1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dobry uczynek, czyli nasza rodzina pomaga innym

Często powtarzamy dzieciom, że trzeba się dzielić i pomagać innym. Co zrobić, by nie pozostało to pustym słowem?


Oto trzy rodziny, które zdecydowały się zaprosić swoje dzieci do wspólnego pomagania. Ich zaangażowanie jest przemyślane i długofalowe. Jednak nie zawsze muszą to być tak szeroko zakrojone działania. Wystarczy coś o wiele skromniejszego, co uszczęśliwi choć jedną osobę żyjącą obok was. Samotną sąsiadkę obdarujcie pierniczkami, które pieczecie z dziećmi. Zaproponujcie dziecku, by ofiarowało jedną ze swoich zabawek (atrakcyjną i nie zniszczoną) na loterię organizowaną przez rodziców w przedszkolu czy przez lokalne stowarzyszenie. Wpłaćcie pieniądze dla fundacji czy stowarzyszenia prowadzącego sensowną działalność, powiedzcie o tym dzieciom i wytłumaczcie, dlaczego to robicie. Bo jaki będzie świat, jeśli nauczymy nasze dzieci dbać tylko o własne potrzeby?

Pomagamy zespołowo

Maria i Maciej Jęczmykowie, Tadzio, 3,5 roku, Hania, 15 miesięcy

Uwielbiam ten obrazek: Tadzio życzy sobie być podniesionym do skrzynki na listy, a potem z wielkim zaangażowaniem wpycha do skrzynki kopertę za kopertą - kilkaset listów z raportem i prośbą o dołączenie do grona darczyńców. Takie pocztowe atrakcje Tadzik zawdzięcza naszej działalności w Fidesco, organizacji, która wyszukuje, szkoli, a potem wysyła wolontariuszy na misje do krajów rozwijających się, by tam pomagali, wykorzystując swoje umiejętności zawodowe. Ja i mój mąż Maciek od trzech lat jesteśmy koordynatorami Fidesco w Polsce, a nasze dzieci chcąc nie chcąc, uczestniczą w tym dość intensywnie.

Nasza praca polega na tym, żeby wyszukiwać chętnych do pomocy ludzi w rozmaitych miejscach. Organizujemy spotkania informacyjne na uczelniach, w parafiach, czasem także w kawiarniach czy klubach. I dzieci jeżdżą tam z nami. Kiedyś mieliśmy prezentację dla studentów SGH, nasza wolontariuszka pokazywała w sali swoje slajdy z Madagaskaru, a ja jednym okiem zerkałam na pokaz, a drugim na korytarz, gdzie z zapałem młodego zdobywcy raczkował mój kilkumiesięczny syn... Pracę dla Fidesco rozpoczęliśmy, gdy Tadzio miał kilka miesięcy. Robimy to, co uznaliśmy za ważne i słuszne, i włączamy w to nasze dzieci. W końcu jesteśmy zespołem! Dlatego, gdy w tym roku z okazji 30-lecia Fidesco wolontariusze na całym świecie nagrali film z urodzinowym tańcem, my jako ekipa polska wystąpiliśmy w nim całą rodziną. Powstał z tego filmik na Youtube - fikamy tam razem z naszymi maluchami, gdzieś pomiędzy ekipami z Kenii i z Konga! Czasem ktoś nas pyta, dlaczego zdecydowaliśmy się na taką działalność, skoro mamy malutkie dzieci. Odpowiedź jest prosta: bo to jest dobre. Gdzieś na świecie ktoś dzięki temu otrzymuje realną pomoc. Poza tym sami otrzymaliśmy w życiu bardzo dużo i w naszym odczuciu byłoby dziwne, gdybyśmy nie starali się zrobić czegoś dla innych.

Uczymy dzieci dzielić się tym, co mają

Monika i Kamil Salowie, Ania, 10 lat, Szymon, 8 lat, Kubuś, 5 lat, Zosia, 6 miesięcy

W ramach "Adopcji Serca" opiekujemy się dziewczynką z Zambii. Podjęliśmy tę decyzję, ponieważ cieszyła nas myśl, że gdzieś tam w Afryce jest dziecko, które chronimy przed głodem. Z naszej strony to niewielki wysiłek - kilkadziesiąt złotych rocznie, a dla Celinki - szansa na naukę i lepsze życie. Adopcja afrykańskiego dziecka okazała się zresztą cenna także i dla naszej rodziny. Myślę, że dzieci uczą się w ten sposób dostrzegać coś więcej niż tylko własne potrzeby.

Raz w roku, na Mikołajki, Kamil przynosi z pracy wielkie paczki słodyczy dla każdego dziecka. W ciągu roku raczej ograniczam łakocie, więc posiadanie na własność takiej ilości słodkości to dla naszych dzieci niesamowite przeżycie. Kiedyś dzieliliśmy te miliony kalorii między znajomych i rodzinę, i objadaliśmy się bez opamiętania - zgodnie z zasadą "raz, a dobrze". Jednak któregoś dnia doszłam do wniosku, że można przecież podzielić się z tymi, którzy mają mniej. I teraz wozimy słodycze do Domu Dziecka albo do Domu Samotnej Matki. Wieczorem dzieci rozkładają wszystkie słodkie skarby na podłodze. Każdy wybiera dla siebie dwie, trzy rzeczy, a resztę odkładamy dla innych dzieciaków. Jest to dar ich serc. I zawsze dziwi mnie fakt, że nikt nie protestuje. Opowiadam im wtedy o dzieciach, do których jedziemy, o powodach, dla których znalazły się w domu dziecka. Moje pociechy są szczerze wzruszone i chętnie oddałyby w takiej chwili wszystko, co mają. Potem pakujemy się do samochodu i zawozimy nasze podarki. Kiedy wracamy, jesteśmy dumni i przejęci. Dzieci wydają się nam jeszcze radośniejsze niż wtedy, gdy były posiadaczami ogromnych paczek ze słodyczami. I o to chodzi - żeby doświadczyły radości, jaką daje dzielenie się z innymi. Chciałabym, żeby czuły się współodpowiedzialne za świat, w którym żyją, żeby wiedziały, że warto szukać sposobów, by działać i pomagać. Chciałabym bardzo, żeby wyrosły na ludzi, którzy doceniają to, co sami otrzymali i którzy "podają dalej".

Biegnący z wilkami

Agnieszka i Paweł Zejerowie, Alan, 19 lat, Olga, 15 lat, Piotr, 8 lat, Szymon 5 lat i bliźniaki (w drodze)

Najpierw nasza córka Ola postanowiła zostać wilczkiem, potem ja zdecydowałem, że będę przywódcą wilczego stada - Akelą... Wilczki to najmłodsi harcerze Federacji Skautów Europy. Każda drużyna wilczków ma swojego drużynowego - przywódcę stada - Akelę. Ja od roku jestem takim właśnie Akelą. Na zbiórkach organizuję "wilczkom" gry i zabawy w lesie, a w czasie ferii i wakacji jeździmy razem na zimowiska i obozy. Kiedy chłopcy są ze mną, odpowiadam za nich. Przewodzenie im nie jest zatem jedynie przygodą czy zabawą - to wielka odpowiedzialność i "harcerska służba". Od roku ja i moja żona Agnieszka z zaangażowaniem wspieramy skauting, ponieważ mamy poczucie, że robimy coś dobrego i ważnego.

Wszystko zaczęło się sześć lat temu, kiedy nasza córka Ola została wilczkiem. Po każdej zbiórce, po każdym obozie wracała dojrzalsza, bardziej samodzielna, zahartowana. I zaraziła nas swoją pasją. A jednocześnie udowodniła, że skauting to organizacja, która rzeczywiście pomaga rodzicom w wychowywaniu dzieci. My też chcieliśmy pomóc innym, tak jak ktoś pomógł nam. No i pochłonęło nas to bez reszty!

Agnieszka pomaga mi przygotowywać zbiórki, razem wymyślamy gry i zabawy. Nasi dwaj młodsi synowie, Piotruś i Szymek, z zapartym tchem słuchają opowieści siostry o zbiórkach zastępu i historii taty o przygodach wilczków. Wspólna pasja scala rodzinę. Wcześniej mieliśmy wrażenie, że balansując między pracą a domem, albo zaniedbujemy rodzinę, albo obowiązki zawodowe. Teraz sprawniej się organizujemy, lepiej odpoczywamy i mniej narzekamy. Nam, rodzicom, skrzydeł dodaje świadomość, że robimy coś dobrego - nie tylko dla naszych dzieci, ale też dla innych. Zresztą plusów tego naszego wspólnego "dobrego uczynku" jest mnóstwo! Ja na przykład mam poczucie, że jako Akela mogę czasem zaimponować mojej żonie - co wcale nie jest łatwe, zważywszy, że Agnieszka to doświadczony nauczyciel wychowania fizycznego! Ta wspólna działalność pomaga nam też w relacjach z naszą nastoletnią już córką. Któregoś dnia, po powrocie z "wilczkowego" zimowiska, odebrałem sms-a. Ola, która była akurat na wyjeździe za granicą, napisała: "Jak było na zimowisku? Opowiedz, bo jestem bardzo ciekawa!" Robię coś, co interesuje moją córkę. Mamy swoje wspólne sprawy, tematy - wspólne życie.

Więcej o: