1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Okna na świat

Julka siedziała naprzeciwko mnie z lekkim obłędem w oczach i próbowała napisać wypracowanie z polskiego.
Zupełnie nie wiem, co napisać - wyznała Julka, patrząc z rozpaczą w sufit.

- O czym? Nie wiesz, co napisać, o czym? - spytałam, odrywając się na chwilę od książki. Pasjonujące przygody głównego bohatera skutecznie izolowały mnie od rzeczywistości, chociaż, oczywiście, do czasu. Rzeczywistość siedziała naprzeciwko, gmerała długopisem w długich włosach i pisała wypracowanie. Czułam, że należy jej się chwila uwagi.

- O tym, co widać za oknem - wymamrotała rzeczywistość zniechęcona.

- Za którym oknem? - Rozejrzałam się niespokojnie. W mojej książce główny bohater spędzał sporo czasu w domu, do którego przez okna zaglądały różne zagadkowe postaci. Zapatrzyłam się w okno - nikt przez nie nie zaglądał, w każdym razie nikt zagadkowy. Tylko pająk chwiejący się na długich włochatych nogach wytrzeszczył na mnie oczy z pajęczyny misternie utkanej w rogu szyby.

- Za którymkolwiek - wyjaśniła Julka. - Mam opisać widok za oknem.

- To wybierz sobie któreś - poradził beztrosko Jaś.

Julka rozejrzała się ponuro.

- Przez nasze okna nic nie widać - zauważyła przytomnie. - Są brudne.

- O, przepraszam - obruszyłam się. - Niedawno były myte.

- Sama zobacz - burknęła Julka. - Co widać przez nasze okna?

- Pająki - przyznałam, przyglądając się szybie. - I pajęczynę. Dwie. I gąsienicę w kokonie. Trzy komary. Dużo pyłu z sosen.

Zerknęłam na drzwi tarasowe - tu było jeszcze gorzej. Dyskretne smugi po psich nosach i zupełnie niedyskretne ślady po wędrówkach ślimaków. Odciski palców dzieci i kolonia biedronek. I dużo pyłu z sosen.

- Ojejku - westchnęłam.

- No przecież nie napiszę, że przez nasze okna widać pajęczyny - jęknęła Julka. - Jak w jakichś slamsach.

- Jakich slamsach? - oburzyłam się - Przecież mieszkamy w lesie. Pylą sosny. Pajęczyny rozrastają się zaraz po umyciu okna.

Jaś spojrzał na mnie z ukosa.

- U Marcina nie ma pajęczyn w oknach - mruknął. - I w ogóle jego mama ciągle sprząta. A ty tylko ciągle czytasz.

- Ty też ciągle czytasz - zauważyłam uprzejmie, chociaż poczułam się jak porastająca pajęczynami matka dysfunkcyjna. - I nie sprzątasz. W każdym razie nie ciągle.

- Powinniśmy umyć okna - ożywiła się Julka.

- Najpierw napisz wypracowanie - poradziłam.

- Ale co mam napisać? - Julka oklapła. - Że widzę pająki? Biedronki? Gluty po ślimakach? I wszystko posypane żółtym proszkiem?

- Mam pomysł - oznajmiłam olśniona.

Posadziłam Julkę przy moim biurku, z którego mam widok na najładniejszą część ogrodu. Przez największe okno.

- I jak? - spytałam z triumfem.

- Tak samo - spojrzała na mnie z lekką dezaprobatą. - Plus ptasia kupa.

Otworzyłam okno na całą szerokość.

- A teraz?

- Miało być przez okno - jęknęła Julka.

- Jest przez okno - zapewniłam. - Wyobraź sobie, że futryna to rama obrazu, i opisz obraz, kolory, kształty, światło, bliższe i dalsze plany. Pisz.

Julka napisała pierwsze zdanie, a ja włożyłam gumowe rękawiczki i, uzbrojona w ściereczki oraz płyn do mycia okien o zapachu cedru, stanęłam przed drzwiami na taras.

Sytuacja była niełatwa. Nie mogłam napsikać na pajęczyny, bo żal mi było pająków. Na biedronki nie mogłam tym bardziej. A już w żadnym razie nie byłam w stanie spryskać czterech gąsienic wiszących na cieniutkich nitkach głowami w dół. Już sobie wyobrażam te cztery motyle, z piętnem wczesnodziecięcej traumy o zapachu cedru. Manewrując ściereczką między owadami, zmyłam żółty pył, ślady psich nosów i szlaki ślimaków. Potem obeszłam dom dookoła i umyłam wszystkie okna po kolei, zafascynowana rozmaitością i różnorodnością tego wszystkiego, co potrafi przylepić się do szyb. W okiennych zakamarkach znalazłam mech, jajka ślimaków, puszki dmuchawców, spacerujące mrówki i tajemnicze zebranie brązowych żuków - to na zewnątrz. Od środka było może nie gorzej, ale inaczej - ślady plasteliny, tajemnicze odciski palców i galaretkowaty ludzik zsuwający się po szybie, który, porzucony, zamienił się w pomarańczową breję.

- Ojej - skomentował Jaś, zaskoczony błyskiem szyb. - Ale dziwnie. Prawie jak u Marcina.

- A czy to nie zaszkodzi pająkom? - zatroszczyła się Julka. Wypracowanie miała już gotowe, więc patrzyła na świat z większą życzliwością.

Wieczorem w drzwi tarasowe, jak się okazało, nadmiernie i myląco przezroczyste, uderzył leśny gołąb. Odbił się i opadł na trawę koślawym lotem. Na szczęście nic mu się nie stało, ale ja postanowiłam zapamiętać ten epizod, na wypadek gdyby ktoś jeszcze domagał się, żeby było "jak u Marcina".

Następnego dnia rano wszystkie okna pokrywała warstwa żółtego sosnowego pyłu, pająki uwijały się raźno, wyspane ślimaki wędrowały po szybach w górę i w dół, a ślady psich nosów wróciły na swoje miejsce. Ja wróciłam do mojej książki, a główny bohater, udręczony zaokiennymi wizjami, postanowił skończyć z nimi raz na zawsze i starannie zasłonił wszystkie szyby. To też jest jakiś sposób.