1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Godzinka

Czas, jak wiadomo, jest niezwykłą rzeczą. Niekiedy wlecze się jak lokomotywa parowa, innym razem mknie jak pociąg ekspresowy. Czas z dziećmi to zupełnie inna sprawa.
Była sobota, mieliśmy iść do kina, gdy niespodziewanie okazało się, że musimy przed wyjściem wysłać kilka ważnych meili, wydrukować jakieś umowy, zadzwonić w ważnej sprawie - jednym słowem, zająć się przez godzinę tymi nudnymi sprawami, którymi zwykle zajmują się rodzice w przerwach między bawieniem się pet shopami, braniem udziału w występach i teatrzykach oraz zabawą w berka.

- Dzieci! - zawołałem. - Musimy teraz z mamą zająć się ważnymi sprawami przez godzinkę. Potem ruszamy do kina, ale teraz, bardzo proszę, pobawcie się cicho sami i nie przeszkadzajcie. Dacie radę?

- No jasne, tato - odparł z wyrzutem Pitu. - Przecież jestem już duży. Mam osiem lat.

- Ja też jestem duża, mam sześć lat,

ale lepiej czytam niż Pitu - oznajmiła Kudłata, wzruszając ramionami.

- Jak cię zaraz walnę! - zirytował się Pitu.

- O to właśnie chodzi, żeby się nie walić, nie szczypać, nie przezywać, nie przeszkadzać nam przez godzinę - przedstawiłem plan.

- No, mówiłem przecież, że jesteśmy duzi. - Pitu westchnął z ubolewaniem.

Monika usiadła do komputera, ja do telefonu. Wykręciłem numer pewnego ważnego profesora, przedstawiłem się i rozpocząłem rozmowę.

- Tato, a dostaniemy soczku? - Pitu wetknął głowę przez drzwi.

- Weźcie sobie sami.

- Ale nie dostanę do szklanki, jest za wysoko.

- Wyjmijcie ze zmywarki.

- Ale tato, ja chcę swoją szklankę, tę z dinozaurem.

- Nie musi być z dinozaurem. Nie, to nie do pana, panie profesorze.

Wyjąłem szklankę, nalałem soku, a nie jest to proste, kiedy rozmawia się z profesorem o rzeczach, o których mało się wie i usiłuje się przy tym notować.

Wróciłem akurat, by nakryć Kudłatą, która molestowała Monikę:

- Mamo, a mogę zagrać na komputerze?

- Nie, teraz muszę coś wydrukować, mieliście się bawić.

- Ale mamo, ja chcę się bawić w szkołę, a Pitu mówi, że nie będzie się mnie słuchać, bo nie jestem nauczycielką. Powiedz mu coś.

- Powiedz mu coś, bo ja nigdy tego nie skończę - syknęła moja żona.

- Dzieci, mamy ważne sprawy, wracajcie do zabawy i żadnych kłótni przez godzinę - zakomenderowałem. - Nie, to nie do pana, panie profesorze.

- Tato, głodny jestem. - Pitu znów wetknął głowę przez drzwi.

- Śniadanie było pół godziny temu i zjadłeś pół kanapki.

- No tak, bo wtedy nie byłem głodny, a teraz jestem. Chciałbym cztery kanapki z szynką, bo jestem głodny jak wilk.

- Ja cię zabiję. Nie, to nie do pana, panie profesorze.

- Ale tato, naprawdę umieram z głodu. Brzuch mnie boli i mi się zapadł, zobacz.

Poszedłem do kuchni i zrobiłem kanapki, na wszelki wypadek też dla Kudłatej, i soczku na zapas. Potem wróciłem do rozmowy, ale tylko na minutę.

- Tato, a Pitu mówi, że widział pająka.

Boję się.

- No co, naprawdę widziałem. - Pitu wzruszył ramionami.

Pogroziłem mu palcem i wróciłem do rozmowy.

- Tato, a Kudłata wygłupiała się przy stole i wylała soczek. - Pitu przybiegł zaaferowany.

- Przepraszam tatuniu, już nie będę. - Kudłata zalała się łzami. - Nie gniewasz się?

- Cały obrus zalany - jęknąłem. - Nie, to nie do pana, panie profesorze.

Godzina upłynęła niepostrzeżenie.

Nie dokończyłem rozmowy, Monika nie wydrukowała tekstu, czas upływał nieubłaganie.

Dzieci zerknęły na zegar.

- Idziemy już do kina? Minęła godzina.

- Nie, jeszcze nie skończyliśmy. - Teraz ja westchnąłem ciężko.

- Oszukałeś nas. - Pitu zrobił złą minę. - Obiecałeś, że przez godzinę wszystko zrobicie i pójdziemy do kina.

- No właśnie! - Kudłata się rozpłakała. - Dlaczego złamałeś obietnicę.

Więcej o: