1. I trymestr ciąży

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
  2. II trymestr ciąży

    1. 15
    2. 16
    3. 17
    4. 18
    5. 19
    6. 20
    7. 21
    8. 22
    9. 23
    10. 24
    11. 25
    12. 26
    13. 27
  3. III trymestr ciąży

    1. 28
    2. 29
    3. 30
    4. 31
    5. 32
    6. 33
    7. 34
    8. 35
    9. 36
    10. 37
    11. 38
    12. 39
    13. 40
  4. I rok życia

    1. 1
    2. 2
    3. 3
    4. 4
    5. 5
    6. 6
    7. 7
    8. 8
    9. 9
    10. 10
    11. 11
    12. 12
    13. 13
    14. 14
    15. 15
    16. 16
    17. 17
    18. 18
    19. 19
    20. 20
    21. 21
    22. 22
    23. 23
    24. 24
    25. 25
    26. 26
    27. 27
    28. 28
    29. 29
    30. 30
    31. 31
    32. 32
    33. 33
    34. 34
    35. 35
    36. 36
    37. 37
    38. 38
    39. 39
    40. 40
    41. 41
    42. 42
    43. 43
    44. 44
    45. 45
    46. 46
    47. 47
    48. 48
    49. 49
    50. 50
    51. 51
    52. 52

Podaj: planowaną datę porodu lub datę urodzin dziecka

Dochodzenie

Że dzieci kłamią - to wiedziałem. Ale w tym wieku?
W życiu każdego rodzica nadchodzi taki moment, że nasza pociecha (to takie ładne słowo wymyślone przez speców od marketingu na określenie nieznośnego bachorka) zaczyna mówić. Niedługo później następuje kolejny punkt zwrotny, o wiele trudniejszy do zdiagnozowania. Nasza pociecha zaczyna na serio korzystać ze wszelkich korzyści, jakie daje posługiwanie się językiem. Zaczyna mijać się z prawdą, wkrótce buja na całego, no i wreszcie po prostu łże w żywe oczy.

Do niedawna wierzyłem mojemu potomkowi w ciemno. Trudno było spotkać bardziej prawdomówne dziecko. Wracał na przykład z podwórka troszkę poobijany, więc jak to dobry ojciec, pytałem.

- Co się stało?

- Chłopczyk mnie bił.

- A ty jego biłeś?

- Biłem.

- A czym?

- Rączką i nóżką.

Pitu zeznawał szczerze, jak przyłożył rączką Kudłatej i jak potem poprawił nóżką, i bez ogródek pytał:

- Mogę jeszcze trochę pobić siostrzyczkę?

Aż tu pewnego razu Kudłata rozryczała się wniebogłosy, przybiegłem do pokoju i zastałem Pitu studiującego z filozoficzną miną książeczkę.

- Pobiłeś siostrzyczkę - zapytałem pro forma, bo na plecach Kudłatej widać było ślad po czyjejś małej piąstce.

- Sama się pobiła - mruknął Pitu, nie przerywając oglądania książeczki.

Od tej pory rozmowy z Pitu stały się idealnie podobne do rozmówek znanych z seriali detektywistycznych.

- Czy widział pan coś podejrzanego? - pyta detektyw (czyli ja).

- Niczego widziałem, niczego słyszałem, tylko tu przechodziłem - odpowiada złoczyńca (czyli Pitu), ukrywając za plecami narzędzie zbrodni, czyli w dowolnej kolejności traktor, młotek, łopatkę, rakietkę do tenisa.

- Rozumiem, proszę nie wyjeżdżać z miasta, być może będę miał dalsze pytania - informuje detektyw.

- Jasne - odpowiada złoczyńca, po czym daje nogę i tyle go widzieli.

Ponieważ zeznania ofiary, czyli Kudłatej, ograniczają się na razie do okrzyków "uuuuu", nie mogą być brane pod uwagę w śledztwie i skazaniu winnego.

Już się pogodziłem z tym, że Pitu można schwytać wyłącznie na gorącym uczynku, kiedy mój syn poszerzył asortyment przekrętów i zaczął manipulować rzeczywistością.

- Jak było w przedszkolu? - pytałem go raczej z obowiązku, bo właśnie z zapamiętaniem rzucał się z kumplem na stos poduszek i przez kwadrans odmawiał pójścia do domu.

- Fajnie było, fajnie - wydyszał wreszcie, kiedy zdołałem go przekonać, że może już pójdziemy do domu. - Samoloty robiliśmy i kotleciki zjadłem, i bawiliśmy się.

Pitu był w świetnym humorze do czasu, kiedy przekroczył próg domu.

- Hej, już jesteś - ucieszyła się Monika. - Powiedz, jak było w przedszkolu.

Pitu nagle jakby zmalał, zgarbił się i głosem człowieka ciężko doświadczonego przez los wychrypiał:

- Niefajnie, koledzy bili Pitulka. Nie lubię przedszkola.

- Ojejku - zatroskała się Monika. - Bili cię? A zjadłeś coś?

- Nie zjadłem, nic nie było do jedzenia - chlipnął Pitu i na myśl o własnej niedoli w oczach zaszkliły mu się łezki. - Masz może czekoladkę, mamusiu?

Siadł w kąciku i zjadał czekoladkę, popłakując nad swoim losem. Kudłata też dostała czekoladkę. Kilka minut później ryk Kudłatej wezwał mnie do pokoju. Kudłata leżała, rycząc przywalona wielkim misiem, a Pitu siedział, pociągając nosem i zjadając czekoladkę siostrzyczki.

- Niedobra Kudłata. Uderzyła Pitulka w głowę - przedstawił własną wersję wypadków.

- A czym? - zainteresowałem się.

Pitu namyślał się tylko przez chwilę. Spojrzał mi ufnie w oczy i wyjaśnił:

- Czekoladką.