Na języku

Leszek K. Talko
30.06.2008 , aktualizacja: 30.06.2008 12:57
A A A Drukuj
Kiedy byłem w wieku Pitulka biegałem cały dzień po lesie. A on biedak wkuwa dwa języki.

ZOBACZ TAKŻE
Czasy się zmieniły i Pitu z Kudłatą mają w przedszkolu dwa języki. Angielski i hiszpański. Miał mieć też japoński, ale jakoś do tego nie doszło i po cichu odetchnąłem.

Zaciekawieni badaliśmy stopień zaawansowania językowego.

- Czego się nauczyłeś?

- Angielskiego - dumnie wyprężał pierś Pitu.

- No tak, ale powiedz jakieś słowo?

- Oj tato, to trudne powiedzieć słowo - patrzył na mnie z wyrzutem..

Cóż, miesiące mijały a Pitu wciąż nie mógł sobie przypomnieć żadnego słowa z lekcji, na które pilnie codziennie chodził.

Wreszcie po roku przyszedł z dumną miną. - Wreszcie pamiętam słowo - ucieszył się.

- No dawaj - zamarłem w oczekiwaniu.

- Benkju - wypalił Pitu.

- Benkju? - zdziwiłem się. - A co to znaczy.

- Oj tato, to znaczy dziękuję. Zapomniałeś?

Pitu z Kudłatą chodzą również na hiszpański. Po roku nauki przynieśli słowo: akul.

Tego rozgryźć już nie byłem w stanie. Zaś ani Kudłata ani Pitu nie mieli pojęcia co to słowo znaczy.

- Najpierw się nauczyłem słowa, a kiedyś dowiem się co znaczy - filozoficznie westchnął Pitu.

Dopiero pani w przedszkolu otworzyła mi oczy.

- Uczyliśmy się nazw kolorów - wyjaśniła. Niebieskiego.

- No jasne: azul.

Po roku wytężonej nauki hiszpańskiego i angielskiego i dwoma wyuczonymi słowami pojechaliśmy za granicę - do Włoch.

- Będziemy mówić w obcym języku - ekscytował się Pitu. - Ja powiem benkju.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów