1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Ścina

Nie od dziś wiadomo, że każda akcja wywołuje reakcję. Rodzice codziennie tego doświadczają.
Kilka dni temu Pitu wrócił ze szkoły zły jak osa.

- Nie chce mi się jeść - burk-nął i zamknął się w pokoju.

- Co się stało? - główkowaliśmy wspólnie, nie znajdując odpowiedzi.

- Może nie poszło mu z deklamowaniem tego wierszyka? Zapomniał i się zezłościł? - gdybałem.

- Albo pomylił się na kart-kówce - zastanawiała się Monika. - Pamiętasz, jak się zirytował, kiedy nie wyszło mu odejmowanie, i podarł kartkę?

Pokiwałem głową. Zdecydowanie Pitu miał południowy temperament. Zszedł co prawda na kolację, ale nie odezwał się ani słowem.

- Może jakaś dziewczyna? - zastanawiała się Monika.

- Przecież ma dopiero dziewięć lat. - Wzruszyłem ramionami.

- No właśnie. - Monika złowieszczo pokiwała głową.

Następnego dnia nie było lepiej. Pitu rzucił plecakiem w kąt, wściekł się na but, który nie dość szybko zdejmował się z nogi, i trzasnął drzwiami, zamykając się w pokoju. Poczuliśmy, że sprawa jest poważna.

- Może nie idzie mu w grupie rówieśniczej - wysunąłem mądrą tezę. Właśnie czytałem ciekawy artykuł o dynamice powiązań w grupach rówieśniczych i tak jakoś mi się skojarzyło.

- Albo ma kłopoty z samoakceptacją? - rozważała Monika.

Do niczego mądrego nie doszliśmy, bo Pitu zagadywany o to, czy dobrze mu się układa w szkole, czy wszystko w porządku i czy nie zdarzyło się nic przykrego, miał zawsze tę samą odpowiedź wygłaszaną z grobową miną, którą musiał mieć pewnie Napoleon, uchodząc z pola bitwy pod Waterloo:

- Wszystko fajnie.

Na wszelki wypadek za- sięgnąłem języka u wychowawczyni. Zdumiona po-kręciła głową i powiedziała, że wszystko jest w najwięk-szym porządku.

Tymczasem w domu mieliśmy mały huragan. Koty pryskały przed Pitu na wszystkie strony, a Kudłata, widząc nadciągającego ponurego brata, z piskiem wskakiwała mi na ręce:

- Tato, on mnie na pewno walnie.

I w końcu wczoraj tajemnica się wyjaśniła.

Pitu wpadł do domu rozpromieniony i rzucił się nam na szyję.

- Hej, rodzice, jestem głodny, kocham was.

- My ciebie też. A co właściwie się stało?

- Jak to, co. Od tygodnia nie mogłem wygrać z Marcinem w ping-ponga. Ale wreszcie nauczyłem się specjalnej ściny i ograłem go do zera. Ale się wkurzył. To głupie, no nie?