1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Nic

Czasem w życiu rodziców nadchodzi chwila, kiedy muszą się zmienić w połączenie niezmordowanego Phileasa Fogga z szybkim jak błyskawica Batmanem.
Gdzie mój samolocik? - zaniepokoił się Pitu pewnego pięknego dnia.

- A mój, a mój? - zawtórowała Kudłata.

- Pewnie zostały u babci - rzuciłem lekko.

To był błąd, powinienem powiedzieć coś innego. A za błędy się płaci. Natychmiast.

- Jedź do babci i przywieź - zażądał Pitu.

- 400 kilometrów? - usiłowałem być logiczny (kolejny błąd). - Weźmiemy samolocik, kiedy odwiedzimy babcię za miesiąc.

- Nie, chcę teraz mój samolocik! - Pitulek

zakręcił się teatralnie i runął na ziemię.

- Nie mam samolocika - Kudłata rzuciła się za nim.

Od tej chwili samolocik stał się najważniejszym i jedynym tematem. Pitu z Kudłatą opłakiwali samolociki rano, przy obiedzie i przed pójściem spać.

- Nie wytrzymamy miesiąca - westchnęła Monika. - Zadzwonię i poproszę, żeby przysłali nam te samolociki w paczce.

- Samolociki przyniesie pan listonosz - zawiadomiliśmy z samego rana.

- Dziś przyniesie? - chciał wiedzieć Pitu.

- No, dziś raczej nie - skrzywiłem się. - Może jutro albo pojutrze.

- Ja chcę dziś samolocik, zaraz - jęknęła Kudłata.

- Ja też zaraz - ryknął Pitu.

Niestety, listonosz nic nie przyniósł ani jutro, ani pojutrze. Kiedy zjawił się z pustymi rękami popojutrze, sytuacja była dramatyczna.

- Pewnie paczka zaginęła. Kupię takie same samolociki na aukcji internetowej - rzuciłem, bo naoglądałem się pomysłowego Dobromira i uznałem, że do odważnych świat należy.

- I co? - zapytała Monika następnego dnia, kiedy zobaczyła mnie z podpuchniętymi od niewyspania oczami.

- Masz samolocika? - zainteresował się Pitu.

- Siedziałem pół nocy i nic - wyznałem.

- Chcę samolocika - Pitu padł na podłogę, płacząc, jakby właśnie stracił rodzinę.

- Myśl, myśl - zachęcałem sam siebie do wysiłku, bo nasz dom stanął na krawędzi rozpadu.

Z pokoi dochodziły płacze i pochlipywania dzieci. Nie ulegało wątpliwości, że kwestią czasu jest wizyta kogoś z opieki społecznej, kto będzie sprawdzał, czy dzieciom nie dzieje się krzywda.

Po kolejnej nieprzespanej nocy miałem już pomysł. Kupiłem na aukcji dwa samoloty i kazałem je przesłać absurdalnie drogim kurierem do domu. Nie były idealnie takie same, ale od czegóż mamy intelekt. Poleciałem do sklepu modelarskiego na drugim końcu miasta po specjalną farbę, a Monikę wysłałem, żeby szukała na mieście nalepek - takich jak na oryginałach.

Wróciliśmy do domu wieczorem wykończeni i kiedy nieświadome niczego zapłakane dzieci poszły spać, usiedliśmy nad fałszerstwem. Nie było łatwo, ale po kilku godzinach pracy samoloty nawet przypominały oryginał.

Położyliśmy się o świcie. Rano obudziły nas jak zwykle płacze. Trochę zieloni z niewyspania dumnie wkroczyliśmy do ich pokoju z samolocikami.

- Ojejku, ojejku - uśmiechnęły się. - Pan listonosz przyniósł?

- Tak, był w nocy - potwierdziliśmy.

- Jejku, jejku - powtarzał zaaferowany Pitu.

Podszedł do okna i wyrzucił swój samolot.

- Ja też rzucam - ucieszyła się Kudłata i rzuciła swoim.

Ostrożnie wyjrzałem przez okno. Pod nami leżały rozpryśnięte w dziesiątki kawałków szczątki samolocików.

- Jejku, ale fajnie leciały! - ucieszył się Pitu.

- Nie szkoda ci? - zdziwiła się Monika.

- To nic - nasz syn machnął ręką. - Włącz bajkę.