1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dom pełen wyobraźni

Fantazja trzylatka nie ma granic. Co mają robić rodzice, gdy ich małemu Jasiowi towarzyszą nieustannie niewidzialni przyjaciele: chłopiec, pies i... gąsienica?
- Co będzie na obiadek? - spytał Jaś, odrywając się na chwilę od malowania.

- Ogórkowa i naleśniki - oznajmiłam.

- Mucio psyjdzie - oświadczył zafrasowany Jaś. - On nie lubi naleśników.

- Może zrobimy dla Mucia omlet - podsunęłam, pocieszając się, że gdyby Mucio nawalił, omlet zje Lucek.

- Mucio lubi omlety - zgodził się łaskawie Jaś.

- A Kotlet? - uprzejmie podtrzymałam konwersację.

- O, Kotlet tez psyjdzie. Kotlet je wsystko. Nawet twajozek - dodał z zadumą Jaś. Nienawidził twarożku.

- A Helmut? - drążyłam, pilnując, by nie pomylić imion.

- Helmut już jadł obiadek. Listki i tjawkę. I wiśniowy kompot.

- Helmut lubi kompot? - zainteresowałam się.

- Lubi - rzucił Jaś po chwili namysłu - ale tylko wiśniowy.

Chłopczyk Mucio, pies Kotlet i gąsienica Helmut

odwiedzali nas regularnie

od kilku tygodni. Mucio był bliskim krewnym Włóczykija z "Muminków", Kotlet - bardziej oswojoną wersją Lucka, a Helmut skrzyżowaniem gąsienicy z książeczki o owadach i dżdżownicy Magdy, koleżanki pszczółki Mai.

Często miewaliśmy kłopoty ze zlokalizowaniem całej trójki. Najprościej było z Muciem - zazwyczaj był obok Jasia, a w najgorszym razie zdarzało nam się zamknąć mu drzwi przed nosem albo "nadepnąć na nózkę". Kotlet też był przewidywalny, chociaż często układał się gdzieś pod nogami. Najgorzej było z Helmutem - biedny mąż już kilka razy o mało nie rozdeptał go na miazgę. Na szczęście Jasiowi w końcu udało się namówić Helmuta, żeby nie pełzał po podłodze, kiedy w pobliżu są ludzie.

Co wieczór myłam Muciowi zęby małą, zieloną szczoteczką. Kotlet bawił się z Luckiem, a obok Luckowej miski stała jego miseczka. O dziwo, Julka też dawała się wciągać w perypetie Mucia i Kotleta oraz problemy Helmuta, który - jak zapewniał Jaś - "psecwojacał się" w lodówce w motylka cytrynka. Do czasu, kiedy po powrocie ze szkoły zdenerwowana kłótnią z koleżanką wrzasnęła na Jasia karmiącego Kotleta kiełbasą:

- Nie ma żadnego Mucia!

To wszystko jest wymyślone! Nie rozumiesz? - wybiegła do swojego pokoju.

Jaś zamarł z kiełbasą w rączce i wybuchnął płaczem. Przez chwilę zawahałam się, które dziecko pocieszać najpierw. Przytuliłam Jasia mocno. Kotlet, jak mi się przez moment wydawało, zastygł z kiełbasą w pysku.

- Jozdeptała Helmucika - szlochał rozpaczliwie, a wielkie łzy kapały na moje ramię, na kiełbasę rozgniecioną w rączce i na zdumionego Kotleta. Jaś długo nie mógł się uspokoić. W końcu wrzucił resztki kiełbasy do miseczki Kotleta.

- Idę po lekajską tojbę - oznajmił i podreptał po bandaż, plastry i plik recept. W tym czasie przytulałam płaczącą Julkę i słuchałam o szczegółach kłótni z koleżanką ("I ona mi powiedziała, że jak jej nie dam mojego batonika, to ona mnie nie będzie lubiła"). Ustaliłyśmy, że wieczorem spokojnie zastanowimy się, co zrobić jutro z koleżanką ("zakleić jej buzię plastrem" - podsunęła Julka ochoczo).

- Chodźcie, ujatowamy Helmucika - zajrzał do nas Jaś.

Julka wytarła nos, zeskoczyła z łóżka i pobiegła za bratem.

- Najpiejw bandaz - zaordynował.

Zabiegi medyczne

trwały około kwadransa. Okazało się, że Helmucik nie jest tak całkiem "jozdeptany", jak wydawało się na pierwszy rzut oka. Osłuchany słuchawką, przetarty wodą utlenioną, zagipsowany do pasa, napojony syropkiem na kaszel i oblepiony plastrami, Helmucik był jak nowy. Wziął od Jasia receptę na krople do nosa, połknął dwie zielone pigułki z plasteliny i oddalił się w stronę łazienki.

- Posedł zobacyć się w lustse - wyjaśnił Jaś. I dodał, komentując słowa Julki, które wyraźnie nie dawały mu spokoju. - Mucia nie ma, bo posedł do sklepu po cekoladę.

Następnego dnia rano, kiedy przyrządzaliśmy owsiankę dla Mucia, Jaś nieoczekiwanie wyjaśnił:

- Wymyślone to tez pjawdziwe, tylko tak inacej.

Skinęłam głową i odetchnęłam z ulgą. Ale od tej pory, kiedy Julcia wracała ze szkoły, Mucio szedł się zdrzemnąć albo chował się w pokoju Jasia, Kotlet wychodził na samotny spacer, a Helmut zwijał się w kłębuszek w łóżeczku misia Edwarda i, jak zapewniał Jasio, pisał bajki. Julcia próbowała udobruchać Jasia, pytając o apetyt Kotleta i postępy Helmuta w przemianie w cytrynka, ale mały był nieufny.

Za to Mucio, Kotlet i Helmut uaktywniali się niezwykle, kiedy mąż miał wolny dzień i bawił się z Jasiem. Poprzedniego wieczoru streszczałam mu bieżące perypetie Jasiowych przyjaciół, a on powtarzał jak mantrę:

- Mucio - chłopiec, Kotlet - pies, Helmut - glista.

Obydwoje pamiętaliśmy

ten straszny dzień,

kiedy Jasio przedstawił tacie swoich kumpli i snuł jakieś zawile opowieści, a pełen dobrych chęci mąż zaproponował gorliwie:

- Pokroić Muciowi tego kotleta, czy sam sobie poradzi?

- Kotlet to pies - wycedził zimno Jaś po chwili krępującej ciszy i długo trwało, zanim dał się udobruchać.

Po tej okropnej gafie mąż bardzo się pilnował i z czasem okazało się, że lepiej niż ja wie, jakiego koloru są ulubione spodenki Mucia, jakie wafelki jada Kotlet i dlaczego Helmut lubi spać na szczoteczce do zębów (błee).

Mucio, Kotlet i Helmut, mocno obecni w życiu Jasia, kiedy byliśmy w domu, właściwie (poza spacerami) nie brali udziału w jego pozadomowym życiu, chowali się też gdzieś głęboko, kiedy Jasia odwiedzali prawdziwi koledzy, nasi znajomi lub rodzina. Mucio, Kotlet i Helmut to były stworzenia domowe. Co innego Indianin - Podróżnik. Pojawił się w naszym domu któregoś dnia, kiedy Jaś siedział pod dużym stołem w kuchni i opowiadał mi zawikłaną historię o lwach. Nagle zamilkł.

- Ujzałem tu coś tajemnicego

- odezwał się wreszcie (Jaś lubuje się w udziwnionych zwrotach z książeczek). - Ktoś w piójopusu. Chyba Indianin - wyjaśnił spokojnie.

Z dreszczem na plecach zajrzałam pod stół. W ciemnych czeluściach grubego, pustego w środku blatu na deseczce leżał pomarszczony kawałek czerwonego balonika z supełkiem i sznureczkiem.

- O! - skomentowałam oszczędnie.

- Właśnie - ucieszył się Jaś.

Od tej pory Indianin spod stołu prawie codziennie opowiadał Jasiowi o swoich przygodach i podróżach. Jaś ubłagał Julkę, żeby zgodziła się wstawić pod stół swój podświetlany globus (żeby Indianinowi łatwiej było "wytłumacyć, gdzie był"), i obydwoje spędzali pod stołem mnóstwo czasu.

Któregoś dnia dowiedziałam się od Jasia, że Helmut wreszcie stał się motylkiem. Po jakimś czasie, kiedy Jasia zaczął regularnie odwiedzać kolega Krzyś, niepostrzeżenie ulotnił się Kotlet ("wyjechał wypocąć").

Tylko wierny Mucio trwał i trwał, zajadał omlety i codziennie myłam mu zęby małą, zieloną szczoteczką.

Więcej o: