1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dawno temu

Miałem nadzieję, że opowiem dzieciom, co robiłem, jak byłem mały. To była głupia nadzieja.
Tata, a opowiesz nam jakąś ciekawą historię o dawnych czasach? - zapytała Kudłata.

- Jak dawnych? - uściśliłem.

- No, takich przed wojną. - Pitu zamyślił się. - Kiedy byłeś mały.

- Jasne - rozochociłem się. - Pójdziemy na spacer i wszystko wam opowiem.

Rozczuliłem się.

- Po tej ulicy chodziłem w krótkich majteczkach. A w tym sklepiku, na rogu ul. Mostowej, miałem niezwykłą przygodę. Otóż wszedłem sobie, jakby nigdy nic, zobaczyć, co mają nowego, a było to chyba w roku 1974, i osłupiałem.

- To było przed wojną - wtrąciła Kudłata.

- Nie, po wojnie - uciszyłem ją. - Słuchaj dalej. Na półce stało pięć modeli resorowców matchboxa po 60 złotych sztuka. Przez minutę chyba nie byłem w stanie powiedzieć ani słowa. Pięć modeli! Nikt mi nie uwierzy. A najlepsze było to, że miałem ze sobą 60 złotych - bo tyle kosztowały - i mogłem jednego kupić. Wybrałem Mini Morrisa, a potem przeżywałem katusze, bo nie otwierały się w nim drzwi, a w innych tak. Pobiegłem wymienić, ale na próżno. Wszystkie wykupiono i nigdy już nie pojawiły się w tym sklepie.

Po minach Pitu i Kudłatej widzę, że przy trzecim zdaniu stracili zainteresowanie. Historia brzmi absurdalnie. Przecież takie samochodziki leżą przy kasach w supermarkecie w wielkich stosach.

Próbuję się zrehabilitować. Dalej jest sklep warzywny. Teraz jest tu elegancka perfumeria, ale kiedyś....

- Kiedyś wasz tata zobaczył, że są tu banany i kolejka jeszcze nie była duża. Stanąłem i kupiłem je. Zaniosłem do domu i cała rodzina strasznie się ucieszyła - mówię coraz wolniej i czuję, że dzieci patrzą na mnie podejrzliwie. Banany? Kolejka? Czy z tatą wszystko w porządku? Wcześniej była opowieść o tym, jak poszedł na spacer z ulubionym pieskiem i cudem kupił 10 rolek papieru toaletowego.

- To prawda - dopowiadam. - Nawlokłem je na smycz i tak przyniosłem do domu.

- Tato! - Pitu westchnął. - Przecież mogłeś pójść do supermarketu. Tam jest dużo papieru.

- Nie było supermarketu - mówię.

- Nie było? Nawet Reala nie było? - Kudłata patrzy na mnie z powątpiewaniem.

Zarzekam się, że to prawda.

Kudłata szepcze coś z Pitu, a potem podchodzi z poważną miną.

- Ej, tato, no nie żartuj już tak sobie, bo to niemiłe. Opowiedz coś prawdziwego. Nie kłam.

- No dobra - wzdycham. - Chcecie usłyszeć opowieść, jak byłem kowbojem i ścigali mnie bandyci na wojnie.

- Tak! - krzyczą uszczęśliwieni. - A musiałeś ich zabić?

- No więc to było tak.... - zaczynam.