieci są adoptowane, wydaje się nie mieć dla nich większego znaczenia. Zobaczymy, czy to się zmieni, gdy wejdą w wiek dojrzewania. Kiedy skończą 18 lat, mogą pójść do ośrodka z listem do rodziny biologicznej z prośbą o spotkanie. Czy rodzina zdecyduje się z nimi spotkać - nie wiadomo. Dla nas najważniejsze jest, że nasze dzieci będą żyć w prawdzie o swojej tożsamości. I nie będą się jej bać.

Maria, córka Amelka - 4 lata

Maria:

Zawsze myślałam, że będę mieć dużą rodzinę. Życie jednak ułożyło się inaczej. Nie mieliśmy z mężem swoich dzieci i staraliśmy się o adopcję. Ale w Niemczech, gdzie mieszkaliśmy, nie ma dzieci niechcianych. Zapisaliśmy się na listę oczekujących, lecz przez cały rok nie zadzwonił ani jeden telefon w tej sprawie. Po rozpadzie małżeństwa wróciłam do Polski. Gdy znalazłam pracę i kupiłam mieszkanie, zgłosiłam się do ośrodka adopcyjnego. W październiku 2008 roku zadzwonił telefon. W domu dziecka czekała na mnie 11-miesięczna Amelka. Gdy ją zobaczyłam, od razu wiedziałam, że ją wezmę.

W domu mała niemal nie schodziła mi z rąk. Cały czas musiałam ją nosić. Miała kłopoty z zasypianiem. Gdy kładłam ją do łóżeczka, płakała. Siadałam więc z nią na podłodze i lulałam przez godzinę, dwie. Często płakała i krzyczała przez sen. Czasem udawało mi się ją utulić, innym razem musiałam poczekać, aż się całkiem rozbudzi, uspokoić ją i znowu uśpić.

Amelka prawie nie mówiła. Nie reagowała też na muzykę. Chyba tak objawiała się jej choroba sieroca.

Kiedy skończył mi się urlop macierzyński, szef pozwolił mi pracować w domu. Wstawałam o czwartej rano i siadałam przy komputerze. Gdy córeczka budziła się, robiłam jej jedzenie i cały dzień się nią zajmowałam. Kiedy szła spać, znowu siadałam przy komputerze.

W ubiegłym roku Amelka poszła do przedszkola. Bardzo chciała tam chodzić, cieszyła się. Do domu jednak wracała roztrzęsiona i rozdrażniona. Znowu płakała przez sen. Być może obudziły się w niej wspomnienia: dużo dzieci i obce panie. Na szczęście nie trwało to długo.

Teraz Amelka jest bardzo pogodna i czerpie z życia całymi garściami. Wszystko ją zachwyca. Kocha ludzi, zwierzęta i rośliny. Często mówi: "Jak tu pięknie!".

Rozmawiam z nią szczerze. Pokazuję jej różnice między naszą rodziną a innymi. Opowiadam jej o domu dziecka, o tym, że były tam inne dzieci, i że stamtąd ją wzięłam. Moją kochaną córeczkę.

Dla mnie to naturalne, że Amelka ma prawo poznać swoją rodzinę biologiczną. Nie mogę na własną rękę szukać jej rodziców, ale jeśli kiedyś ona zechce to zrobić, na pewno jej pomogę. Na razie rzadko się nad tym zastanawiam. Moje obawy dotyczą raczej finansów: drożeją przedszkola, bilety, zakupy, utrzymanie mieszkania Zastanawiam się, czy dam sobie radę?

Mówią, że Amelka i ja jesteśmy do siebie podobne. A ja się śmieję: przecież to moja córeczka, ja ją zaadoptowałam. Mam ochotę wszystkim to powiedzieć, bo to dowód na to, że marzenia się spełniają.

Ewa i Jacek, syn Kamil - 10 lat, córka Pola - rok

Ewa:

Bardzo chcieliśmy mieć drugie dziecko. Nasz biologiczny syn, Kamil, rósł tak szybko. I marzył o rodzeństwie. Niestety, z naszych starań nic nie wychodziło. W końcu zrobiłam badania i okazało się, że mam niewielkie szanse na zajście w ciążę.

Pewnego dnia Kamil przyszedł z przedszkola i powiedział: "Mama, tata! Wojtek zaadoptował bliźniaki!" Popatrzyliśmy na siebie. Oczywiście to nie Wojtek zaadoptował bliźniaki, tylko jego rodzice. Ale ta myśl z nami została. Zaczęliśmy szukać ośrodka adopcyjnego.



Nasze przygotowania i oczekiwanie na dziecko trwały ponad dwa lata. Synek, który wiedział, że staramy się o dziecko adopcyjne, często nas pytał "kiedy będzie dzidzia?". Wszyscy jednak musieliśmy uzbroić się w cierpliwość.

W końcu zadzwonili z ośrodka, że czeka na nas dwumiesięczna dziewczynka. Trzy dni później zobaczyłam ją. Była taka maleńka. Rozpłakałam się, kiedy ją wzięłam na ręce. Miałam wrażenie, że nie chce mnie puścić, tak mocno mnie trzymała. Po tygodniu Pola była już z nami.

Choć Kamil miał 9 lat, nie obeszło się bez klasycznych problemów z zazdrością. Chciał pić mleko z butelki i nosić pieluszkę. Na szczęście po kilku dniach mu przeszło. Teraz dzielnie czyta siostrze bajki na dobranoc.

Dla nas nie ma różnicy między naszymi dziećmi. Kochamy je i one to wiedzą. Kamil doskonale rozumie, że on i Pola są dla nas na równi. Zawsze będą.

Myślę, że gdy Pola będzie miała trzy, cztery lata, spontanicznie zaczniemy rozmawiać z nią o adopcji. Ale chyba już teraz wie, że została adoptowana. Kiedy ogląda album ze zdjęciami, widzi mamę z brzuchem i potem małego Kamila. A ona na fotografiach od razu ma dwa miesiące Kiedy skończy 18 lat, będzie miała prawo dowiedzieć się, kim są jej biologiczni rodzice. Czy poza sprawdzeniem dokumentów zechce zrobić coś jeszcze - nie wiemy. Mamy nadzieję, że będzie nas zawsze traktować jak swoją "prawdziwą" rodzinę i że będzie jej z nami dobrze.

Więcej o: