1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Ładny gips

Czasem musimy zdawać zupełnie inne egzaminy niż się spodziewamy.
- Za tydzień mam egzamin - oświadczyłam zgromadzonej w kuchni rodzinie.

Jaś energicznie mieszał sos do sałatki, chlapiąc oliwą na wszystko wokół, Julka kroiła pomidory a mąż siekał czosnek. Psy ułożyły się pod naszymi nogami, żeby przypadkiem nikt ich nie przeoczył przy podziale jedzenia, chociaż amatorką sałatek była tylko Fela.

Nikt mnie nie zapytał, co oznacza "egzamin za tydzień", bo wszyscy już wiedzieli.

- Fajnie - ucieszył się Jaś i na chwilę przestał rozbryzgiwać sos po ścianach. - Będziemy chodzić z tatą na basen i na rowery i będziemy w kółko jeść pizzę. Albo tata będzie gotował obiady.

- Ale będziesz jeździć do czytelni - zastrzegł mąż. Nie znoszą, kiedy uczę się w domu - snuję się wściekła, że nie mogę się skupić, a kiedy już się skupię, wściekam się, że ciągle mi coś przeszkadza.

- Jasne - odetchnęłam z ulgą.

Tylko Julka się nie odezwała. Kroiła pomidory zerkając na mnie z ukosa. Wzięłam z miseczki jeden pomidor i ciachnęłam na pół.

- Co się stało? - spytałam mało dyplomatycznie.

- Znowu nie będziesz miała dla mnie czasu - burknęła Julka - Tylko czytasz i czytasz. Nie masz czasu ze mną porozmawiać. Znowu nie pójdziesz ze mną do kina.

- Byłyśmy w kinie tydzień temu - zdziwiłam się - Poza tym chodzisz do kina z koleżankami. Rozmawiamy codziennie...

- Ale za mało - wycedziła zimno Julka - Ciągle nie masz czasu.

- Mam mnóstwo czasu - westchnęłam - Ale nie tydzień przed egzaminem.

- Nie znoszę tych twoich egzaminów - Julka z impetem cisnęła pomidorową siekaninę do miski - I ciebie też nie lubię.

Następnego dnia po obiedzie zaczęłam pakować do czytelni książki i notatki. Julka obserwowała mnie spod oka.

- Przywieź mi teraz film z wypożyczalni - mruknęła chłodno i dodała po długiej przerwie - Proszę.

- Spóźnię się do czytelni - zaprotestowałam.

- W ogóle nie masz dla mnie czasu. - usłyszałam po raz dwudziesty.

- Jeżeli dziś nie przeczytam porcji na dziś, to jutro będę musiała zrobić dwa razy więcej - próbowałam tłumaczyć.

- Umówiłam się z dziewczynkami, że przyjdą do mnie dzisiaj i obejrzymy razem film - upierała się Julka.

- Mamy mnóstwo filmów - warknęłam coraz bardziej wściekła.

- Ale ja chciałam obejrzeć akurat ten, którego nie mamy. Umówiłam się - próbowała dalej. - Mówiłaś, że zawsze trzeba dotrzymywać słowa.

- Trzeba było się nie umawiać na oglądanie filmu, którego nie masz.

- Myślałam, że mi przywieziesz. Zapomniałam, że masz egzamin i nie masz dla mnie w ogóle czasu.

Policzyłam do dziesięciu.

- Pojadę po film - warknęłam myśląc jednocześnie, że nie powinnam jechać po żaden film, nie powinnam ulegać manipulacjom i kierować się poczuciem winy zamiast zdrowym rozsądkiem - tak powiedziałaby moja przyjaciółka, która jest psychologiem i wzorową matką. Ja nie jestem.

- Tylko otwórz mi bramę. Będzie szybciej. - dodałam zrezygnowana.

Kiedy wyszłam do samochodu obładowana stertą książek, Julka leżała na ziemi i głośno krzyczała. Lewa noga, wygięta pod dziwnym kątem puchła z sekundy na sekundę.

- Zaraz będziemy na miejscu - pocieszałam samą siebie, trzęsącymi się rękami zmieniając biegi. Starałam się jechać możliwie jak najszybciej, żeby błyskawicznie znaleźć się w szpitalu i możliwie jak najostrożniej, bo na każdej nierówności samochód podskakiwał, a Julka krzyczała z bólu.

Kiedy wpadłam z impetem na szpitalny podjazd, parkując prawie w izbie przyjęć przed nosem zdumionej recepcjonistki, noga Julki wyglądała już jak noga słonia z dodatkowym stawem miedzy kostką a kolanem.

- O la la - westchnął lekarz dyżurny a potem wypadki potoczyły się błyskawicznie. Trzymałam Julkę za rękę i biegłam za noszami na rentgen, półprzytomnie odpowiadając na pytania truchtającej obok pielęgniarki - o uczulenia, choroby, leki i doświadczenia z narkozą.

- Ja nie chce tu sama zostać - popłakiwała Julka.

- Nie zostaniesz sama - zapewniłam.

Po dziesięciu minutach wszystko było jasne.

- Obie kości złamane w dwóch miejscach, spiralnie, z przemieszczeniem - oświadczył lekarz.

Opadłam na krzesło.

- Julka zostaje w szpitalu, za trzy godziny pojedzie na blok operacyjny. Spróbujemy to poskładać w narkozie, ale to tylko próba. Może się nie udać.- uprzedził.

- Co wtedy? - jęknęłam.

- Po zabiegu zrobimy rentgen i jeśli coś będzie nie tak, za kilka godzin zrobimy drugą operację i połączymy kości śrubami.

Zrobiło mi się niedobrze. A nawet gorzej niż niedobrze.

- A co potem?

- Nie umiem powiedzieć. Złamanie jest spiralne, kości mogą się ześlizgiwać. Potrzebne będą kontrole. No i długa rehabilitacja. - zasępił się lekarz - A co ona robiła? Spadła ze schodów? Z roweru? Przewróciła się na rolkach?

- Nie - mruknęłam - Przewróciła się w ogrodzie, na miękkiej ziemi.

Lekarz popatrzył na mnie z lekkim powątpiewaniem i poszedł do kolejnego pacjenta.

- Bo nie miałam dla niej czasu - szepnęłam, kiedy już zniknął za zakrętem.

- Czy będę mogła tu zostać ? - zapytałam miłą pielęgniarkę, która przywiozła Julkę na oddział i właśnie podłączała jej kroplówkę ze środkiem przeciwbólowym...

- Oczywiście - uśmiechnęła się - Może pani tu spać, tam jest łazienka dla rodziców, kuchenka i lodówka.

- A ta operacja? - spytałam głupawo.

- Za trzy godziny. Może pani odprowadzić Julkę na blok operacyjny, ale dalej już nie. Przywieziemy ją obudzoną z narkozy i wtedy powiem pani, co dalej. A teraz sobie odpoczywajcie. Noga zaraz przestanie boleć.

- A pod narkozą na pewno nic nie będę czuła? - pytała Julka ze zgrozą w oczach.

- Nic a nic - uśmiechnęła się pielęgniarka.

- A jak się nie obudzę? - mruknęła Julka niby od niechcenia.

- Już my cię na pewno obudzimy, nie martw się - zapewniła pielęgniarka.

w ciągu następnej godziny przyjechał mąż z Jasiem, moja mama i dziadek. Dzwonił do Julki wujek, ciocia, prababcia i koleżanki.

- Dziewczyny podpiszą mi się na gipsie - poweselała Julka - I Janek nie będzie grzebał w moich rzeczach, bo jak go kopnę takim gipsem, to ho, ho.

- Ty małpo - oburzył się Jaś.

- Sam jesteś małpa - warknęła Julka.

- Kroplówka działa - mruknął mąż.

Wyszłam na korytarz, gdzie mój dziadek w zamyśleniu dopijał kawę z automatu.

- Narkoza jest bezpieczna, prawda? - spytałam patrząc w podłogę.

- Mam ci odpowiedzieć jak dziadek, czy jak lekarz? - spytał.

- Jak dziadek - chlipnęłam.

- W stu procentach bezpieczna - zapewnił dziarsko.

Pomilczałam chwilę.

- A jako lekarz powiem ci, że nie można denerwować pacjenta przed zabiegiem. Więc wytrzyj nos, zrób coś z twarzą i wracaj do Julki.

Potem wszyscy sobie poszli i trzeba było odprowadzić Julkę na operację. Po drodze opowiadałam jej jedną ze śmiesznych historyjek z czasów kiedy była malutka.

- Do zobaczenia - szepnęłam, kiedy za jej uśmiechniętą buzią, niebieską piżamką i spuchniętą nogą na szynie, zamknęły się drzwi.

Po dwóch godzinach przyjechała z powrotem. Żywa, poskładana i przytomna.

- Fajnie było - oceniła trzeźwo - Naprawdę bardzo przyjemnie. Myślałam, że to trwało chwileczkę. I nawet nie pamiętam, kiedy zasnęłam. Zadzwonię do taty. I do dziadków. I do koleżanek. Ale mam ładny gips - poklepała się z satysfakcją po zagipsowanej nodze - Czy od gipsu robią się rozstępy?

- Na pewno nie - uspokoiłam ją.

- Poczytasz mi? Pogramy w warcaby? Trzeba poprosić tatę, żeby przywiózł. I mojego misia Wełenkę. I szczotkę do włosów. Czy tu są jakieś dziewczynki w moim wieku? Jakie miłe są te wszystkie panie, prawda?

Spędziłyśmy w szpitalu tydzień. Ten sam, który miałam spędzić w czytelni. W dzień jeździłam na trochę do domu i próbowałam się uczyć. U Julki był mąż z Jasiem, reszta rodziny, przyjaciółki z klasy, nowe koleżanki ze szpitala. Byłam zmęczona, niewyspana, skołowana, planowałam tylko z dnia na dzień, czasem z godziny na godzinę. Długie wieczorne rozmowy z Julką stały się nagle bardzo przyjemne i bardzo ważne. Zdałam egzamin.