1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Na śmierć

Ważne rozmowy z dziećmi odbywają się zwykle przy obieraniu ziemniaków, odkurzaniu albo wyrzucaniu śmieci. Tak było i tym razem.
Naprawiałem akurat półkę, która w irytujący sposób nie dość, że była krzywa, to jeszcze odpadała od ściany, kiedy nadciąg-nęła Kudłata i niewinnie zapytała:

- A co robisz?

- Naprawiam półkę - odparłem.

- Aha, półki się psują, prawda. I ludzie się też psują.

- Oj tak - syknąłem, usiłując przymocować to diabelstwo do ściany.

- A można tak zachorować, że się umrze?

- No jasne - mruknąłem, myśląc o tej wstrętnej półce.

- A na co?

- Co na co? - Oderwałem się od półki.

- No, na co można zachorować, że się umrze zaraz i człowiek już nie będzie żył. - Kudłata spojrzała ponuro.

- Zachorować? Daj spokój - zorientowałem się, do czego dąży.

- Dużo ludzi choruje i umiera, i może zginąć - kontynuowała z grobową miną Kudłata.

- No, w zasadzie tak, ale nic się nie martw, nic ci nie będzie - uspokoi- łem ją, przypominając sobie, że przez ostatnie kilka tygodni dopytywała się o różne choroby, po czym usiłowała odkryć u siebie ich symptomy.

- No a co z rekinami? - zapytała bardzo poważnie.

- A co ma z nimi być? - zapytałem zbity z pantałyku.

- Zjadają ludzi - stwierdziła. - Mogą nas zjeść? Urwać nam ręce i nogi i będzie się nam lać krew i umrzemy?

- Nie mogą, bo na szczęście tu ich nie ma - wyjaśniłem.

- Ale załóżmy, że jakiś rekin wpłynąłby do nas, jakoś się przedostał i po prostu nam odgryzł nogę?

- To niemożliwe - odparłem z uśmie-chem. - To zupełnie tak, jakby u nas w ogródku wyrósł wulkan.

- A może wyrosnąć? I wtedy wszyscy zginiemy spaleni i zamienimy się w węgielki? - zapytała.

- Wykluczone - zapewniłem ją. - Prędzej meteoryt spadnie... - Ugryzłem się w język.

- A jak spadnie bardzo szybko, to zgniecie nasz dom i wszyscy, my i nasze koty, zamienią się w takie cienkie dymiące placuszki? - zapytała.

- Nie, skądże znowu! - krzyknąłem.

- A to szkoda, bo założyłam się z Madzią o lizaka, że to możliwe. - Kudłata westchnęła i poszła!