1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Jas, Julka i ich mama o "Dziecku"

?Dziecko? jest ze mną od stu miesięcy - prawie tak długo jak Julka.
- Mamo, Lucek depcze po Panu Kuleczce! - skarżyła Julka.

- Mamo, pocytaj o małpach - domagał się Jaś.

Rozejrzałam się z trudem odrywając od artykułu o tym, co robić, kiedy dzieci nas złoszczą. Siedzieliśmy na podłodze, przeglądając i czytając stare numery "Dziecka".

Średnio dwa razy w roku zabierałam się za porządki w archiwum. Dzielenie pisma na roczniki, a potem układanie po kolei numerami było ulubionym zajęciem Julki. I całe szczęście, bo gdybym miała robić to sama, musiałabym wyłączyć się z życia co najmniej na tydzień.

Segregatory ze starymi numerami "Dziecka" wciągały mnie jak narkotyk. Zawsze znajdowałam coś szalenie ciekawego, coś, co natychmiast musiałam przeczytać i zamiast układać, pogrążałam się

w lekturze.

Te same teksty czytałam zupełnie inaczej wtedy, kiedy Julka była malutka, inaczej, kiedy urodził się Jaś, i inaczej, kiedy Julka poszła do szkoły, a Jaś (naprawdę nie wiem kiedy) stał się całkiem dużym chłopczykiem. Grzebałam w segregatorach nie tylko gdy potrzebny był mi konkretny artykuł - gdy robiło się zimno i dni były krótsze przeglądałam zimowe numery w poszukiwaniu przedświątecznych inspiracji, w wiosennych numerach znajdowałam przepisy na ogródkowe eksperymenty i wielkanocne mazurki. Latem szukałam pomysłów na plażowe zabawy i ciekawe wyprawy, a jesienią przypominałam sobie, w co się bawić z przeziębionym, uwięzionym w łóżku maluchem albo czytałam o tym, jak rozmawiać z dziećmi o listopadowych wizytach na cmentarzu.

- Mamo, czy to ja? - pytała Julka, machając mi przed nosem prehistorycznym numerem "Dziecka" z opatuloną w niebieski ręcznik czarnooką buźką

na okładce.

- Jasne! I tu w środku to też ty.

- To z gołą pupą? Ale fajne - zainteresował się Jaś. - A ja? Cemu ja nie jestem na gazecie? - spytał z rozczarowaną miną.

- Jesteś - wyjaśniła Julka, grzebiąc w stercie z 2000 roku. - O tu - pokazała Jasiowi podobną buźkę, tyle że w czerwonym ręczniku.

- O! - rozpromienił się Jaś, przesuwając rączką po okładce. - Jaki miałem gładziutki naskójek. Zobac, mamo.

- Rzeczywiście - pomacałam okładkę i nie doceniwszy fantazji mojego syna, szybko wróciłam do tekstu o tym, jak znaleźć czas dla siebie, kiedy ma się małe dzieci, w jednym z pierwszych numerów "Dziecka".

Do tych numerów miałam szczególny

sentyment.

W 1995 roku byłam zupełnie niedoświadczoną, ale pełną dobrych chęci mamą malutkiej Julki i próbowałam odnaleźć się w tej nowej roli. Wiedziałam, czego nie chcę, mniej więcej wiedziałam, czego chcę, ale nie czułam się zbyt pewnie.

Do tej pory pamiętam uczucie olśnienia, kiedy wpadł mi w ręce zerowy numer "Dziecka". To właśnie to! - cieszyłam się. Ktoś ubierał w słowa dokładnie to, co czułam. Pismo uspokajało, radziło.

"Dziecko" nauczyło mnie poważnego traktowania własnego dziecka, prawdziwego, głębokiego kontaktu, nieufności do szybkich i pozornie skutecznych rozwiązań, niechęci do łatwizny i zaufania do własnej intuicji. Rzucałam się na każdy numer i zaczynałam czytać jeszcze przy kiosku.

Czytałam,

pchając wózek w drodze do parku (raz wpadłam w bardzo głęboką kałużę) i kończyłam czytać na parkowej ławce. Wyrastały mi skrzydła - chciało mi się robić z Julką mnóstwo rzeczy - bawić się, opowiadać, czytać, malować, zbierać liście, pokazywać świat z zupełnie innej perspektywy niż brudna, osiedlowa piaskownica, którą omijałam szerokim łukiem w drodze na pachnące trawą łąki, gdzie godzinami oglądałyśmy żuki, trawy, kwiatki i pasące się krowy...

- Naprawdę miałam się nazywać Anielka? - oderwała mnie od wspomnień Julka, z zapałem studiująca odcinek starego cyklu

o sobie.

Zna to wszystko na pamięć. Kiedy była malutka, ciągle domagała się czytania o sobie, a nawet była przekonana, że o jej przygodach pisze cała prasa. "Znajdź coś o mnie" - rzucała nonszalancko, wręczając mi jakąś gazetę.

Jasia zupełnie nie interesowały teksty o nim. Jaś kochał Pana Kuleczkę i rubrykę "Przyjemne i pożyteczne". Uwielbiał, gdy czytałam mu o czasie, kosmosie, jeziorach i rycerzach. Egzemplarze "Dziecka" z jego ulubionymi historiami mamy w dwóch egzemplarzach - jeden komplet stoi w biblioteczce Jasia.

Julka chętnie buszowała w starych numerach w poszukiwaniu felietonów o Kubie i Antosiu, swoich szkolnych kolegach i często czytała je Jasiowi, który z zapałem komentował:

- I dobze mu nas Kuba powiedział, pjawda?

Ostatnio Julka z zainteresowaniem oglądała w starych numerach "Dziecka" zdjęcia kobiet w ciąży, dzidziusiów w brzuchu, fotoreportaże z porodu. Czytała artykuły

o ciąży

i zadawała mnóstwo pytań, jednak traktowała temat rzeczowo i z dystansem. Za to Jaś oglądał zdjęcia w "Dziecku" wielce podekscytowany.

- Napjawdę byłem u ciebie w bzusku? Ojej! I nózki mi tez tak wisiały, jak kangujkowi? - dopytywał się olśniony. - A temu dzidziusiowi na zdjęciu gdzie wisą nózki?

Długo zastanawialiśmy się, o co chodzi z tymi nóżkami, aż mąż przypomniał sobie, że kilka dni wcześniej Jaś widział w zoo zwisające z torby mamy kangurzycy łapki małego kangurka. Próbowaliśmy tłumaczyć, ale Jaś był uparty.

- Powiedz im w tej gazecie, że tu nie ma nózek na zdjęciach. Cy oni nie wiedzą, ze cały dzidziuś miałby za ciasno? - tłumaczył, ale szybko dawał się udobruchać

Panem Kuleczką.

I Julka, i Jaś uwielbiali Pana Kuleczkę. Nad łóżkiem Julki wisiał Pan Kuleczka, kaczka Katastrofa i pies Pypeć, a nad łóżeczkiem Jasia dwa Pypcie i Pan Kuleczka.

Na widok "Dziecka" Jaś piszczał :

- Pocytajmy i popatsmy na Pana Kuleckę!

Teraz też zaczynał domagać się czytania, ale Julka właśnie zameldowała:

- Skończyłam! Zobacz, jak ładnie.

Podziwiałam i podziwiałam. Dziewięćdziesiąt dziewięć numerów! Niesamowite! Przecież tak niedawno miałam w ręku pierwszy!

- Teraz będzie numer... numer sto... - zaczęła Julka.

- Numej, numej! Ale śmiesnie! - zachichotał Jaś.

- ... i włożymy go tutaj - pokazała Julka. - Mamo, setny numer to jak setne urodziny!

- Staje ujodziny - pokiwał główką Jaś. - Ale wsystkiego najlepsego - rozpromienił się - I powiedz im o tych nózkach!

Więcej o: