1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Wielka gra

Gry planszowe to znakomita rozrywka dla dzieci. Z dorosłymi bywa różnie.


Gramy? - zaproponował Jaś, taszcząc kilka pudełek.

- A w co? - spytałam bez entuzjazmu. Szczerze mówiąc, bardzo bez entuzjazmu.

Wyjechaliśmy na weekend do Puszczy Białowieskiej. Dzieci wzięły różne gry, na wypadek deszczu. Wypadek okazał się przewlekłym koszmarem, niekończącą się ulewą z szaroburego nieba, które przejaśniało się tylko po to, żeby za chwilę zgromadzić następne czarne chmury. Lało od rana do wieczora - na wszystko: na żubry i żubronie, na jelenie i dziki, na drewniane cerkiewki, które, w strugach deszczu, próbowaliśmy obejrzeć, na rzeczkę Narewkę, na Dęby Królewskie, na bociany w wielkich gniazdach i na krowy smętnie moknące na łące, którą widzieliśmy z okna.

- W "Piratów" - powiedział Jaś.

- W "Cluedo" - zaproponowała Julka.

- W "Ryzyko" - mruknął nieuważnie mąż, nie odrywając wzroku od książki.

Rozejrzałam się w panice. Jeśli chodzi o gry planszowe, zatrzymałam się w rozwoju dawno temu, kiedy dzieci były jeszcze całkiem małe i grałam z nimi w gry, które pamiętałam z własnego dzieciństwa. Chińczyk, warcaby, drabiny i węże, loteryjka i różne wersje klasycznych gier, w których rzuca się kostką i przeżywa nieskomplikowane przygody - proszę bardzo. Ale żadnych powikłań strategicznych, taktycznych i logistycznych, maksimum moich możliwości to "Superfarmer".

- Mamo? - spytała Julka. - A ty w co chciałabyś zagrać?

Przymknęłam oczy.

- W "Grzybobranie" - oznajmiłam z pogodną nonszalancją.

Dzieci przewróciły oczami.

- Najchętniej w tę wersję z drewnianymi grzybkami - dodałam z uśmiechem i błogim przekonaniem, że moja deklaracja zapewni mi święty spokój na najbliższe dwie godziny. Nikt normalny nie będzie chciał grać w grzybobranie, a ja sobie poczytam.

I rzeczywiście, po kwadransie dyskusji, w co zagrać, bo każdy chciał w co innego, padło na straszliwie skomplikowaną grę strategiczną.

Polegała z grubsza na pływaniu statkiem po planszy, rabowaniu skarbów, zawijaniu do podejrzanych portów w celu napełnienia ładowni kawą albo papryką oraz na krótszych lub dłuższych postojach w obskurnych portowych spelunach. Monotonię rejsu urozmaicały podwodne rafy, głodne rekiny i zdziczali piraci, ale w sumie było to nudne jak flaki z olejem, długie i jakby nierozstrzygalne. Zwinęłam się w kłębek pod kocem i z satysfakcją rozmyślając o korzyściach płynących z własnej niezborności intelektualnej, zajęłam się lekturą. Na krótko.

- Teraz mój ruch - skrzeczał Jaś.

- Nie, mój! - darła się Julka.

- Zaraz, zaraz - próbował mediować mąż. - Przed chwilą Julka wpłynęła do portu, a Janek kupił beczkę przypraw. To teraz chyba mój ruch?

- On potrącił mój statek!

- Ona zepsuła mój rulonik monet!

- On jest głupi!

- Ona jest beznadziejna!

- Jeśli nie chcecie się dogadać, przerywamy grę - oznajmił mąż, łakomym okiem łypiąc na odłożoną na czas gry książkę.

- Nie gram z wami - nabzdyczył się Jaś. - Zagram z mamą w "Grzybobranie".

Wzdrygnęłam się nerwowo.

- .mama przynajmniej nie rozwala mi grzybków tak jak Julka.

Mąż rozjaśnionym spojrzeniem ogarnął swoje łóżko, koc i książkę.

- To znakomity pomysł - oznajmił z uśmiechem.

- Znalazłem prawdziwka! - cieszył się Jaś.

- A ja maślaka - pochwaliła się Julka.

Ja nie znalazłam nawet parszywej kurki - brnęłam przez leśną planszę, omijając grzyby i co chwila pakując się w zasadzki: a to wyrzuciłam śmieci pod drzewkiem, a to rozpaliłam ognisko na zarośniętej polanie, co, jak wiadomo, jest surowo wzbronione w każdym lesie.

- Mamo - rozczulił się Jaś. - Ty nawet w "Grzybobranie" nie umiesz grać. Może dam ci kilka moich grzybków?

- Nie, nie, dziękuję - odparłam

z uśmiechem. - To dopiero pierwsza runda, w końcu na pewno coś znajdę.

I faktyczne - zakończyłam grę z muchomorem w koszyku. Dzieci były lekko zażenowane - jakoś zaakceptowały fakt, że instrukcje od pewnego poziomu komplikacji są dla mnie niezrozumiałe, ale "Grzybobranie"? To już zakrawało na skandal. Poszeptały między sobą i wystąpiły z następującą propozycją:

- To może zagramy w coś, w co na pewno umiesz grać? - spytały. - Będziesz mogła rzucać pierwsza, chcesz? To na co miałabyś ochotę?

W ostatniej chwili ugryzłam się w język i nie odpowiedziałam zgodnie z prawdą: na czytanie, spanie, ciszę, samotny spacer. I żeby gry planszowe zniknęły z powierzchni ziemi na najbliższych kilka dni. Zamiast tego szybko zlustrowałam stertę pudełek, żeby zorientować się, której gry na pewno n i e m a m y.

- Dziękuję, to miła propozycja - powiedziałam z promiennym uśmiechem - Zagrałabym w "Spacer krasnoludków"

- O rany, mamo - załamał się Jaś. - "Spacer krasnoludków" jest dla dwulatków.

- A poza tym - zafrasowała się Julka - nie wzięliśmy go ze sobą.

- To okropne - pokiwałam głową. - W tej sytuacji chyba musicie pograć z tatą w te pirackie przygody.

Mąż spojrzał na mnie ciężkim wzrokiem.

- "Spacer krasnoludków" jest w komplecie z "Wyścigami konnymi", w niebieskim pudełku - oznajmił z satysfakcją.

- Co za szczęście - rozpromieniła się Julka. - A już myślałam, że biedna mama nie będzie miała żadnej rozrywki na swoim poziomie.

Więcej o: