1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Winda

Dzieci powinny mówić prawdę - wszyscy rodzice o tym marzą. Marzyliśmy - no to mamy.
Winda to straszne miejsce. Rodzic ciągnący za sobą swoje pociechy ma szanse na otwartej przestrzeni. Nawet w sklepie może umknąć albo wpatrywać się w skupieniu w sufit, udając, że to nie jego dzieci. Ba, może nawet kiwać głową i wzdychać: co to za wychowanie, za moich czasów to było nie do pomyślenia. W windzie sprawa ma się zupełnie inaczej. Z windy nie da się uciec, a udawanie, że dzieci należą do kogo innego, nie wypada przekonująco.

No, ale do rzeczy. Dzień zapowiadał się wspaniale, a Pitu i Kudłata już stali przy drzwiach i niecierpliwie dreptali w miejscu.

- No, chodźmy już, tato - narzekał Pitu.

- Oćmy, oćmy - pokrzykiwała Kudłata.

Po zwyczajowej walce o to, kto przywoła windę, Pitu wyszedł ze śladami małych zębów na dłoni, a Kudłata z odciskiem większej piąstki na czole. Wsiedliśmy. Winda zatrzymała się piętro niżej, a drzwi otworzyły się, wpuszczając parę w średnim wieku.

Dzieci przestały wymieniać argumenty siłowe i zwarły szeregi.

- Ta pani jest bardzo gruba - zawiadomił mnie Pitu scenicznym szeptem.

Zerknąłem na sufit. Istotnie - pani była bardzo gruba, ale potwierdzanie albo zaprzeczanie nie leżało w moim interesie.

- Pan fuj - skomentowała Kudłata po zlustrowaniu towarzysza podróży.

Gotów byłem się z nią zgodzić, niewątpliwie panu i jego pstremu wdzianku przydałaby się wizyta w pralni i łazience, niemniej nie była to informacja, którą gotowy byłbym się podzielić. Zerknąłem na wyświetlacz. Do parteru zostało nam jeszcze 10 pięter, które winda pokonuje zwykle w pół minuty. Kiedy bohater książki wyznaje, że każda sekunda ciągnęła się w nieskończoność, zwykle uznaję to za chwyt literacki. Sekunda to sekunda, a pół minuty mija niepostrzeżenie. Tym razem było inaczej.

- Nie lubię tej pani - zawiadomił mnie Pitu. A na wypadek, gdyby pani nie usłyszała, powiedział dobitnie: - Nie lubię pani.

Zerknąłem na wyświetlacz. To niewiarygodne, ale od parteru dzieliło nas jeszcze dziewięć pięter.

- Ale rezolutne dziecko - odezwała się pani, przerywając milczenie.

- Nie jestem żadne dziecko - zezłościł się Pitu. - Jestem Pitu. A pan brzydko pachnie.

Zerknąłem na wyświetlacz. Jeszcze siedem pięter. Zacząłem się gorączkowo zastanawiać, czy czytałem cokolwiek o tym, co rodzic może zrobić w windzie, aby wybrnąć z takiej sytuacji. Chyba nic.

- Panu może być przykro - zacząłem ratować sytuację około szóstego piętra.

- Pan gupi, pan gupi - zanuciła Kudłata, uśmiechając się radośnie.

- Pana też nie lubię - naburmuszył się Pitu.

- A tobie nie jest przykro, kiedy Kudłata cię przezywa? - moralizowałem, zerkając na wyświetlacz. Zostały jeszcze cztery piętra.

- Już nie przezywa, bo ją walnąłem w głowę - wyjaśnił Pitu. - A zresztą ja nie śmierdzę.

Doszedłem do wniosku, że dziś winda jedzie wyjątkowo wolno.

- Kudłata nie jest gluba, niegluba - szeptała tymczasem Kudłata. - Pani gluba, gluba.

- A gdyby twój tata tak mówił o innych ludziach, to byłoby im przykro - powiedziała dobrotliwie pani.

Pitu zacukał się na chwilę, potem jego buzię rozjaśnił uśmiech triumfu.

- A wczoraj tata zobaczył jednego kretyna i powiedział, że to kretyn, i temu kretynowi nie było przykro - obwieścił.

Brzęczyk przerwał niezręczną ciszę. Parter.

- Zajechał tacie drogę ten kretyn - mówił Pitu. - Tata mówił, że nie można kłamać.

- Idziemy już, idziemy - wyciągałem towarzystwo z windy.

- A pan też wygląda jak kretyn - kontynuował Pitu. - Mama mówi, że takie kurtki może nosić tylko kretyn.

Odciągnąłem dzieci na w miarę bezpieczną

odległość. Chyba zaczniemy używać schodów. Pół minuty prawdomówności może naprawdę człowieka dobić.

Więcej o: