1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Kontrola jakości

W zakładach przemysłowych istnieją kontrolerzy, którzy sprawdzają, czy wszystko, co schodzi z taśmy, nie odbiega od normy.
Siódma rano. Śniadanko.

- Daj jajeczniczkę - zarządza Pitu, a Kudłata potakująco potrząsa grzywką.

Wyznaczony pracownik, czyli ja, pędzi do kuchni, pamiętając, że Pitu lubi jajeczniczkę na kiełbasce, bardzo ściętą, natomiast Kudłata nienawidzi w jajecznicy kiełbaski, woli mniej ściętą, za to żąda pomidorka i cebulki, których Pitu nie znosi. Patelnia jest tylko jedna, więc kładę po prawej kiełbaskę, po lewej pomidorka i liczę, że mi się upiecze. A gdzie tam.

- A co to? - Pitu przychodzi z reklamacją, trzymając oskarżycielsko coś, co identyfikuję jako kawałek cebulki wielkości około dwóch mikronów.

- Paproszek - kłamię na poczekaniu.

- Wiesz, że nie lubię cebulki - marszczy brwi Pitu.

- To się nie powtórzy - zarzekam się i widzę,

że nie jest dobrze, bo Kudłata znalazła właśnie kawałek kiełbaski, który można oglądać tylko pod mikroskopem, i zdegustowana wyrzuciła całość na podłogę.

Wzdycham i idę po szczotkę, a tymczasem

Pitu żąda, żeby Monika nalała mu soczku.

- A co to? Nie lubię! - nadyma się Pitulek.

- Malinowy się skończył. To porzeczkowy. Może być, prawda? - niezręcznie tłumaczy się Monika.

- Nie może! - ryczy Pitu. - Daj malinowy, przecież wiesz, że piję malinowy.

Zły siada na kanapie. Dopiero rano, a jakość obsługi już jest katastrofalna. Co będzie dalej?

Dalej wcale nie jest lepiej. Wybieramy się na spacerek, a Monika słabym głosem usiłuje namówić Pitulka, żeby włożył inne spodnie, bo jego ulubione przybrały barwę do tego stopnia nieokreśloną, że trzeba było wreszcie je wyprać i sprawdzić, czy kiedyś były zielone.

- Nie włożę innych, lubię tamte! - zarzeka się Pitu, uciekając po mieszkaniu. - Przecież wiesz!

Ja usiłuję ubrać Kudłatą, co jest zadaniem niewykonalnym, bo Kudłata może i ma niecałe dwa lata, ale świetnie wie, co chce założyć, a czego nie. Nie chce na przykład brązowej czapeczki i ja wiem dlaczego. W fioletowej wygląda lepiej. Ale kontrola jakości nawaliła i zgubiła fioletową.

- Ale może przynajmniej przymierzysz - jęczę, podczas gdy Kudłata skacze po czapeczce, pokazując mi, co o niej myśli.

Na spacerze usiłujemy pójść w stronę parku, ale nasze dzieci wybijają nam to z głowy.

- Nie pamiętasz, że trzeba kupić bułę - ryczy oburzony Pitu, a Kudłata kopie mnie w nogę, żeby poprawić pracę mózgu ojca.

No jasne, zapomnieliśmy kupić drożdżówki na spacerze, to przecież stały punkt programu. Wracamy do sklepu, a Pitu wgryza się w drożdżówkę, mrucząc coś ponuro pod nosem.

Potem wracamy do domu i usiłuję zadowolić swojego syna obiadem, a Kudłatą sałatką, bo oczywiście moje dzieci różnią się w kwestii diety diametralnie.

- Ten kotlecik jest ohydny - informuje mnie Pitu. - W przedszkolu są lepsze.

- Postaram się lepiej - kiwam głową.

Kudłata zaś wybiera starannie z sałatki wszystkie pomidorki i układa je na podłodze tak, że natychmiast w nie wdeptuję.

- To nie! - mówi ze złością i odchodzi.

Sprzątam pomidorki - jeszcze wczoraj je lubiła, dam głowę - i widzę, jak Monika usiłuje zbudować coś z klocków.

- Nie wiesz, że inaczej się buduje - ryczy Pitu i wyrywa jej klocki.

Naburmuszone idą spać. Znowu się nie sprawdziliśmy, a kontrola jakości po prostu leży. Jak tak dalej pójdzie, to wylecimy z roboty. Chyba że znajdziemy kontrolera.