1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Wykopaliska

Niewiele brakowało i nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że pod naszym płotem, za krzakami róż, zatonął kiedyś żaglowiec ?Klementyna?. Z ładownią pełną skarbów.
Obudził mnie przeciągły ryk.

- Jest! Jest! - wrzeszczała Julka.

- Nareszcie! - krzyczał Jaś.

Mniej więcej pół godziny wcześniej zasnęłam z książką w hamaku, w błogim poczuciu, że zaczyna się wiosna, pachnie maciejka i życie jest piękne. Ryk dzieci nieco mnie zdezorientował i, zanim otworzyłam oczy, próbowałam sobie przypomnieć sytuację wyjściową, to znaczy stan, w jakim zostawiłam ich przed drzemką. Dzieci kopały - to na pewno. Kopały uparcie i z niesłabnącym entuzjazmem. Cały ogród usiany był mniejszymi i większymi dołkami i górkami, jak po przejściu armii obłąkanych kretów. Kopały od kilku dni, więc trochę straciłam orientację, czego szukały dzisiaj - kryształowej czaszki, jak Indiana Jones? Czy może pirackiego skarbu? Udawały Williama Bucklanda, najnowszego bohatera ich geologiczno-paleontologicznej wyobraźni i szukały resztek zmurszałego dinozaura? Bawiły się w podróż do wnętrza Ziemi?

Rozejrzałam się ostrożnie. Julka i Jaś tkwili po pas w dole wygrzebanym pod płotem za szpalerem dzikich róż.

- Skarb! Mamy skarb! - krzyczał Jaś. - Z zatopionego statku!

Nagle mnie olśniło - od wczoraj, od kiedy mąż opowiedział dzieciom, że kiedyś była tu pradolina Wisły, Julka i Jaś szukali skarbu z zatopionego żaglowca. Nie mieli dużych wymagań - ot, trochę złota, kilka worków szlachetnych kamieni i ze dwa szkielety. Zwlokłam się z hamaka i szeptem poinformowałam męża drzemiącego w sąsiednim:

- Znaleźli skarb.

- Świetnie - oznajmił mało przytomnie.

- Nie chcesz zobaczyć?

- Wczoraj znaleźli szkielet dinozaura, przedwczoraj trupa króla Azteków, w środę kieł tygrysa szablozębnego, a we wtorek obgryzioną płetwę latimerii.

- Ale skarb to co innego.

Po kilku minutach przepychanek, kto porzuci zaciszny i jeszcze nie przekopany zakątek ogrodu i obejrzy skarb z zatopionego żaglowca, oboje stanęliśmy nad gigantyczną dziurą w ziemi. I zaniemówiliśmy z wrażenia.

Pierwszy odezwał się mąż. - Trzeba to wykopać - wykrztusił z wytrzeszczonymi oczyma.

- No pewnie, że trzeba! - piały zachwycone dzieci.

Po kwadransie dziura w ziemi była już poszerzona, a zawartość wydobyta ostrożnie, delikatnie i starannie.

- Przenieśmy to na taras - zaproponowała Julka z wypiekami na twarzy.

- Trzeba to umyć i obejrzeć - wyszeptał Jaś, półprzytomny z wrażenia.

Przez kolejną godzinę, zaopatrzeni w grube rękawice, przenosiliśmy znalezisko na taras i płukaliśmy każdy skarb.

- Ojejku, tato, kiedy ten statek mógł zatonąć? - piszczał Jaś.

- Co to jest? - pytała Julka. - A to? A to?

Uważnie przeglądałam to, co rozłożyliśmy na tarasie.

Szklane buteleczki o wymyślnych kształtach i fakturach, potłuczone fragmenty porcelany w różyczki i kolorowe szkiełka niewiadomego pochodzenia, wyszczerbione noże i kawałki fajansowych naczyń, pozostałości po karafkach z rżniętego szkła i dziurawy żeliwny garnek. Wszystko to wyglądało imponująco - jak prawdziwy skarb z zatopionego żaglowca.

Kolejne dni upłynęły dzieciom na oglądaniu, czyszczeniu i katalogowaniu zbiorów.

Niektóre eksponaty były naprawdę zachwycające - Jaś upodobał sobie korek od karafki w kolorze kobaltowego błękitu, a Julka "czarodziejską kulę" - coś, co wyglądało jak szklany izolator i prawdopodobnie nim było. Wszyscy byliśmy tak zafascynowani kolekcją kolorowych szkiełek, buteleczek i rysunków na porcelanowych kawałkach, że pytanie o pochodzenie skarbu przyszło nam do głowy dopiero po kilku dniach. Nam - dorosłym, bo dla dzieci sprawa od początku była jasna, a obecność skarbu z zatopionego żaglowca w naszym ogrodzie, w krzakach róż, na głębokości półtora metra, nie budziła wątpliwości. Mąż podchodził do sprawy zdroworozsądkowo, twierdząc, że ktoś to kiedyś musiał zakopać. We mnie widok resztek filiżanek w różyczki budził mgliste wspomnienia z wczesnego dzieciństwa, ale nie umiałam ich sprecyzować.

Kilka dni później odwiedził nas mój ojciec. Julka i Jaś natychmiast zaciągnęli go do wykopanych skorup, opowiadając o skarbie z zatopionego żaglowca.

- O! - ucieszył się dziadek. - Gdzie to znaleźliście?

- Tam, gdzie zatonął statek - wyjaśnił Jaś. - Pod płotem, za różami.

- To niesłychane - mruknął dziadek.

- Prawda? - szepnęła Julka. - Jesteśmy prawdziwymi odkrywcami.

- O co chodzi? - spytałam ojca, kiedy już popodziwiał i skarb, i odkrywców.

- To śmietnik prababci Klementyny - wyjaśnił konfidencjonalnym szeptem. - Późne lata czterdzieste i wczesne pięćdziesiąte. Wzdłuż płotu jest przynajmniej dziesięć takich.

- Jaka Klementyna? - zainteresował się Jaś.

- Tak nazywał się ten żaglowiec - obwieścił dziadek z szerokim uśmiechem. - Ten, który zatonął w pobliżu waszego płotu dawno, dawno temu.

Więcej o:
Komentarze (1)
Wykopaliska
Zaloguj się
  • lajlah

    Oceniono 4 razy 4

    Z prawdziwą przyjemnością powracam do tekstów Pani Szczypiorskiej- Mutor, które były kilkanaście lat temu publikowane w "Dziecku". Wspaniała, nostalgiczna podróż, do czasów, gdy mój dziś- 18-letni dorosły syn był małym dzieckiem. Wspaniałe, pełnie humoru i ciepła felietony, które dzisiaj czytam nieomal z łezką w oku. Serdeczne pozdrowienia dla Autorki, może jeszcze czasem tu zagląda :)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX