1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Kinderparty

Różnych rzeczy nie spodziewaliśmy się zostając rodzicami. Nie oczekiwaliśmy też tego, że dzieci rozpoczną życie towarzyskie i uczuciowe. I niestety będziemy musieli brać w nim udział.
Wszystko zaczęło się od tego, że Kudłata wróciła z placu zabaw z ważną miną i oświadczyła:

- Zaprosiłam Zosię, żeby się bawić.

- Uhm - kiwnąłem głową. - A kim jest Zosia?

- Oj tato, nie pamiętasz - zamachała rękami Kudłata. - Zosia jest fajna.

Na razie musiało mi to starczyć.

Nadchodzące dni udowodniły mi, że nasze dzieci nadzwyczajnie poszerzyły grono znajomych. Codziennie dowiadywaliśmy się, że Przemek to potrafi skakać i jeździć na hulajnodze, Marysia zaś wisieć głową w dół. Każda taka opowieść kończyła się nieodmiennie proszącym spojrzeniem.

Tato, chcielibyśmy ich odwiedzić w domu.

- Tak, tak powiedziałem nieuważnie. - Musieli by was zaprosić ich rodzice.

Następnego dnia Pitu wręczył mi mały liścik. W środku była mapka dojazdu i dopisek: Serdecznie zapraszamy na kinderparty w sobotę.

Zdawało się, że od soboty dzielą nas całe miesiące. Pitu z Kudłatą co piętnaście minut zadawali pytanie: A do soboty to dużo czasu?

Niemniej jednak sobota nadeszła i o godzinie 17. zameldowaliśmy się w domu rodziców Zosi.

- Który to numer? - szukałem po kieszeniach zaproszenia.

- O Boże, a co to za maszkara - Monika pokazała mi dom z wieżyczkami w kolorze krwistoczerwonym.

- O, witam państwa - odezwała się pani domu czekająca przy płocie i najwyraźniej zdecydowana nie słyszeć słów mojej żony.

- Ekhm, ładny dom - wyjąkała Monika.

Nasze dzieci popędziły do pokoju Zosi, a my zostaliśmy sami i zapadło kłopotliwe milczenie.

Za płotem dostrzegłem ulotkę wyborczą partii politycznej, o której sądziłem, że składa się z kretynów i złodziei i uznałem, że to dobry sposób na przełamanie impasu w rozmowie.

- Pani też wsuwają te idiotyzmy za drzwi. Przecież trzeba być idiotą, żeby na nich głosować.

- A ten kandydat to jakiś troglodyta - uśmiechnęła się Monika. - A hasło ma: mądrość i uczciwość. Kto mu to wymyślił.

- To mąż - oznajmiła pani jakby zimniejszym tonem. - Kandyduje.

- Aha - markotniałem. - To ciekawe.

Weszliśmy do domu. Rozpaczliwie omiotłem wzrokiem czarną podłogę i wściekle seledynowe ściany, ale rozsądnie nic nie powiedziałem.

- O jaka ładna biblioteka - ucieszyła się Monika próbując ciągnąć konwersację. - Dużo państwo czytają?

- Nie mamy czasu - prychnęła gospodyni. - Książki są dla półgłówków. To skórzane imitacje grzbietów. Prawda że dobrze wyglądają? Otwiera się i w środku jest alkohol. A państwo czym się zajmują?

- Piszemy książki - powiedziałem i ugryzłem się w język.

- Aha - powiedziała gospodyni.

Zerknąłem na zegarek. Była 17.03. Z góry zbiegła Kudłata wołając.

- Mamo, mamo chce tu zostać do wieczora. Jest super.

W tym momencie wszedł pan domu - poznałem ze zdjęcia.

- Jakiś debil zastawił wjazd - zawołał. - I to citroenem. Co za kretyn kupuje citroeny.

- Ja - zgłosiłem się. - Ja. Zaraz przesunę.

- Przygotowałam coś do jedzenia - powiedziała Pani domu.

- Super - uśmiechnęła się Monika. - My lubimy wszystko z wyjątkiem flaków i żeberek.

Kopnąłem ją, ale było już za późno.

- Oprócz flaków są jeszcze ziemniaki - powiedziała pani domu.

- Uwielbiamy - jęknąłem i spojrzałem na zegarek. Była 17.05.

No cóż, kiedyś dzieci spytają mnie, co to jest wieczność, miłość i poświęcenie. Wtedy opowiem o tej wizycie. To była wieczność.

Więcej o: