1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Korzenie

Cieszę się, kiedy na cmentarzu dzieci pytają: "Mamo, to ten prapradziadek, który wrzucił żabę do zupy?". Myślę, że prapradziadek też by się cieszył
Wczesne lata 90. W podróży po Białorusi i Litwie, które właśnie odzyskały niepodległość, trafiam do Swojatycz pod Nowogródkiem. Tu urodził się mój dziadek. Wysiadam z samochodu, rozglądam się. Pachnie łąką i bzem. Wiem, że domu, który znam ze zdjęć, już nie ma. Ale może chociaż miejsce, kawałek muru, drzewa, jakiś ślad... Nie wiem, dokąd iść, gdzie szukać. Podchodzę do staruszki siedzącej na ławeczce pod ogromną lipą. Patrzy na mnie badawczo, wzrokiem z innego czasu, z innego świata.

- A nazwisko jakie? - pyta, kiedy opowiadam o mojej podróży.

- No oczywista, że znałam - rozjaśnia się natychmiast. - Taki czarny, przystojny pan, wszystkie panny we wsi się w nim kochały. Ho, ho! Z żoną nauczycielką dwóch synaczków mieli... Oczywista rzecz, że pamiętam. A pani kto?

- Prawnuczka - szepczę. Siadam obok, na ławce, bo nogi się pode mną uginają.

- O mój Boże - przytula mnie nagle i płaczemy obie.

Potem opatula się chustką (początek maja jest wyjątkowo chłodny, od łąk ciągnie wilgoć) i wędrujemy polną drogą.

- Wiele nie zostało - frasuje się staruszka. - Ale wszystko pokażę.

To dziwna droga. Idziemy i idziemy, a ja wyobrażam sobie, jak to będzie. Wiem, co chciałabym zobaczyć - dom, o którym tyle słyszałam, pradziadków i mojego dziadka, za którym tęsknię. Choć na chwilę cofnąć czas. Jakby istniał jakiś inny świat, jakby wystarczyło tylko się wybrać w daleką podróż, żeby ich wszystkich odnaleźć. Wiem, że to niemożliwe, ale czuję lekkie rozczarowanie, kiedy nagle staruszka zatrzymuje mnie i wskazując ręką na zarośniętą, prawie pustą łąkę, mówi:

- To tu.

Oglądam resztki zabudowań gospodarczych, kawałek muru, ścięte niedawno spróchniałe lipy, zdziczałe róże i bzy. Robię zdjęcia. Płaczę. Pakuję do plecaka odłamki zwietrzałej cegły i kawał spróchniałego drewna.

- A co z nimi? - pyta staruszka.

Nie mogę mówić przez ściśnięte gardło. Ich już nie ma. Zginęli w powstaniu, na Starówce. Znałam ich tylko z opowiadań. Dziś tak, jakbym ich spotkała.

Od tego czasu, kiedy zapalam lampkę na zbiorowej mogile na Powązkach, nie myślę o bombardowaniu, w którym zginęli. Myślę o Swojatyczach. Czasem próbuję sobie wyobrazić, o czym myśleli oni, siedzący w swoich fotelach, trzymający się za ręce, kiedy odmówili zejścia do schronu. O czym się myśli w takich chwilach? Lubię wierzyć, że o Swojatyczach - o łąkach zachodzących mgłami, o lipach, które wtedy, w sierpniu, pachniałyby najmocniej, o różach i bzach.



Mam 16 lat i w pierwszych dniach listopada wybieram się z tatą na cmentarze.



To taka nasza tradycja, niezależna od rodzinnego odwiedzania grobów zakończonego obiadem u babci.

Najpierw Powązki Wojskowe - dziadek i babcia, rodzice taty. I symboliczna lampka dla brata dziadka, oficera marynarki, który zginął w obronie Gdyni. Wspominamy. "A pamiętasz...?, "Pamiętasz...?".

Pradziadkowie - dwa zbiorowe groby powstańcze. Potem kwatera "Parasola", w którym cioteczna babcia była łączniczką, "Baszta", gdzie walczył drugi dziadek. No i "Zośka", "Rudy" i "Alek", i najmłodszy powstaniec, 12-letni Jędruś. Ogrodzony wysokim drewnianym parkanem pomnik ofiar Katynia i lampka dla pradziadka Bronka. Powstańcy styczniowi. I jeszcze inna ścieżka - Grochowiak, Tuwim, Brzechwa, Baczyński, Gałczyński, Nałkowska, Szancer...

Stare Powązki - katakumby, grób rodziny prababci. I w każdej alejce historia. Ćwiklińska, Pogorzelska, Dąbrowska, Staff, Leśmian, Parandowski, Wańkowicz. Rydz-Śmigły i Starzyński. Podkowiński. I tyle pasjonujących rozmów z tatą. "Czytałaś...?", "A czytałeś...?".

Cmentarz ewangelicko-augsburski, mój ulubiony - cichy, czysty, bez nadmiaru dekoracji. Protestancka rodzina mojej mamy - dziadek, prababcia i praprababcia, dalsi krewni.

Cmentarz żydowski - fascynuje mnie kultura żydowska, połykam książki na ten temat, opowiadam tacie. Ale sam cmentarz mnie przeraża, czuję tu - jak nigdzie indziej - straszliwy smutek i żal. Tata wyjmuje z kieszeni czapeczkę, na grobach kładziemy kamyki.

Jeszcze cmentarz tatarski. No i prawosławny - tu jesteśmy po raz pierwszy, szukamy śladów rodziny, o której dowiedzieliśmy się od poznanego niedawno dalekiego pradziadka.

Kilka miesięcy wcześniej w papierach po dziadku znalazłam list sprzed ośmiu lat. Autor - jak się później okazało - bratanek mojego prapradziadka, czyli mój stryjeczno-stryjeczny pradziadek Bohdan, pytał o dzieci i wnuki. Opracowywał historię rodziny. Napisałam do niego i umówiliśmy się na spotkanie. W małym mieszkanku zebrała się cała, nieznana mi dotąd daleka rodzina - i wszyscy byli do mnie podobni. Wyszłam stamtąd w szary zimowy wieczór po kilku godzinach rozmów i wspomnień, z grubym plikiem notatek, domowymi konfiturami z wiśni i historią rodziny od 1680 r. Przez kilka miesięcy spisywałam i porządkowałam opowieści, legendy, anegdoty.

Teraz wspólnie z tatą szukamy na cmentarzu prawosławnym grobów rodziny jednego z braci mojego prapradziadka.



Siedzę z Julką i Jasiem przy kuchennym stole.



Mży światło wiklinowej lampy, odczytujemy kaligraficzne, przedwojenne pismo pradziadka Bohdana. Czytam dzieciom różne zabawne kawałki. Sama zamyślam się smutno nad równiutkimi rubryczkami. Akt urodzenia, akt ślubu, akt zgonu... Czytam kolejno: "Czerdyń - Rosja", "Tomsk - Syberia", "Buchenwald - obóz". Albo: "Zginął w czasie manewrów na jeziorze Ładoga". Albo: "Zmarł w Korpusie Kadetów w Petersburgu".

- Opowiedz o tej praprababci, która poznała przyszłego męża w pociągu, a potem uciekła z domu, żeby za niego wyjść - prosi rozbawiony Jaś. Z nim na Wszystkich Świętych chodzimy tylko do najbliższej rodziny - na ewangelicki i na Powązki - ale zawsze zapala lampki na grobach Brzechwy, Tuwima, Szancera i Gałczyńskiego ("tego pana, który napisał o strasnej zabie").

- A opowiedz, jak pradziadek Staś robił zasadzki na pannę Klarę - chichocze Jaś. O, panna Klara, nauczycielka czy kuzynka, miała z dziadkiem Stasiem krzyż pański. A to żyłka rozpięta między krzakami jaśminu, w którą wpadała jak mucha w pajęczynę, a to miednica z zimną wodą ustawiona przy łóżku, a to włażenie na lipę i pukanie po zmierzchu do okienka...

- Czekajcie - przypominam sobie nagle. - Coś wam pokażę.

Wdrapujemy się na strych. Z pudła podpisanego "Swojatycze" wyciągam zdjęcia.

- Co to jest? - pyta Jaś.

- Kawałek muru i łąka. I krzak bzu, o tu. A tu, te pnie, to stare lipy...

- Po takiej pradziadek Staś wchodził na dach? - szeroko otwiera oczy Jaś. Delikatnie odwijam pieczołowicie zapakowane cegiełki i kawał spróchniałego drewna.

- To cegła z tego muru - pokazuję dzieciom na zdjęciu. - A to kawałek lipy. Ostrożnie dotykają paluszkami.

Potem mościmy się na kanapie i opowiadam im o mojej podróży. W notatkach pradziadka Bohdana pokazuję im, kto był mamą i tatą ich prapradziadka, tego przystojnego bruneta, w którym kochały się wszystkie panny. Wyszukuję pożółkłe zdjęcia. Rozkładam mapki z pracowicie zaznaczonymi rodzinnymi przeprowadzkami i przesiedleniami. Julka jest bardzo przejęta. W tym roku po raz pierwszy będzie towarzyszyć swemu dziadkowi i mnie w cmentarzowych wędrówkach. Ze względu na jej wiek i wiek mojego taty ograniczamy plany - tylko Powązki i Stare Powązki.

- A na żydowski? - pyta Julka, wielbicielka Chagalla i kołysanek w jidysz. - A na ewangelicki? A na prawosławny?

Kręcę głową, że nie, że to za dużo naraz. Na żydowski możemy pojechać, jeśli Julka i dziadek nie będą zbyt zmęczeni. Na ewangelicki pojedziemy całą rodziną. A na prawosławny pojadę sama - zapalić lampkę pradziadkowi Bohdanowi.

Więcej o: