Snobizm czy prawdziwe życie - jaką szkołę wybrać dla dziecka
18.08.2011
, aktualizacja: 18.08.2011 18:29
Elitarne otoczenie czy koledzy z różnych środowisk. Dodatkowe zajęcia, języki i sport czy więcej wolnego czasu i beztroskiego dzieciństwa. Wysokie opłaty czy nauka za darmo. Wybór między publiczną i prywatną edukacją jest bardziej skomplikowany niż nam się wydaje.
ZOBACZ TAKŻE
- Dlaczego nie lubiliśmy szkoły?
- Elitarne czy snobistyczne? Na pewno dla zamożnych (26-08-11, 18:06)
- System oceniania w polskich szkołach - czy to działa? (23-08-11, 17:52)
- Jak zaoszczędzić na wyprawce szkolnej? (22-08-11, 15:39)
- Nie lubię szkoły! (07-03-11, 00:00)
- Dziecko nie radzi sobie w szkole? Nie musisz płacić za korepetycje (03-09-10, 11:20)
- 1. września. Czy Twoje dziecko jest gotowe do szkoły? (01-09-09, 09:11)
- Co robić, by pierwszy dzwonek nie kojarzył się ze stresem (21-08-07, 13:26)
Szkoła podstawowa to dla wielu rodziców najważniejszy etap edukacji. W przedszkolu dziecko uczy się głównie przez zabawę, w szkole nieodpowiedni nauczyciel czy rówieśnicy bardzo szybko mogą go na zawsze zniechęcić do pewnych przedmiotów czy nauki w ogóle. Dlatego jej wybór często spędza rodzicom sen z powiek. Elitaryzm czy egalitaryzm? Chować dziecko pod kloszem czy wypuścić w świat i nauczyć samodzielności? Wyścig szczurów czy beztroskie dzieciństwo? Oba typy placówek mają plusy i minusy.
Czas na beztroskie dzieciństwo
33-letnia Iza długo zastanawiała się z mężem do jakiej szkoły posłać syna Mikołaja. Chłopiec skończył prywatne przedszkole w Warszawie, pierwszą klasę spędził w Anglii w publicznej anglikańskiej podstawówce a potem wrócił z rodzicami do kraju. Perspektywa wyboru szkoły dla dziecka, które nie chodziło do polskiej placówki była trudna. Rodzice Mikołaja mieszkają obecnie pod Warszawą i dlatego trudno byłoby im dowozić chłopca do stolicy, w której jest większy wybór. - Jego warszawscy koledzy poszli w większości do prywatnej szkoły. Długo rozważałam wszystkie za i przeciw prywatnej i państwowej edukacji. Do prywatnej szkoły miałby daleko, za to znajome, bezpieczne i wyselekcjonowane środowisko. Ale trudno byłoby go odbierać wczesnym popołudniem, bo tata jeszcze pracuje a mama wkrótce urodzi mu brata. Poza tym to duży wydatek dla rodziny, która spodziewa się drugiego dziecka. Z drugiej strony pobliska szkoła, pomimo dobrych wyników w rankingach wydała się jej głośna i tłoczna a starsze klasy używały na przerwach niecenzuralnych słów. Po długim namyśle i rodzinnych konsultacjach Mikołaj trafił do lokalnej publicznej szkoły. - Lekcje kończy dość wcześnie, ale ma dużo dodatkowych zajęć po szkole. Jest odbierany przez dziadków albo wraca sam na rowerze, bo ma kilkaset metrów. Dzieci w klasie mają różny status materialny i społeczny, ale ma duży wybór kolegów i nie tworzą się grupki ani kliki - opowiada. Jest zadowolona, bo synek dobrze się uczy i ma przyjaciół. Znajduje czas by pobawić się beztrosko z kuzynami, pojeździć na rowerze z kolegą czy pograć w piłkę na podwórku. Do tego trafił. w publicznej placówce na świetną wychowawczynię.
Nauczyciel z problemami
W wyborze szkoły ważne są opinie o nauczycielach. To nieprawda, ze najlepszą kadrę zapewnia prywatna placówka. W szkołach publicznych też pracują dobrzy pedagodzy, którzy potrafią nauczyć i odkryć talent dziecka. Szkoły prywatne stwarzają z kolei lepsze warunki do nauki, na przykład mniejsze klasy. Warto popytać rodziców, ale najlepiej poznać też opinie dzieci o danej szkole. 13-letnia Jagna, córka Marcina, 38-letniego redaktora i tłumacza z podwarszawskiego Piaseczna nie miała na początku do nauczycieli szczęścia. Chodziła do prywatnej szkoły w tym mieście i właśnie zdała do gimnazjum. - To było pierwsze dziecko, więc rodzic naturalnie bardziej wokół niego skacze. Mieliśmy możliwości finansowe, więc zapisaliśmy ją do prywatnej szkoły wierząc, że będzie miała lepsze warunki i wyższy poziom wykształcenia - wyjaśnia Marcin. Początki niestety nie były zbyt dobre. Jagna trafiła do wychowawczyni, która nie powinna się znaleźć w takiej szkole, ani w żadnej innej. - Kobieta miała tyle swoich problemów, że powierzanie jej dziecka nie miało sensu. W efekcie córka też na tym ucierpiała - stała się bardziej strachliwa i znerwicowana. Szkoła prywatna to nie jest raj, za który się płaci - podkreśla Marcin. Na szczęście po roku zwolniono wychowawczynię i dyrektorkę, od tamtego momentu mówi o szkole dobrze. - Wyszło na nasze, ale dziecko ucierpiało. Córka dostała nową wychowawczynię i po prostu odżyła. Zaczęła osiągać świetne wyniki w nauce i w relacjach z ludźmi. Stereotyp, zgodnie z którym rodzice płacą za oceny dzieci tej szkoły nie dotyczy - zapewnia Marcin. Jego córka osiąga znakomite rezultaty w sprawdzianach pozaszkolnych: egzaminie szóstoklasisty oraz państwowych egzaminach z angielskiego i niemieckiego. - Tak jak w innych szkołach, dużo z dzieckiem musiała pracować moja żona. Ale w porównaniu z innymi szkołami w Piasecznie to przepaść - twierdzi Marcin. Jego zdaniem jeśli szkoła jest dobrze zarządzana to nie ma różnicy czy jest państwowa czy prywatna. Ale z doświadczenia wie, że bardziej skłonne do szybkiej naprawy błędów są te środowiska, w których wyniki wiążą się z przypływem gotówki. Takim środowiskiem jest szkoła prywatna.
Snobizm czy prawdziwe życie?
Z kolei szkoły publiczne oferują dziecku, nie zawsze łatwo przyswajalną, dawkę "prawdziwego życia" w postaci kolegów z różnych rodzin, nawet patologicznych. Choć mniejsza grupa oznacza większy komfort pracy dla nauczyciela, to dla dziecka ma to też minusy - mniejszy krąg znajomych, inną atmosferę klasy, dowożenie dziecka do szkoły przez cały okres edukacji a więc mniejszą samodzielność. Z kolei w kwestii bezpieczeństwa i kultury osobistej prywatne szkoły są zwykle znacznie lepsze od państwowych. Prywatna zarabia znacznie więcej pieniędzy, bo dostaje ją bezpośrednio od uczniów, a raczej ich rodziców i zależy jej aby było czysto i bezpiecznie. Zdaniem niektórych rodziców państwowe szkoły to wylęgarnia chuligaństwa, ćpunów i degeneratów. - W publicznej szkole idź do dyrektora i zgłoś, że ktoś cię gnębi i prześladuje, to dyrektorek umyje ręce i jeszcze zostaniesz zbesztany, że mu przerywasz poranną kawę - żali się internauta piotrek_zary. - Takich rzeczy nie ma w szkołach prywatnych. Najwyżej jakieś słowne złośliwości i nic poza tym - uważa. Przeciwnicy prywatnych placówek uważają, że w szkołach niepublicznych, z założenia bardziej elitarnych, można spotkać się z bardziej wyrafinowanymi formami przemocy. -"Słowne złośliwości" to nic innego jak przemoc psychiczna, znacznie trudniejsza do zwalczania niż przemoc fizyczna i nie mniej szkodliwa - odpowiada mu internauta croolick. Bywa że dzieci przechwalają się w jakich egzotycznych miejscach spędziły wakacje, jakiej marki ubrania dostają i jakie modne gadżety mają w domu. - Słyszałam o dziewczynce z prywatnej szkoły, która zapraszała na urodziny tylko dzieci mające w domu schody. Bo to oznaczało, że mieszkały w domu jednorodzinnym albo przynajmniej dwupoziomowym mieszkaniu. Byłam w szoku - opowiada Iza.
Zdolny zawsze sobie poradzi
Jednak wśród specjalistów i samych rodziców przeważa zdanie, że jeśli dziecko jest ambitne, to w szkole państwowej również zdobędzie odpowiednią wiedzę i wykształcenie. Jeśli wyposażysz w okresie przedszkolnym dziecko w odpowiedni poziom ambicji i kulturę osobistą to poradzi sobie w każdej szkole. - Dzięki temu, że miałem własne zainteresowania i aspiracje oraz spotkałem kilku wspaniałych nauczycieli w morzu przeciętności, dałem sobie radę. W mojej edukacji nie przeszkodziła beznadziejna biblioteka, niewielka ilość zajęć pozalekcyjnych, niektórzy dziwni i przypadkowi nauczyciele, przestarzała baza lokalowa i dydaktyczna. Za to miałem rodziców, którzy kupowali każdą książkę, którą zapragnąłem, wspierali mnie w samodzielnym wyborze zajęć pozalekcyjnych, motywowali do nauki - zwierza się croolick. Jeśli jednak rodzic ma zamiar wysyłać dziecko na dodatkowe zajęcia z języków, na basen, taniec czy plastykę to lepiej żeby posłał dziecko do szkoły prywatnej, która oferuje zajęcia dodatkowe w jednym bloku. Wtedy nie musi go dowozić na wieczorny angielski. W prywatnej placówce godziny rozwijania umiejętności i talentów wliczone są w cenę.
Czas na beztroskie dzieciństwo
33-letnia Iza długo zastanawiała się z mężem do jakiej szkoły posłać syna Mikołaja. Chłopiec skończył prywatne przedszkole w Warszawie, pierwszą klasę spędził w Anglii w publicznej anglikańskiej podstawówce a potem wrócił z rodzicami do kraju. Perspektywa wyboru szkoły dla dziecka, które nie chodziło do polskiej placówki była trudna. Rodzice Mikołaja mieszkają obecnie pod Warszawą i dlatego trudno byłoby im dowozić chłopca do stolicy, w której jest większy wybór. - Jego warszawscy koledzy poszli w większości do prywatnej szkoły. Długo rozważałam wszystkie za i przeciw prywatnej i państwowej edukacji. Do prywatnej szkoły miałby daleko, za to znajome, bezpieczne i wyselekcjonowane środowisko. Ale trudno byłoby go odbierać wczesnym popołudniem, bo tata jeszcze pracuje a mama wkrótce urodzi mu brata. Poza tym to duży wydatek dla rodziny, która spodziewa się drugiego dziecka. Z drugiej strony pobliska szkoła, pomimo dobrych wyników w rankingach wydała się jej głośna i tłoczna a starsze klasy używały na przerwach niecenzuralnych słów. Po długim namyśle i rodzinnych konsultacjach Mikołaj trafił do lokalnej publicznej szkoły. - Lekcje kończy dość wcześnie, ale ma dużo dodatkowych zajęć po szkole. Jest odbierany przez dziadków albo wraca sam na rowerze, bo ma kilkaset metrów. Dzieci w klasie mają różny status materialny i społeczny, ale ma duży wybór kolegów i nie tworzą się grupki ani kliki - opowiada. Jest zadowolona, bo synek dobrze się uczy i ma przyjaciół. Znajduje czas by pobawić się beztrosko z kuzynami, pojeździć na rowerze z kolegą czy pograć w piłkę na podwórku. Do tego trafił. w publicznej placówce na świetną wychowawczynię.
Nauczyciel z problemami
W wyborze szkoły ważne są opinie o nauczycielach. To nieprawda, ze najlepszą kadrę zapewnia prywatna placówka. W szkołach publicznych też pracują dobrzy pedagodzy, którzy potrafią nauczyć i odkryć talent dziecka. Szkoły prywatne stwarzają z kolei lepsze warunki do nauki, na przykład mniejsze klasy. Warto popytać rodziców, ale najlepiej poznać też opinie dzieci o danej szkole. 13-letnia Jagna, córka Marcina, 38-letniego redaktora i tłumacza z podwarszawskiego Piaseczna nie miała na początku do nauczycieli szczęścia. Chodziła do prywatnej szkoły w tym mieście i właśnie zdała do gimnazjum. - To było pierwsze dziecko, więc rodzic naturalnie bardziej wokół niego skacze. Mieliśmy możliwości finansowe, więc zapisaliśmy ją do prywatnej szkoły wierząc, że będzie miała lepsze warunki i wyższy poziom wykształcenia - wyjaśnia Marcin. Początki niestety nie były zbyt dobre. Jagna trafiła do wychowawczyni, która nie powinna się znaleźć w takiej szkole, ani w żadnej innej. - Kobieta miała tyle swoich problemów, że powierzanie jej dziecka nie miało sensu. W efekcie córka też na tym ucierpiała - stała się bardziej strachliwa i znerwicowana. Szkoła prywatna to nie jest raj, za który się płaci - podkreśla Marcin. Na szczęście po roku zwolniono wychowawczynię i dyrektorkę, od tamtego momentu mówi o szkole dobrze. - Wyszło na nasze, ale dziecko ucierpiało. Córka dostała nową wychowawczynię i po prostu odżyła. Zaczęła osiągać świetne wyniki w nauce i w relacjach z ludźmi. Stereotyp, zgodnie z którym rodzice płacą za oceny dzieci tej szkoły nie dotyczy - zapewnia Marcin. Jego córka osiąga znakomite rezultaty w sprawdzianach pozaszkolnych: egzaminie szóstoklasisty oraz państwowych egzaminach z angielskiego i niemieckiego. - Tak jak w innych szkołach, dużo z dzieckiem musiała pracować moja żona. Ale w porównaniu z innymi szkołami w Piasecznie to przepaść - twierdzi Marcin. Jego zdaniem jeśli szkoła jest dobrze zarządzana to nie ma różnicy czy jest państwowa czy prywatna. Ale z doświadczenia wie, że bardziej skłonne do szybkiej naprawy błędów są te środowiska, w których wyniki wiążą się z przypływem gotówki. Takim środowiskiem jest szkoła prywatna.
Snobizm czy prawdziwe życie?
Z kolei szkoły publiczne oferują dziecku, nie zawsze łatwo przyswajalną, dawkę "prawdziwego życia" w postaci kolegów z różnych rodzin, nawet patologicznych. Choć mniejsza grupa oznacza większy komfort pracy dla nauczyciela, to dla dziecka ma to też minusy - mniejszy krąg znajomych, inną atmosferę klasy, dowożenie dziecka do szkoły przez cały okres edukacji a więc mniejszą samodzielność. Z kolei w kwestii bezpieczeństwa i kultury osobistej prywatne szkoły są zwykle znacznie lepsze od państwowych. Prywatna zarabia znacznie więcej pieniędzy, bo dostaje ją bezpośrednio od uczniów, a raczej ich rodziców i zależy jej aby było czysto i bezpiecznie. Zdaniem niektórych rodziców państwowe szkoły to wylęgarnia chuligaństwa, ćpunów i degeneratów. - W publicznej szkole idź do dyrektora i zgłoś, że ktoś cię gnębi i prześladuje, to dyrektorek umyje ręce i jeszcze zostaniesz zbesztany, że mu przerywasz poranną kawę - żali się internauta piotrek_zary. - Takich rzeczy nie ma w szkołach prywatnych. Najwyżej jakieś słowne złośliwości i nic poza tym - uważa. Przeciwnicy prywatnych placówek uważają, że w szkołach niepublicznych, z założenia bardziej elitarnych, można spotkać się z bardziej wyrafinowanymi formami przemocy. -"Słowne złośliwości" to nic innego jak przemoc psychiczna, znacznie trudniejsza do zwalczania niż przemoc fizyczna i nie mniej szkodliwa - odpowiada mu internauta croolick. Bywa że dzieci przechwalają się w jakich egzotycznych miejscach spędziły wakacje, jakiej marki ubrania dostają i jakie modne gadżety mają w domu. - Słyszałam o dziewczynce z prywatnej szkoły, która zapraszała na urodziny tylko dzieci mające w domu schody. Bo to oznaczało, że mieszkały w domu jednorodzinnym albo przynajmniej dwupoziomowym mieszkaniu. Byłam w szoku - opowiada Iza.
Zdolny zawsze sobie poradzi
Jednak wśród specjalistów i samych rodziców przeważa zdanie, że jeśli dziecko jest ambitne, to w szkole państwowej również zdobędzie odpowiednią wiedzę i wykształcenie. Jeśli wyposażysz w okresie przedszkolnym dziecko w odpowiedni poziom ambicji i kulturę osobistą to poradzi sobie w każdej szkole. - Dzięki temu, że miałem własne zainteresowania i aspiracje oraz spotkałem kilku wspaniałych nauczycieli w morzu przeciętności, dałem sobie radę. W mojej edukacji nie przeszkodziła beznadziejna biblioteka, niewielka ilość zajęć pozalekcyjnych, niektórzy dziwni i przypadkowi nauczyciele, przestarzała baza lokalowa i dydaktyczna. Za to miałem rodziców, którzy kupowali każdą książkę, którą zapragnąłem, wspierali mnie w samodzielnym wyborze zajęć pozalekcyjnych, motywowali do nauki - zwierza się croolick. Jeśli jednak rodzic ma zamiar wysyłać dziecko na dodatkowe zajęcia z języków, na basen, taniec czy plastykę to lepiej żeby posłał dziecko do szkoły prywatnej, która oferuje zajęcia dodatkowe w jednym bloku. Wtedy nie musi go dowozić na wieczorny angielski. W prywatnej placówce godziny rozwijania umiejętności i talentów wliczone są w cenę.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów
-
Re: Snobizm czy prawdziwe życie - jaką szkołę wyb
em_enna
19.08.11, 19:01
I podobnie jest w najlepszych szkołach publicznych.Ale nie ma co generalizować, ćpanie i alkohol są wszędzie tylko tak naprawdę po prostu w innym wydaniu. I śmiem twierdzić, że używający »
-
Akurat ktoś nazwał dziecko Jagna
three-gun-max
19.08.11, 21:17
chociażby po tym widać, że artykuł jest wymyślony.»
-
Prywatna
milu100
19.08.11, 21:24
Jak kogoś stać to szkoła prywatne jest jedynym wyborem.Chyba, że chce aby jego dziecko było jednym z 35 w zatłoczonej klasie bo szkoła dla oszczędności upycha dzieci w jednej klasie do »
Najczęściej czytane
- 1.Dziecko to nadal tabu! Ranking niewygodnych tematów
- 2.Co dziadkowie naprawdę myślą o współczesnych rodzicach?
- 3.Po czym poznać tzw. tatuśka?
- 4.Pierwsza Komunia - 8 najdroższych prezentów
- 5.10 rzeczy, do których nigdy nie przyznają się matki
- 6.7 trików na zakamuflowanie zbędnych kilogramów po porodzie
- 7.Po czym poznać "mamuśkę"?

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród




