1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Świąteczne obrazki

Lubię poświąteczny czas. Wygrzewam się w domowym cieple, leniwie wracam myślą do świąt. Cieszę się ich wspomnieniem jak jeszcze jednym prezentem. Przymykam oczy i...
- Daj mi gwiazdkę - prosi upaćkany miodem Jaś.

- Oj, za chwilę, Jasiu - Julka ze smugą mąki na policzku w skupieniu wycina piernikowe gwiazdeczki.

Patrzę na nich, sama w cieście po łokcie, i cmokam Julkę w czubek głowy. Jej włosy pachną goździkami i imbirem. Jest początek grudnia, pieczemy pierniczki. Te choinkę (trzeba w nich zrobić dziurkę, jak tylko wyjdą z pieca) i te do jedzenia. Lukrowane, pudrowane, polewane czekoladą. Z piernikowego ciasta robimy szopkę - w tym roku wychodzi wyjątkowo piękna, chociaż pasterze w trakcie pieczenia niespodziewanie rozrastają się wszerz, a święty Józef ma dziwny bąbel z ciasta na głowie. - To czapka na mróz - decyduje Jaś. - Z futra.

I zaśpiewaj...

Znosimy ze strychu zimowe miasteczko - 24 domki z otwieranymi dachami. Ustawiamy je na belce kominka. Codziennie rano dzieci odnajdują domek z właściwą datą i wyjmują coś dobrego. Potem jeszcze jedna wyprawa na strych i... och! ach! - zjeżdżają na dół pudła z choinkowymi ozdobami.

- Mamo! To ja robiłam, jak byłam mała, patrz! - piszczy Julka. Ostrożnie dotykamy oblepionego watą aniołka.

- A to ja! - Jaś poznaje swoje pawie oczko.

Zaglądam do pudła i zanurzam ręce w szeleszczących papierkach.

- A to ja, to ja! - cieszę się jak Jaś, wyławiając łańcuch z bibułki i słomki, który robiłam z babcią, kiedy byłam mała. Pokazuję dzieciom czerwone serduszko z tektury zrobione przez ich praprababcię na jedną z wojennych wigilii.

- Mama pradziadka Stasia, tak? - Julka szuka na zdjęciach na ścianie - O, patrz, Jasiek, to ta pani, ta od listu.

"Ta od listu", bo co roku o tej porze czytamy list ze świątecznymi życzeniami od jednej praprababci do drugiej. Rozkładamy pożółkły, kruchy papier. 1942 rok, moi dziadkowie właśnie się pobrali. "Na ręce Szanownej i Drogiej Pani przesyłam opłatek z prośbą o przełamanie się nim w Wieczór Wigilijny z naszymi dziećmi". Dalej życzenia. Już po kilku zdaniach mam łzy w oczach. Ten list to jedna z naszych najpiękniejszych rodzinnych pamiątek.

Czas, zatrzymany na chwilę znowu rusza do przodu.

- Zrobimy aniołki - planuje Julka.

- I łańcuchy - dorzuca Jaś.

zakolęduj nam kolędo...

Co wieczór siadamy przy naszym wielkim stole. Zapalamy świece, wykładamy skarby: kolorowe bibułki, krepinę, sreberka. I orzechy, długie cukierki, słomki. Lepimy pawie oczka. Mży światło wiklinowej lampy i płomyki świec. Zerkam na męża, z wielkim przejęciem przylepiającego watę do ucha misia. Uśmiechamy się.

Na klejenie łańcuchów zapraszamy prababcie i pradziadków, babcie i dziadziusiów, namawiamy na opowieści z czasów, kiedy byli mali. Dzieciom płoną uszy z przejęcia.

Babcia Basia opowiada, jak pradziadek grał kolędy na skrzypcach i jak przed pierwszymi mrozami zrywała ze swoją babcią rajskie jabłuszka na choinkę. Za tydzień, dwa wybierzemy się do pradziadków po rajskie jabłuszka z tej samej jabłonki - już czekają na nas w piwnicy.

Pradziadek Jerzy opowiada o protestanckich zwyczajach świątecznych, o kartoflance ze śliwkami na wigilii po powstaniu. Prababcia Nona wspomina choinki do sufitu, a prababcia Hala przedwojenne święta - szczupaki nadziewane sardelami i turbota "au vin blanc". A pradziadek Staś kolorową tradycję kresowego dworeczku pod Nowogródkiem... A prababcia Krysia... .

że najbliżsi

Wreszcie ulubiony przez dzieci moment - piszemy listy do świętego Mikołaja. Julka pisze własny i w imieniu Jasia.

- A ty, mamo, co napiszesz? - pyta Jaś.

Myślę i myślę cały dzień. Wreszcie decyduję się.

- Chciałabym dostać zegarek. Taki dla duży, ciemnozielony, z kompasem. Taki zegarek dla podróżników.

- Przecież już masz zegarek - dziwią się dzieci. - Przecież ty nie podróżujesz nigdzie daleko.

Robi mi się trochę smutno.

- Pisz, Julciu - ratuje sytuację mąż. - Dla mamy zegarek dla podróżników.

- I narty biegówki - dorzucam - i książki.

- Ach! - przypomina sobie mąż - Do moich prezentów dopisz jeszcze latarkę czołówkę. Zawsze chciałem taką mieć.

Za kilka dni mikołajki. Pieczemy kruche ciasteczka i wieczorem zostawiamy dla Mikołaja: ciastka, kubek mleka, marchewkę i sianko dla renifera, rysunki od dzieci. Rano piski i krzyki nad prezentami. Zbiegamy na dół.

- Zjadł ciastka!

- Wypił całe mleko! Trochę rozlał!

- A renifer, patrz, jak naśmiecił marchewką! I ślady zostawili!

Znajdujemy listy od Mikołaja do dzieci. Znowu czuję się jak mała dziewczynka. Patrzę na rozlane mleko i czuję dreszcz na plecach.

zawsze blisko przy nas będą...

Święta coraz bliżej. Wysyłamy kartki. Obmyślamy prezenty. Prezenty oczywiście przynosi Mikołaj, ale dodatkowo własnoręcznie robimy po jednym dla każdego.

- Wiesz, mamo, ja chyba wolę dawać prezenty, niż dostawać - mówi Julka znad malowanego dla cioci obrazka na szkle. Jaś lepi z plasteliny.

- To będzie piesek dla wujka - demonstruje wałeczek z uszami.

Kiedy dzieci śpią, szyję dla nich muminki z jasnego aksamitu.

Wreszcie kolejna wyprawa na strych - znosimy wielką szopkę. Zrobiliśmy ją z Julką, kiedy byłam w ciąży z Jasiem. Montujemy lampki na słomianym dachu i...

- Ojejej - Jaś delikatnie dotyka sianka.

Wieczorami czytamy "Dziadka do orzechów", "Opowieść wigilijną".

że nikogo nie zabraknie przy tym stole...

Ostatni tydzień przed świętami. Wieszamy na drzwiach domu pęk sosnowych gałęzi z orzechami i jabłuszkami. W tym roku będzie nas w wigilię osiemnaścioro. Planujemy 12 potraw i dzielimy się zadaniami. Babcia Basia robi pierożki z kapustą i grzybami, śledzie w różnych sosach, makowce. Prababcia Nona faszerowaną rybę i makiełki. My robimy barszcz, kutię, piernik, kompot, kapustę ze śliwkami, sałatki. Pieczemy chleb i bułeczki. Pilnuję, żeby się nie spieszyć, nie denerwować i nie zmęczyć. Cieszymy się świętami, sobą, domem.

Rozkładamy stół i wystawiamy go na środek domu. Przy tym stole pierwszą wspólną wigilię obchodzili moi dziadkowie. Białe obrusy, przy każdym nakryciu świeczka, snopek siana i piernikowa gwiazdka z imieniem. Jedna bezimienna leży przy nakryciu dla niespodziewanego gościa. Ubieramy choinki. największą na dole, drugą w pokoju dzieci, trzecią, malutką, w naszej sypialni. Wieszamy jabłuszka, cukierki, orzechy, mandarynki, pierniczki. Czwartą choinkę ustawiamy przed domem i dekorujemy słoninką i przysmakami dla ptaków.

przy kolędzie najpiękniejszej z wszystkich kolęd

- Jest! Jest! - krzyczy Jaś.

Jest! Pierwsza gwiazdka, a wraz z nią wszyscy goście. Dzieci podskakują z radości. Dzielimy się opłatkiem. Prababcia składa życzenia, opowiada anegdotki o dawnych świętach. Śmieję się i rozglądam po twarzach - jak dobrze mieć ich wszystkich.

Nagle - dzwoneczki! Piski, krzyki, szczekanie psów. Dzieci pędzą do okien. Czuję, jak wali mi serce. Znowu mam siedem lat i czekam na pierwsze w życiu łyżwy.

- Tato! Mikołaj! - krzyczą Julka i Jaś. - Zostawił worek przed domem!

Jest worek! I drugi - na górze, wyraźnie wrzucony przez okno w dachu. I trzeci - na tarasie! I czwarty - przy bramie. Uff! Rozrywam papierki i układam prezenty jeden obok drugiego. Jakie piękne! I jest zegarek podróżnika! Rozglądam się. Mąż w latarce na głowie robi zdjęcia. Dziadkowie tańczą wokół choinki. Mój brat podrzuca Jasia pod sufit, a Julka za chwilę zejdzie z kolan ukochanej cioci, usiądzie do pianina i zagra "Dzisiaj w Betlejem". Śpiewamy do późnej nocy.

Więcej o: