1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Wendeta

Największe wojny zaczynały się z powodów błahych. Pokolenia wcześniej ktoś kogoś obraził, może zlekceważył, zresztą nikt już tego nie pamięta. Mistrzami w tym są Albańczycy, którzy krwawą wendetę ciągną przez pokolenia. Otóż moje dzieci są Albańczykami.
Dzień jak co dzień, a z pokoju Pitu dobiega pomruk roz- juszonego smoka - czyli Pitu we własnej osobie. Nadsłuchujemy, zaraz będą trzaski. Oho - są trzaski. Teraz pora na krzyki. I są krzyki. Wreszcie pora na Kudłatą, która zjawi się pobita. Oho, a oto Kudłata we własnej osobie zjawia się pobita. Zaczyna długą opowieść o nieszczęśnicach, jakie się jej zdarzyły. Teraz pora na nas. Mamy kiwać głowami. Oho - kiwamy głowami. Teraz Kudłata żąda interwencji, ale na to się nie zgadzamy. Wiemy przecież, jak wyglądała ta historia. Wiemy, aż za dobrze.

Otóż Pitu walnął Kudłatą. To jego wina. Ona ukradła mu ulubionego bakugana. To jej wina. Tyle że on zabrał jej plastelinę, którą ona sobie przygotowała. To jego wina. Ona ugryzła go w stopę. To jej wina. On zjadł jej ostatniego cukierka - to jego wina, choć twierdzi, że się pomylił. Ona gwizdała przeraźliwie swoim gwizdkiem, choć wie, że on tego nie znosi (my zresztą też). To jej wina. On bawił się w jej pokoju i strącił jej puzzle i nie posprzątał - to jego wina. Ona przytrzasnęła mu palce drzwiami - to jej wina.

Nic dziwnego, że on się na nią zezłościł, nic dziwnego, że ona się zezłościła na niego.

No tak, może byśmy się bardziej przej- mowali, gdybyśmy nie przeprowadzili drobiazgowego śledztwa w zeszłym tygodniu, gdy Pitu przysiągł, że już nigdy nie spojrzy nawet na Kudłatą i jak tylko ją zobaczy, to stłucze ją na kwaśne jabłko. A Kudłata stwierdziła, że nie wypowie do niego ani słowa aż do końca świata.

Wyglądało na to, że mówią poważnie. On miał ślady zębów Kudłatej na swojej ręce, a ona ślady jego pięści na plecach.

Już, już miałem jak zwykle przeprowadzić przesłuchanie, nałożyć kary, zagrozić reperkusjami, brakiem lodów, bajek, gier, odesłać do pokojów, by rozpamiętywały swoje winy w samotności i zastanawiały się po raz kolejny, czy można bić siostrę i czy należy gryźć brata, nawet jeśli ma się setki powodów z przeszłości.

Ale jakoś mi się odechciało. Zerknąłem na chmurnego Pitu i zezłoszczoną Kudłatą i westchnąłem.

- Wiecie co, jak to lubicie, to ja się poddaję.

Zajrzałem do nich parę minut później. Układali puzzla, komplementując się wzajemnie.

- Wiesz, Kudłata, ty jesteś dobra w kwiatkach.

- Wiesz, Pitu, a ty ładnie znajdujesz liście.