1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Świńska batalia

"Nie" znaczy "nie" - przynajmniej w podręcznikach dla rodziców.
Byłaby zupełnie malutka - zapewniła Julka.

- Niekłopotliwa - oświadczył Jaś.

- Czysta - dodała Julka.

- Miła - próbował dalej Jaś.

- Łaciata - jęknęła desperacko Julka,

jakby to był najważniejszy argument.

- Nie - powtórzyłam dziesiąty raz, setny w tym tygodniu. - Żadnych morskich świnek.

- Może pozmywam po obiedzie? - zaproponowała Julka.

- A co się stało? - spytałam nietaktownie.

- Och, nic takiego - odparła.

- A ja mogę zrobić porządek w łazience - zaproponował Jaś.

- Co możesz zrobić? - zdumiałam się.

- Zrobić porządek. Albo mogę wynieść śmieci - oświadczył Jaś z dziwnym uśmieszkiem.

Zapadła niezręczna cisza.

- Chodzi o świnkę? - zapytał mąż, nieco bystrzejszy w rozszyfrowywaniu podejrzanych ofert składanych przez dzieci.

- Byłaby zupełnie malutka - zapewniła Julka.

- Niekłopotliwa.

- Czysta i miła. Łaciata.

- Nie - powtórzyłam jedenasty raz, sto pierwszy w tym tygodniu. - Żadnych morskich świnek.

- Nie musicie kupować nam prezentów przez cały rok - oznajmiła Julka przy obiedzie.

- Oczywiście, że nie musimy - stwierdził mąż z uśmiechem.

Julka mruknęła coś pod nosem.

- Chodzi o to, że chcielibyśmy tylko świnkę. - Jaś westchnął żałośnie.

- Mieliśmy Leona - zaczęłam jak zdarta płyta. Powtarzałam to samo od kilku tygodni. - Mieliśmy Leona. Nie jestem gotowa na nową świnkę. Poza tym nie mam teraz czasu na zmienianie sianka, mycie klatki i obieranie marchewek.

- Ale my będziemy się nią zajmować - zapewniła Julka. - Sami.

- Wszyscy mają świnki - rozżalił się Jaś. - Tylko ja nie mogę mieć.

- Wszyscy, czyli kto? - zainteresował się mąż.

- Franek - chlipnął Jaś.

- Byłaby zupełnie malutka - wycedziła Julka z groźną miną.

- Niekłopotliwa - szepnął Jaś z buzią w podkówkę.

- Wiem - kiwnęłam głowa znękana. - Czysta, miła i łaciata. Ale nie.

Przez kilka kolejnych dni dzieci chodziły naburmuszone i złe, a rozmowa z nimi przypominała zabawę w pomidora.

- Chcecie kakao i grzanki? - pytałam w sobotni poranek.

- Chcemy świnkę - odpowiadała Julka.

- Macie ochotę na spacer? - pytał mąż.

- Mamy ochotę na świnkę - szeptał

Jaś ze łzami w oczach, dodając sakramentalne: "Wszyscy mają świnki, tylko my nie".

- Może pojedziemy na łyżwy? - proponowałam.

- Nie, dziękujemy - odpowiadały dzieci. - Wolimy do sklepu zoologicznego. Przynajmniej moglibyśmy sobie p o p a t r z e ć na świnki.

Po tygodniu Julka i Jaś nieco zmodyfikowali dotychczasową taktykę.

Najpierw na drzwiach lodówki pojawił się portret świnki morskiej, starannie namalowany plakatówkami. Zwierzaczek miał olśniewająco białe siekacze i bujne wąsy oraz wytrzeszczone oczy, z których spływały dwie łzy. Z półotwartego pyszczka unosił się komiksowy dymek z koślawym napisem: DLACZEGO?!

- To się nazywa manipulacja - oświadczyłam dzieciom.

- Tylko perswazja - oznajmiła chłodno Julka.

Po kilku dniach w książce, którą akurat czytałam, znalazłam wyrwany z jakiejś gazety artykuł o tym, jak dobrze mieć zwierzęta i jak znakomicie obecność świnek morskich wpływa na rozwój dzieci - psychiczny, społeczny, emocjonalny i każdy inny. Świnki są malutkie i dzieci świetnie mogą się nimi opiekować, dzięki czemu czują się ważne i uczą się odpowiedzialności - pisał ten głupek, który to napisał.

- Przeczytałaś? - spytały dzieci przy kolacji.

- Tak - jęknęłam znużona i zła. - Ten artykuł jest tendencyjny. Nie wiem, kto to napisał, ale z pewnością nie miał ani świnek, ani dzieci.

- To ty napisałaś, mamo - oznajmiła Julka z uroczym uśmiechem.

Dzieci szły za ciosem. Już następnego dnia zjawiły się w naszej sypialni z samego rana z dużym rulonem, który po rozwinięciu okazał się płachtą brystolu z nieregularnie rozsianymi wizerunkami świnek morskich, różowym nagłówkiem "Zobowionzanie" i długą listą deklaracji w kwestii opieki nad naszą przyszłą świnką morską - zupełnie malutką, niekłopotliwą, czystą, miłą i łaciatą.

- Bardzo pięknie - skomentowałam. - Ale nie chcę świnki. "Nie" znaczy "nie".

Waleria zjawiła się w naszym domu po trzech kolejnych dniach.

Ma osiem tygodni, więc jest zupełnie malutka. W zasadzie niekłopotliwa - przynajmniej dla mnie, dzieci zmieniają jej sianko i myją klatkę, nad którą wisi ich rozwlekłe "Zobowionzanie". Jest czysta i miła, chociaż chyba ma zupełnie inny charakter niż Leon. I wygląda inaczej - jest czarna w białe łatki. Na razie udaję, że to świnka Julki i Jasia, ale kiedy dzieci śpią, wyjmuję ją z klatki, głaszczę po nosie i dokarmiam cykorią.

- No i widzisz, mamo - skomentowała rozanielona Julka, kiedy przyłapała mnie na gruchaniu z Walerią. - Sama nie wiedziałaś, jak brakuje w domu świnki.

Więcej o: