1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Wielka włóczęga z małym dzieckiem

25.07.2011 14:58
Nie baliście się chorób? A co z jedzeniem, spaniem, rytmem dnia? - takie pytania słyszeliśmy w kółko. Tymczasem nasze dziecko przez 6 miesięcy podróży wokół Morza Czarnego nie złapało nawet kataru.
Podczas naszej wyprawy Hania raczkowała po trawach jedenastu krajów, bawiła się z psami i kotami, jeździła na koniach i osłach, głaskała krowy, owce, a nawet młodego wilka. Kąpała się z nami w rzeczkach i strumykach, jadła lokalne przysmaki, wskakiwała na kolana spotkanym na drodze ludziom.

Setki wirusów, miliony bakterii - powiedzieliby niektórzy. Pewnie tak. Ale my, poza dobrym ubezpieczeniem zdrowotnym, w każdym z tych krajów mieliśmy też przyjaciół.

Kiedy w Gruzji okazało się, że jestem w ciąży, wystarczył telefon do Davida, Gruzina poznanego parę lat temu na jakiejś konferencji, i już wizyta u lekarza mówiącego dobrym angielskim była umówiona. W szpitalu w Tbilisi zrobiono pierwsze USG naszej Mili, a potem pomiary i zdjęcia wysłaliśmy e-mailem do naszego doktora w domu.

MIĘDZY LUDŹMI

Stara prawda podróżników mówi, że jeśli już człowiek się czegoś boi - to drugiego człowieka. My ponad połowę wszystkich nocy spędziliśmy w naszym samochodzie. Przystosowany tak, byśmy mieli tam wygodne łóżko, był naszą ostoją. Domowy materac, duża kołdra poduszki. To był nasz mały luksus. Mieliśmy też namiot, ale skorzystaliśmy z niego tylko dwa razy. Samochód ma ogromną przewagę nad namiotem - można go zamknąć od środka, a w razie czego w każdej chwili nim odjechać.

W ciągu całej podróży mieliśmy tylko trzy nocne przygody. Pierwszej nocy w Rumunii banda młodych chłopaków zaczęła pukać w szyby. Świecili do środka latarkami, robili zdjęcia telefonami komórkowymi. Ale gdy zorientowali się, że jesteśmy z dzieckiem, zaproponowali nocleg we własnej szopie. Druga nocna pobudka to straż graniczna, której nie mieściło się w głowie, że w przygranicznym lesie mogą w aucie nocować zwykli turyści. A trzecia - to stado krów, dla których biały samochód był atrakcją...

Obecność dziecka bardzo nam pomagała. Ludzie - w wioskach Górskiego Karabachu, w Baku, w Ankarze - ufali nam bardziej niż innym. Ufali, bo my zaufaliśmy im, zabierając do nich nasz największy skarb - dziecko. Cieszyli się, że pokazując świat naszej Małej, pokazujemy jej właśnie ich góry i ich doliny.

DOM NA KÓŁKACH

Nasza podróż miała też wiele nieoczekiwanych dobrych stron. Samochód jest dużo mniejszą przestrzenią niż mieszkanie. Nie trzeba w nim zaklejać kontaktów ani ostrych krawędzi stołu, gdy dziecko zaczyna raczkować. Nasze śniadania odbywały się najczęściej na kocu - a trawę można brudzić do woli. Ponadto lato to ten fantastyczny okres, w którym mniej ubrań się brudzi - bo dziecko ma ich mniej na sobie.

JEDZENIE I PIELUCHY

Na początku nasz samochód zawalony był pampersami i słoiczkami z jedzeniem dla dziecka. Nie wiedzieliśmy przecież, czy na wschodzie nie będzie problemów z ich kupnem, czy nie będą drogie. Czy będą tam te same, zaufane firmy? Ale przecież dzieci rodzą się i żyją wszędzie, niezależnie od granic czy poziomu ekonomicznego kraju.

Pewnego razu Hania, siedząc na moich kolanach w kaukaskiej restauracji, zabrała mi z talerza szaszłyk i włożyła sobie do buzi. I to był koniec jedzenia mielonego mięsa ze słoiczków - Hania zaczęła zajadać wszystko na równi z nami, a warzywa prosto z grządek napotkanych ludzi smakowały jej dużo bardziej niż te ze słoika.

PROBLEMY GLOBALNE

Ktoś nas kiedyś zapytał: a co wy na to, że wasze dziecko narażone będzie na oglądanie biedy czy przemocy? Jednak na biedę można też spojrzeć z innej strony. Hania, która widziała nas rozmawiających z różnymi ludźmi na ulicach, dzielących się posiłkami czy ubraniami, sama przyswoiła sobie wrażliwość na innych. W długiej kolejce w rosyjskim banku częstowała ludzi ciastkami, zostawiała dzieciom swoje zabawki.

Przemoc to inna sprawa. Dwa razy postanowiliśmy zmienić trasę ze względu na bezpieczeństwo. Choć bardzo nas to kusiło, nie przejechaliśmy przez Dagestan ani przez Czeczenię. Nie wybraliśmy się na kilkudniową przeprawę na koniach przez gruzińskie góry. Gdybyśmy byli bez Hani - pojechalibyśmy.

W RYTMIE DZIECKA

Zwykła para młodych ludzi w podróży może czasami zapomnieć o rzeczach przyziemnych: o spaniu, o jedzeniu. Może zawalić kilka nocy i odespać je później.

Z dzieckiem trzeba się choć trzymać jakiegoś rytmu. Przemieszczaliśmy się samochodem dwa razy w ciągu dnia. Zgraliśmy to z dwiema drzemkami Hani: przed południem i po południu. Kiedy tylko robiła się zmęczona i marudna, wkładaliśmy ją do fotelika samochodowego i jechaliśmy dalej.

KONTAKTY RODZINNE

A co z budowaniem ważnych w życiu dziecka więzi? Zależało nam, żeby Hania była z dziadkami w kontakcie. Mieliśmy ze sobą zdjęcia babć i dziadków, rozmawialiśmy o nich dużo, dzwoniliśmy albo przynajmniej bawiliśmy się w dzwonienie. Dziadkowie odwiedzili nas po drodze - jedni w Bułgarii, a drugi dziadek w Armenii. No i bardzo dużo dał nam skype i rozmowy przez laptopową kamerkę. Przez jakiś czas Hania mówiła nawet na laptopa "baba"...

TRUDNY... POWRÓT

Kolejna sprawa to powrót do rzeczywistości po takim wyjeździe. Jak dziecko odnajdzie się w nowej (czyli tej starej, normalnej) rzeczywistości, gdzie nie będzie miało atrakcji ani nowości każdego dnia? Okazało się, że dla Hani odkrywanie na nowo mieszkania było wielką frajdą. To nam, rodzicom, było trudniej.

Autorka z mężem Thomasem i córeczką Hanią odbyła półroczną podróż wokół Morza Czarnego. Relacje z ich wyprawy znajdziecie na stronie www.thefamilywithoutborders.com (Rodzina Bez Granic). Teraz są w trakcie przygotowań do kolejnej podróży - tym razem do Ameryki Środkowej, już z dwiema córeczkami: Hanią i Milą.

Zobacz także
Skomentuj:
Wielka włóczęga z małym dzieckiem
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX