1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Rysa

Rodzice powinni dzień i noc nie spuszczać oczu ze swoich pociech. Lekturą czy piciem herbaty mogą się zająć dopiero, kiedy dzieci wyjadą już na studia
Te wszystkie urocze anegdotki z naszego dzieciństwa stanęły mi przed oczami. Ten mały Lesio, który upiera się, żeby całkiem sam zakładać wycieraczki w samochodzie (to były czasy niezrozumiałe dla naszych dzieci, czasy, w których wycieraczki trzeba było na noc zdjąć, żeby nikt ich nie ukradł). Albo ta mała Monisia, która koniecznie chciała przynieść szklane butelki, i sobie poharatała rękę.

Cudownie się to opowiada i znakomicie się słucha. Ech, jacy byliśmy mali i jakież to było zabawne! Po prostu boki zrywać.

Tak sobie dumałem, oglądając drzwi naszego samochodu. Na drzwiach był ludzik. Trochę koślawy, ale jednak ludzik. Miał główkę, rączki i nóżki. I był pracowicie wydrapany gwoździem w lakierze.

- Kto to wymyślił? - jęknąłem. Samochód dopiero co wrócił od lakiernika po tym, jak go zarysowała ciężarówka. Wyglądał jak nowy. Prawie cały tydzień. A teraz ten ludzik.

- To on! - Kudłata oskarżycielsko wskazała na Pitu.

- Ale to ona znalazła gwoździa - trzeźwo zareplikował Pitu.

- Ale ty rysowałeś ludzika - wykrzyknęła Kudłata. Ja nie chciałam.

- A co chciałaś? - zapytała podchwytliwie moja żona.

- Chciałam konika. Koniki są ładne - uśmiechnęła się wdzięcznie Kudłata. - I wiesz, chcę jeździć na konikach. I będę miała konika.

Zauważyłem, że dyskusja zmierza w niepożądanym kierunku i czułem, że pora by ją jakoś podsumować, zwłaszcza że nikt oprócz mnie nie traktował sytuacji poważnie.

- Nie przejmuj się - poradziła mi moja żona. - To tylko dzieci.

- Rany boskie, o Boże - jęknął mój przyjaciel Robert, kiedy pokazałem mu ludzika następnego dnia. - O rany, Boże drogi. I co mu powiedziałeś?

- A co miałem powiedzieć - wzruszyłem ramionami. - Nigdy w życiu nie rysuj po samochodzie.

Popatrzył na mnie z niedowierzaniem.

Niestety, dla naszych dzieci to był dopiero wstęp do kreatywności.

Po dwóch dniach zwabiony dziwną ciszą zszedłem do kuchni. Pitu i Kudłata przysunęli sobie stołeczki i stali przy płycie elektrycznej, mieszając coś energicznie.

- O, tato, robimy miksturę - wyjaśniła Kudłata.

- Miksturę? - zdziwiłem się.

- No tak, wrzuciliśmy do garnka różne rzeczy i mieszamy.

W rondelku pływały grzyby shitake, makaron ryżowy, coś zielonego, co zidentyfikowałem jako pesto, coś brązowego, co, jak stwierdziłem, było konfiturą, a wszystko razem było podlane butelką oliwy extra virgine.

Dzieci, od dziś nie rysujemy po samochodzie i nie wlewamy żadnych rzeczy z kuchni. Czy to jasne? - westchnąłem.

- Oj, no dobra, tato - burknęła Kudłata.

Następnego dnia do Pitu i Kudłatej wpadł kolega. Wszyscy razem energicznie budowali zamek w piasku, a my poszliśmy na herbatę.

Rodzice nie powinni chodzić na herbatę. Jak wiadomo powinni dzień i noc nie spuszczać oczu ze swoich pociech a lekturą czy piciem herbaty mogą się zając w bardziej sprzyjającym okresie - na przykład, kiedy dzieci wyjadą już na studia.

A wiesz, że zasypaliśmy dziurę? - pochwalił się Pitu.

Jaką dziurę? - przestraszyłem się.

No taką, co była - wyjaśnił Pitu. Z dumą zaprowadził mnie przed dom. W miejscu, gdzie jeszcze niedawno był kanał odpowietrzający do szamba, nie było nic prócz góry piachu.

Wszystko zasypaliśmy - pochwaliła się Kudłata.

No cóż, od tego czasu minęło kilka dni. Jesteśmy aktualnie przy zasadzie numer 27. Zasada 27 jest prosta: Węża ogrodowego nie wnosi się do domu i nie odkręca wody, żeby sprawdzić, czy na schodach robi się wodospad. Nie i już. Mimo że za 30 lat to będzie doskonała anegdotka.