1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Zwykły wieczór

Z drugiego pokoju dobiegła kakofonia dźwięków, które moje wrażliwe ucho ojca zinterpretowało jako skakanie Kudłatej po klawiszach pianina.
Kudłata chichocząc złowieszczo, wylewała wodę z umywalki na podłogę, a w rosnącą kałużę wrzucała czyste ręczniki, zaśmiewając się do rozpuku. Pitu z bliżej niewyjaśnionego powodu zamiast się kąpać w wannie uciekł z niej i teraz latał po mieszkaniu goły i ociekający wodą, goniąc psa, który właśnie wrócił z podwórka. Obaj tarzali się po ziemi i świeżo umyty Pitu przez chwilę wyglądający jak czyste dziecko przybrał znów swój naturalny, szaroprzybrudzony kolor.

- Koniec zabawy - usiłowała się przedrzeć przez wrzaski moja żona. - Godzina 21, idziemy do łóżeczek.

W tej chwili z drugiego pokoju dobiegła kakofonia dźwięków, które moje wrażliwe ucho ojca zinterpretowało jako skakanie Kudłatej po klawiszach pianina.

Wpadłem do pokoju. Kudłata skakała goła i mokra po klawiszach pianina.

- Ja tańczę tato - wrzasnęła uradowana, po czym widząc moja minę, czmychnęła za firankę, ściągając ją z karnisza, który z głuchym jękiem odpadł ze ściany.

- Niechcący to zrobiłam tatusiu - wyjaśniła i śmignęła mi między nogami, zanim zdążyłem zareagować.

- Liczę do trzech i macie być w łóżkach - wrzasnąłem nie bardzo wiem do kogo, bo tylko stłumione chichoty sugerowały obecność dzieci w domu.

Po pięciu minutach znalazłem Kudłatą w szafce ze sprzętem elektronicznym, gdzie udało jej się zamknąć.

- Niechcący nadepnęłam na radio tatusiu - wyjaśniła. - Bardzo przepraszam. Coś odpadło.

Zaniosłem ją do łóżeczka, widząc kątem oka, że coś wielkości Pitulka śmignęło w stronę kuchni.

- Do łóżka - ryknąłem. - Będzie czytanie bajeczki. Ale tylko dla tych, którzy leżą w łóżku.

- Ja jestem grzeczna - uśmiechnęła się wdzięcznie Kudłata.

Zostawiłem ją w łóżku i poszedłem szukać Pitu. Monika odkryła go zaśmiewającego się do rozpuku w szafce kuchennej. Nawet się specjalnie nie zdziwiłem, kiedy odtransportowałem go do łóżka i nie zobaczyłem nawet śladu jego siostry.

Gdzieś w domu rozlegało się tylko ciche kukanie.

- Kudłata, to już nie jest śmieszne, wracaj do łóżka - zawołałem.

- Nie wrócę, bo kukułki nie śpią w łóżkach - usłyszałem odpowiedź.

Po kolejnym kwadransie udało nam się doprowadzić do chwilowego zwycięstwa. Każde dziecko leżało w swoim łóżeczku, choć żadne nie zamierzało zasnąć.

Jednym słowem był to kolejny wieczór zwykłych rodziców walczących kolejną godzinę z potomstwem i mających coraz mniejszą nadzieję na zwycięstwo.

- Wiesz, ile dzieci miała Ania ze Złotego Brzegu? - zapytała mnie moja żona z dzikim błyskiem w oku.

Nie miałem pojęcia. Książki o Ani mnie ominęły.

- Miała szóstkę - westchnęła Monika.

- Oszalała i resztę życia spędziła w zakładzie zamkniętym - zapytałem pro forma.

- Nie, bardzo je kochała i chciała ich mieć więcej - odparła Monika, łapiąc Pitu, który właśnie wrzucił Kudłatej do łóżka piach z butów, a ona wylała na jego łóżko wodę.

O 23, kiedy dzieci poszły już spać, a ja byłem tylko cieniem człowieka, powlokłem się do biblioteczki, żeby znaleźć książkę o Ani.

Otworzyła mi się na stronie, gdzie dzieci leżały grzecznie w łóżeczkach, a Ania przyszła je pocałować na dobranoc.

Do łóżeczek położyła je stara wierna Zuzanna.

Tak, teraz rozumiem Anię.

Więcej o: