Piotruś Pan, czyli językoznawstwo stosowane

Magda Szczypiorska-Mutor
09.10.2007 , aktualizacja: 09.10.2007 14:22
A A A Drukuj
Jaś i Julka poznają brzydkie wyrazy.
Codziennie rano obmyślałam chytry plan, jak utrzymać dzieci z daleka od bluzgającego pana Piotrusia.
Codziennie rano obmyślałam chytry plan, jak utrzymać dzieci z daleka od bluzgającego pana Piotrusia.

ZOBACZ TAKŻE
- Mamo, czy pan Piotruś mówi gwarą? Jak górale? - zapytał Jaś.

- No wiesz - prychnęła Julka - U mnie w szkole jeden taki żul mówi prawie jak pan Piotrek. A nie jest góralem.

- Nie mówi się żul o ludziach - poprawiłam odruchowo.

- A o kim ? - zdziwiła się szczerze Julka - o zwierzętach?

- A mówi się fiut? - zainteresował się Jaś.

- Nie - westchnęłam - "Fiut" to słowo ordynarne.

- A znaczy to samo, co żul? - dopytywał się Jaś.

- Nie - zaprzeczyłam ostrożnie - Żul to taki chuligan

- A fiut to taki siusiak - doprecyzowała Julka.

- A pan Piotruś mówi "fiut" - poskarżył Jaś - Ale nie na siusiaka, tylko na swojego szefa.

- No i, k , tak to jest. - stwierdził filozoficznie pan Piotruś, fachowiec, który od kilku dni uwijał się w naszej garderobie na stercie desek, wśród rozsypanych gwoździ. Śmiecił wszędzie trocinami i wgryzał się w ściany jazgoczącą wiertarką w zupełnie nieoczekiwanych miejscach, trafiając w kabel od prądu albo w przewód od wentylacji. Dziury rył nie tam, gdzie trzeba a wszelkie przyrządy do mierzenia odległości miał w głębokiej pogardzie. To wszystko razem nazywało się, że robi półki.

Na dodatek z podziwu godnym zacięciem, po każdej, najgłupszej czynności przysiadał "dla relaksu" na kupie trocin i snuł nieco paranoiczne opowieści pełne surrealistycznych dywagacji, nagłych zwrotów akcji i mrożących krew w żyłach przypadków.

Nie byłoby w tym nic sensacyjnego, ot, jeszcze jeden niezrealizowany gawędziarz, gdyby nie pewien problem - pan Piotruś komponował swoje opowieści właściwie z czterech słów, dwóch rzeczowników i dwóch czasowników. Jeden rzeczownik był na "k", drugi na "h" lub "ch" (nigdy nie wiem) a czasowniki zaczynały się na "j" i "p".

Wygląda to może dość ubogo, ale to tylko jakże mylące pozory - pan Piotruś był słowotwórczym mistrzem i przy pomocy różnych wyrafinowanych przedrostków tworzył tak nowatorskie konstrukcje, że słuchałam go z prawdziwym podziwem, walcząc z przemożnym pragnieniem, żeby w kupie desek zagrzebać dyktafon.

Problem polegał na tym, że czasem słuchały go także dzieci, mimo moich karkołomnych wysiłków, żeby zająć je czymś innym, gdzieś daleko.

Efekty były łatwe do przewidzenia, błyskawiczne, i, niestety, dość ponure.

- Mamo - zagadnął Jaś w kilka minut po tym, jak przeszedł koło pana Piotrusia snującego opowieść o gastrycznych przypadłościach - A co to są pier wrzody? Czy to jakiś specjalny gatunek wrzodów?

- Trudno powiedzieć - odpowiedziałam szczerze. W przypadku pana Piotrusia mogło to znaczyć wszystko i nic. - Ale to bardzo wulgarne słowo i kulturalni ludzie tak nie mówią

- To pan Piotruś nie jest kulturalny? - spytał natychmiast Jaś.

- Eee - zająknęłam się czując, że sytuacja mnie przerasta.

Podziel się

  • 10 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Piotruś Pan, czyli językoznawstwo stosowane magam5 22.10.07, 18:14

    ... na szczęście, byłam na nie skazana tylko prze kilka sekund a nie przez 3 dni !!! Przechodząc z moją 3-letnią córką obok grupki robotników, którzy coś tam "niby" naprawiali w związku z »

  • Piotruś Pan, czyli językoznawstwo stosowane mmena 23.10.07, 11:08

    Kiedys od jednego z dwoch robotnikow biegnacych do autobusu uslyszalam (wtlumaczeniu na polski): "o jej, uciekl nam autobus".W jego jezyku bylo to: "o k..., spier... nam h..". »

  • W niektorych jezykach nie istnieja wulgaryzmy pyorunochron 23.10.07, 18:07

    W niektórych językach nie istnieją wulgaryzmy - np. w języku litewskim ijęzykach skandynawskich. Języki te nie przyrównują innych rzeczy czy czynnoścido rzeczy i czynności seksualnych.»