Gotowi, do biegu...
11.03.2010
, aktualizacja: 11.03.2010 10:17
Uprawianie sportu samemu nie jest łatwe, ale z dziećmi - to prawdziwe wyzwanie.
Potrzebne mi buty do biegania - oznajmiłam rodzinie zgromadzonej przy sobotnim śniadaniu.
- Po co? - zainteresował się mąż.
- Do biegania - mruknęłam. - W ogóle nie słuchasz, co mówię.
- Słucham? - zdziwił się mąż.
- Właśnie nie słuchasz - burknęłam. - Powiedziałam, że potrzebne mi buty do biegania.
- To usłyszałem - odparł mąż z westchnieniem. - Ale pytałem, po co ci buty do biegania.
- O rany - syknęła Julka do Jasia. - Znowu mają problemy z komunikacją. - Tato - zwróciła się do męża tonem cierpliwej przedszkolanki - buty do biegania służą do biegania.
- Ale mama nie biega - zaprotestował skołowany mąż.
- Zamierzam zacząć - wyjaśniłam.
- To znaczy, że już wiosna - rozpromienił się Jaś. - Mama zawsze na wiosnę
zamierza zacząć.
W poniedziałek nastawiłam budzik na szóstą.
Kiedy zadzwonił, ocknęłam się z trudem (poprzedniego wieczoru długo dyskutowałam z mężem, które trasy do biegania w lesie są najlepsze). Szósta rano to nie jest godzina dla ludzi, w każdym razie nie dla tak leniwych, jak ja. Leżałam półprzytomnie, gapiąc się w okno dachowe i walcząc z pokusą maleńkiej drzemki. Obudziłam się o dziesiątej. W domu nie było już nikogo. Włożyłam dres i buty do biegania, zrobiłam sobie poranną kawę i wyszłam na taras. Zagapiłam się na ogród - wiosennie wyliniałe, półśpiące wiewiórki snuły się między drzewami w poszukiwaniu zapomnianych, zakopanych jesienią orzechów. Było zimno. Wilgotno. Jakby padał drobny deszczyk. Obeszłam dom dookoła, tak na próbę, podrygując truchcikowato co kilka kroków. Ślisko. Niebezpiecznie - przełożę bieganie na jutro, postanowiłam.
- I co, biegałaś dzisiaj? - zagadnął mąż przy kolacji.
- Troszeczkę - odpowiedziałam ostrożnie.
- Ojej, mamo, naprawdę? - zachwycił się Jaś.
- Dokąd dobiegłaś? - zainteresowała się Julka.
- Do domu - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Julka zerknęła podejrzliwie.
- Ale w t a m t ą stronę?
- Po co? - zainteresował się mąż.
- Do biegania - mruknęłam. - W ogóle nie słuchasz, co mówię.
- Słucham? - zdziwił się mąż.
- Właśnie nie słuchasz - burknęłam. - Powiedziałam, że potrzebne mi buty do biegania.
- To usłyszałem - odparł mąż z westchnieniem. - Ale pytałem, po co ci buty do biegania.
- O rany - syknęła Julka do Jasia. - Znowu mają problemy z komunikacją. - Tato - zwróciła się do męża tonem cierpliwej przedszkolanki - buty do biegania służą do biegania.
- Ale mama nie biega - zaprotestował skołowany mąż.
- Zamierzam zacząć - wyjaśniłam.
- To znaczy, że już wiosna - rozpromienił się Jaś. - Mama zawsze na wiosnę
zamierza zacząć.
W poniedziałek nastawiłam budzik na szóstą.
Kiedy zadzwonił, ocknęłam się z trudem (poprzedniego wieczoru długo dyskutowałam z mężem, które trasy do biegania w lesie są najlepsze). Szósta rano to nie jest godzina dla ludzi, w każdym razie nie dla tak leniwych, jak ja. Leżałam półprzytomnie, gapiąc się w okno dachowe i walcząc z pokusą maleńkiej drzemki. Obudziłam się o dziesiątej. W domu nie było już nikogo. Włożyłam dres i buty do biegania, zrobiłam sobie poranną kawę i wyszłam na taras. Zagapiłam się na ogród - wiosennie wyliniałe, półśpiące wiewiórki snuły się między drzewami w poszukiwaniu zapomnianych, zakopanych jesienią orzechów. Było zimno. Wilgotno. Jakby padał drobny deszczyk. Obeszłam dom dookoła, tak na próbę, podrygując truchcikowato co kilka kroków. Ślisko. Niebezpiecznie - przełożę bieganie na jutro, postanowiłam.
- I co, biegałaś dzisiaj? - zagadnął mąż przy kolacji.
- Troszeczkę - odpowiedziałam ostrożnie.
- Ojej, mamo, naprawdę? - zachwycił się Jaś.
- Dokąd dobiegłaś? - zainteresowała się Julka.
- Do domu - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Julka zerknęła podejrzliwie.
- Ale w t a m t ą stronę?
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów
Najczęściej czytane

Co tydzień najciekawsze informacje na temat rozwoju oraz wychowania dzieci.
Przykładowy newsletterCiąża i poród





