1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jak to się robi za granicą?

Czworo cudzoziemców mówi o tym, co im się spodobało, co ich zaskoczyło i co warto zmienić w sposobie wychowywania dzieci w Polsce.
Teoretycznie dziecko niezależnie od szerokości geograficznej ma takie same potrzeby. Trzeba je kochać, karmić, ubierać, uczyć... Jednak w każdym miejscu na świecie sytuacja dzieci i rodziców wygląda nieco inaczej. Wszystko zależy od kultury, tradycji, religii, zamożności, klimatu. Poprosiliśmy Tybetańczyka, Rosjankę, Francuza i Japonkę, którzy założyli w Polsce rodziny, żeby opowiedzieli nam o tym, czym różni się wychowanie dzieci w ich rodzinnych krajach od panujących u nas zwyczajów.

FRANCJA: RODZICE SĄ BARDZIEJ WYLUZOWANI

Jedną z pierwszych rzeczy w związku z dziećmi, na którą zwróciła uwagę moja partnerka Agnieszka, było to, że w Polsce dla maluchów projektuje się specjalne ubrania, z kolei we Francji ubrania dziecięce są takie same jak dla dorosłych, tylko mniejsze.

Moja partnerka wróciła do pracy, dopiero gdy Claire skończyła półtora roku. Moim zdaniem spokojnie mogła to zrobić, gdy mała miała sześć miesięcy, a nawet jeszcze wcześniej. Dla Agnieszki było to nie do pomyślenia. We Francji rodzice muszą szybko wracać do pracy, więc wysyłają niemowlęta do żłobka albo do opiekunki zajmującej się kilkorgiem niemowląt. Gdy zasugerowałem takie rozwiązanie, usłyszałem, że publiczne żłobki w Polsce cieszą się złą opinią. Tak więc nasza córka została w domu dłużej. Poza tym Claire była karmiona piersią na żądanie, co we Francji rzadko się zdarza. Matki karmią po 3 miesiące i koniec.

Dzieci w moim kraju od początku mają swój oddzielny pokój i uważam, że tak jest lepiej. Tu śpią w tym samym pomieszczeniu lub w łóżku co rodzice, a potem ciężko je od tego odzwyczaić. W ogóle francuscy rodzice są bardziej wyluzowani. Nie tylko ubierają dzieci lżej, ale też mniejszą wagę przywiązują do zdrowego odżywiania. Dzieci jedzą to, co dorośli. Mało gotuje się w domu, częściej przynosi się posiłki z restauracji albo podgrzewa w mikrofalówce kupione w sklepie dania. Polskie restauracje są lepiej przygotowane na wizyty z dziećmi niż te we Francji. Nikt tam nie myśli o małych stoliczkach, wysokich krzesełkach, kredkach ani dziecięcym menu.

Bardzo mnie zdziwiło, gdy na dworze było minus sześć, a Agnieszka zabrała kilkumiesięczną Claire na spacer. Oczywiście ciepło ją ubrała, ale i tak nie mogłem tego zrozumieć. W Polsce uważa się, że trzeba dużo spacerować z dzieckiem, żeby nabierało odporności. We Francji, gdy jest za zimno, po prostu nie wychodzi się z dziećmi na dwór. Rodziny francuskie mają więcej dzieci niż polskie. Choć nie mówi się tam wcale o polityce prorodzinnej, państwo udziela rodzicom realnej pomocy, np. dostają specjalne dodatki na każde dziecko do ukończenia przez nie 18 lat. Poza tym narodziny każdego dziecka skracają czas osiągnięcia wieku emerytalnego - o rok za pierwsze, o półtora roku za drugie i o trzy lata za trzecie (dolicza się ten okres do stażu pracy). Są też spore ulgi podatkowe dla rodzin z dziećmi. Przy trójce dzieci poniżej 18 lat dostaje się specjalne zniżki na transport, kino itp. Nic, tylko rodzić dzieci we Francji

JAPONIA: DZIECI MUSZĄ SIĘ PODPORZĄDKOWAĆ

Gdy przyjechałam do Polski i na świecie pojawiły się dzieci, ubierałam je zawsze nieco lżej niż dorosłych. Chodziło oczywiście o wyrabianie w nich odporności. Wychodziłam na spacery i, zaglądając do innych wózków, zaczynałam się zastanawiać, czy nie ubrałam ich jednak za lekko. W porównaniu do innych grubo otulonych maluchów wyglądały na zaniedbane. Zaskoczył mnie też zwyczaj nakładania niemowlętom czapek przez cały rok. W Japonii czapek używa się tylko jako ochrony przed słońcem. A już zupełnie nie rozumiem troski o zakrywanie dzieciom uszu! Tradycyjnie w Japonii spało się na rozłożonych na podłodze matach, dzieci tuż obok rodziców. Teraz w miastach w wielu domach są łóżka, ale ten stary zwyczaj ma mnóstwo zalet. To nie tylko wygodne, ale także bezpieczne, nie ma obawy, że malec spadnie z łóżka. W moim kraju jest też inny wspaniały zwyczaj: kilkumiesięczne dzieci kąpią się razem z rodzicami. Jedno z rodziców jest w wodzie, a drugie podaje malucha i asystuje. Wspólne kąpiele, które umożliwiają bliski kontakt dziecka z mamą i z tatą, kończą się zwykle dopiero na początku szkoły podstawowej.

W Japonii, podobnie jak w Polsce, stały pokarm w formie papki można podawać już czteromiesięcznym dzieciom. Kiedy jednak próbowałam przyrządzić w Polsce coś według przepisów z japońskich książek, okazało się, że nie można tu dostać odpowiednich składników

W Japonii od przedszkola uczy się dzieci pracy w grupach. W Polsce kładzie się nacisk raczej na indywidualne osiągnięcia i rozwijanie talentów poszczególnych dzieci niż na współpracę. Byłam zaskoczona tym, że dzieci muszą się uczyć wierszy na pamięć i że mają do przeczytania lektury, których znajomość jest potem sprawdzana. Oczywiście w Japonii też trzeba w szkole czytać, ale nauczyciele nie rozliczają uczniów z poszczególnych zadań ani umiejętności tak drobiazgowo jak w Polsce. Dzieci przechodzą z klasy do klasy bez względu na wyniki. Gdy mój najstarszy syn Franciszek poszedł do szkoły, byłam zdziwiona, że dzieci nie muszą w niej sprzątać. W Japonii już uczniowie podstawówki sprzątają nie tylko po sobie, ale też cały budynek. Klasy mają czas specjalnie na to przeznaczony.

Inna rzecz, charakterystyczna dla Japonii, to uczenie dzieci od najmłodszego dostosowywania się do innych. Dzieci od początku muszą się podporządkowywać rodzinie, a szczególnie jej starszym członkom. Pojawienie się w domu noworodka to ważne wydarzenie i wielka radość, ale świat nie kręci się wokół niego w takim stopniu jak w Polsce.

Rodziny japońskie są dziś mniejsze niż dawniej. Moi rówieśnicy mają najczęściej jedno albo dwoje dzieci. Posiadanie trójki to rzadkość. Mamy zostają z maluchami około roku, później często zajmują się nimi niepracujący dziadkowie.

ROSJA: MACIERZYŃSTWO TO DOBRA INWESTYCJA

Kobiety w Rosji idą na urlop macierzyński na 70 dni przed terminem porodu i zostają na nim 70 dni po narodzinach dziecka. Byłam pewna, że w Polsce też tak jest. Kiedy miał się urodzić mój najstarszy syn, poszłam do lekarki po odpowiednie zaświadczenie, a ona mnie zapytała zaskoczona, dlaczego miałabym siedzieć w domu, skoro spokojnie mogę chodzić do pracy. Pracowałam do samego porodu, ale wydaje mi się, że kobieta w ciąży potrzebuje dwóch miesięcy spokoju.

W rosyjskich rodzinach większa jest rola babci w wychowaniu dzieci. Gdy mama wraca do pracy, babcia przejmuje opiekę nad maluchem, potem odbiera go ze szkoły i odprowadza na zajęcia pozalekcyjne. Chociaż są też nowoczesne babcie, które wolą żyć własnym życiem.

Kiedyś usłyszałam, że w Rosji chyba wszystkie dziewczynki chodzą na balet i grają na pianinie. Coś w tym jest. Rodzice starają się wybrać jak najlepszą szkołę, zapewnić dziecku wszechstronną edukację. Języki, sport, muzyka.

W życiu codziennym w Polsce wiele elementów wiąże się z katolicyzmem. To dobra rzecz dla dzieci. Święta to nie tylko prezenty. Ważny jest też wymiar duchowy. W Związku Radzieckim niemal całkiem wyrugowano wpływ religii na życie rodzinne i teraz trudno to odbudować.

W Polsce państwo raczej utrudnia wychowanie dzieci, niż w tym pomaga. W Rosji wygląda to zupełnie inaczej. Kilka lat temu wprowadzono tzw. kapitał macierzyński. Po urodzeniu drugiego dziecka matce przysługuje jednorazowo ok. 10 tys. EUR. Nie można tego wydać ot tak, na co się chce, ale np. na spłatę kredytu, kupno domu, edukację matki lub dzieci. Pieniądze są przechowywane na specjalnym koncie i odpowiedzialna za to agencja przelewa je na życzenie rodziców, kontrolując, na co zostaną wydane. Są też wypłaty jednorazowe, takie jak polskie becikowe, tylko kilkakrotnie wyższe, i comiesięczne dotacje na dziecko (np. w Petersburgu równowartość ok. 200 zł przez 18 miesięcy). Jest też sporo innych ulg: mieszkaniowych, transportowych, i to niezależnie od dochodów rodziców. Na ulicach rosyjskich miast widać dużo nowych wózków...

TYBET: DBAMY O DOBRE WYCHOWANIE

Urodziłem się w okupowanym przez Chińczyków Tybecie, ale większość dzieciństwa spędziłem w Indiach w diasporze tybetańskiej. Mieszkałem w czymś w rodzaju domu zastępczego z czterdzieściorgiem innych dzieci. Cieszę się, że moje dzieci przyszły na świat w takim kraju i w takim czasie, że nie muszą przechodzić tego wszystkiego, co ja przechodziłem jako dziecko.

W Tybecie i w Indiach kładzie się większy nacisk na naukę niż w Polsce. Trochę mnie zaskakuje to, że głównym zajęciem dzieci w polskim przedszkolu jest zabawa, a nie zdobywanie praktycznych umiejętności i wiedzy. Cieszę się, że Norbu idzie do szkoły i będzie musiał wziąć się do pracy.

W Tybecie bardzo dużo uwagi poświęca się moralnym aspektom wychowania. Dba się o to, żeby dzieci wyrosły na dobrych ludzi. Tybetańskie dzieci mają mocno zakorzenione przekonanie, że winne są szacunek i opiekę rodzicom i dziadkom. Dzieci odwdzięczają się swoim rodzicom, pomagają też innym starszym osobom. W Polsce nie traktuje się starszych ze szczególnym szacunkiem. Jako lekarz stykam się na co dzień z osamotnionymi starszymi osobami bez opieki swoich rodzin. Jestem za to pełen podziwu dla tutejszych rodziców za to, ile uwagi i pracy poświęcają swoim dzieciom. Rodzice tybetańscy nie mają takich możliwości. Większość rodzin w Tybecie utrzymuje się z pracy rąk, więc już sześcio-, siedmiolatki pomagają w pracach polowych. Przeciętna rodzina ma od 6 do 8 dzieci. W moim domu było nas dwanaścioro. Rodziny tybetańskie na Zachodzie są znacznie mniejsze. Ja sam kiedyś też planowałem gromadkę dzieci, ale dziś sobie tego nie wyobrażam. Już przy dwójce mamy z żoną dużo pracy.

Pochodzę z kraju, który musi walczyć o przetrwanie tożsamości narodowej, języka, kultury i religii. Jego Świątobliwość Dalajlama powtarza, że możemy choć tyle zrobić dla swojego narodu, żeby kulturę i tożsamość narodową przekazać dzieciom. Od początku rozmawiałem z dziećmi tylko po tybetańsku. Norbu długo sądził, że nie znam polskiego. Chciałbym, żeby oboje byli buddystami. Nie tylko dlatego, że religia to ważna część tybetańskiej kultury, ale także dlatego, że buddyzm zwyczajnie pomaga żyć.

Więcej o: