1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dziki Zachód

Miasteczko, jak to w westernie. Główną ulicą w tę i z powrotem cwałuje grupa podpitych kowbojów, waląc na wiwat z rewolwerów, a na ganku ćmi fajeczkę znudzony szeryf. Ten szeryf to ja.
Znów ktoś wylatuje oknem. Szeryf pędzi mu z pomocą, błyskając gwiazdą i rewolwerem.

- Co się stało? - pyta szeryf.

- Kudłata sama zleciała z tapczanu. Skoczyła, wiesz - poważnie przekonuje Pitulek.

- On, on! - woła oskarżycielsko Kudłata i masuje sobie głowę.

- Nie można spychać siostrzyczki - tłumaczy szeryf i pakuje winnego do paki.

Po dwóch minutach następna rozróba w saloonie. Szeryf pędzi na miejsce. Pitu siedzi na Kudłatej i dusi ją, usiłując wyrwać jej samochodzik, a ta kopie go obiema nogami.

- Nie wolno! Stop! Rozejść się! - drze się szeryf.

- Ale to ona zaczęła! - ryczy Pitu.

- On, on - jodłuje Kudłata.

Minuta przerwy i kolejna rozróba. Zziajany szeryf przybiega na miejsce. Kudłata sprytnie zaczaiła się na Pitu i złapała go za włosy. Teraz wyrywa mu je po kępce, a Pitulek bezskutecznie usiłuje ją z siebie strząsnąć. Udaje mu się tylko zrzucić talerz ze stołu i rozbić go.

- Proszę natychmiast przestać! - woła szeryf.

- To ona zaczęła! - wrzeszczy Pitu.

- On, on - skarży się Kudłata.

Szeryf już nie może, więzienie jest przepełnione, zresztą nie sposób wszystkich wsadzić do paki. Postanawia więc objąć ludność miasteczka programem reedukacji, naiwnie sądząc, że to odciągnie młodych ludzi od łamania prawa.

- Zajmiemy się pieczeniem ciasteczek - tłumaczy szeryf zgromadzonej widowni. - To świetna zabawa. Będziemy mieszać ciasto, a potem foremkami wycinać wzorki i robić ludziki.

- Super, świetnie, ooooo - cieszy się gawiedź.

- Zaczniemy od rozbicia jajek - zaczyna szeryf. - Zaraz, chwila, nie w głowę.

- Ona we mnie rzuciła jajkiem - ryczy Pitu i wali Kudłatą chochlą.

- Spokój, spokój - nawołuje szeryf. - Ja zrobię ciasto, a wy będziecie wycinać.

- Dobrze - zgadzają się podejrzanie zgodnie.

- Foremka nie służy do odciskania głowy - napomina szeryf Pitulka, który usiłuje wyciąć coś z policzka Kudłatej. Ta się nie daje i drapie go po nodze.

- Auuuu, udrapała mnie! - wrzeszczy Pitu. - A masz! - rzuca w nią ciastem.

- Proszę o spokój - tupie nogą szeryf. - Przypominam, że robimy ciasteczka.

- Ałaaaaa, ona mnie ugryzła! - ryczy Pitu.

Kudłata z niewinną miną ogląda ślady czyichś ostrych zębów na nodze Pitu.

- Chciałem tylko przypomnieć, że się fajnie bawimy. Dom, ciasteczka, rodzinna atmosfera - duka powoli szeryf, ale nikt go nie słucha.

- Nie zabieraj mi mojego ciasta, ty wariatko! - krzyczy Pitu.

- On, on, a sio - piszczy Kudłata i szykuje zęby i pazury.

- Znowu chce mnie ugryźć, pobij ją i wsadź do więzienia - Pitu chowa się za szeryfem.

Kończę sam ciasteczka i wsadzam do piekarnika.

Teraz już rozumiem, dlaczego szeryfowie na westernach nie reagowali na burdy w saloonie wrzeszczących i strzelających kowbojów.

Siedzę sobie na ganku i ćmię fajeczkę. Jak zwykle ktoś wylatuje oknem albo strzela w powietrze, ktoś kogoś gryzie. Nie rusza mnie to, najwyraźniej dobrze się bawią i lubią się gryźć. Ja wstanę z tego ganku tylko wtedy, kiedy ktoś napadnie na bank albo zjawią się Indianie. Howgh!