1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Przyjaciele

Bez wszystkich naszych zwierzaków Julka i Jaś byliby zupełnie innymi dziećmi. I my bylibyśmy inni.
- Niech mi pan sprzeda tego psa - błagam, kompletnie pijanego faceta, który wlecze na sznurku łaciatego szczeniaka. Jest październik, 12 lat temu.

- Nie mogę, kochaniutka, nie mogę - zarzeka się, na zmianę czkając i głupkowato chichocząc. Piesek jedzie po błocie na plecach. Kiedy ich zatrzymuję, ostrymi ząbkami łapie mnie za sznurek od kurtki. Od kwadransa tkwimy w tym sznurkowym impasie - nikt nie chce zrezygnować. Wygrzebuję wszystko, co mam w portfelu. Wiem, że nie ruszę się bez psa. Nagle wydarza się cud - przełom w negocjacjach.

- A bierz go pani - czka facet, zataczając się lekko. - Jeszcze smycz dołożę - wręcza mi zabłocony sznurek. Biorę pieska na ręce, wycieram z błota, rozplątuję zaciśnięte na szyi supły. Szczeniak wtula się w mój sweter i liże mnie w ucho. Lucek - moja miłość, najwierniejszy, najmądrzejszy, uroczy łaciaty przyjaciel.

Pół roku później poznaję mojego męża i Lucek trochę się na mnie obraża. Znosi długie randki, spacery do rana, wyjazdy, w czasie których zostaje u rodziców. Na Julkę reaguje psią chorobą sierocą. Nie je, siusia, gdzie popadnie, zabiera jej zabawki i zakopuje pod swoim kocykiem. Przechodzi mu, kiedy Julka zaczyna raczkować po podłodze - okazuje się, że to świetny kompan, nareszcie w jego rozmiarze. Pojawienie się Jasia Lucek znosi filozoficznie. Ot, w życiu psa tak bywa. Po prostu przybył wspólnik różnych nielegalnych przedsięwzięć. Do dziś Lucek traktuje Jasia jak niezbyt rozgarniętego, ale znakomitego kumpla. Dla Julci jest szarmancki i czarujący.

Dzisiaj Lucek ma 12 lat. Od kilku miesięcy gorzej widzi, od roku czasem bolą go stawy. Im jest starszy, tym bardziej potrzebuje naszej uwagi, ciepła, obecności. Dzieci to wyczuwają i z przejęciem towarzyszą Luckowi u weterynarza, odmierzają kropelki, odżywki. Ostatnio pytają, ile żyją psy i jak długo będzie żył Lucek. Mówię im, że nie wiem, ale najważniejsze, żeby miał dobre, szczęśliwe życie. Lucek - indywidualista, dumny, honorowy, kochający, wierny i uśmiechnięty. Lubi biały serek i wafelki w czekoladzie. Po jedzeniu wyciera pyszczek w kanapę. Lubi szaleć na śniegu, drzemać w plamach słońca, bawić się gumowym jeżykiem. Lubi nas - swoje stado.



- Ona taka jest, wiecie - po przejściach - rozkłada ręce nasz kolega Mariusz.



Czarna, wilkowata suczka od kilku minut ryje w naszym ogrodzie doły, z furią wyrywa krzaki, orze trawę pazurami, toczy kamienie nosem, z którego leci krew. To nasz nowy pies. Jestem przerażona - nie ma z nim żadnego kontaktu. Mieszkamy w przyczepie na placu budowy, nasz dom ma dopiero parter i strop. Pies demoluje ogród, uwiązany na smyczy - szaleje. W nocy nie mogę zasnąć, zapalam lampkę i patrzę w nieobecne, przerażone psie oczy. Ona też nie śpi. Wyciągam rękę, głaszczę. Pies patrzy gdzieś przeze mnie.

- Czy ona nas nie lubi? - pyta rano trzyletnia Julka. Co jej powiedzieć? Że Mariusz znalazł ją pobitą i zagłodzoną? Klecę coś na miarę trzylatka. Układam plan, jak powoli ją oswoić. Tymczasem Julcia podchodzi do niej, obejmuje za szyję, przytula. Niewiarygodne - pies przymyka oczy, wtula nos w Julkę. Do niej przychodzi na pogłaskanie, za nią wodzi oczami. Nas traktuje nieufnie, z rezerwą. Przyglądamy się sobie nawzajem, myślimy nad imieniem.

- Niech będzie Fela - decyduje Julka.

Kilka miesięcy później wprowadzamy się do nowego domu. Fela zafascynowana jest ogniem w kominku - godzinami wpatruje się w płomienie, kręcąc głową. Po raz pierwszy układa się do spania brzuchem do góry i mruczy jak kot. Kiedy w rodzinie pojawia się Jaś, Fela rozkwita - szturcha go nosem, liże, czuwa przy wózku, podrywa się na każde piśnięcie i biegnie po mnie.

Dziś ma 10 lat. Jest inna niż Lucek. Mniej przywiązana, mniej ufna. Dzieci to szanują. Jej odrębność, zamyślenie, leciutki dystans. Spokój i nutkę szaleństwa. Lubi ganianie po lesie, kiszone ogórki i długie rozmowy - przechyla głowę, strzyże uszami i słucha. Niezwykle muzykalna. Bardzo melodyjnie wyje, zwłaszcza, kiedy córka sąsiadów ćwiczy na skrzypcach. Lubi repertuar klasyczny, a kiedy coś jej się nie podoba, zatyka uszy łapami.



- Jaka piękna, mamo, patrz! - wzdycha Julka.



W akwarium kłębią się cztery morskie świnki. Piąta stoi przy szybie i badawczo patrzy nam w oczy. Jest naprawdę piękna - rudo-biało-brązowa z różowym noskiem. Wychodzimy ze sklepu ze świnką. Z naszym Leonem. Pierwsze tygodnie są trudne. Leon cały czas spędza w domku, boi się dotyku. Zostawiony w spokoju na tydzień, dziczeje coraz bardziej. Rozmawiamy z dziećmi o oswajaniu.

- To tak jak z lisem i Małym Księciem - tłumaczy Julka Jasiowi. Powoli Leon przestaje się bać, przytulony pomrukuje i terkocze. Po dwóch miesiącach - cud - świnka gada! Kwiczy, ćwierka i pogwizduje w różnych tonacjach.

- Ona opowiada, co jej się śniło - oznajmia z powagą Jaś.

Kiedy na dole w kuchni obieram warzywa, Leon na górze przeraźliwie kwiczy.

- On mówi: "dawaj marchewkę!"- tłumaczy Julka.

Mają z Leonem dużo pracy - codzienna zmiana wody do picia, ziarenka, warzywa, owoce, dropsy. Kiedy zdarza im się o czymś zapomnieć, Leon alarmuje oburzonym piskiem. Razem smarujemy go maścią na uczulenia, kąpiemy w specjalnym szamponie, kiedy się drapie. Dzieci pocieszają zbulwersowanego zabiegami zwierzaczka.

Leon - pogodny, gadający stworek, niezwykle towarzyski. Lubi marchewkę, natkę pietruszki i głaskanie po łebku.

- Ma taki uroczo głupkowaty wyraz twarzy - zachwyca się mąż, natychmiast uciszany przez dzieci, "bo Leon wszystko rozumie".



Za progiem domu zaczyna się inny świat - dziki ogród.



Mieszkają tu drapieżne czerwone mrówki, pożerające swoje ofiary w mrocznych gniazdach pod kamieniami. Kiedy się podniesie taki kamień, każda mrówka łapie jednego mrówczego niemowlaka i w dwie sekundy znikają pod ziemią. Są kolorowe żuki i chrabąszcze, przedziwne skrzydlate ważki, stonogi, dżdżownice i wije. Są piękne, ogromne łaciate ślimaki bez muszli, które przechadzają się nocami po tarasie w świetle księżyca. Są sójki, dzięcioły, sikorki, szpaki, drozdy i sroki. Są dwie piękne synogarlice, które co rano budzą nas przeciągłym "hu-hu-huuu". Są wiewiórki i jeże, świerszcze jesienią wprowadzające się do domu i pająki jak ogromne włochate kule toczące się po ścieżkach. Czasem mamy tu boje na śmierć i życie - przepędzamy sroki, które dobierają się do gniazda wiewiórek, leczymy dzięcioła podziobanego przez rywala, ratujemy wijącą się dżdżownicę zaatakowaną przez mrówki.

Dzieci spędzają całe dnie w ogrodzie z lupą i lornetką. Julka najbardziej lubi wiewiórki - karmi je, obserwuje, jak uganiają się po drzewach. Jaś uwielbia ślimaki - wie, które to wstężyki, winniczki i pomrowy. Założył nawet hotel - przesiedla tam swoich ulubieńców i karmi sałatą i rabarbarem. Obydwoje chcą zostać przyrodnikami.





Więcej o: